Piętnastoletni chłopiec, który próbował
uciec z Tybetu, został postrzelony przez chińską policję przy granicy z
Nepalem i zmarł później w szpitalu. Do strzelaniny doszło w listopadzie
zeszłego roku, ale krewny, który widział całe zajście, dopiero teraz wydostał
się z Tybetu. Rodzina zabitego miała otrzymać od Biura Bezpieczeństwa Publicznego
40 tys. yuanów (4.819 USD) odszkodowania.
Piętnastoletni Jesze Dundrub, który uciekał z Tybetu by zostać mnichem, został postrzelony przez policję w okręgu Saga (prefektura Szigace) 21 listopada 1998. Rannego przewieziono do szpitala, gdzie zmarł o 9 rano następnego dnia. Drugi piętnastolatek, postrzelony w nogę, jest najprawdopodobniej nadal w Tybecie. Obaj chłopcy wędrowali w grupie około 40 Tybetańczyków. W pobliżu granicy z Nepalem uciekinierzy natknęli się na trzydziestoosobowy oddział policji, która kazała im stanąć. Zaraz potem padły strzały ostrzegawcze – twierdzą zgodnie członkowie grupy, którzy są dziś w Nepalu. Tybetańczycy, wiedząc, że zostaną aresztowani, rozbiegli się w różnych kierunkach, a policja otworzyła do nich ogień.
Większość członków grupy została aresztowana, ale kilka osób zdołało uciec i jest dziś w Katmandu. Krewni Jeszego wynajęli prawnika, by wniósł oskarżenie przeciwko BBP. Z raportów wynika, że otrzymali 40 tys. yuanów odszkodowania, co wskazuje, iż BBP postanowiło przyznać się do błędu. Takie procesy są rzadkością – większości rodzin nie stać na wynajęcie prawnika, wielu boi się też represji. Policja chińska rzadko strzela do uciekinierów; w ostatnich latach w ogóle nie pojawiały się informacje o takich incydentach. Złapanych na próbie ucieczki z reguły aresztuje się i przez pewien czas przetrzymuje w więzieniu.
Grupa, z którą szedł Jesze, wybrała drogę przez Szigace i Saga, ponieważ uchodzi ona za słabiej strzeżoną (uchodźcy docierają nią do regionu położonego na północny zachód od granicznego miasta Dram; droga przez Tingri i Dram jest bezustannie patrolowana).
Jesze Dundrub pochodził z okręgu Kardze (chiń. Ganzi) w Khamie. Jego brat, który był w tej samej grupie, twierdzi, że Jesze chciał się uczyć i wstąpić do klasztoru w Indiach. Decyzja o ucieczce spowodowana więc była zapewne nowym ograniczeniem swobód religijnych w Tybecie, gdzie nie uzyskałby zgody władz na wstąpienie do klasztoru, ponieważ nie był pełnoletni.
Jesze jest drugą ofiarą strzelaniny na
granicy w ciągu ostatnich pięciu miesięcy. We wrześniu 1998 Namczung Gjaco,
dwudziestosiedmioletni mnich z klasztoru Ragja w Amdo, został postrzelony
przez nepalską policję w Katari przy granicy z Indiami. Zmarł kilka godzin
później w drodze do szpitala.