TIN News Update
13 marca 1998

 

Śnieżyce w Tybecie:
Organizacje charytatywne i wojsko walczą z kryzysem

 

 

Zachodnie organizacje charytatywne proszą o pomoc w związku z ogromną operacją w Tybecie. Tysiącom koczowników i pasterzy grozi głód. Przedstawiciele jednej z europejskich organizacji, którym udało się dotrzeć do prefektury Nagczu w TRA, szacują, że w regionie padło ponad 20 procent jaków. Chorują setki Tybetańczyków; prawdziwą plagą są odmrożenia i śnieżna ślepota.

 

Oficjalne źródła podają, że śnieżyce nie spowodowały żadnych zgonów, a straty w stadach są “pod kontrolą”. 4 marca Dziennik Ludowy donosił: “Dzięki głębokiemu zatroskaniu naczelnych władz Partii i Rady Państwa oraz wsparciu mieszkańców i żołnierzy ze wszystkich regionów kraju, ofiary klęski powstały, aby się ratować. W walce z żywiołem świta już jutrzenka zwycięstwa”.

Belgijska organizacja Lekarze Bez Granic, której przedstawiciele dotarli do okręgu Amdo w Nagczu (12-14 lutego), informowała, że “mimo wysiłków władz lokalnych, rządu centralnego i wojska, nie wystarczy środków na niesienie pomocy w następnych miesiącach”. “Uzyskaliśmy wreszcie dostęp do regionu. Jeśli zezwoli się nam na określenie potrzeb, zamierzamy uruchomić tam program pomocy charytatywnej na niewielką skalę”, powiedział rzecznik LBG. Jednym z najpoważniejszych problemów wydaje się brak lekarstw – warunki okazały się zbyt surowe dla wykorzystywanych do transportu koni.

Zamiecie przeszły przez czterdzieści okręgów Tybetu, zamieszkiwanych przez 900 tys. osób; od września do lutego temperatury wahały się od –30 do –40 stopni Celsjusza. 2 marca Dziennik Ludowy informował, że “400 tys. kilometrów kwadratowych pastwisk północnego Tybetu zmieniło się w morze śniegu. 260 tys. pasterzy z 1030 osad znajduje się w rozpaczliwej sytuacji”.

Sytuacja wygląda najgorzej w sześciu okręgach prefektury Nagczu, zamieszkiwanych przez 170-180 tys. koczowników. Ponieważ burze śnieżne w tym regionie oraz w Ngari, Szigace, Lhasie i Lhokhce zaczęły się o miesiąc wcześniej niż zwykle, koczownicy i pasterze nie zdążyli przygotować się do zimy. Większość wędrowała między obozowiskami bez zapasów opału, pożywienia i ciepłych ubrań. Jaki, owce i kozy, od których zależy życie koczowników, nie znajdują pożywienia na pokrytych głębokim śniegiem pastwiskach.

 

Pomoc

 

Autorzy białej księgi “Kolejne postępy w dziedzinie praw człowieka w Tybetańskim Regionie Autonomicznym Chin”, cytowanej 24 lutego przez Xinhua, piszą, że do stycznia rząd centralny przeznaczył 42 miliony yuanów (4,9 miliona USD) na pomoc charytatywną. 21 lutego Xinhua doniosła, że jedenastoletni Lobsang Czamba Lhundrub, mianowany przez władze Panczenlama, przeznaczył 30 tys. yuanów (3500 USD) na pomoc dla ofiar śnieżyc w północnym Tybecie.

W lutym stacjonująca w Lhasie delegacja szwajcarskiego Czerwonego Krzyża rozdawała uwięzionym w śniegach koczownikom pożywienie i opał. Władze lokalne zwróciły się o również pomoc do włoskiej organizacji Comiteto Internazionale per lo Sviluppo dei Popoli (CISP). CISP dostarcza wyposażenie i szkoli personel “ostrego dyżuru” Pierwszego Szpitala Ludowego w Lhasie a także nowo powstającego pogotowia, które finansuje rząd włoski. Organizacja ta ma wkrótce otrzymać pokaźną dotację UE na żywność i opał dla ofiar klęski, co świadczy to o aprobacie władz chińskich dla obecności w Lhasie [zagranicznych] organizacji pozarządowych, które zajmują się medycyną.

12 marca brytyjski departament ds. rozwoju międzynarodowego ogłosił, że przyznał LBG dotację w wysokości 250 tys. funtów na żywność i leki dla koczowników. Dotacja pokryje 40 proc. kosztów pomocy LBG – żywność, leki, opieka medyczna – w sześciu okręgach prefektury Yushu (prowincja Qinghai), oddalonych o tysiąc kilometrów od stolicy regionu Xiningu. Klęska dotknęła 60 proc. populacji tego regionu. 26 stycznia Xinhua doniosła, że w Yushu padło ponad 300 tys. sztuk bydła, a 10 tys. pasterzy odniosło rany lub zachorowało na skutek mrozów.

 

Chińskie relacje

 

Chińskie media koncentrowały się przede wszystkim na solidarności, z jaką lokalne społeczności walczą z żywiołem. Według Dziennika Ludowego z 2 marca, pasterze i koczownicy z Nagczu powołali ponad 3000 “grup pomocy wzajemnej”. W pięciu wioskach okręgu Amdo “co szósty dom zmienił się w placówkę samopomocy”, w której mieszka kilka rodzin, by “oszczędzać opał i słomę”. “Lud Tybetu niewzruszenie walczy o uruchomienie produkcji i odbudowuje domy, wyglądając pięknej wiosny”, donosiła gazeta.

Śnieżyce stały się też okazją do “wyrażania poparcia” dla władz lokalnych i armii. “Duch z jakim wojsko ryzykuje życiem, niosąc pomoc ofiarom klęski, głęboko poruszył tybetańskie masy. Tybetańskie masy okazują głęboką miłość tym, którzy są im drodzy”, informował Dziennik Ludowy 2 marca. Żołnierze AL-W, czytamy dalej, mimo braku tlenu, zimna, głodu i wyczerpania, spędzili w Tybecie całą zimę. Choć wszyscy cierpieli z powodu odmrożeń, “żaden nie chciał zejść z posterunku, gdy nadeszły posiłki”.


[powrót]