TIN News Update
15 czerwca 1999
 
 

Tybetańczycy przeciwni projektowi Banku Światowego



Bank Światowy przyznał, że wielu Tybetańczyków jest przeciwnych projektowi wiążącemu się z przesiedleniem dziesiątków tysięcy chińskich chłopów do tybetańskiego regionu prowincji Qinghai – mimo że publiczne wyrażanie takich opinii może być dla nich bardzo niebezpieczne. Dziesięć procent Tybetańczyków, z którymi, na zlecenie Banku, przeprowadziła wywiady chińska agenda rządowa, stwierdziło, że nie chce realizacji tego projektu. Krytykują go również międzynarodowe organizacje pozarządowe i administracja Stanów Zjednoczonych. Tybetańscy chłopi i pasterze obawiają się jego wpływu na środowisko naturalne i konfliktów, jakie może wywołać napływ nowych osadników. Władze ChRL nie pozwalają mniejszościom na wyrażanie opinii, które kłócą się z poglądami rządu, gdyż “szkodzi to macierzy”.
 
 

W związku z kontrowersjami Bank Światowy przełożył decyzję dotyczącą finansowania projektu Walki z Ubóstwem w Chinach Zachodnich. Rada Banku zajmie się tą sprawą nie 8, a 22 czerwca. Dalajlama, urodzony w jednym z okręgów, do których mają być kierowani chińscy osadnicy (Pingan, tyb. Congkhakhar, prefektura Haidong), zwrócił się do Banku z prośbą o ponowne rozpatrzenie projektu z uwagi na zagrożenie, jakie na dłuższą metę może on stanowić dla tybetańskiej kultury i tożsamości narodowej w regionie. Amerykański Sekretarz Skarbu, Robert Rubin, stwierdził wcześniej, że rząd Stanów Zjednoczonych “jest głęboko zaniepokojony” i “skłania się do wyrażenia sprzeciwu” wobec projektu.

Opóźnienie może utrudnić Chinom uzyskanie preferencyjnego oprocentowania kredytu i zepsuć ich dobre stosunki z Bankiem Światowym, który pożycza ChRL więcej pieniędzy niż jakakolwiek instytucja finansowa. W zeszłym roku Bank udzielił Chinom dwa miliardy dolarów pożyczek i dotacji. Wiarygodne źródło informuje, że chińscy urzędnicy mówili przedstawicielom Banku w różnych krajach, iż wycofanie finansowego wsparcia dla projektu postawi pod znakiem zapytania stosunki Banku z Chinami.
 
 

Zakrojony na wielką skalę Projekt Walki z Ubóstwem w Chinach Zachodnich wiąże się z przesiedleniem 57.775 ubogich chłopów – głównie Hanów i chińskich muzułmanów Hui oraz 3446 Tybetańczyków – ze wschodniej części prowincji Qinghai do położonego w Basenie Qaidam okręgu Dulan (tyb. Tulan). Napływ nowych chińskich osadników jeszcze bardziej zmarginalizuje Tybetańczyków i Mongołów, którzy już są mniejszością w regionie. Według obliczeń Banku, Tybetańczycy stanowić będą tylko 14 proc. populacji (dziś 22,7 proc.). W zeszłym tygodniu Bank opublikował dokument, z którego wynika, że równie dramatycznie pogorszy się sytuacja Mongołów. Zdaniem Banku liczba muzułmanów Hui wzrośnie z 4,6 do 33,6 proc., a Hanów – z 26,3 do 41,3 proc.

Rzecznik Banku Światowego powiedział TIN, że podczas formalnych konsultacji, w których uczestniczyli urzędnicy państwowi, mimo związanego z tym ryzyka, 9,9 proc. tybetańskich rodzin w regionie sprzeciwiło się przenoszeniu chińskiej ludności do Dulan. Za wyrażanie takich opinii Tybetańczycy są wtrącani do więzień– rząd ChRL nie zezwala bowiem mniejszościom na mówienie o jakimkolwiek konflikcie interesów z państwem. Tylko 29 proc. Tybetańczyków objętych badaniami, które prowadził państwowy Instytut Badań Geograficznych Płaskowyżu Qinghai, poparło udział Dulan w projekcie; 62 proc. zadeklarowało “neutralność”. Rzecznik powiedział, że Bank Światowy “cieszy się” z tych sprzeciwów, gdyż wskazują one, iż Tybetańczycy mogą korzystać z “pewnej wolności słowa”. Jego zdaniem wspomniana “neutralność większości Tybetańczyków wydaje się “pozytywna”.

Wszyscy chłopi i pasterze z okręgu Dulan, z którymi przeprowadzono wywiady, obawiają się ewentualnego wpływu projektu na środowisko naturalne w regionie – wynika z drugiego badania Banku, obejmującego 159 chińskich, tybetańskich i mongolskich gospodarstw. Opublikowany przez Bank dokument poświęcony szacunkom ekologicznym mówi, że 100 proc. objętych badaniem chłopów i pasterzy z różnych terenów regionu (Balong, Chasuhe, Qingshuihe i Yikegaoli) obawia się, iż “wycinanie drzew zniszczy środowisko naturalne, dziką faunę i florę”. 21 proc. chłopów i pasterzy różnych narodowości boi się, że napływ osadników i wzrost liczby ludności “wywoła niepokoje społeczne”. Autorzy raportu piszą dalej, że większość (93 proc.) badanych w obecności urzędników “wyrażało gotowość do zastosowania się do wytycznych rządu i przyjęcia imigrantów”. Ta odpowiedź, w zestawieniu z powszechnym lękiem o środowisko i strachem przed niepokojami społecznymi, wskazuje, że badani doskonale wiedzieli, iż sprzeciwy wobec polityki rządu są nielegalne. Obawy przed “niepokojami społecznymi” na tle narodowościowym mogą więc być bardziej powszechne, niż wynika to ze statystyk banku.

W zeszłym tygodniu ten sam rzecznik powiedział, że zlecając badania, Bank nie był świadomy, iż uczestniczący w nich Tybetańczycy mogą zostać skazani za przestępstwa takie jak “zagrażanie etnicznej jedności państwa”. TIN posiada sentencje chińskich wyroków, wedle których “wywoływanie dysput o charakterze etnicznym” i “próby podkopania jedności narodów” są przestępstwami. W 1994 roku w prefekturze Haixi, do której należy Dulan, skazano trzech Tybetańczyków za “przestępstwo polegające na dzieleniu i niszczeniu jedności etnicznej”. Dwudziestodziewięcioletni Namlo Jag został skazany na cztery i pół roku więzienia za “nielegalne organizowanie grupy kontrrewolucyjnej” i “prowadzenie działalności niepodległościowej”. Namlo, który w lutym uciekł za granicę, mówi, że za ową “działalność niepodległościową” uznano krytykowanie napływu chińskich osadników do Tybetu. “Jestem przeciwny chińskiej imigracji do Tybetu, ponieważ zagraża to kulturowej i społecznej tożsamości Tybetańczyków, a także odbiera im pracę – powiedział wczoraj TIN. – Na moim przykładzie widać, jak niebezpieczne jest wypowiadanie się w tak politycznie drażliwych kwestiach. Tybetańczycy, którzy mówią o swoich obawach wobec projektu Banku Światowego, są naprawdę odważni. Nic dziwnego, że go nie chcą, gdyż najlepiej znają długofalowe skutki przenoszenia ludności do miejsc takich jak Dulan. Wzrośnie napięcie między Tybetańczykami, Mongołami i Chińczykami. A potem przyjedzie jeszcze więcej Chińczyków. Tybetańczycy, którzy powiedzieli, co myślą, stanęli nad przepaścią. Teraz chciałbym tylko, żeby ktoś ich chronił. Organizacje międzynarodowe powinny zrobić dla nich wszystko, co w ich mocy”.

Rządowa agencja Xinhua poinformowała dziś, że Tybetańczycy z Dulan “wyrazili entuzjastyczne poparcie dla projektu”, a rzecznik MSZ, Zhang Qiyue, powiedziała na konferencji prasowej, iż “zachodnie media i tybetańskie organizacje separatystyczne”, które oskarżają Chiny o “asymilowanie Tybetańczyków”, są w błędzie. Projekt w Qinghai ma jej zdaniem spełniać wszelkie kryteria Banku oraz “życzenia lokalnej ludności, w tym Tybetańczyków, wyrażających dlań entuzjastyczne poparcie”. Zhang Qiyue zaprosiła też wszystkich zagranicznych dziennikarzy, by “kiedy tylko zechcą” pojechali do Qinghai i sprawdzili sytuację na miejscu.

Julian Schweitzer, dyrektor ds. strategii i operacji Banku, był w Dulan w zeszłym tygodniu. Wczoraj powiedział, że Tybetańczycy przekazali mu dwa listy dotyczące projektu. Oba wyrażają poparcie i pokrywają się z poglądami władz lokalnych. “Mongołowie, Tybetańczycy i Hanowie żyli razem w Qinghai od pokoleń. Qinghai należy do wszystkich mieszkańców regionu”, napisano w liście adresowanym do dyrektora Banku. “Przenoszenie ludzi do innych regionów nie wpłynie tożsamość narodowości. Niecierpliwie czekamy na finansowe wsparcie Banku Światowego i pomoc naszego rządu”. Julian Schweitzer powiedział, że Bank zrobi wszystko, by Tybetańczycy, którzy wyrazili sprzeciw wobec projektu podczas wspomnianych konsultacji, nie ponieśli żadnych konsekwencji.
 
 

Chiny: zagrożenie dla stosunków z Bankiem Światowym
 
 

Kontrowersje wokół projektu, które wywołał raport TIN z 27 kwietnia, postawiły pod znakiem zapytania bliskie stosunki Banku z Chinami. W zeszłym miesiącu odpowiedzialni za projekt urzędnicy mówili, że Chiny “mogą zrewidować swoje stosunki z Bankiem”. Przedstawiciel Banku powiedział TIN, że Chiny zagroziły nawet, iż nie będą brać nowych pożyczek. Wiarygodne źródła twierdzą, dyrektor Banku James Wolfensohn jest świadomy, że sposób rozwiązania tego problemu będzie uważany za probierz reform, które próbował wprowadzić. Od chwili objęcia stanowiska w czerwcu 1995 roku Wolfensohn starał się zwiększyć jawność działania Banku i skuteczniej reagować na zewnętrzną krytykę finansowanych przezeń projektów. Jeśli Rada zaaprobuje projekt, krytykom i oponentom pozostanie tylko bankowy Zespół Inspekcyjny.

W przypadku projektu Dulan wielkie znaczenie ma czas. Chiny mogą starać się o fundusze z Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Rozwoju (IDA) tylko do końca czerwca. Jeśli prace opóźnią się, Bank będzie musiał przenieść fundusze. IDA oferuje preferencyjne kredyty państwom, które uznawane są za zbyt ubogie, by zaciągać kredyty komercyjne. Zerowe stopy oprocentowania, pomoc techniczna i doradztwo mają pomagać w rozwoju i walce z nędzą w wielu państwach, w tym w Chinach. Kredytobiorca płaci odsetki niższe niż jeden procent na obsługę administracyjną; spłata kredytu rozłożona jest na czterdzieści lat.

Chiny są członkiem Banku Światowego od 1981 roku, a od 1992 – największym biorcą. W 1998 roku Bank pożyczył Chinom 2,62 miliarda USD (w tym 293 miliony w ramach IDA) na 31 projektów w 23 prowincjach. “Nawiązano bliską współpracę z rządem Chin – czytamy w raporcie dotyczącym projektu Walki z Ubóstwem w Chinach Zachodnich, a więc i przesiedlania chłopów do Dulan. – Bank aktywnie uczestniczył w tworzeniu nowej, narodowej strategii walki z nędzą w latach 90.”. Według poświęconego Chinom raportu z września 1997, wśród priorytetów Banku w Chinach znalazła się reforma systemu podatkowego i przedsiębiorstw państwowych, prace nad budżetem, budowanie dróg, portów, elektrowni i innych elementów infrastruktury oraz rozwój rolnictwa.

Bank twierdzi, że celem projektu Walki z Ubóstwem w Chinach Zachodnich jest poprawienie sytuacji najuboższych. Fundusze Banku mają też pomóc rządowi ChRL w zbudowaniu infrastruktury, niezbędnej do eksploatacji bogactw naturalnych regionu. “Tybetańczycy uznają zapewne projekt Dulan za próbę sprowadzenia chińskich chłopów, którzy będą karmić chińskich robotników, którzy przyjadą do Haixi po bogactwa naturalne, będące, jak chce konstytucja ChRL, własnością państwa – oświadczyła waszyngtońska International Campaign for Tibet. – Tybetańczycy wyłącznie tu tracą: kulturowo, demograficznie i gospodarczo. Z ich perspektywy jesteśmy współwinni w znacznie szerszym planie, niezależnie od tego, czy chcemy, czy też wolimy nie zdawać sobie sprawy z ekonomicznych uwarunkowań poza granicami Dulan”.
 
 

Krytyka ze strony tybetańskiej diaspory
 
 

Tybetańska mniszka, która opuściła Dulan w 1996 roku, powiedziała TIN, że napływ muzułmanów Hui i Hanów pogarsza sytuację Tybetańczyków: “Do Dulan przyjeżdża coraz więcej chińskich Hanów i Salarów [muzułmanie pochodzenia tureckiego]. Jeśli zaczną ten projekt, będzie ich jeszcze więcej. Ucierpią na tym Tybetańczycy, gdyż stracą swoją ziemię. Będziemy też musieli płacić wyższe podatki na rozbudowę infrastruktury okręgu”.

Mniszka, która chce pozostać anonimowa, by nie narażać krewnych w Tybecie, uważa, że dla władz lokalnych priorytetem jest górnictwo. “W tej chwili wydobywają w Dulan żelazo, miedź i ołów. W całym okręgu poszukuje się też rud innych metali, często niszcząc przy okazji środowisko naturalne. Gdy z pastwisk znika trawa, nie mamy jak żyć. W kopalniach pracują głównie Chińczycy i muzułmanie (narodowości Hui lub Salar)”.

Mniszka boi się projektu Banku. “Rodzice powiadali nam tak: Panczenlama nie żyje, Dalajlama jest w Indiach – nie możemy nic mówić. Jeśli będziemy narzekać, zostaniemy ukarani. Dopiero teraz, na wygnaniu, mogę powiedzieć głośno: Nie wolno dopuścić do przeniesienia nowych Chińczyków do Dulan”.

Inny Tybetańczyk z Qinghai, który żyje obecnie na wychodźstwie, powiedział TIN, że polityka kontroli urodzeń “zrobiła się jeszcze bardziej agresywna” po pojawieniu się w regionie nowych chińskich imigrantów. “W Qinghai boją się, że będzie jeszcze gorzej, bo władze mówią im, że jest za mało ziemi i zbyt wielu ludzi, że trzeba zmniejszyć limit dzieci na rodzinę. Chińczycy zaczęli zalewać Qinghai już na początku lat 60. Zabrali najlepszą ziemię pod swoje pola i fabryki. Wielu Tybetańczyków i Mongołów musiało zlikwidować stada, gdyż stracili pastwiska”.

International Campaign for Tibet (ICT) otrzymała ostatnio dwa listy od Tybetańczyków z Dulan. W jednym napisano, że projekt przesiedleń jest “kolejnym dowodem chińskiej polityki czystek etnicznych w Tybecie”. “Listy oddają panujące wśród Tybetańczyków nastroje – powiedział TIN urzędnik Banku. – Świadczą o niezwykłej drażliwości całego przedsięwzięcia i potwierdzają argumenty, które padały podczas ostatnich rozmów przedstawicieli Banku z różnymi organizacjami. Okazuje się, że projekt ma wiele wymiarów, o których nie pomyśleliśmy, przystępując do pracy nad nim”.

Ten sam urzędnik mówi, że wizyta Juliana Schweitzera – jednego z najwyższych przedstawicieli Banku – w Dulan świadczy o powadze, z jaką Bank traktuje krytykę projektu. “Wyjazd tak wysokiego urzędnika, na tym etapie realizacji projektu, ma charakter bezprecedensowy – mówi rzecznik Banku. – Ten krok świadczy dobitnie, że chcemy sprawdzić, najlepiej jak potrafimy, wszystkie podniesione kwestie”. Julian Schweitzer powiedział TIN, że nie dostrzegł żadnych oznak “napięcia” w regionie. Uważa również, że próbuje się tam chronić kulturową tożsamość i religię Tybetańczyków.

W opublikowanym przed tygodniem dokumencie Bank stwierdza, że projekt “nie rozrzedzi tybetańskiej populacji” Dulan, gdyż przesiedlenia odbędą się w granicach jednej prowincji. Choć Qinghai, obejmującą tybetańskie Amdo, ogłoszono prowincją Chin w 1929 roku, rząd centralny nie sprawował tu niemal żadnej kontroli. Na początku stulecia zginęły tu tysiące ludzi, gdy Tybetańczycy i Mongołowie powstali przeciwko zbrojnej kolonizacji chińskich muzułmanów Hui. ICT twierdzi, że “Bank Światowy mimowolnie wznieca płomień konfliktu, który ostygł w ciągu ostatnich 50 lat. (...) Pojawienie się 50 tys. Hanów, Hui i Salarów musi kojarzyć się Tybetańczykom z Dulan z wojną, w której oddali życie ich dziadowie i ojcowie. I może nie skończyć się na samym gniewie. Choć Bank porównuje całą sprawę do “przeprowadzki z Paryża do Lyonu”, właściwsze byłoby chyba przywołanie Belgradu i Prisztiny”.

Pierwotnie okręg Dulan zamieszkiwali Mongołowie i Tybetańczycy. Przesiedlanie i wypieranie Tybetańczyków z żyznych dolin rozpoczęło się w latach 20. Ich sytuacja pogorszyła się jeszcze po przejęciu władzy przez partię komunistyczną w 1949 roku. Jeśli proporcje będą nadal zmieniane, cały region może utracić status “autonomii” – obecnie Dulan jest formalnie “tybetańską prefekturą autonomiczną” Qinghai. Choć władze lokalne zapewniają Bank, że status prefektury nie ulegnie zmianie i że prawa Tybetańczyków będą nadal chronione, ostateczną decyzję w takich kwestiach podejmuje Rada Państwa w Pekinie, a nie rząd prowincji.

Przesiedlenia w Basenie Qaidam są częścią wielkiego projektu Banku Światowego, który obejmuje inne regiony Qinghai oraz sąsiednich prowincji Gansu i Mongolii Wewnętrznej. Wyceniany jest na 334 miliony USD. 40 milionów, przeznaczone przez Bank na przesiedlenie chłopów w pięciu okręgach Dulan, to po części kredyt, który spłacać będą sami osadnicy.


[powrót]