Tybetańskie dziewczęta
zgwałcone przez policję
Dwie Tybetanki, które próbowały uciec do Nepalu, zostały zgwałcone przez chińskich i tybetańskich policjantów. Nastolatki zatrzymano w przygranicznym mieście Burang (chiń. Pulan) pod koniec zeszłego roku. Dziewiętnastolatkę z Lhasy pobito elektryczną pałką i, nieprzytomną, zgwałcono – twierdzi inna dziewczyna, która była świadkiem całego zajścia. Prawdopodobnie zgwałcono również trzecią nastolatkę; w dzień po zatrzymaniu była w ciężkim szoku.
Z Tybetu rzadko docierają informacje
o gwałtach popełnianych przez policję; z wielu niezależnych raportów wynika
natomiast, że więźniarki i więźniowie są często torturowani i gwałceni
pałkami elektrycznymi.
Zgwałcone kobiety należały do pięcioosobowej grupy, która próbowała przedostać się do Nepalu. Spotkały się po drodze. Dziewiętnastolatka z Lhasy, której imienia nie ujawniamy, chciała dotrzeć do Indii i uczęszczać do szkoły prowadzonej przez społeczność emigracyjną. Kobiety zatrzymały się na noc w pensjonacie w Burangu (prefektura Ngari), dwa dni drogi od północno-zachodniej granicy Nepalu. Tu aresztowała je policja – trzech chińskich i dwóch tybetańskich funkcjonariuszy – gdyż nie miały odpowiednich dokumentów. Według dziewcząt, którym udało się później uciec za granicę, wszyscy nosili mundury Biura Bezpieczeństwa Publicznego.
Zatrzymane zabrano do pustego budynku, gdzie dwie z nich przywiązano do krzeseł i zakneblowano. Musiały patrzeć, jak gwałcono ich dwie koleżanki. Piątą zabrano na górę i prawdopodobnie również zgwałcono.
“Bili mnie pałką elektryczną, aż przestałam widzieć – mówi dziewiętnastolatka z Lhasy, która mieszka dziś za granicą. – Bili też poniżej brzucha. Świadomość odzyskałam dopiero rano. Dolna część ciała była okrwawiona. Koleżanki powiedziały mi, co się stało. W gwałcie brali udział wszyscy policjanci”.
Jej siedemnastoletnia towarzyszka twierdzi, że dziewczyna, którą zabrano na górę, następnego dnia sprawiała wrażenie obłąkanej. “Nie wiedziałyśmy, co się z nią działo, ale wszystko wskazuje na to, że też ją zgwałcili. Zachowywała się tak, jakby straciła zmysły. Wyrywała sobie włosy z głowy”.
Następnego dnia dziewczyny spytały, czy mogą iść do szpitala. Policjanci pozwolili na to dziewiętnastolatce; miała jej towarzyszyć dziewczyna, która była świadkiem gwałtu. Po trzech dniach udało im się uciec ze szpitala; granicę przekroczyły w grudniu.
Dziewiętnastolatka twierdzi, że ciągle prześladują ją obrazy gwałtu. “Mam koszmary, nie mogę oddychać, wszystko inne jest dla mnie jak sen”, powiedziała TIN.
Trzy pozostałe dziewczyny zostały zapewne przewiezione do jednego z aresztów.
Rzadko pojawiają się informacje o gwałtach, których dopuszcza się policja w Tybecie. Znacznie więcej raportów dotyczy gwałtów popełnianych na Tybetankach przez policję nepalską z regionów przygranicznych. W grudniu 1966 dwudziestodwuletnia uciekinierka z Tybetu została dwunastokrotnie zgwałcona przez grupę Nepalczyków, którym przewodził oficer policji.
W styczniu bieżącego roku siedemnastolatka
z Szigace została zgwałcona przez nepalskiego kierowcę, który przewiózł
ją do Nepalu. Dziewczyna, której imienia nie ujawniamy, twierdzi, że do
gwałtu doszło w Barabise, po nepalskiej stronie granicy, 90 km od Kathmandu.
Mówi, że błagała kierowcę, by jej nie
gwałcił, ponieważ chce zostać mniszką. W tradycji tybetańskiej czystość
seksualna jest warunkiem wstąpienia do klasztoru żeńskiego; gwałt zostawia
piętno na kobietach świeckich i bywa przyczyną ostracyzmu.