Władze chińskie przyznały, że strażnicy strzelali w powietrze podczas pokojowego protestu więźniów, do którego doszło 1 maja. Zaprzeczyły jednak doniesieniom TIN o co najmniej dziesięciu ofiarach tych zajść. To jedyna konkretna odpowiedź, jakiej udzieliły Chiny zachodnim rządom, które poprosiły o wyjaśnienia trzy miesiące po majowych protestach. Wszystko wskazuje na to, że więźniowie zorganizowali demonstrację na wieść o planowanej na 4 maja wizycie delegatów Unii Europejskiej.
Urzędnicy z lhaskiego departamentu sprawiedliwości powiedzieli politykom z Europejskiej Unii Demokratycznej, że podczas ceremonii wciągania flagi więźniowie zaczęli krzyczeć: “Niech żyje Dalajlama!” i “Wolny Tybet!”. Strażnicy mieli być tym tak przerażeni, że “strzelali w powietrze, by zwrócić uwagę policjantów stacjonujących poza murami więzienia”. Z oświadczenia wynika jasno, że strażnicy byli uzbrojeni w karabiny; władze nie próbowały wyjaśnić, dlaczego “wznoszenie okrzyków” wprawiło funkcjonariuszy w taki popłoch, że zaczęli strzelać. Członek delegacji, norweski parlamentarzysta Borge Brende powiedział: “Wersja departamentu sprawiedliwości jest bardzo dziwna i zupełnie nieprzekonująca”.
Konsekwencja, z jaką władze zaprzeczają śmierci uczestników protestu, jest kontynuacją kampanii, której celem było zablokowanie wszelkich informacji o zajściach w Drapczi i ich skutkach – jednym z najpoważniejszych protestów od czasu wprowadzenia stanu wojennego w Tybecie w 1989 roku. Z ostatnich raportów z Tybetu wynika, że w ciągu kilku tygodni w wyniku represji zginęło jedenaścioro więźniów: sześć mniszek, czterech mnichów i jeden świecki.
Na czele delegacji EUD, która odwiedziła Lhasę w dniach 27-31 sierpnia, stał przewodniczący klubu parlamentarnego austriackiej Partii Ludowej, Andreas Kohl. Delegaci przedstawili departamentowi sprawiedliwości listę więźniów, którzy mieli zginąć w Drapczi. Chińscy urzędnicy twierdzili stanowczo, że nie było żadnych ofiar.
Żadnej oficjalnej delegacji, które odwiedzały Tybet w ostatnich miesiącach – w sierpniu w Lhasie byli Duńczycy, a we wrześniu włoscy senatorowie – nie udzielono informacji na temat okoliczności, w jakich zginęło tych jedenaście osób. Komendant Drapczi powiedział Duńczykom, że 1 i 4 maja w więzieniu “nic się nie działo”, natomiast jego zastępca – że “coś się stało”.
Gdy delegacja UE składała wizytę w Drapczi – 4 maja, wtedy też doszło do drugiego protestu – Unii przewodniczyła Wielka Brytania. Ceremonia wciągania flagi na maszt była częścią przygotowań do przyjęcia Trójki UE, w skład której weszli ambasadorowie Wielkiej Brytanii, Austrii i Luksemburga. Wielka Brytania potrzebowała trzech miesięcy na poruszenie sprawy śmierci więźniów w rozmowach z Chinami i do tej pory nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Kolejna sesja dwustronnych rozmów na temat praw człowieka rozpoczyna się dziś w Pekinie.
Borge Brende skrytykował rządową chińską agencję prasową Xinhua za przedstawianie “fałszywego” obrazu wizyty delegacji w Tybecie. 30 sierpnia Xinhua informowała, że “Kohl powiedział, iż delegaci odwiedzili wiele regionów i z radością stwierdzili, że Tybetańczycy cieszą się pełnią swobód religijnych”. “To kłamstwo – powiedział Brende TIN. – Na pierwszy rzut oka można sądzić, że Tybetańczycy mają pewną wolność religii, gdyż widzi się ludzi, którzy modlą się w klasztorach. Niemniej jednocześnie w ramach kampanii edukacji patriotycznej zmusza się mnichów i mniszki do wyrzekania się Dalajlamy. Ci, którzy odmówią, są wydalani. To nie jest wolność religii”.
Sześć mniszek ginie po majowych protestach
TIN otrzymał kolejne raporty z Tybetu dotyczące śmierci więźniów po protestach w Drapczi. Z ostatniego wynika, iż demonstracje przypłaciło życiem sześć mniszek; wszystkie zginęły 7 czerwca: dwudziestosześcioletnie Ngałang Czoekji i, odsiadująca pięcioletni wyrok, Lobsang Łangmo z Phenpo w okręgu Lhundrub (TRA); skazana na cztery lata więzienia, dwudziestoletnia Deki Jangzom z okręgu Njemo; skazane na pięć lat: dwudziestotrzyletnia Czokji Łangmo z Phenpo i dwudziestopięcioletnia Kundrub (lub Khedron) Jonten z Njemo; oraz dwudziestoparoletnia Taszi Lhamo z Njemo.
Nie udzielono żadnych oficjalnych informacji na temat przyczyny zgonów tych mniszek oraz pięciu mężczyzn. Oficjalne źródła podały jednak, że według komendantury więzienia mniszki popełniły samobójstwa. Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego wszystkie zmarły 7 czerwca – wiadomo przy tym, że osadzone były w karcerach i nie miały ze sobą żadnego kontaktu. Zapewne traktowano je tak brutalnie dlatego, że zostały uznane za organizatorki protestu.
Poważne obawy budzi stan Gjalcena Czoephela, który został brutalnie pobity za kwestionowanie oficjalnej wersji o samobójstwach mniszek. Z naszych informacji wynika, że został ostatnio zwolniony z Drapczi, co może oznaczać, iż jest w bardzo ciężkim stanie. Gjalcen został aresztowany w 1998 roku, oskarżony o współudział w zabójstwie chińskiego policjanta i skazany na piętnaście lat więzienia.
To samo źródło podaje, że aresztowano również matkę Gjalcena, Amę Phurbu, za przynoszenie jedzenia więźniom. W 1989 roku skazano ją na trzy lata więzienia za zorganizowanie modlitw za demonstrantów zabitych podczas niepodległościowych manifestacji w Lhasie. Nie wiadomo, czy aresztowanie Amy Phurbu ma jakiś związek ze zwolnieniem jej syna z Drapczi.
Cała rodzina Gjalcena była zaangażowana w protesty przeciwko chińskim rządom w Tybecie: w 1991 roku przez Lhasę przetoczyła się fala masowych aresztowań – jednym z zatrzymanych był brat Gjalcena; ojciec odsiadywał wyrok za przestępstwo polityczne; siostra, mniszka imieniem Ce-la (lub Cering) odbywała wyrok w Seitru (zwolniono ją, po brutalnym pobiciu, ze względu na zły stan zdrowia).
Dzigme Zangpo
Obawy budzi również los i stan zdrowia siedemdziesięciodwuletniego Tanaka Dzigme Zangpo, który – jak wynika z naszych informacji – również brał udział w protestach 1 i 4 maja. Tanak – spędził w chińskich więzieniach już 28 lat – miał zostać po demonstracji pobity i zamknięty w karcerze.
Federalne ministerstwo spraw zagranicznych Szwajcarii potwierdziło, iż w ciągu ostatnich siedmiu lat wielokrotnie poruszało sprawę Tanaka w rozmowach z ChRL. (W 1991 roku wyrok Tanaka podniesiono o osiem lat za krzyknięcie “Free Tibet!” podczas wizyty szwajcarskiego ambasadora w Drapczi.) Rzecznik ministerstwa powiedział, iż do tej pory uzyskiwano właściwie tylko zapewnienia, iż cieszy się on dobrym zdrowiem.
Szwajcarski minister obrony Adolf Ogi,
który złożył wizytę w Chinach w tym miesiącu, nie poruszył sprawy Tanaka.
Ambasador Uli Siggs powiedział jednak, że we wrześniu władze chińskie poinformowały
go, iż Tanak, choć “ogólnie zdrowy”, cierpi na nadciśnienie – przyznając
w ten sposób po raz pierwszy od 1991 roku, że więzień jest chory. Chińczycy
powiedzieli też, że Tanak został “zwolniony
z obowiązku pracy”.