W centrum stolicy Tybetu, Lhasie, wybuchła
bomba. Z informacji docierających do TIN wynika, że do eksplozji doszło
przed tygodniem, na dzień przed przyjazdem do ChRL prezydenta Clintona.
Zostrzenie środków bezpieczeństwa po rozruchach w więzieniu Drapczi utrudnia
potwierdzenie szczegółowych informacji na temat ewentualnych ofiar i zniszczeń.
Wśród sprzecznych doniesień na temat wydarzeń w więzieniu Drapczi 1 i 4 maja znalazł się list z Lhasy, którego autorem ma być więzień przebywający obecnie w Drapczi. Napisany odręcznie dokument wyjaśnia, jak doszło do obu demonstracji i jak zareagowały na nie władze.
Bomba eksplodowała wieczorem, między 22:00
a 23:00, w środę, 24 czerwca, w pobliżu budynku miejskiego Biura Bezpieczeństwa
Publicznego (BBP), oddalonego o kilometr od świątyni Dżokhang. Wybuch słyszano
nawet na uniwersytecie; w pobliżu świątyni Ramocze wypadały szyby z okien.
Mówi się o trzech-czterech ofiarach, ale na razie nie udało się potwierdzić tych informacji. Czas wybuchu - podobnie jak w przypadku kilku poprzednich, do których doszło w ciągu ostatnich dwóch lat - wskazuje, że celem zamachu był budynek, a nie ludzie. Mógł być to gmach BBP, choć z raportów wynika, że najbardziej uszkodzone zostały budynki położone na południe od niego.
Okoliczne ulice, przy których znajduje się również gmach telekomunikacji, były zamknięte do następnego ranka. 25 czerwca pojawiło się sześć ciężarówek z policjantami, ale blokadę zniesiono.
Poprzednie wybuchy
Choć i wcześniej, i później podkładano
w Tybecie bomby, władze oficjalnie potwierdziły te incydenty tylko w 1996
roku - a i wówczas z opóźnieniem.
13 stycznia 1996 roku bomba zniszczyła dwa sklepy w okręgu Sog w Nagczu, w północnym Tybecie. Do podłożenia ładunku przyznał się później młodych mnich w Indiach, mówiąc, że był to protest przeciwko mianowaniu przez Chiny nowego Panczenlamy i napływowi do Tybetu chińskich muzułmanów.
18 stycznia 1996 roku wybuchła bomba przed domem Sengczena Lobsanga Gjalcena, lamy i dygnitarza, który przewodził prochińskiej frakcji w konflikcie wokół inkarnacji Panczenlamy. Zraniona została jedna osoba. 18 marca 1996 roku doszło do eksplozji przed lhaską siedzibą Komunistycznej Partii Chin - był to szósty wybuch w ciągu dziewięciu miesięcy i pierwszy o jednoznacznie politycznym podłożu.
11 maja 1996 roku władze po raz pierwszy przyznały, że w Tybecie wybuchają bomby. Obwiniły o to “klikę Dalaja”, nie podały jednak żadnych szczegółów. Dziewięć dni później ogłosiły, że “stanowczo rozprawią się ze sprawcami wybuchów i zabójstw” w ramach rozpoczętej właśnie w Lhasie kampanii “mocnego uderzenia”.
25 grudnia 1996 roku wybuchła kolejna bomba, tym razem przed lhaskimi ratuszem. Tę eksplozję potwierdzono oficjalnie, po raz pierwszy podając szczegółowe informacje na temat zamachu bombowego w Tybecie. Przeszukano wszystkie domy w dzielnicy tybetańskiej. Następnego dnia zatrzymywano wszystkie opuszczające Lhasę samochody, a na drodze do Szigace ustawiono co najmniej sześć blokad.
Po tych wydarzeniach wielokrotnie organizowano kampanie przeciwko atakom bombowym, potępiając je jako akty terroru “kliki Dalaja”. Przed dwoma miesiącami, podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych, Dalajlama przestrzegał jednak przed zagrożeniami, jakie wiążą się ze stosowaniem przemocy w okresie, gdy, jego zdaniem, Chiny “zmieniają się na lepsze”. Powiedział też, że potrzebuje alternatywy dla przemocy, alternatywy, którą mógłby zaproponować coraz bardziej sfrustrowanym Tybetańczykom. “W [zeszłym] roku - mówił - wybuchło w Tybecie dziewięć bomb. Choć celem były budynki, a nieistoty ludzkie, ta zmiana jest bardzo niebezpieczna”.
Raport z pierwszej ręki o zajściach w
Drapczi?
TIN otrzymał list, którego autorami mają
być więźniowie polityczni z Drapczi. W pierwszych zdaniach wyrażają poparcie
dla prowadzonego przez uchodźców strajku głodowego w Delhi, co wskazuje,
że list powstał przed zawieszeniem tej akcji 15 maja. Następnie opisują
protest w Drapczi z 1 maja. Więźniów wezwano na wiec z okazji “Święta Pracy”.
Władze planowały sfilmowanie uroczystości, by móc pokazać delegacji ambasadorów
Unii Europejskiej pozytywny obraz sytuacji w więzieniu, który stanowiły
dowód na dobre traktowanie więźniów.
Natychmiast po rozpoczęciu wiecu i uruchomieniu kamer Kardar z Gondzio w Khamie (poza granicami TRA) krzyknął: “Wolny Tybet!”. Autorzy listu piszą, że przyłączyło się doń co najmniej dziesięciu innych więźniów. Wiec przerwano, a uczestników zajścia, z Kardarem na czele, “zamknięto w izolatkach i torturowano”.
Te wresja zgadza się z wcześniejszymi doniesieniami o tych zajściach, które mówiły, że protest rozpoczął więzień niepolityczny imieniem Karma Dała, odbywający wyrok 13 lat więzienia. Kardar może być skróconą formą tego imienia. Według tych raportów, pierwsze okrzyki, wśród których było wezwanie do zastąpienia flagi ChRL flagą Tybetu, wznosił też Karma Sonam.
Wersja przedstawiona w liście różni się od późniejszych - choć niekoniecznie bardziej wiarygodnych - przede wszystkim brakiem wzmianek o otworzeniu ognia do więźniów przez policję. Ostatnie raporty mówiły, że 1 maja strażnicy strzelali w powietrze, ale jedna z kul ugodziła i zabiła dwudziestoparoletniego mnicha. Miał się on nazywać Lobsang Gelek lub Tenzin Czoephel (najprawdopodobniej imię świeckie) i pochodzić z okręgu Damszung w północno-wschodniej części prefektury Lhasa. Oba te imiona były na liście czterech mnichów z Damszung, których aresztowano 14 kwietnia 1995 roku za zorganizowanie proniepodległościowej demonstracji na lhaskim Barkhorze.
Wszystkie źródła twierdzą przecież zgodnie, że Kardar (Karma Dała?) przypłacił ten incydent życiem. Jeden z raprtów mówi, że władze więzienne utrzymują, iż popełnił samobójstwo, zażywając truciznę.
W liście więźniów czytamy dalej, że 4 maja (“Dzień Młodzieży”) władze zwołały kolejny wiec. Tym razem wybrały przedstawicieli ośmiu bloków mieszkalnych, w tym 60 mnichów z bloku numer pięć, którego mieszkańcy uczestniczyli w poprzedniej demonstracji. Na dziedziniec wezwano w sumie ponad 500 więźniów, w tym wiele mniszek, “starszych i młodych”.
Kiedy ruszyły kamery, więźniowie zaczęli krzyczeć “Wolny Tybet!”. “Okrzyki przetoczyły się po więzieniu jak grzmot - piszą autorzy listu. - Hałas był tak wieki, że ubecy zaczęli strzelać w tłum. Jeden mnich zginął na miejscu, drugiego postrzelono w pierś - wydaje się, że nie ma szans na przeżycie”. Strzelano wielokrotnie; więźniowie stojący obok strażnika, który oddał strzały, rzucili się nań i “ciężko go poblili”.
Z listu wynika, że protest, w którym brali również udział więźniowie niepolityczni, był “skutkiem złego traktowania więźniów. Świadczy też o determinacji więźniów politycznych, którzy chcą, by ich głos sprzeciwu wyszedł za mury więzienia” oraz o poparciu dla strajku głodowego w Delhi. Pozostający w celach więźniowie wszystko słyszeli i sami zaczęli wznosić okrzyki.
“Obecnie sytuacja więźniów w Drapczi jest krytyczna. Wszyscy, którzy brali udział w protestach, zostali wtrąceni do izolatek i są systematycznie torturowani”. W Drapczi zabrakło “ciemnych izolatek” [bez okien], wielu skazanych przeniesiono więc do innych więzień, w których były wolne takie cele.
“Chińczycy są zaskoczeni odwagą protestujących
- czytamy w ostatnim akapicie listu. - Przez wiele dni Biuro Bezpieczeństwa
Publicznego zabraniało pracownikom więzienia wracać do domów, by informacje
o proteście nie wyszły za mury Drapczi”.