Teksty. Z perspektywy Tybetańczyków

wersja do druku

Share

Nieszczęścia biznesmena z Nangczenu

Dziamjang Kji

 

Raz: Nangczen Taszi ma jakieś czterdzieści siedem lat i jest dobrym biznesmenem z Juszu. Naprawdę zależy mu na naszej kulturze, religii i języku. Ponad dziesięć lat budował w Dziekundo grupę dyskusyjną z prawdziwego zdarzenia, do której wciągnął i duchownych, i świeckich. Pomagał wielu uczniom z ubogich rodzin.

 

Dwa: Miał głowę do interesów. Sześć czy siedem lat temu kupił pięć mu ziemi przy zbiegu szos w Juszu, na ulicy Czerwonej Gwardii. Inwestując trzysta tysięcy yuanów, postawił hotel, sklepy i dom dla swojej rodziny. Zajazdu „Światowy Pokój" nie prowadził sam, tylko wynajął go Chińczykowi i Tybetańczykowi. Kiedy interes zaczynał się kręcić, miał sto tysięcy długu.

 

Trzy: Jego budynki przetrwały trzęsienie ziemi, jednak planując odbudowę, rząd skonfiskował 0,7 mu ziemi przy głównej szosie. Taszi się z nimi ułożył i resztę zostawili w spokoju. Dostał dziesięć tysięcy odszkodowania.

 

Cztery: Mimo to 12 września 2012 roku, wykorzystując nieobecność Tasziego, do jego domu wtargnęła o północy grupa ludzi, którzy oświadczyli, że budynek zostanie natychmiast wyburzony. Rodzina protestowała. Żona Bodi, synowie Szerab Dordże (student zarządzania w Pekinie) i Sonam Topgjal (mnich w klasztorze Kardze Dzongsar) oraz córka Jangzom (uczennica w Silingu) zostali aresztowani. Cała czwórka. Zaraz potem wjechały buldożery i zrównały z ziemią hotel, sklepy oraz dom Tasziego. Rano cały teren ogrodzono.

 

Pięć: Nie wiadomo, gdzie jest Nangczen Taszi.

 

Sześć: Po trzęsieniu ziemi ten zdolny facet nagle wyparował. Krewni odnaleźli go miesiąc później. Po zatrzymaniu został zawieziony do Czamdo w czarnym kapturze na głowie. Na miejscu dręczono go, zmuszając do noszenia butów wypełnionych kamykami. Musiał stać w nich dzień i noc, bez przerwy. Oskarżali go o podżeganie. Trzy miesiące.

 

Siedem: Szanuję ludzi, którzy potrafią dzielić się swoimi pieniędzmi i naprawdę pomagają innym. Dlatego też wołam, gdy dzieje się im krzywda. Kiedy usłyszałam o tym nieszczęściu, zrobiło mi się zimno. Jak udźwignąć rozpacz straty dorobku życia w jeden dzień, uwięzienia najbliższych, wyrzucenia ukochanych dzieci na ulicę niczym piskląt z gniazda?

 

Osiem: Poznałam Tasziego podczas tych spotkań dyskusyjnych. Trudno go zapomnieć, bo był autentycznie zakochany w naszej kulturze. W ten projekt zaangażowały się również żona i córka: wręczały khataki, podawały jedzenie, słuchały. A on myślał niezwykle śmiało, szeroko, szukając rozwiązań problemów, z którymi zmaga się nasze społeczeństwo. Poznanie kogoś, kto nad smutki swoje i najbliższych przedkłada rozpacz łączącą rodaków w całym kraju, było dla mnie zwyczajnie zaszczytem.

 

Dziewięć: Kiedy dowiedziałam się, co ich spotkało, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Obudziłam się o świcie, sen odszedł, więc usiadłam napisać kilka zdań. Pomyślałam, że zmagał się z tymi wszystkimi trudnościami nie tylko dla siebie. Mam nadzieję, że ludzie, którzy jak on i jego bliscy wiedzą, co to współczucie, staną teraz za nimi murem.

 

15 września 2012

 

 

 

 

 

Dziamjang Kji jest artystką, pisarką i dziennikarką; była więziona w 2008 roku. Tybetańczycy łączą sprawę Tasziego z Nangczenu z gehenną innych biznesmenów, którzy narazili się chińskiemu państwu, między innymi Karmy Samdupa, jego brata Rinczena i całej rodziny czy hotelarza Dordże Tasziego.

 

 

 

 

dziamjangkjiblog_400
 

 

 

 

 

Za High Peaks Pure Earth


Home Aktualności Raporty Teksty Archiwum Linki Pomoc Galeria