|
|
|
| czwartek, 10 listopada 2011 21:10 | |
O sprawie, która wraca do ponownego rozpoznania. Po raz szósty.Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił w czwartek – 9 listopada wyrok w sprawie Waldemara T., oskarżonego o dokonanie głośnego zabójstwa przy ulicy Palisadowej w Warszawie. Helsińska Fundacja Praw Człowieka interesuję się procesem przeciwko Waldemarowi T. od kilkunastu lat. Warto nadmienić, że wydarzenia będące podstawą tej sprawy wydarzyły się, gdy w ramach Fundacji nie działał jeszcze osobny program zajmujący się pomyłkami sądowymi – Klinika „Niewinność”. Do zdarzenia, które stało się zalążkiem całego postępowania, doszło 24 października 1995 r. Tego dnia Paweł P. świętował - wraz ze współpracownikami z warsztatu samochodowego - imieniny swojego kolegi. Gdy mężczyznom skończył się alkohol, Paweł P. udał się wraz z solenizantem - Rafałem S. do sklepu położonego przy ulicy Palisadowej. Tam pomiędzy Pawłem P. a jednym z mężczyzn stojących przed sklepem doszło do słownej utarczki. Ten ostatni w pewnym momencie wyciągnął broń i postrzelił Pawła P. w plecy. Następnie szybko oddalił się z miejsca zdarzenia. Zamroczony alkoholem Paweł P. nie przejął się odniesioną raną. Z własnej woli, zamiast do szpitala, udał się z powrotem do warsztatu samochodowego, w którym wspólnie z Rafałem S. zrelacjonował kolegom przebieg całego zdarzenia. Do szpitala trafił dopiero kilka godzin później. Lekarze nie byli mu już jednak w stanie pomóc - zmarł wskutek krwotoku wewnętrznego wywołanego rozległymi obrażeniami nerki. Prowadzący śledztwo przez kilka miesięcy mieli problem z wytypowaniem osób podejrzanych. Dopiero zeznania świadka anonimowego skupiły ich uwagę na osobie Waldemara T. Wiarygodność samego świadka została potwierdzona poprzez czynność okazania zdjęć Rafałowi S. W wizerunku Waldemara T. rozpoznał on w 60% mężczyznę, który strzelał do Pawła P. Oba te dowody przez ponad 4,5 roku były podstawą stosowania wobec Waldemara T. środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Pierwszy proces przeciwko Waldemarowi T. zakończył się w 1998 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie uznał go winnym popełnienia zbrodni zabójstwa Pawła P. i wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok ten nie ostał się jednak w toku kontroli instancyjnej. Zdaniem Sądu II instancji Sąd Wojewódzki nie poradził sobie z prawidłowym zastosowaniem instytucji świadka anonimowego – w ówczesnych czasach nowym źródłem dowodowym, dopiero co wprowadzonym do kodeksu postępowania karnego. Tym samym sprawa wróciła do ponownego rozpoznania. Podczas drugiego procesu ustalenia Sądu Okręgowego znacząco różniły się od tych, których dokonał Sąd Wojewódzki. Sąd przyznał przymiot wiarygodności szeregowi świadków, którzy w toku postępowania potwierdzali alibi Waldemara T. Przełożyło się to w bezpośredni sposób na treść finalnego orzeczenia. Sąd Okręgowy orzekł o niewinności Waldemara T. Wyrok ten jednakże, jak i dwa kolejne (o tożsamej treści) został następnie uchylony w toku kontroli instancyjnej. W marcu bieżącego roku Sąd Okręgowy w Warszawie, rozpoznając sprawę po raz piąty, ponownie orzekł o niewinności Waldemara T. Od tego orzeczenia wniósł apelację Prokurator, zarzucając Sądowi I instancji popełnienie szeregu uchybień, między innymi będu w ustaleniach faktycznych. Sąd Apelacyjny w Warszawie w orzeczeniu z 9 listopada 2011 r. częściowo przychylił się do zarzutów podniesionych w środku odwoławczym i orzekł o uchyleniu wyroku sądu a quo. Przewodnicząca składu orzekającego, podając ustne motywy takiego orzeczenia, wyraźnie zaznaczyła, że wiadomym jest jej, ile razy przedmiotowa sprawa wracała do ponownego rozpoznania, a także, kiedy doszło do wydarzeń objętych aktem oskarżenia. Jednakże, w jej ocenie, uchybienia, których dopuścił się Sąd I instancji mają na tyle rażący charakter, iż nie mogą być konwalidowane w toku kontroli instancyjnej. Przeoczenie sądu a quo polegało przede wszystkim na nieujawnieniu na rozprawie wszystkich dowodów, na które powołał się ten sąd w uzasadnieniu swojego orzeczenia. Było to ściśle związane z sytuacją, do której doszło na początku piątego procesu przeciwko Waldemarowi T. Wtedy to ławnik wyznaczony do prowadzenia sprawy zdał sobie sprawę, że orzekał już w tym postępowaniu. Sąd I instancji postanowił zmienić swój skład i rozpoczął przewód sądowy od nowa. Zapomniał jednakże ponownie wprowadzić do procesu tych z dowodów, które uprzednio ujawnił w nieprzepisowym składzie. Stanowiło to, w ocenie Sądu Apelacyjnego, rażące naruszenie art. 410 k.p.k. Sąd Apelacyjny zaznaczył ponadto, iż ma poważne i uzasadnione wątpliwości, co do tego, czy wszyscy członkowie składu orzekającego w I instancji faktycznie zapoznali się z zeznaniami świadka anonimowego. Obrońca oskarżonego - mecenas Andrzej Pęczkowski tuż po ogłoszeniu wyroku zapowiedział, że najprawdopodobniej skorzysta z instytucji tzw. skargi na przewlekłość postępowania. Nadto, nie wykluczył wniesienia skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wydaję się, że niniejsza sprawa jest doskonałym dowodem na to, iż obecny model apelacji nie funkcjonuje w sposób prawidłowy. Wadliwość tego środka odwoławczego, przejawiająca się w zbyt częstej konieczności uchylania wyroków i przekazywania sprawy do ponownego rozpoznania, w klarowny sposób przekłada się na przewlekłość postępowania sądowego. Ta największa obecnie bolączka polskiego wymiaru sprawiedliwości stanowi z kolei zarzewie kolejnych problemów, takich jak chociażby zbyt długotrwałe i dotkliwe stosowanie środków zapobiegawczych. Sprawa Waldemara T. pokazuje więc, że de lege ferenda należałoby zastanowić się nad zmianą modelu apelacji w polskim postępowaniu karnym. Wydaję się, że projekt noweli kodeksu postępowania karnego, przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego, mógłby stanowić odpowiednie remedium na poruszony wyżej problem.
|







