| Synu, to ten? - Sprawa Grzegorza W. i Karola S. po raz trzeci przed sądem pierwszej instancji |
|
|
|
| środa, 28 kwietnia 2010 12:58 | |||
|
"Synu, to ten?" Zapytał ojciec jednego z pokrzywdzonych wskazując na Karola S. "Tak, to ten" - powiedział chłopak. Po drugiej stronie lustra stał Karol S. Miał 187 cm wzrostu, obok niego, wiele niżsi, dobrani do okazania chłopcy. Jeszcze nie wiedział, że odsiedzi 186 dni w areszcie śledczym, a to okazanie będzie dla niego początkiem gehenny. Tak z relacji matki Karola S. wyglądało okazanie z 19 października 2000 r.
Minęło 10 lat. Sprawa nie znalazła jeszcze swojego finału. Po raz trzeci jest rozpoznawana przez Sad Rejonowy w Warszawie. Pokrzywdzeni nie stawiają się już na rozprawy. Wszystko zaczęło się 18 października 2000 r. Wówczas, dwóm nieletnim zrabowano 25 zł, bilety miesięczne, kartę rowerową, kartę kredytową i telefon komórkowy - wszystko, jak podaje w akcie oskarżenia prokurator, o łącznej wartości 1455 zł. Dopiero trzy miesiące po zatrzymaniu oskarżonych pokrzywdzeni chłopcy zeznali, że był z nimi jeszcze trzeci chłopak. Poza pokrzywdzonymi nie było bezpośrednich świadków zdarzenia. 18 października Grzegorz W., jak pamieta, był w pracy. Feralnego dnia przebywał na budowie w Chotomowie ze swoimi pracownikami. Sąd nie dał mu wiary. 18 października, Karol S. swój czas dzielił z dziewczyną w domu. O 14.00 na prośbę matki wyszedł do sklepu po napój. Również jemu Sąd nie dał wiary. Zanim dojdzie do niefortunnego okazania, funkcjonariusze Policji na podstawie zeznań pokrzywdzonych wytypują do okazania Grzegorza W. oraz Karola S., a także Jacka Z. jako wielokrotnie legitymowanych, trudniących się kradzieżami i rozbojami, ostatnio zatrzymanych sprawców kradzieży samochodu. Wszyscy trzej zostali zatrzymani. Uprzednio przeszukano miejsca ich zamieszkania. Typowanie policji budzi zastrzeżenia, ponieważ żaden z zatrzymanych nie był wcześniej notowany, ani karany, co następnie zostanie potwierdzone przez Sąd Rejonowy w pierwszym wyroku w sprawie. Jak podnosi Grzegorz W. w swojej apelacji od pierwszego wyroku Sądu Rejonowego w swoim 32-letnim życiu tylko dwukrotnie byłem legitymowany przez policję, w tym raz pod domem, w którym mieszkam i raz przez policję sądową na terenie sądu, przy czym były to legitymowania prewencyjne, bez związku z jakąkolwiek sprawą. Także nieprzypadkowo nasuwa się pytanie, czym kierowali się funkcjonariusze wskazując oskarżonych. Wypada dodać, żaden z pokrzywdzonych nie rozpoznał Jacka Z. W gwoli przypomnienia do typowania doszło na podstawie zeznań pokrzywdzonych ylko że, opisany przez nich wygląd sprawców różnił się od wyglądu Karola S. i Grzegorza W. Oskarżeni mieli odmienne fryzury od sprawców. Opisane przez pokrzywdzonych włosy były dłuższe i inaczej obcięte, a jak słusznie zauważa Sąd w swym pierwszym wyroku oskarżeni nie mogli radykalnie zmienić fryzury, gdyż zatrzymani zostali następnego dnia po zdarzeniu. Mimo wszystko Grzegorz W. i Karol S. zostali rozpoznani przez pokrzywdzonych podczas okazania. Zeznania pokrzywdzonych, jak i owo rozpoznanie staną się podstawą do wydania przez Sąd postanowienia o tymczasowym aresztowaniu Grzegorza W. i Karola S. Sąd Rejonowy w uzasadnieniu podniósł jeszcze, że w sprawie należy przesłuchać pozostałych świadków, którzy potwierdzą lub wykluczą wersję przedstawioną przez podejrzanego. Zachodziła groźba mataczenia. Jednak osoby wskazane przez oskarżonych potwierdzające ich wersję nie znalazły posłuchu u organów ścigania. Areszt został przedłużony. W sumie 6 miesięcy na Białołęce. Opisany powyżej stan sprawy stał się podstawą do oskarżenia Grzegorza W. i Karola S. o czyn z art. 280 § 1 kodeksu karnego (rozbój). Od pierwszej czynności w sprawie tj. od 18 października 2000 r. minęło prawie dziesięć lat. Wciąż nie ma ostatecznego wyroku. Pierwszy wyrok Sądu Rejonowego był uniewinniający. Jednak sąd odwoławczy uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania, zarzucając temu rozstrzygnięciu uchybienia w zakresie postępowania dowodowego. Podobne zarzuty potwierdzi kolejne rozstrzygnięcie sądu odwoławczego tym razem od drugiego wyroku Sądu Rejonowego, który tym razem był wyrokiem skazującym. Obecnie sprawa jest po raz trzeci rozpoznawana przed Sądem Rejonowym. Na uwagę zasługuje również przewlekłość postępowania. Oskarżony Grzegorz W. skierował do Sądu Okręgowego skargę na przewlekłość postępowania. Sąd nie uwzględnił zarzutów. Warte podkreślenia jest to, iż współpraca oskarżonych z wymiarem sprawiedliwości - mimo dużego poczucia krzywdy - jest wzorcowa. Wszelkie opóźnienia w rozstrzyganiu są powodowane były albo nieudolnością organów ścigania, niestawiennictwem na rozprawie pokrzywdzonych czy powołanych biegłych albo sytuacjami niezależnymi od żadnej ze stron, czyli rocznym urlopem sędziego. Mimo wszystko Sąd Okręgowy oddalił skargę Grzegorza W. Niemniej tempo pracy Sądu wciąż budzi kontrowersje. W 2010 r. mimo odbytych dwóch rozpraw sprawa nie była w sumie rozpatrywana dłużej niż 90 minut. Ostatnia rozprawa miała miejsce w marcu, kolejna zaś odbędzie się w maju. Ciężko znaleźć uzasadnienie dla tak długich przerw przy tak dużej przewlekłości postępowania. Prawnicy Fundacji Helsińskiej przygotowują w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając Polsce naruszenie art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do rzetelnego procesu sądowego).
|







