Strona główna

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

Czy będą zwolnienia w TVP Rzeszów? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Leszek Zdzieblo   
Środa, 05 Sierpień 2009 09:11
- Huty kiedyś padły, stocznie padły, dlaczego TVP ma nie paść? Żeby ją uratować, zmiany są konieczne, a zwolnienia nieuniknione - mówi Tomasz Pajęcki, szef rzeszowskiego ośrodka TVP.
W TVP Rzeszów atmosfera gorąca. "Kogo zwolnią?" - to pytanie, które nie schodzi z ust pracowników. To po poniedziałkowej publikacji "Gazety", w której napisaliśmy, że do końca roku w całej telewizji publicznej pracę straci ponad 500 osób z blisko 4,5-tysięcznej załogi. Zwolnienia nie ominą oddziałów regionalnych TVP. A że będą także w Rzeszowie, potwierdza szef tutejszego ośrodka Tomasz Pajęcki. Ile osób i kto straci pracę? Na te pytania nie ma jeszcze odpowiedzi. Ale Pajęcki, który dyrektorem jest od marca, nie siedzi z założonymi rękami i ostro wziął się do naprawy oddziału. Dziś pracuje w nim prawie 70 osób, dziennikarzy jest ponad 20. Kilka dni temu dyrektor Pajęcki obwieścił dziennikarzom, że czas etatów się kończy, a jak będą chcieli, to z TVP mogą współpracować, gdy założą własne firmy. Tak ma być we wszystkich oddziałach telewizji. Oburzenie na tę wypowiedź dziennikarzy było tak duże, że zareagowały centrale związków zawodowych w TVP. Twierdziły, że będzie to koniec telewizji, bo nie będzie miał kto w niej pracować. Pajęcki nie wypiera się tych słów. Wyjawia, jaka przyszłość czeka rzeszowską telewizję. - Ona jest dla widzów, a nie dla dziennikarzy. Jest jej potrzebna świeża krew - mówi. Już wiadomo, że jesienna ramówka zmieni się, wypadną programy. Jakie? Na razie nie wiadomo. Pajęcki chwali się, że to, co dzisiaj pokazuje telewizja, na jego prośbę jest oceniane przez powołaną Radę Programową TVP, do której należą m.in. dziennikarze niezwiązani z telewizją publiczną. - Wcześniej pytałem poszczególne osoby z rady, co sądzą o naszych programach. Wszyscy się zachwycali, bo nie chcieli urazić dziennikarza, którego znali. Poprosiłem więc o opinie na piśmie i samych zachwytów już nie ma. Wiele programów ocenili na 2 lub 3 w skali od 1 do 10 - wyjawia Pajęcki. Dla niego to sygnał, że nie ma "nieśmiertelnych programów". Podkreśla, że rada jest wolna od politycznych nacisków. - Rada zawsze oceniała nasze programy. To wcale nie jest pomysł Pajęckiego, za jego poprzedników też tak było - mówi nam jeden z reporterów. Z imienia i nazwiska nikt nie chce mówić. Nikt nie myśli podpaść, kiedy trwa typowanie, kto straci pracę. Pajęcki: - Dziennikarze nie zostaną na lodzie. Zrobię wszystko, by zachowali źródło dochodu. O ingerencji w ramówkę TVP reporterzy mówią krótko: - Każdy dyrektor chciał za bardzo w nią ingerować. I każdy wylatywał, a my zostawaliśmy. Dyrektor Pajęcki zdradza kolejne plany: - Zamierzam ogłaszać konkursy na programy. Żeby z pomysłami do nas przychodzili też ludzie z zewnątrz. Inny reporter: - Skąd będą wiedzieć, jaka jest specyfika pracy w telewizji? Pajęcki: - Dziennikarze nie są ludźmi niezatapialnymi. I szykuje cięcia. Dziennikarze na wyjazdy nie dostaną już kierowców. Mają sami siadać za kółkiem. - Ja mogę jeździć do Warszawy tam i z powrotem, oni nie mogą? - pyta dyrektor. - Auto i benzynę dostaną. Oszczędzimy na kierowcach. I dodaje szczerze: - Kiedyś huty padały, stocznie padały. Dlaczego TVP ma nie paść? Trzeba telewizję ratować. Dłużej obecnego stanu nie da się utrzymać. Czy ludzie zechcą nadal ze mną współpracować? Tego nie wiem. Ale wiem, że opór będzie.
 
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów, 21 lipca 2009 r., Marcin Kobiałka – „Pajęcki: zwolnienia w telewizji są nieuniknione”
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie