Strona główna

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

PiS chciałoby wrócić do TVP, ale nie wie jak PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dominika Bychawska   
Wtorek, 14 Kwiecień 2009 07:16
Dziś zbiera się rada nadzorcza TVP. Będzie głosowała nad wnioskami Krzysztofa Czabańskiego (z rekomendacji PiS), by zawiesić p.o. prezesa Piotra Farfała (z rekomendacji LPR) i odwiesić trzech PiS-owskich prezesów: Andrzeja Urbańskiego, Sławomira Siwka i Marcina Bochenka.
Wokół Farfała zagęszcza się atmosfera. Jego odwołania chcą twórcy filmowy, politycy, dziennikarze. Zarzucają mu upolitycznienie telewizji. Farfał, b. neonazista związany w przeszłości z LPR i Młodzieżą Wszechpolską, zatrudnia w TVP na kierowniczych stanowiskach ludzi związanych z tymi dwoma organizacjami. I promuje partię Declana Ganleya, irlandzkiego miliardera, który doprowadził do upadku traktatu lizbońskiego w irlandzkim referendum. W Polsce Ganley założył partię Libertas Polska, która wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na jej listach znajdą się byli działacze Ligi.
- Ludzie zatrudnieni przez Farfała nigdy nie mieli żadnych doświadczeń w pracy telewizyjnej ani nawet dziennikarskiej. Oczywiste, że dostali tę pracę ze względu na to, kim byli, do jakich politycznych ugrupowań należeli, a nie - jakie mają kompetencje. Ich celem są czerwcowe wybory i wykorzystanie TVP do propagandy - mówił "Gazecie" w piątkowym wywiadzie Tomasz Rudomino z rady nadzorczej, a przez trzy miesiące właśnie razem z Farfałem członek zarządu.

Rudomino twierdzi, że za tymi decyzjami Farfała stoi Roman Giertych, b. prezes Ligi: - Farfał wszystko z nim konsultuje. Jest uzależniony od Giertycha. Jest przez niego zniewolony, oczywiście w sensie metaforycznym. Domyślam się, że obaj mają ten sam cel: odbudowę LPR, i chcą to zrobić za pomocą TVP i zbliżającej się kampanii do PE.

Rudomino podał przykład: - Gorąco namawiałem Farfała na przesunięcie na inną godzinę programu "Karty na stół" Andrzeja Kwiatkowskiego [dotyczy właśnie wyborów do PE]. Bo program jest fatalny, źle realizowany, widzom się nie podoba, ma katastrofalną oglądalność. Na te merytoryczne argumenty usłyszałem od Farfała: "Giertych się na to absolutnie nie zgodzi". Wpadłem w osłupienie.

Giertych pytany przez nas, kiedy ostatni raz rozmawiał z Farfałem, odmówił odpowiedzi, twierdząc, że jest adwokatem i nie udziela informacji, z kim i kiedy rozmawia. Ale przecież Farfał nie jest jego klientem, więc tajemnica adwokacka Giertycha w tym przypadku nie obowiązuje.

Przypomnijmy, że kilka tygodni temu Giertych przyznał publicznie, że udzielał rad prawnych Farfałowi i członkom rady nadzorczej. A wcześniej się tego wypierał.

Giertych twierdzi, że nic nie wie o programie "Karty na stół" i że nie ma wpływu na decyzje Farfała. Ale pytany, jak zatem wytłumaczyć, że tylu ludzi kiedyś z nim związanych dostaje teraz od Farfała kierownicze stanowiska w TVP, milknie.

W sprawie Ganleya Giertych myśli tak samo jak Farfał: że to inne stacje telewizyjne dyskryminują Irlandczyka , a nie - że TVP go promuje. Twierdzi, że to człowiek, który zmienił bieg historii, a o wywiad z nim zabijają się światowe rozgłośnie.

Ale mimo tylu zarzutów wobec Farfała wniosek o jego zawieszenie nie ma szans. PiS ma bowiem w radzie zaledwie trzy głosy, a do zawieszenia potrzebuje pięciu. Za Farfałem opowiada się czterech członków rady z rekomendacji Samoobrony i LPR (w tym jej przewodniczący, co ma znacznie w przypadku równej liczby głosów).

PiS liczył, że uda mu się przeciągnąć na swoją stronę dwa głosy Samoobrony, ale Farfał ich przechytrzył. Tuż przed świętami powołał prokurenta. Został nim Paweł Paluch, kandydat Andrzeja Leppera do zarządu TVP w 2006 r.

Nie zawsze PiS był w radzie w mniejszości, na początku miał aż pięć na dziewięć głosów. Jeden przehandlował dwa lata temu za fotel prezesa NBP dla Sławomira Skrzypka. PiS-owi zostały już tylko cztery głosy. W grudniu zeszłego roku PiS stracił kolejny: z rady sam odszedł Janusz Niedziela. KRRiT do tej pory nie wybrała jego następcy.

Urbański podpisuje, Farfał ma zapłacić

TVP przegrała w sądzie sprawę o ponad 55 tys. zł za usługi prawne dla zawieszonego prezesa telewizji Andrzeja Urbańskiego.

Warszawski sąd rejonowy na Mokotowie wydał tzw. nakaz zapłaty na rzecz kancelarii prawnej Salans. Telewizja musi jej zapłacić ponad 55 tys. zł za usługi prawne (plus odsetki i koszta sprawy sądowej). TVP może się od tej decyzji odwołać.

Sprawa trafiła do sądu, ponieważ p.o. prezesa Piotr Farfał nie chciał zapłacić za usługi Salansu. Powód: umowę z kancelarią zawarła trójka pisowskich prezesów już po zawieszeniu ich przez radę nadzorczą. Farfał argumentował, że jako zawieszeni nie mogli w imieniu spółki podpisywać żadnych umów.

- Sąd podzielił stanowisko kancelarii Salans, iż umowa o świadczenie usług prawnych została skutecznie zawarta przez prezesa zarządu Andrzeja Urbańskiego - wyjaśnia "Gazecie" mec. Wojciech Kozłowski z Salansa.

Sąd uznał bowiem, że kancelaria nie była zobowiązana do analizy stanu prawnego w zakresie reprezentacji spółki i mogła polegać na danych ujawnionych w Krajowym Rejestrze Sądowym. Bo wprawdzie Urbański podpisał umowę dzień po swoim zawieszeniu, ale w KRS figurował nadal jako prezes zarządu.

Źródło: Gazeta Wyborcza (14 kwietnia 2009)
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie