Strona główna

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

ETPCz


Prowokacja dziennikarska przed Trybunalem PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Piątek, 27 Luty 2015 15:06

Sprawa Haldimann i inni przeciwko Szwajcarii (skarga nr 21830/09) dotyczy skazania czterech dziennikarzy w związku z prowokacją, jakiej się dopuścili. Ulrich Mathias Haldimann, Hansjörg Utz, Monika Annemarie Balmer oraz Fiona Ruth Strebel pracują w szwajcarskiej telewizji niemieckojęzycznej. W lutym 2003 r. Balmer, wydawca cotygodniowego programu "Kassensturz" dotyczącego ochrony praw konsumentów, zadecydowała o konieczności pokazania nieuczciwych praktyk agentów ubezpieczeniowych. Redaktor naczelny programu oraz władze telewizji zgodzili się na przeprowadzenie prowokacji dziennikarskiej. Doszło do niej 26 lutego 2003 r. Jedna z dziennikarek, udając klienta, spotkała się tego dnia z agentem w pokoju, w który zainstalowano dwie ukryte kamery.

Pozostali dziennikarze przysłuchiwali się rozmowie siedząc w pomieszczeniu obok. W pewnym momencie Balmer weszła do pokoju i poinformowała brokera o tym, iż spotkanie zostało zarejestrowane. Ten odmówił udzielenia dalszych wyjaśnień do kamery. 25 marca 2003 r. nagranie, w którym agent miał zasłoniętą twarz i zmieniony głos, wyemitowano w "Kassensturz". W 2007 r. czterej dziennikarze zostali ukarani grzywną za użycie ukrytej kamery. Szwajcarski Sąd Federalny utrzymał tę karę. Uznał, że w interes publiczny w postaci przestrogi dla konsumentów przeważał nad interesem indywidualnym, jednak dziennikarze powinni sięgnąć po mniej dolegliwy dla agenta i jego życia prywatnego środek zdobywania informacji. Skarżący zwrócili się do ETPC, wskazując na naruszenie swobody wypowiedzi, tj. art. 10 konwencji.

W wyroku z 24 lutego 2015 r. trybunał w pierwszej kolejności przypatrzył się, czy dziennikarze działali w uzasadnionym interesie. Omówienie nadużyć ze strony agentów ubezpieczeniowych stanowi ważny temat, który powinien być nagłośniony w debacie publicznej. Reportaż wyemitowany przez skarżących nie skupiał się na osobie agenta, który został nagrany z ukrycia, lecz miał na celu zobrazowanie pewnej nagannej praktyki. Bez wątpienia osoba agenta ubezpieczeniowego została w materiale przedstawiona w sposób pejoratywny. Niemniej jednak dziennikarze zadbali o to, aby zakryć jego twarz, zmienić głos, jak również umówili się z nim w miejscu, które uniemożliwiało jego identyfikację. Interes publiczny przeważył nad interesem prywatnym brokera, naruszonym w minimalnym stopniu. Sędziowie strasburscy przypatrzyli się również prawu szwajcarskiemu, które ni zakazuje korzystania przez dziennikarzy z ukrytej kamery i umożliwia jej użycie w pewnych okolicznościach. Po przeanalizowaniu kodeksu etyki dziennikarskiej i wytycznych Szwajcarskiej Rady Prasowej uznali, że skarżący działali zgodnie z deontologią zawodową. Podkreślili też, że dziennikarze ponieśli konsekwencje na gruncie prawa karnego, które z natury rzeczy, niezależnie od wysokości kary, są bardzo dolegliwe. Mogą one wywoływać mrożący skutek na dziennikarzach i powstrzymywać ich od poruszania ważkich tematów.

ETPC doszedł ostatecznie do konkluzji, że wolność słowa dziennikarzy została naruszona. Sprawa niewątpliwie będzie mieć wpływ na prowokację dziennikarską w Polsce. Nie została ona uregulowana w prawie, a sądy rzadko oceniając jej zakres odwołują się do zasad wynikających z kodeksów etycznych. Po wyroku w sprawie Haldimann sądy krajowe będą musiały w większym zakresie badać zasady deontologii zawodowej oraz kwestie interesu publicznego, w jakim działał dziennikarz przy wykorzystaniu ukrytej kamery lub sprzętu do nagrywania głosu.

Dominika Bychawska -Siniarska, dyrektorka merytoryczna Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce HFPC

Felieton ukazał 27 luetgo 2015 r. w Dzienniku Gazecie Prawnej (dodatek "Prawnik").   

 

 
Komunikacja ETPC: Buda p. Polsce PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Czwartek, 12 Luty 2015 14:52
Europejski Trybunał Praw Człowieka zakomunikował polskiemu rządowi sprawę ze skargi Andrzeja Budy, dotyczącą obraźliwych komentarzy na forum serwisu nasza-klasa.pl. Głównym przedmiotem sporu jest stwierdzenie polskich sądów wyższej instancji, że osobę aktywnie uczestniczącą w dyskusjach internetowych można uznać za „osobę uczestniczącą w życiu publicznym” - a co za tym idzie ograniczyć ochronę jej dóbr osobistych.

Stan faktyczny

Skarżący – doktorant na Uniwersytecie Wrocławskim – często udzielał się w dyskusjach na rozmaitych forach internetowych. Jak podkreślono w postępowaniu sądowym - podczas tych dyskusji, a także na prowadzonym przez siebie blogu, prezentował radykalnie prokatolickie stanowisko, poruszając takie tematy jak aborcja, holocaust i antysemityzm. Sąd podkreślił, że choć jego komentarze nie zawierały obraźliwych słów, były sformułowane na tyle ostro, iż mogły prowokować innych użytkowników do silnych negatywnych reakcji.

W marcu 2009 roku, podczas dyskusji na forum Uniwersytetu Wrocławskiego (w ramach portalu nasza-klasa.pl), pod adresem skarżącego pojawiły się komentarze zawierające słowa powszechnie uważane za wulgarne i obraźliwe, a także takie, które można było odebrać jako groźbę. Jeden z komentarzy został następnie zacytowany przez moderatora forum, który „Przyłączył się do życzeń” - przez co wyraził poparcie dla opinii przedmówców. Komentarze te były następnie cytowane przez wielu innych użytkowników forum.

Moderatorzy nie są pracownikami właściciela portalu, ale to on ich wyznacza. Zgodnie z regulaminem forum powinni usuwać treści naruszające dobra osobiste innych. Regulamin nie zobowiązuje jednak administracji strony do stałego monitorowania jej treści, a jedynie do reagowania na skargi ze strony użytkowników. Składając skargę, należało dołączyć do maila link do tematu zawierającego komentarze łamiące regulamin, oraz określić datę i godzinę jego publikacji.

Skarżący zgłosił administratorowi komentarz autorstwa moderatora forum który uznał za obrażę i groźbę. Domagał się odebrania mu uprawnień moderatora, gdyż zamiast usuwać obraźliwe komentarze, sam je popiera i rozpowszechnia. Sprawa przeciągała się, gdyż administrator domagał się dwukrotnego potwierdzenia daty i godziny publikacji oraz przesłania linku pod którym znajdował się komentarz. W tym czasie moderator zdążył już wykasować swój wpis w którym „Przyłączał się do życzeń” przez co administrator stwierdził, że pod wskazanym linkiem nie ma komentarzy zawierających treści naruszające dobra osobiste. Nawet załączony zrzut ekranu nie był w stanie go przekonać. Wobec tego skarżący wniósł sprawę do sądu.

Postępowanie przed polskimi sądami

Sąd pierwszej instancji uznał treść komentarzy za bezsprzecznie wulgarną i obraźliwą, podkreślając, iż taki język jest niedopuszczalny na forum Uniwersytetu Wrocławskiego, przeznaczonego dla studentów, doktorantów i wykładowców, a zatem ludzi o pewnym poziomie wykształcenia i kultury. Mimo wykasowania wpisu przez moderatora, jego treść była widoczna w cytujących go komentarzach innych użytkowników, aż stycznia 2010, kiedy to usunięto je na polecenie prokuratury. W wyroku uznano, iż chociaż właściciel portalu nie miał obowiązku stałego monitorowania treści forum, jego odpowiedzialność nie może być wyłączona. Zdaniem sądu, na mocy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną administrator zobowiązany był zablokować dostęp do treści mogących naruszać dobra osobiste, od momentu, gdy dowiedział się o nich od skarżącego. Ponadto, choć moderatorzy nie są pracownikami właściciela, to on ich i mianuje, dlatego ponosi odpowiedzialność za ich działania i zaniechania. Dlatego właśnie sąd nakazał właścicielowi portalu zamieścić na swojej stronie przeprosiny, oraz zapłacić 2000 zł odszkodowania na rzecz skarżącego (ten domagał się 8000 zł).

W wyniku apelacji, sąd drugiej instancji całkowicie zmienił wyrok. Podtrzymując co prawdastanowisko sądu rejonowego, że co do zasady administrator forum ponosi odpowiedzialność za publikowane na nim treści, sąd apelacyjny uznał jednocześnie, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych.

Zdaniem składu orzekającego zamiarem autorów zaskarżonych komentarzy nie było obrażenie skarżącego, lecz wyrażenie swojego sprzeciwu wobec jego poglądów. Sąd przyznał, iż sprzeciw ów został wyrażony w formie wulgarnej, jednakże w jego mniemaniu taki język jest akceptowalny w dyskursie internetowym. Osoba przystępująca do dyskusji w sieci musi pogodzić się z tym, jakiego słownictwa używa większość internautów. Ponadto, zdaniem sądu, wypowiedzi skarżącego były na tyle kontrowersyjne i prowokujące, że uzasadniały tak silną reakcję. Sąd apelacyjny stwierdził także, iż skarżący ze względu na prowadzenie bloga i częste udzielanie się w dyskusjach na różnych internetowych forach, stał się „osobą biorącą udział w życiu publicznym” a zatem, zgodnie z art. 10 Konwencji, jego dobra osobiste podlegają słabszej ochronie niż osoby prywatnej. Z tego względu oddalił powództwo skarżącego i nakazał mu zwrot kosztów sądowych.

Ponieważ Sąd Najwyższy odrzucił skargę kasacyjną, skarżący wniósł sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W skardze zarzucił polskim sądom naruszenie art. 10 Konwencji poprzez uznanie osoby biorącej udział w internetowych dyskusjach za osobę publiczną. Podkreślił przy tym, że nie pełni żadnej publicznej funkcji, a internetu używa jedynie jako narzędzia do komunikacji z innymi ludźmi i wyrażania swoich prywatnych opinii.

W komunikacie o podjęciu sprawy, ETPC zapytał strony, czy skarga dotyczy prawa do poszanowania życia prywatnego.
 
Wnuk "krwiożerczego ludojada" w Strasburgu - komentarz do wyroku ETPC w sprawie Dżugaszwili przeciwko Rosji PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Poniedziałek, 19 Styczeń 2015 13:32

Prezentujemy komentarz prof. Ireneusza C. Kamińskiego do decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Dżugaszwili przeciwko Rosji

Fakty

Piętnastego stycznia 2015 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Trybunał) wydał decyzję (postanowienie), w której uznał za niedopuszczalną skargę wniesioną przez Jewgenija Jakowlewicza Dżugaszwilego (Yevgeniy Yakovlevich Dzhugashvili przeciwko Rosji, skarga nr 41123/10). Skarżący to wnuk Józefa Stalina, a syn Jakowa, urodzonego 1907 r. i zmarłego samobójczą śmiercią w 1943 r. w obozie w Sachsenhausen po rzuceniu się na ogrodzenie z drutów pod napięciem.

Wnuk dyktatora postanowił wystąpić w obronie honoru swojego dziadka, gdy opozycyjna „Nowaja Gazieta” opublikowała 22 kwietnia 2009 r. w specjalnym dodatku historycznym artykuł w zbrodni katyńskiej. Autorem tekstu był Anatolij Jabłokow, były prokurator Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, odpowiedzialny za podjęte w 1990 r. rosyjskie śledztwo katyńskie. Jako główny śledczy, Jabłokow zaproponował w 1994 r., by postępowanie umorzyć ze względu na śmierć winnych. Jednocześnie uznał, że masowy mord popełniony wiosną 1940 r. na niemal 22 tysiącach polskich obywateli należy zakwalifikować – odwołując się do Karty Trybunału Norymberskiego i prawa międzynarodowego – jako zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię wojenną, zbrodnię przeciwko ludzkości, a nawet ludobójstwo. Zakończyło się to odsunięciem prokuratora od śledztwa, a następnie jego odejściem z prokuratury. Dzisiaj Jabłokow pracuje jako adwokat w Moskwie.

W artykule z 2009 r. Jabłokow przypomniał, że do zbrodni katyńskiej doszło w następstwie decyzji Biura Politycznego sowieckiej partii komunistycznej, najwyższego organu państwa, na czele którego stał Stalin. Sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za „wyjątkowo poważną zbrodnię”. Dyktatora nazwano w artykule m.in. „krwiożerczym ludojadem” (кровожадный людоед). Użyte sformułowania Dżugaszwili uznał za zniesławiające i znieważające. Wystąpił z pozwem przeciwko dziennikowi i autorowi tekstu, żądając łącznie 10 milionów rubli (co stanowiło wówczas równowartość miliona złotych).

Rosyjskie sądy oddaliły pozew. Uznały, że kwestionowane określenia nie są twierdzeniami o faktach, lecz stanowią osobistą opinię autora o „złożonych i pełnych sprzeczności wydarzeniach sowieckiej historii, różnie intepretowanej przez strony”. W sporze padły „trudne do pogodzenia i gorące, lecz subiektywne oceny” dotyczące roli Stalina. Zdaniem Dżugaszwilego dokonania jego dziadka były pozytywne dla społeczeństwa, według gazety – negatywne. Sąd nie może jednak rozstrzygać, „które opinie są ważniejsze i lepiej uzasadnione”. Sformułowania takie jak „krwiożerczy ludojad” stanowiły natomiast metaforę i stylistyczną figurę.

Strasburskie orzeczenie


Orzekając jako siedmioosobowa izba, Trybunał jednomyślnie uznał skargę za w oczywisty sposób nieuzasadnioną, a przez to niedopuszczalną. Zarzuty analizowano w świetle art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Konwencja), dotyczącego prawa do życia rodzinnego i prywatnego. Dobre imię (honor, część) jest elementem prywatności (życia prywatnego) – np. Chauvy i inni przeciwko Francji, wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, par. 70. Ale zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału uprawnienia chronione na mocy art. 8 mają charakter osobisty i nie podlegają przekazaniu, czy też przejęciu przez innych członków rodziny (Sanles Sanles przeciwko Hiszpanii, decyzja z 26 października 2000 r., nr skargi 48335/99, ECHR 2000-XI). Oznaczało to, że Jewgenij Dżugaszwili nie mógł wystąpić do strasburskiego Trybunału w obronie „dobrego imienia” swojego zmarłego dziadka, lecz jedynie swoich interesów, rzekomo naruszonych przez publikację. Przyjęto zatem, że w pewnych okolicznościach wypowiedź odnosząca się do nieżyjącej osoby może wkraczać w sferę dóbr jego bliskich krewnych (można to nazwać prawem do „dobrej pamięci”). Taki standard został wypracowany przez Trybunał w niedawnym wyroku Putistin przeciwko Ukrainie (wyrok z 21 listopada 2013 r., skarga nr 16882/03). Orzeczenie to dotyczyło publikacji prasowych, w których sugerowano, że ojciec skarżącego, Michaił Putistin – piłkarz i uczestnik rozegranego w 1942 r. tzw. „meczu śmierci” – mógł być współpracownikiem Gestapo (mecz został rozegrany między piłkarzami przedwojennego klubu FC Dynamo Kijów a drużyną złożoną z członków Luftwaffe; zakończył się zwycięstwem Ukraińców 5:3; członków zwycięskiej drużyny zesłano następnie do obozu koncentracyjnego, gdzie czterech zamordowano).

Trybunał wskazał, że „nie jest gotowy, by dostrzec podobieństwo” między skargą Putistina i Dżugaszwilego. Należy odróżnić zniesławiające słowa dotykające zmarłą osobę prywatną i „uzasadnioną krytykę osoby publicznej, która pełniąc przywódcze funkcje, wystawia się na publiczną krytykę” (par. 30). Artykuł Jabłokowa dotyczył „domniemanej odpowiedzialności” sowieckich przywódców; był więc elementem publicznej debaty wokół „zdarzeń katyńskich” (Katyń events). Historyczne wydarzenia związane z losem wielu osób, a także odpowiedzialność za nie historycznych postaci, stanowią zagadnienie rodzące publiczną krytyczną debatę, która ma ogólne znaczenie (par. 31). W takiej debacie trzeba równoważyć prawo do ochrony prywatności (dobrego imienia) i wolność słowa, a więc dwa prawa, do których odnoszą się odpowiednio art. 8 i 10 Konwencji. Wolność słowa ma służyć poszukiwaniu prawdy. Rolą strasburskiego Trybunału nie jest jednak rozstrzyganie historycznych zagadnień, które stanowią przedmiot dyskusji między historykami (par. 32). Trybunał powołał się w tym miejscu na swój wyrok Chauvy i inni przeciwko Francji, który dotyczył publikacji rekonstruującej okoliczności aresztowania Jeana Moulin, przywódcy francuskiego ruchu oporu (wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, ECHR 2004-VI).

W ocenie Trybunału rosyjskie sądy stworzyły adekwatną równowagę między ochroną prywatności a swobodą wypowiedzi. Odwołały się do strasburskich standardów, zauważyły ważność wolnej debaty o wydarzeniu mającym olbrzymie znaczenie publiczne oraz polityczną rolę Stalina, która wystawia go na szeroką krytykę. Skargę wnuka generalissimusa należało więc uznać za nieuzasadnioną.

Komentarz


Zazwyczaj skargi w oczywisty sposób nieuzasadnione kończą swój żywot w Strasburgu w drodze decyzji o niedopuszczalności podejmowanej przez pojedynczego sędziego lub komitet złożony z trzech sędziów. Rzadko trafiają do nobliwego składu siedmioosobowej izby. Jeżeli skarga „ma coś na rzeczy”, jest komunikowana państwu, którego dotyczy. Pytania zadawane stronom sporu w dokumencie komunikacyjnym dotykają tak dopuszczalności, jak i zasadności skargi. Taka praktyka jest następstwem zmian wprowadzonych do Konwencji przez Protokół nr 14, który wszedł w życie 1 czerwca 2010 r.

Po otrzymaniu odpowiedzi stron na zakomunikowaną wcześniej skargę izba może oczywiście uznać, że skarga jest niedopuszczalna i zakończyć postępowanie w drodze decyzji (postanowienia). Decyzja w sprawie skargi Dżugaszwilego należy jednak do tych bardzo rzadkich przypadków, gdy mimo iż skarga nie została zakomunikowana, to jednak odrzuca ją „duży” strasburski skład – izba. Inaczej mówiąc, Strasburg zdaje sobie „od samego początku” sprawę z niedopuszczalności skargi, ale postanawia to oznajmić mocnym głosem siedmiu sędziów. Dzieje się tak, gdy dostrzega ważność zagadnienia prawnego znajdującego się w tle danej skargi, a czasami i szczególny wymiar samej skargi, dotyczącej jakiejś „gorącej kwestii”, niekoniecznie wyłącznie prawnej. W 2013 r. Trybunał jako izba postanowił więc odrzucić jako niedopuszczalne 1628 skarg związanych z obniżeniem świadczeń emerytalnych byłym funkcjonariuszom komunistycznych służb specjalnych (Cichopek i inni przeciwko Polsce, decyzja z 14 maja 2013 r., liczne numery skarg). Określił też wtedy kształt strasburskiego standardu dotyczący specyficznej, a i „gorącej” kwestii. Analogicznie postąpiono w sprawie Dżugaszwilego. Oba rozstrzygnięcia – będące „tylko” decyzją, a nie wyrokiem – zostały zawczasu zapowiedziane w komunikatach prasowych Trybunału, co sprzyjało ich zauważeniu, omawianiu i komentowaniu.

Moja satysfakcja związana z wydaniem w sprawie Dżugaszwilego „aż przez izbę” jednomyślnego orzeczenia o niedopuszczalności ogranicza się do tej tylko okoliczności. Całkowicie nie zgadzam się natomiast z uzasadnieniem decyzji, odwołującym się do równoważenia prawa do prywatności i swobody wypowiedzi. Aby uzasadnić moją krytyczną ocenę, skonstruuję pewną hipotezę.

Wyobraźmy sobie, że Adolf Hitler ma wnuka, który mocno jest przywiązany do swego antenata. Ów wnuk uważa, że nie dochodziło do masowych zbrodni w obozach koncentracyjnych, a nawet jeśli miały one miejsce, to dziadek Adolf nic o nich wiedział; dramatyczna prawda została ukryta przed przywódcą Trzeciej Rzeszy, a plan mordów stworzył zły i perfidny Heinrich Himmler. Dlatego wnuk postanawia zareagować na publikację, której autor wskazuje na odpowiedzialność führera, a dodatkowo nazywa go „krwiożerczym ludojadem”. Nie uzyskawszy satysfakcji w krajowych sądach, wnuk idzie ze skargą do Strasburga.

Nie sądzę, by odrzucając taką skargę „wnuka Hitlera” Trybunał powtórzył, że należy znaleźć adekwatną równowagę między ochroną prywatności (dobrego imienia) i swobodą wypowiedzi, biorąc oczywiście mocno pod uwagę publiczną rolę danej osoby i akcentując uprawnienie do krytyki. Nie sądzę, by wskazał, że obie strony sporu (wnuk i autor publikacji) miały i mieć mogły różne poglądy dotyczące historycznej postaci. Nie sądzę wreszcie, byśmy usłyszeli, że sąd – w tym Trybunał – nie jest miejscem rozstrzygania, który z poglądów wchodzących z sobą w konflikt jest zasadny.

Orzekając w przeszłości w sprawach dotyczących wypowiedzi negujących zbrodnie nazistowskie, Trybunał wskazywał, że takie wypowiedzi kwestionowały ustalone historyczne fakty. Ta okoliczność była kluczowa dla akceptacji krajowej sankcji, nawet jeśli kara była niezwykle surowa, opiewając na kilkuletnie więzienie (np. Nachtmann przeciwko Austrii, decyzja z 9 września 1998 r., skarga nr 36773/97; Walendy przeciwko Niemcom, decyzja z 11 stycznia 1995 r., skarga nr 21128/93). Nie wymagano, by dodatkowo negacjonistyczna wypowiedź wynikała z „nazistowskiej intencji”. W późniejszych sprawach wskazywano również, że wypowiedź negująca lub usprawiedliwiająca zbrodnie wojenne bądź przeciwko ludzkości pozostaje w sprzeczności z „wartościami założycielskimi Konwencji” (Witzch przeciwko Niemcom, decyzja z 13 grudnia 2005 r., skarga nr 7485/03). Są wreszcie i takie orzeczenia, gdzie Trybunał uznawał, że do negacjanistycznej wypowiedzi – traktowanej jako nadużycie prawa – w ogóle nie mają zastosowania konwencyjne gwarancje dotyczące wolności słowa (Garaudy przeciwko Francji, decyzja z 24 czerwca 2003 r., skarga nr 65831/01, ECHR 2003-IX).

W każdym z powyżej wskazanych podejść Trybunał nie traktował wypowiedzi negacjonistycznej jako tak samo dopuszczalnego, a tym bardziej równorzędnego poglądu, dla którego w publicznej debacie jest identyczne miejsce jak dla innych stanowisk. Identyczną optykę należało przyjąć i w tym przypadku, gdy podejmowane działanie prawne jest konsekwencją negowania historycznych ustaleń odnoszących się do zbrodni prawa międzynarodowego.

Jewgenij Dżugaszwili wystąpił z pozwem w Rosji, a następnie starał się kwestionować w Strasburgu niekorzystne dla siebie krajowe wyroki, bo uważa, że zbrodni katyńskiej nie dokonał Związek Sowiecki, lecz Niemcy. Kwestionuje więc – wpisując się w niemały w dzisiejszej Rosji nurt – ustalone przez historyków fakty oraz autentyczność dokumentów, w tym kluczowej dla zbrodni decyzji Biura Politycznego z 5 marca 1940 r., noszącej podpisy wszystkich jego członków, pośród nich Stalina. Kierując się analogiczną motywacją, wnuk generalissimusa chciał zresztą już wcześniej przystąpić do strasburskiego postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” (Janowiec i inni przeciwko Rosji, skargi nr 55508/07 i 29520/09). Trybunał odrzucił wtedy jego wniosek.

Z lektury wyroku w sprawie Dżugaszwilego możemy odnieść pośrednio niedobre wrażenie, że negacjonistyczne stanowisko wnuka Stalina to dopuszczalny pogląd, od którego oceny (zasadności) sędziowie powinni się powstrzymać. To strasburskie dictum traktuję jako niezamierzoną wpadkę. Ale takiej wpadki zapewne nie byłoby w przypadku skargi „wnuka Hitlera”. Zbrodnie hitlerowskie stały się częścią współczesnej pamięci. Inaczej jest, niestety, ze zbrodniami stalinowskimi.

Podczas postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” reprezentanci rosyjskiego rządu konsekwentnie nazywali – tak w pismach procesowych, jak i w wystąpieniach na rozprawie – zbrodnię katyńską zdarzeniami katyńskimi (Katyń events). Uważaliśmy je, wyraźnie to oznajmiając, za obraźliwe. Referując stanowisko Rosji, Trybunał brał to sformułowanie zawsze w cudzysłów. W obecnym wyroku w sprawie Dżugaszwilego słowa „zdarzenia katyńskie” zostały natomiast użyte w wyroku przez sam Trybunał. Można powiedzieć, że to drobiazg, ale jednak przykry. Jestem pewien, że strasburscy sędziowie nigdy nie użyliby określenia „wydarzenia oświęcimskie”.

I na koniec jeszcze jedna refleksja: tekst strasburskiego orzeczenia przygotowują prawnicy kancelarii Trybunału pochodzący z kraju, którego skarga dotyczy. Zakłada się – i słusznie – że najlepiej rozpoznają oni różne krajowe konteksty sprawy, tak prawne, jak i pozaprawne. Ale czasami warto w Strasburgu bardzo uważnie przyjrzeć się zaproponowanemu przez nich brzmieniu orzeczenia, zanim zostanie ono oznajmione jako werdykt Trybunału.

Prezentujemy komentarz prof. Ireneusza C. Kamińskiego do decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Dżugaszwili przeciwko Rosji

Fakty

Piętnastego stycznia 2015 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Trybunał) wydał decyzję (postanowienie), w której uznał za niedopuszczalną skargę wniesioną przez Jewgenija Jakowlewicza Dżugaszwilego (Yevgeniy Yakovlevich Dzhugashvili przeciwko Rosji, skarga nr 41123/10). Skarżący to wnuk Józefa Stalina, a syn Jakowa, urodzonego 1907 r. i zmarłego samobójczą śmiercią w 1943 r. w obozie w Sachsenhausen po rzuceniu się na ogrodzenie z drutów pod napięciem.

Wnuk dyktatora postanowił wystąpić w obronie honoru swojego dziadka, gdy opozycyjna „Nowaja Gazieta” opublikowała 22 kwietnia 2009 r. w specjalnym dodatku historycznym artykuł w zbrodni katyńskiej. Autorem tekstu był Anatolij Jabłokow, były prokurator Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, odpowiedzialny za podjęte w 1990 r. rosyjskie śledztwo katyńskie. Jako główny śledczy, Jabłokow zaproponował w 1994 r., by postępowanie umorzyć ze względu na śmierć winnych. Jednocześnie uznał, że masowy mord popełniony wiosną 1940 r. na niemal 22 tysiącach polskich obywateli należy zakwalifikować – odwołując się do Karty Trybunału Norymberskiego i prawa międzynarodowego – jako zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię wojenną, zbrodnię przeciwko ludzkości, a nawet ludobójstwo. Zakończyło się to odsunięciem prokuratora od śledztwa, a następnie jego odejściem z prokuratury. Dzisiaj Jabłokow pracuje jako adwokat w Moskwie.

W artykule z 2009 r. Jabłokow przypomniał, że do zbrodni katyńskiej doszło w następstwie decyzji Biura Politycznego sowieckiej partii komunistycznej, najwyższego organu państwa, na czele którego stał Stalin. Sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za „wyjątkowo poważną zbrodnię”. Dyktatora nazwano w artykule m.in. „krwiożerczym ludojadem” (кровожадный людоед). Użyte sformułowania Dżugaszwili uznał za zniesławiające i znieważające. Wystąpił z pozwem przeciwko dziennikowi i autorowi tekstu, żądając łącznie 10 milionów rubli (co stanowiło wówczas równowartość miliona złotych).

Rosyjskie sądy oddaliły pozew. Uznały, że kwestionowane określenia nie są twierdzeniami o faktach, lecz stanowią osobistą opinię autora o „złożonych i pełnych sprzeczności wydarzeniach sowieckiej historii, różnie intepretowanej przez strony”. W sporze padły „trudne do pogodzenia i gorące, lecz subiektywne oceny” dotyczące roli Stalina. Zdaniem Dżugaszwilego dokonania jego dziadka były pozytywne dla społeczeństwa, według gazety – negatywne. Sąd nie może jednak rozstrzygać, „które opinie są ważniejsze i lepiej uzasadnione”. Sformułowania takie jak „krwiożerczy ludojad” stanowiły natomiast metaforę i stylistyczną figurę.

Strasburskie orzeczenie

Orzekając jako siedmioosobowa izba, Trybunał jednomyślnie uznał skargę za w oczywisty sposób nieuzasadnioną, a przez to niedopuszczalną. Zarzuty analizowano w świetle art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Konwencja), dotyczącego prawa do życia rodzinnego i prywatnego. Dobre imię (honor, część) jest elementem prywatności (życia prywatnego) – np. Chauvy i inni przeciwko Francji, wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, par. 70. Ale zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału uprawnienia chronione na mocy art. 8 mają charakter osobisty i nie podlegają przekazaniu, czy też przejęciu przez innych członków rodziny (Sanles Sanles przeciwko Hiszpanii, decyzja z 26 października 2000 r., nr skargi 48335/99, ECHR 2000-XI). Oznaczało to, że Jewgenij Dżugaszwili nie mógł wystąpić do strasburskiego Trybunału w obronie „dobrego imienia” swojego zmarłego dziadka, lecz jedynie swoich interesów, rzekomo naruszonych przez publikację. Przyjęto zatem, że w pewnych okolicznościach wypowiedź odnosząca się do nieżyjącej osoby może wkraczać w sferę dóbr jego bliskich krewnych (można to nazwać prawem do „dobrej pamięci”). Taki standard został wypracowany przez Trybunał w niedawnym wyroku Putistin przeciwko Ukrainie (wyrok z 21 listopada 2013 r., skarga nr 16882/03). Orzeczenie to dotyczyło publikacji prasowych, w których sugerowano, że ojciec skarżącego, Michaił Putistin – piłkarz i uczestnik rozegranego w 1942 r. tzw. „meczu śmierci” – mógł być współpracownikiem Gestapo (mecz został rozegrany między piłkarzami przedwojennego klubu FC Dynamo Kijów a drużyną złożoną z członków Luftwaffe; zakończył się zwycięstwem Ukraińców 5:3; członków zwycięskiej drużyny zesłano następnie do obozu koncentracyjnego, gdzie czterech zamordowano).

Trybunał wskazał, że „nie jest gotowy, by dostrzec podobieństwo” między skargą Putistina i Dżugaszwilego. Należy odróżnić zniesławiające słowa dotykające zmarłą osobę prywatną i „uzasadnioną krytykę osoby publicznej, która pełniąc przywódcze funkcje, wystawia się na publiczną krytykę” (par. 30). Artykuł Jabłokowa dotyczył „domniemanej odpowiedzialności” sowieckich przywódców; był więc elementem publicznej debaty wokół „zdarzeń katyńskich” (Katyń events). Historyczne wydarzenia związane z losem wielu osób, a także odpowiedzialność za nie historycznych postaci, stanowią zagadnienie rodzące publiczną krytyczną debatę, która ma ogólne znaczenie (par. 31). W takiej debacie trzeba równoważyć prawo do ochrony prywatności (dobrego imienia) i wolność słowa, a więc dwa prawa, do których odnoszą się odpowiednio art. 8 i 10 Konwencji. Wolność słowa ma służyć poszukiwaniu prawdy. Rolą strasburskiego Trybunału nie jest jednak rozstrzyganie historycznych zagadnień, które stanowią przedmiot dyskusji między historykami (par. 32). Trybunał powołał się w tym miejscu na swój wyrok Chauvy i inni przeciwko Francji, który dotyczył publikacji rekonstruującej okoliczności aresztowania Jeana Moulin, przywódcy francuskiego ruchu oporu (wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, ECHR 2004-VI).

W ocenie Trybunału rosyjskie sądy stworzyły adekwatną równowagę między ochroną prywatności a swobodą wypowiedzi. Odwołały się do strasburskich standardów, zauważyły ważność wolnej debaty o wydarzeniu mającym olbrzymie znaczenie publiczne oraz polityczną rolę Stalina, która wystawia go na szeroką krytykę. Skargę wnuka generalissimusa należało więc uznać za nieuzasadnioną.

Komentarz

Zazwyczaj skargi w oczywisty sposób nieuzasadnione kończą swój żywot w Strasburgu w drodze decyzji o niedopuszczalności podejmowanej przez pojedynczego sędziego lub komitet złożony z trzech sędziów. Rzadko trafiają do nobliwego składu siedmioosobowej izby. Jeżeli skarga „ma coś na rzeczy”, jest komunikowana państwu, którego dotyczy. Pytania zadawane stronom sporu w dokumencie komunikacyjnym dotykają tak dopuszczalności, jak i zasadności skargi. Taka praktyka jest następstwem zmian wprowadzonych do Konwencji przez Protokół nr 14, który wszedł w życie 1 czerwca 2010 r.

Po otrzymaniu odpowiedzi stron na zakomunikowaną wcześniej skargę izba może oczywiście uznać, że skarga jest niedopuszczalna i zakończyć postępowanie w drodze decyzji (postanowienia). Decyzja w sprawie skargi Dżugaszwilego należy jednak do tych bardzo rzadkich przypadków, gdy mimo iż skarga nie została zakomunikowana, to jednak odrzuca ją „duży” strasburski skład – izba. Inaczej mówiąc, Strasburg zdaje sobie „od samego początku” sprawę z niedopuszczalności skargi, ale postanawia to oznajmić mocnym głosem siedmiu sędziów. Dzieje się tak, gdy dostrzega ważność zagadnienia prawnego znajdującego się w tle danej skargi, a czasami i szczególny wymiar samej skargi, dotyczącej jakiejś „gorącej kwestii”, niekoniecznie wyłącznie prawnej. W 2013 r. Trybunał jako izba postanowił więc odrzucić jako niedopuszczalne 1628 skarg związanych z obniżeniem świadczeń emerytalnych byłym funkcjonariuszom komunistycznych służb specjalnych (Cichopek i inni przeciwko Polsce, decyzja z 14 maja 2013 r., liczne numery skarg). Określił też wtedy kształt strasburskiego standardu dotyczący specyficznej, a i „gorącej” kwestii. Analogicznie postąpiono w sprawie Dżugaszwilego. Oba rozstrzygnięcia – będące „tylko” decyzją, a nie wyrokiem – zostały zawczasu zapowiedziane w komunikatach prasowych Trybunału, co sprzyjało ich zauważeniu, omawianiu i komentowaniu.

Moja satysfakcja związana z wydaniem w sprawie Dżugaszwilego „aż przez izbę” jednomyślnego orzeczenia o niedopuszczalności ogranicza się do tej tylko okoliczności. Całkowicie nie zgadzam się natomiast z uzasadnieniem decyzji, odwołującym się do równoważenia prawa do prywatności i swobody wypowiedzi. Aby uzasadnić moją krytyczną ocenę, skonstruuję pewną hipotezę.

Wyobraźmy sobie, że Adolf Hitler ma wnuka, który mocno jest przywiązany do swego antenata. Ów wnuk uważa, że nie dochodziło do masowych zbrodni w obozach koncentracyjnych, a nawet jeśli miały one miejsce, to dziadek Adolf nic o nich wiedział; dramatyczna prawda została ukryta przed przywódcą Trzeciej Rzeszy, a plan mordów stworzył zły i perfidny Heinrich Himmler. Dlatego wnuk postanawia zareagować na publikację, której autor wskazuje na odpowiedzialność führera, a dodatkowo nazywa go „krwiożerczym ludojadem”. Nie uzyskawszy satysfakcji w krajowych sądach, wnuk idzie ze skargą do Strasburga.

Nie sądzę, by odrzucając taką skargę „wnuka Hitlera” Trybunał powtórzył, że należy znaleźć adekwatną równowagę między ochroną prywatności (dobrego imienia) i swobodą wypowiedzi, biorąc oczywiście mocno pod uwagę publiczną rolę danej osoby i akcentując uprawnienie do krytyki. Nie sądzę, by wskazał, że obie strony sporu (wnuk i autor publikacji) miały i mieć mogły różne poglądy dotyczące historycznej postaci. Nie sądzę wreszcie, byśmy usłyszeli, że sąd – w tym Trybunał – nie jest miejscem rozstrzygania, który z poglądów wchodzących z sobą w konflikt jest zasadny.

Orzekając w przeszłości w sprawach dotyczących wypowiedzi negujących zbrodnie nazistowskie, Trybunał wskazywał, że takie wypowiedzi kwestionowały ustalone historyczne fakty. Ta okoliczność była kluczowa dla akceptacji krajowej sankcji, nawet jeśli kara była niezwykle surowa, opiewając na kilkuletnie więzienie (np. Nachtmann przeciwko Austrii, decyzja z 9 września 1998 r., skarga nr 36773/97; Walendy przeciwko Niemcom, decyzja z 11 stycznia 1995 r., skarga nr 21128/93). Nie wymagano, by dodatkowo negacjonistyczna wypowiedź wynikała z „nazistowskiej intencji”. W późniejszych sprawach wskazywano również, że wypowiedź negująca lub usprawiedliwiająca zbrodnie wojenne bądź przeciwko ludzkości pozostaje w sprzeczności z „wartościami założycielskimi Konwencji” (Witzch przeciwko Niemcom, decyzja z 13 grudnia 2005 r., skarga nr 7485/03). Są wreszcie i takie orzeczenia, gdzie Trybunał uznawał, że do negacjanistycznej wypowiedzi – traktowanej jako nadużycie prawa – w ogóle nie mają zastosowania konwencyjne gwarancje dotyczące wolności słowa (Garaudy przeciwko Francji, decyzja z 24 czerwca 2003 r., skarga nr 65831/01, ECHR 2003-IX).

W każdym z powyżej wskazanych podejść Trybunał nie traktował wypowiedzi negacjonistycznej jako tak samo dopuszczalnego, a tym bardziej równorzędnego poglądu, dla którego w publicznej debacie jest identyczne miejsce jak dla innych stanowisk. Identyczną optykę należało przyjąć i w tym przypadku, gdy podejmowane działanie prawne jest konsekwencją negowania historycznych ustaleń odnoszących się do zbrodni prawa międzynarodowego.

Jewgenij Dżugaszwili wystąpił z pozwem w Rosji, a następnie starał się kwestionować w Strasburgu niekorzystne dla siebie krajowe wyroki, bo uważa, że zbrodni katyńskiej nie dokonał Związek Sowiecki, lecz Niemcy. Kwestionuje więc – wpisując się w niemały w dzisiejszej Rosji nurt – ustalone przez historyków fakty oraz autentyczność dokumentów, w tym kluczowej dla zbrodni decyzji Biura Politycznego z 5 marca 1940 r., noszącej podpisy wszystkich jego członków, pośród nich Stalina. Kierując się analogiczną motywacją, wnuk generalissimusa chciał zresztą już wcześniej przystąpić do strasburskiego postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” (Janowiec i inni przeciwko Rosji, skargi nr 55508/07 i 29520/09). Trybunał odrzucił wtedy jego wniosek.

Z lektury wyroku w sprawie Dżugaszwilego możemy odnieść pośrednio niedobre wrażenie, że negacjonistyczne stanowisko wnuka Stalina to dopuszczalny pogląd, od którego oceny (zasadności) sędziowie powinni się powstrzymać. To strasburskie dictum traktuję jako niezamierzoną wpadkę. Ale takiej wpadki zapewne nie byłoby w przypadku skargi „wnuka Hitlera”. Zbrodnie hitlerowskie stały się częścią współczesnej pamięci. Inaczej jest, niestety, ze zbrodniami stalinowskimi.

Podczas postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” reprezentanci rosyjskiego rządu konsekwentnie nazywali – tak w pismach procesowych, jak i w wystąpieniach na rozprawie – zbrodnię katyńską zdarzeniami katyńskimi (Katyń events). Uważaliśmy je, wyraźnie to oznajmiając, za obraźliwe. Referując stanowisko Rosji, Trybunał brał to sformułowanie zawsze w cudzysłów. W obecnym wyroku w sprawie Dżugaszwilego słowa „zdarzenia katyńskie” zostały natomiast użyte w wyroku przez sam Trybunał. Można powiedzieć, że to drobiazg, ale jednak przykry. Jestem pewien, że strasburscy sędziowie nigdy nie użyliby określenia „wydarzenia oświęcimskie”.

I na koniec jeszcze jedna refleksja: tekst strasburskiego orzeczenia przygotowują prawnicy kancelarii Trybunału pochodzący z kraju, którego skarga dotyczy. Zakłada się – i słusznie – że najlepiej rozpoznają oni różne krajowe konteksty sprawy, tak prawne, jak i pozaprawne. Ale czasami warto w Strasburgu bardzo uważnie przyjrzeć się zaproponowanemu przez nich brzmieniu orzeczenia, zanim zostanie ono oznajmione jako werdykt Trybunału.

- See more at: http://www.hfhr.pl/wnuk-krwiozerczego-ludojada-w-strasburgu/#sthash.WJ5TJozf.dpuf

Prezentujemy komentarz prof. Ireneusza C. Kamińskiego do decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Dżugaszwili przeciwko Rosji

Fakty

Piętnastego stycznia 2015 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Trybunał) wydał decyzję (postanowienie), w której uznał za niedopuszczalną skargę wniesioną przez Jewgenija Jakowlewicza Dżugaszwilego (Yevgeniy Yakovlevich Dzhugashvili przeciwko Rosji, skarga nr 41123/10). Skarżący to wnuk Józefa Stalina, a syn Jakowa, urodzonego 1907 r. i zmarłego samobójczą śmiercią w 1943 r. w obozie w Sachsenhausen po rzuceniu się na ogrodzenie z drutów pod napięciem.

Wnuk dyktatora postanowił wystąpić w obronie honoru swojego dziadka, gdy opozycyjna „Nowaja Gazieta” opublikowała 22 kwietnia 2009 r. w specjalnym dodatku historycznym artykuł w zbrodni katyńskiej. Autorem tekstu był Anatolij Jabłokow, były prokurator Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, odpowiedzialny za podjęte w 1990 r. rosyjskie śledztwo katyńskie. Jako główny śledczy, Jabłokow zaproponował w 1994 r., by postępowanie umorzyć ze względu na śmierć winnych. Jednocześnie uznał, że masowy mord popełniony wiosną 1940 r. na niemal 22 tysiącach polskich obywateli należy zakwalifikować – odwołując się do Karty Trybunału Norymberskiego i prawa międzynarodowego – jako zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię wojenną, zbrodnię przeciwko ludzkości, a nawet ludobójstwo. Zakończyło się to odsunięciem prokuratora od śledztwa, a następnie jego odejściem z prokuratury. Dzisiaj Jabłokow pracuje jako adwokat w Moskwie.

W artykule z 2009 r. Jabłokow przypomniał, że do zbrodni katyńskiej doszło w następstwie decyzji Biura Politycznego sowieckiej partii komunistycznej, najwyższego organu państwa, na czele którego stał Stalin. Sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za „wyjątkowo poważną zbrodnię”. Dyktatora nazwano w artykule m.in. „krwiożerczym ludojadem” (кровожадный людоед). Użyte sformułowania Dżugaszwili uznał za zniesławiające i znieważające. Wystąpił z pozwem przeciwko dziennikowi i autorowi tekstu, żądając łącznie 10 milionów rubli (co stanowiło wówczas równowartość miliona złotych).

Rosyjskie sądy oddaliły pozew. Uznały, że kwestionowane określenia nie są twierdzeniami o faktach, lecz stanowią osobistą opinię autora o „złożonych i pełnych sprzeczności wydarzeniach sowieckiej historii, różnie intepretowanej przez strony”. W sporze padły „trudne do pogodzenia i gorące, lecz subiektywne oceny” dotyczące roli Stalina. Zdaniem Dżugaszwilego dokonania jego dziadka były pozytywne dla społeczeństwa, według gazety – negatywne. Sąd nie może jednak rozstrzygać, „które opinie są ważniejsze i lepiej uzasadnione”. Sformułowania takie jak „krwiożerczy ludojad” stanowiły natomiast metaforę i stylistyczną figurę.

Strasburskie orzeczenie

Orzekając jako siedmioosobowa izba, Trybunał jednomyślnie uznał skargę za w oczywisty sposób nieuzasadnioną, a przez to niedopuszczalną. Zarzuty analizowano w świetle art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Konwencja), dotyczącego prawa do życia rodzinnego i prywatnego. Dobre imię (honor, część) jest elementem prywatności (życia prywatnego) – np. Chauvy i inni przeciwko Francji, wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, par. 70. Ale zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału uprawnienia chronione na mocy art. 8 mają charakter osobisty i nie podlegają przekazaniu, czy też przejęciu przez innych członków rodziny (Sanles Sanles przeciwko Hiszpanii, decyzja z 26 października 2000 r., nr skargi 48335/99, ECHR 2000-XI). Oznaczało to, że Jewgenij Dżugaszwili nie mógł wystąpić do strasburskiego Trybunału w obronie „dobrego imienia” swojego zmarłego dziadka, lecz jedynie swoich interesów, rzekomo naruszonych przez publikację. Przyjęto zatem, że w pewnych okolicznościach wypowiedź odnosząca się do nieżyjącej osoby może wkraczać w sferę dóbr jego bliskich krewnych (można to nazwać prawem do „dobrej pamięci”). Taki standard został wypracowany przez Trybunał w niedawnym wyroku Putistin przeciwko Ukrainie (wyrok z 21 listopada 2013 r., skarga nr 16882/03). Orzeczenie to dotyczyło publikacji prasowych, w których sugerowano, że ojciec skarżącego, Michaił Putistin – piłkarz i uczestnik rozegranego w 1942 r. tzw. „meczu śmierci” – mógł być współpracownikiem Gestapo (mecz został rozegrany między piłkarzami przedwojennego klubu FC Dynamo Kijów a drużyną złożoną z członków Luftwaffe; zakończył się zwycięstwem Ukraińców 5:3; członków zwycięskiej drużyny zesłano następnie do obozu koncentracyjnego, gdzie czterech zamordowano).

Trybunał wskazał, że „nie jest gotowy, by dostrzec podobieństwo” między skargą Putistina i Dżugaszwilego. Należy odróżnić zniesławiające słowa dotykające zmarłą osobę prywatną i „uzasadnioną krytykę osoby publicznej, która pełniąc przywódcze funkcje, wystawia się na publiczną krytykę” (par. 30). Artykuł Jabłokowa dotyczył „domniemanej odpowiedzialności” sowieckich przywódców; był więc elementem publicznej debaty wokół „zdarzeń katyńskich” (Katyń events). Historyczne wydarzenia związane z losem wielu osób, a także odpowiedzialność za nie historycznych postaci, stanowią zagadnienie rodzące publiczną krytyczną debatę, która ma ogólne znaczenie (par. 31). W takiej debacie trzeba równoważyć prawo do ochrony prywatności (dobrego imienia) i wolność słowa, a więc dwa prawa, do których odnoszą się odpowiednio art. 8 i 10 Konwencji. Wolność słowa ma służyć poszukiwaniu prawdy. Rolą strasburskiego Trybunału nie jest jednak rozstrzyganie historycznych zagadnień, które stanowią przedmiot dyskusji między historykami (par. 32). Trybunał powołał się w tym miejscu na swój wyrok Chauvy i inni przeciwko Francji, który dotyczył publikacji rekonstruującej okoliczności aresztowania Jeana Moulin, przywódcy francuskiego ruchu oporu (wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, ECHR 2004-VI).

W ocenie Trybunału rosyjskie sądy stworzyły adekwatną równowagę między ochroną prywatności a swobodą wypowiedzi. Odwołały się do strasburskich standardów, zauważyły ważność wolnej debaty o wydarzeniu mającym olbrzymie znaczenie publiczne oraz polityczną rolę Stalina, która wystawia go na szeroką krytykę. Skargę wnuka generalissimusa należało więc uznać za nieuzasadnioną.

Komentarz

Zazwyczaj skargi w oczywisty sposób nieuzasadnione kończą swój żywot w Strasburgu w drodze decyzji o niedopuszczalności podejmowanej przez pojedynczego sędziego lub komitet złożony z trzech sędziów. Rzadko trafiają do nobliwego składu siedmioosobowej izby. Jeżeli skarga „ma coś na rzeczy”, jest komunikowana państwu, którego dotyczy. Pytania zadawane stronom sporu w dokumencie komunikacyjnym dotykają tak dopuszczalności, jak i zasadności skargi. Taka praktyka jest następstwem zmian wprowadzonych do Konwencji przez Protokół nr 14, który wszedł w życie 1 czerwca 2010 r.

Po otrzymaniu odpowiedzi stron na zakomunikowaną wcześniej skargę izba może oczywiście uznać, że skarga jest niedopuszczalna i zakończyć postępowanie w drodze decyzji (postanowienia). Decyzja w sprawie skargi Dżugaszwilego należy jednak do tych bardzo rzadkich przypadków, gdy mimo iż skarga nie została zakomunikowana, to jednak odrzuca ją „duży” strasburski skład – izba. Inaczej mówiąc, Strasburg zdaje sobie „od samego początku” sprawę z niedopuszczalności skargi, ale postanawia to oznajmić mocnym głosem siedmiu sędziów. Dzieje się tak, gdy dostrzega ważność zagadnienia prawnego znajdującego się w tle danej skargi, a czasami i szczególny wymiar samej skargi, dotyczącej jakiejś „gorącej kwestii”, niekoniecznie wyłącznie prawnej. W 2013 r. Trybunał jako izba postanowił więc odrzucić jako niedopuszczalne 1628 skarg związanych z obniżeniem świadczeń emerytalnych byłym funkcjonariuszom komunistycznych służb specjalnych (Cichopek i inni przeciwko Polsce, decyzja z 14 maja 2013 r., liczne numery skarg). Określił też wtedy kształt strasburskiego standardu dotyczący specyficznej, a i „gorącej” kwestii. Analogicznie postąpiono w sprawie Dżugaszwilego. Oba rozstrzygnięcia – będące „tylko” decyzją, a nie wyrokiem – zostały zawczasu zapowiedziane w komunikatach prasowych Trybunału, co sprzyjało ich zauważeniu, omawianiu i komentowaniu.

Moja satysfakcja związana z wydaniem w sprawie Dżugaszwilego „aż przez izbę” jednomyślnego orzeczenia o niedopuszczalności ogranicza się do tej tylko okoliczności. Całkowicie nie zgadzam się natomiast z uzasadnieniem decyzji, odwołującym się do równoważenia prawa do prywatności i swobody wypowiedzi. Aby uzasadnić moją krytyczną ocenę, skonstruuję pewną hipotezę.

Wyobraźmy sobie, że Adolf Hitler ma wnuka, który mocno jest przywiązany do swego antenata. Ów wnuk uważa, że nie dochodziło do masowych zbrodni w obozach koncentracyjnych, a nawet jeśli miały one miejsce, to dziadek Adolf nic o nich wiedział; dramatyczna prawda została ukryta przed przywódcą Trzeciej Rzeszy, a plan mordów stworzył zły i perfidny Heinrich Himmler. Dlatego wnuk postanawia zareagować na publikację, której autor wskazuje na odpowiedzialność führera, a dodatkowo nazywa go „krwiożerczym ludojadem”. Nie uzyskawszy satysfakcji w krajowych sądach, wnuk idzie ze skargą do Strasburga.

Nie sądzę, by odrzucając taką skargę „wnuka Hitlera” Trybunał powtórzył, że należy znaleźć adekwatną równowagę między ochroną prywatności (dobrego imienia) i swobodą wypowiedzi, biorąc oczywiście mocno pod uwagę publiczną rolę danej osoby i akcentując uprawnienie do krytyki. Nie sądzę, by wskazał, że obie strony sporu (wnuk i autor publikacji) miały i mieć mogły różne poglądy dotyczące historycznej postaci. Nie sądzę wreszcie, byśmy usłyszeli, że sąd – w tym Trybunał – nie jest miejscem rozstrzygania, który z poglądów wchodzących z sobą w konflikt jest zasadny.

Orzekając w przeszłości w sprawach dotyczących wypowiedzi negujących zbrodnie nazistowskie, Trybunał wskazywał, że takie wypowiedzi kwestionowały ustalone historyczne fakty. Ta okoliczność była kluczowa dla akceptacji krajowej sankcji, nawet jeśli kara była niezwykle surowa, opiewając na kilkuletnie więzienie (np. Nachtmann przeciwko Austrii, decyzja z 9 września 1998 r., skarga nr 36773/97; Walendy przeciwko Niemcom, decyzja z 11 stycznia 1995 r., skarga nr 21128/93). Nie wymagano, by dodatkowo negacjonistyczna wypowiedź wynikała z „nazistowskiej intencji”. W późniejszych sprawach wskazywano również, że wypowiedź negująca lub usprawiedliwiająca zbrodnie wojenne bądź przeciwko ludzkości pozostaje w sprzeczności z „wartościami założycielskimi Konwencji” (Witzch przeciwko Niemcom, decyzja z 13 grudnia 2005 r., skarga nr 7485/03). Są wreszcie i takie orzeczenia, gdzie Trybunał uznawał, że do negacjanistycznej wypowiedzi – traktowanej jako nadużycie prawa – w ogóle nie mają zastosowania konwencyjne gwarancje dotyczące wolności słowa (Garaudy przeciwko Francji, decyzja z 24 czerwca 2003 r., skarga nr 65831/01, ECHR 2003-IX).

W każdym z powyżej wskazanych podejść Trybunał nie traktował wypowiedzi negacjonistycznej jako tak samo dopuszczalnego, a tym bardziej równorzędnego poglądu, dla którego w publicznej debacie jest identyczne miejsce jak dla innych stanowisk. Identyczną optykę należało przyjąć i w tym przypadku, gdy podejmowane działanie prawne jest konsekwencją negowania historycznych ustaleń odnoszących się do zbrodni prawa międzynarodowego.

Jewgenij Dżugaszwili wystąpił z pozwem w Rosji, a następnie starał się kwestionować w Strasburgu niekorzystne dla siebie krajowe wyroki, bo uważa, że zbrodni katyńskiej nie dokonał Związek Sowiecki, lecz Niemcy. Kwestionuje więc – wpisując się w niemały w dzisiejszej Rosji nurt – ustalone przez historyków fakty oraz autentyczność dokumentów, w tym kluczowej dla zbrodni decyzji Biura Politycznego z 5 marca 1940 r., noszącej podpisy wszystkich jego członków, pośród nich Stalina. Kierując się analogiczną motywacją, wnuk generalissimusa chciał zresztą już wcześniej przystąpić do strasburskiego postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” (Janowiec i inni przeciwko Rosji, skargi nr 55508/07 i 29520/09). Trybunał odrzucił wtedy jego wniosek.

Z lektury wyroku w sprawie Dżugaszwilego możemy odnieść pośrednio niedobre wrażenie, że negacjonistyczne stanowisko wnuka Stalina to dopuszczalny pogląd, od którego oceny (zasadności) sędziowie powinni się powstrzymać. To strasburskie dictum traktuję jako niezamierzoną wpadkę. Ale takiej wpadki zapewne nie byłoby w przypadku skargi „wnuka Hitlera”. Zbrodnie hitlerowskie stały się częścią współczesnej pamięci. Inaczej jest, niestety, ze zbrodniami stalinowskimi.

Podczas postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” reprezentanci rosyjskiego rządu konsekwentnie nazywali – tak w pismach procesowych, jak i w wystąpieniach na rozprawie – zbrodnię katyńską zdarzeniami katyńskimi (Katyń events). Uważaliśmy je, wyraźnie to oznajmiając, za obraźliwe. Referując stanowisko Rosji, Trybunał brał to sformułowanie zawsze w cudzysłów. W obecnym wyroku w sprawie Dżugaszwilego słowa „zdarzenia katyńskie” zostały natomiast użyte w wyroku przez sam Trybunał. Można powiedzieć, że to drobiazg, ale jednak przykry. Jestem pewien, że strasburscy sędziowie nigdy nie użyliby określenia „wydarzenia oświęcimskie”.

I na koniec jeszcze jedna refleksja: tekst strasburskiego orzeczenia przygotowują prawnicy kancelarii Trybunału pochodzący z kraju, którego skarga dotyczy. Zakłada się – i słusznie – że najlepiej rozpoznają oni różne krajowe konteksty sprawy, tak prawne, jak i pozaprawne. Ale czasami warto w Strasburgu bardzo uważnie przyjrzeć się zaproponowanemu przez nich brzmieniu orzeczenia, zanim zostanie ono oznajmione jako werdykt Trybunału.

- See more at: http://www.hfhr.pl/wnuk-krwiozerczego-ludojada-w-strasburgu/#sthash.WJ5TJozf.dpuf

Prezentujemy komentarz prof. Ireneusza C. Kamińskiego do decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Dżugaszwili przeciwko Rosji

Fakty

Piętnastego stycznia 2015 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Trybunał) wydał decyzję (postanowienie), w której uznał za niedopuszczalną skargę wniesioną przez Jewgenija Jakowlewicza Dżugaszwilego (Yevgeniy Yakovlevich Dzhugashvili przeciwko Rosji, skarga nr 41123/10). Skarżący to wnuk Józefa Stalina, a syn Jakowa, urodzonego 1907 r. i zmarłego samobójczą śmiercią w 1943 r. w obozie w Sachsenhausen po rzuceniu się na ogrodzenie z drutów pod napięciem.

Wnuk dyktatora postanowił wystąpić w obronie honoru swojego dziadka, gdy opozycyjna „Nowaja Gazieta” opublikowała 22 kwietnia 2009 r. w specjalnym dodatku historycznym artykuł w zbrodni katyńskiej. Autorem tekstu był Anatolij Jabłokow, były prokurator Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, odpowiedzialny za podjęte w 1990 r. rosyjskie śledztwo katyńskie. Jako główny śledczy, Jabłokow zaproponował w 1994 r., by postępowanie umorzyć ze względu na śmierć winnych. Jednocześnie uznał, że masowy mord popełniony wiosną 1940 r. na niemal 22 tysiącach polskich obywateli należy zakwalifikować – odwołując się do Karty Trybunału Norymberskiego i prawa międzynarodowego – jako zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię wojenną, zbrodnię przeciwko ludzkości, a nawet ludobójstwo. Zakończyło się to odsunięciem prokuratora od śledztwa, a następnie jego odejściem z prokuratury. Dzisiaj Jabłokow pracuje jako adwokat w Moskwie.

W artykule z 2009 r. Jabłokow przypomniał, że do zbrodni katyńskiej doszło w następstwie decyzji Biura Politycznego sowieckiej partii komunistycznej, najwyższego organu państwa, na czele którego stał Stalin. Sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za „wyjątkowo poważną zbrodnię”. Dyktatora nazwano w artykule m.in. „krwiożerczym ludojadem” (кровожадный людоед). Użyte sformułowania Dżugaszwili uznał za zniesławiające i znieważające. Wystąpił z pozwem przeciwko dziennikowi i autorowi tekstu, żądając łącznie 10 milionów rubli (co stanowiło wówczas równowartość miliona złotych).

Rosyjskie sądy oddaliły pozew. Uznały, że kwestionowane określenia nie są twierdzeniami o faktach, lecz stanowią osobistą opinię autora o „złożonych i pełnych sprzeczności wydarzeniach sowieckiej historii, różnie intepretowanej przez strony”. W sporze padły „trudne do pogodzenia i gorące, lecz subiektywne oceny” dotyczące roli Stalina. Zdaniem Dżugaszwilego dokonania jego dziadka były pozytywne dla społeczeństwa, według gazety – negatywne. Sąd nie może jednak rozstrzygać, „które opinie są ważniejsze i lepiej uzasadnione”. Sformułowania takie jak „krwiożerczy ludojad” stanowiły natomiast metaforę i stylistyczną figurę.

Strasburskie orzeczenie

Orzekając jako siedmioosobowa izba, Trybunał jednomyślnie uznał skargę za w oczywisty sposób nieuzasadnioną, a przez to niedopuszczalną. Zarzuty analizowano w świetle art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Konwencja), dotyczącego prawa do życia rodzinnego i prywatnego. Dobre imię (honor, część) jest elementem prywatności (życia prywatnego) – np. Chauvy i inni przeciwko Francji, wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, par. 70. Ale zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału uprawnienia chronione na mocy art. 8 mają charakter osobisty i nie podlegają przekazaniu, czy też przejęciu przez innych członków rodziny (Sanles Sanles przeciwko Hiszpanii, decyzja z 26 października 2000 r., nr skargi 48335/99, ECHR 2000-XI). Oznaczało to, że Jewgenij Dżugaszwili nie mógł wystąpić do strasburskiego Trybunału w obronie „dobrego imienia” swojego zmarłego dziadka, lecz jedynie swoich interesów, rzekomo naruszonych przez publikację. Przyjęto zatem, że w pewnych okolicznościach wypowiedź odnosząca się do nieżyjącej osoby może wkraczać w sferę dóbr jego bliskich krewnych (można to nazwać prawem do „dobrej pamięci”). Taki standard został wypracowany przez Trybunał w niedawnym wyroku Putistin przeciwko Ukrainie (wyrok z 21 listopada 2013 r., skarga nr 16882/03). Orzeczenie to dotyczyło publikacji prasowych, w których sugerowano, że ojciec skarżącego, Michaił Putistin – piłkarz i uczestnik rozegranego w 1942 r. tzw. „meczu śmierci” – mógł być współpracownikiem Gestapo (mecz został rozegrany między piłkarzami przedwojennego klubu FC Dynamo Kijów a drużyną złożoną z członków Luftwaffe; zakończył się zwycięstwem Ukraińców 5:3; członków zwycięskiej drużyny zesłano następnie do obozu koncentracyjnego, gdzie czterech zamordowano).

Trybunał wskazał, że „nie jest gotowy, by dostrzec podobieństwo” między skargą Putistina i Dżugaszwilego. Należy odróżnić zniesławiające słowa dotykające zmarłą osobę prywatną i „uzasadnioną krytykę osoby publicznej, która pełniąc przywódcze funkcje, wystawia się na publiczną krytykę” (par. 30). Artykuł Jabłokowa dotyczył „domniemanej odpowiedzialności” sowieckich przywódców; był więc elementem publicznej debaty wokół „zdarzeń katyńskich” (Katyń events). Historyczne wydarzenia związane z losem wielu osób, a także odpowiedzialność za nie historycznych postaci, stanowią zagadnienie rodzące publiczną krytyczną debatę, która ma ogólne znaczenie (par. 31). W takiej debacie trzeba równoważyć prawo do ochrony prywatności (dobrego imienia) i wolność słowa, a więc dwa prawa, do których odnoszą się odpowiednio art. 8 i 10 Konwencji. Wolność słowa ma służyć poszukiwaniu prawdy. Rolą strasburskiego Trybunału nie jest jednak rozstrzyganie historycznych zagadnień, które stanowią przedmiot dyskusji między historykami (par. 32). Trybunał powołał się w tym miejscu na swój wyrok Chauvy i inni przeciwko Francji, który dotyczył publikacji rekonstruującej okoliczności aresztowania Jeana Moulin, przywódcy francuskiego ruchu oporu (wyrok z 29 czerwca 2004 r., skarga nr 64915/01, ECHR 2004-VI).

W ocenie Trybunału rosyjskie sądy stworzyły adekwatną równowagę między ochroną prywatności a swobodą wypowiedzi. Odwołały się do strasburskich standardów, zauważyły ważność wolnej debaty o wydarzeniu mającym olbrzymie znaczenie publiczne oraz polityczną rolę Stalina, która wystawia go na szeroką krytykę. Skargę wnuka generalissimusa należało więc uznać za nieuzasadnioną.

Komentarz

Zazwyczaj skargi w oczywisty sposób nieuzasadnione kończą swój żywot w Strasburgu w drodze decyzji o niedopuszczalności podejmowanej przez pojedynczego sędziego lub komitet złożony z trzech sędziów. Rzadko trafiają do nobliwego składu siedmioosobowej izby. Jeżeli skarga „ma coś na rzeczy”, jest komunikowana państwu, którego dotyczy. Pytania zadawane stronom sporu w dokumencie komunikacyjnym dotykają tak dopuszczalności, jak i zasadności skargi. Taka praktyka jest następstwem zmian wprowadzonych do Konwencji przez Protokół nr 14, który wszedł w życie 1 czerwca 2010 r.

Po otrzymaniu odpowiedzi stron na zakomunikowaną wcześniej skargę izba może oczywiście uznać, że skarga jest niedopuszczalna i zakończyć postępowanie w drodze decyzji (postanowienia). Decyzja w sprawie skargi Dżugaszwilego należy jednak do tych bardzo rzadkich przypadków, gdy mimo iż skarga nie została zakomunikowana, to jednak odrzuca ją „duży” strasburski skład – izba. Inaczej mówiąc, Strasburg zdaje sobie „od samego początku” sprawę z niedopuszczalności skargi, ale postanawia to oznajmić mocnym głosem siedmiu sędziów. Dzieje się tak, gdy dostrzega ważność zagadnienia prawnego znajdującego się w tle danej skargi, a czasami i szczególny wymiar samej skargi, dotyczącej jakiejś „gorącej kwestii”, niekoniecznie wyłącznie prawnej. W 2013 r. Trybunał jako izba postanowił więc odrzucić jako niedopuszczalne 1628 skarg związanych z obniżeniem świadczeń emerytalnych byłym funkcjonariuszom komunistycznych służb specjalnych (Cichopek i inni przeciwko Polsce, decyzja z 14 maja 2013 r., liczne numery skarg). Określił też wtedy kształt strasburskiego standardu dotyczący specyficznej, a i „gorącej” kwestii. Analogicznie postąpiono w sprawie Dżugaszwilego. Oba rozstrzygnięcia – będące „tylko” decyzją, a nie wyrokiem – zostały zawczasu zapowiedziane w komunikatach prasowych Trybunału, co sprzyjało ich zauważeniu, omawianiu i komentowaniu.

Moja satysfakcja związana z wydaniem w sprawie Dżugaszwilego „aż przez izbę” jednomyślnego orzeczenia o niedopuszczalności ogranicza się do tej tylko okoliczności. Całkowicie nie zgadzam się natomiast z uzasadnieniem decyzji, odwołującym się do równoważenia prawa do prywatności i swobody wypowiedzi. Aby uzasadnić moją krytyczną ocenę, skonstruuję pewną hipotezę.

Wyobraźmy sobie, że Adolf Hitler ma wnuka, który mocno jest przywiązany do swego antenata. Ów wnuk uważa, że nie dochodziło do masowych zbrodni w obozach koncentracyjnych, a nawet jeśli miały one miejsce, to dziadek Adolf nic o nich wiedział; dramatyczna prawda została ukryta przed przywódcą Trzeciej Rzeszy, a plan mordów stworzył zły i perfidny Heinrich Himmler. Dlatego wnuk postanawia zareagować na publikację, której autor wskazuje na odpowiedzialność führera, a dodatkowo nazywa go „krwiożerczym ludojadem”. Nie uzyskawszy satysfakcji w krajowych sądach, wnuk idzie ze skargą do Strasburga.

Nie sądzę, by odrzucając taką skargę „wnuka Hitlera” Trybunał powtórzył, że należy znaleźć adekwatną równowagę między ochroną prywatności (dobrego imienia) i swobodą wypowiedzi, biorąc oczywiście mocno pod uwagę publiczną rolę danej osoby i akcentując uprawnienie do krytyki. Nie sądzę, by wskazał, że obie strony sporu (wnuk i autor publikacji) miały i mieć mogły różne poglądy dotyczące historycznej postaci. Nie sądzę wreszcie, byśmy usłyszeli, że sąd – w tym Trybunał – nie jest miejscem rozstrzygania, który z poglądów wchodzących z sobą w konflikt jest zasadny.

Orzekając w przeszłości w sprawach dotyczących wypowiedzi negujących zbrodnie nazistowskie, Trybunał wskazywał, że takie wypowiedzi kwestionowały ustalone historyczne fakty. Ta okoliczność była kluczowa dla akceptacji krajowej sankcji, nawet jeśli kara była niezwykle surowa, opiewając na kilkuletnie więzienie (np. Nachtmann przeciwko Austrii, decyzja z 9 września 1998 r., skarga nr 36773/97; Walendy przeciwko Niemcom, decyzja z 11 stycznia 1995 r., skarga nr 21128/93). Nie wymagano, by dodatkowo negacjonistyczna wypowiedź wynikała z „nazistowskiej intencji”. W późniejszych sprawach wskazywano również, że wypowiedź negująca lub usprawiedliwiająca zbrodnie wojenne bądź przeciwko ludzkości pozostaje w sprzeczności z „wartościami założycielskimi Konwencji” (Witzch przeciwko Niemcom, decyzja z 13 grudnia 2005 r., skarga nr 7485/03). Są wreszcie i takie orzeczenia, gdzie Trybunał uznawał, że do negacjanistycznej wypowiedzi – traktowanej jako nadużycie prawa – w ogóle nie mają zastosowania konwencyjne gwarancje dotyczące wolności słowa (Garaudy przeciwko Francji, decyzja z 24 czerwca 2003 r., skarga nr 65831/01, ECHR 2003-IX).

W każdym z powyżej wskazanych podejść Trybunał nie traktował wypowiedzi negacjonistycznej jako tak samo dopuszczalnego, a tym bardziej równorzędnego poglądu, dla którego w publicznej debacie jest identyczne miejsce jak dla innych stanowisk. Identyczną optykę należało przyjąć i w tym przypadku, gdy podejmowane działanie prawne jest konsekwencją negowania historycznych ustaleń odnoszących się do zbrodni prawa międzynarodowego.

Jewgenij Dżugaszwili wystąpił z pozwem w Rosji, a następnie starał się kwestionować w Strasburgu niekorzystne dla siebie krajowe wyroki, bo uważa, że zbrodni katyńskiej nie dokonał Związek Sowiecki, lecz Niemcy. Kwestionuje więc – wpisując się w niemały w dzisiejszej Rosji nurt – ustalone przez historyków fakty oraz autentyczność dokumentów, w tym kluczowej dla zbrodni decyzji Biura Politycznego z 5 marca 1940 r., noszącej podpisy wszystkich jego członków, pośród nich Stalina. Kierując się analogiczną motywacją, wnuk generalissimusa chciał zresztą już wcześniej przystąpić do strasburskiego postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” (Janowiec i inni przeciwko Rosji, skargi nr 55508/07 i 29520/09). Trybunał odrzucił wtedy jego wniosek.

Z lektury wyroku w sprawie Dżugaszwilego możemy odnieść pośrednio niedobre wrażenie, że negacjonistyczne stanowisko wnuka Stalina to dopuszczalny pogląd, od którego oceny (zasadności) sędziowie powinni się powstrzymać. To strasburskie dictum traktuję jako niezamierzoną wpadkę. Ale takiej wpadki zapewne nie byłoby w przypadku skargi „wnuka Hitlera”. Zbrodnie hitlerowskie stały się częścią współczesnej pamięci. Inaczej jest, niestety, ze zbrodniami stalinowskimi.

Podczas postępowania dotyczącego „skargi katyńskiej” reprezentanci rosyjskiego rządu konsekwentnie nazywali – tak w pismach procesowych, jak i w wystąpieniach na rozprawie – zbrodnię katyńską zdarzeniami katyńskimi (Katyń events). Uważaliśmy je, wyraźnie to oznajmiając, za obraźliwe. Referując stanowisko Rosji, Trybunał brał to sformułowanie zawsze w cudzysłów. W obecnym wyroku w sprawie Dżugaszwilego słowa „zdarzenia katyńskie” zostały natomiast użyte w wyroku przez sam Trybunał. Można powiedzieć, że to drobiazg, ale jednak przykry. Jestem pewien, że strasburscy sędziowie nigdy nie użyliby określenia „wydarzenia oświęcimskie”.

I na koniec jeszcze jedna refleksja: tekst strasburskiego orzeczenia przygotowują prawnicy kancelarii Trybunału pochodzący z kraju, którego skarga dotyczy. Zakłada się – i słusznie – że najlepiej rozpoznają oni różne krajowe konteksty sprawy, tak prawne, jak i pozaprawne. Ale czasami warto w Strasburgu bardzo uważnie przyjrzeć się zaproponowanemu przez nich brzmieniu orzeczenia, zanim zostanie ono oznajmione jako werdykt Trybunału.

- See more at: http://www.hfhr.pl/wnuk-krwiozerczego-ludojada-w-strasburgu/#sthash.WJ5TJozf.dpuf
LAST_UPDATED2
 
ETPC o odpowiedzialności dziennikarzy za zniesławienie przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Wtorek, 13 Styczeń 2015 16:15

Europejski Trybunał Praw Człowieka 13 stycznia 2015 r. wydał dwa orzeczenia dotyczące odpowiedzialności karnej dziennikarzy za zniesławienie. Doszedł w nich jednak do różnych konkluzji. W pierwszym wyroku - Maciejewski p. Polsce - stwierdzono naruszenie wolności słowa. Sędziowie strasburscy podkreślili, że dziennikarz w sposób rzetelny opisał szereg nieprawidłowości w funckcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. W drugiej sprawie - Łozowska p. Polsce - Trybunał zakwestionował dochowanie zasad rzetelności przez dziennikarkę krytykującą postępowanie byłej białostockiej sędzi i ostatecznie nie dopatrzył się naruszenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Maciejewski p. Polsce 

Marian Maciejewski napisał w 2004 r. tekst o nadużyciach w wymiarze sprawiedliwości na Dolnym Śląsku. Za ten tekst został skazany za zniesławienie na podstawie art. 212 § 2 kodeksu karnego. Dziś Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że skazanie dziennikarza naruszyło swobodę wypowiedzi. Jest to kolejna sprawa, w której Polska przegrywa przed ETPC za stosowanie art. 212 k.k.

Marian Maciejewski opublikował tekst pt. „Fałszywe spojrzenie wrocławskiej Temidy”. W artykule opisał pracowników dwóch wrocławskich sądów, określając ich mianem „złodziei  w wymiarze sprawiedliwości", a także „mafijnym układem prokuratorsko-sędziowskim". Sąd skazał M. Maciejewskiego na karę grzywny w wysokości 1800 zł oraz nakazał zapłatę nawiązki w wysokości 1000 zł. Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał wyrok w mocy.

 „W dzisiejszym wyroku ETPC podkreślił, że w sprawach o zniesławienie sądy krajowe powinny brać pod uwagę nie tylko to, jak wyrok wpłynie na konkretnego dziennikarza, ale na ogół mediów” – mówi prawniczka HFPC Dominika Bychawska-Siniarska, która razem z dr. Adam Bodnarem reprezentowała M. Maciejewskiego w postępowaniu przed ETPC. Trybunał uznał, że w tej sprawie sądy krajowe w sposób niewystarczający odróżniły opinie od twierdzeń o faktach. Dodatkowo nie uwzględniły tego, że dziennikarz przygotowując swój materiał, dochował zasad rzetelności dziennikarskiej. „ETPC podkreślił, że wymiar sprawiedliwości, ze względu na pełnioną rolę, zasługuję na szczególną ochronę przed atakami” – dodaje Dominika Bychawska-Siniarska.

Łozowska p. Polsce

ETPC wydał dziś także drugi wyrok w sprawie Łozowska p. Polsce. Sprawa również dotyczyła dziennikarki skazanej za zniesławienie. W tym przypadku Trybunał stwierdził jednak, że nie doszło do naruszenia art. 10 Konwencji.

Marzanna Łozowska została skazana za pomówienie byłej sędzi B.L. Dziennikarka napisała m.in., że była sędzia „została ukarana za niejasne związki ze światem przestępczym”. Sędzia B.L. została wydalona z sądownictwa po orzeczeniu sądu dyscyplinarnego, w którym zarzucono jej zachowanie nielicujące z godnością sędziego w związku z tym, że próbowała ingerować w postępowanie karne przeciwko swojemu mężowi i nakłaniać prokuraturę do jego umorzenia.

Sądy krajowe uznały, że dokumentacja z postępowania dyscyplinarnego nie uprawniała M. Łozowskiej do posłużenia się takim sformułowaniem. Zdaniem polskich sądów czytelnicy mogli odnieść niesłuszne wrażenie, że była sędzia sama utrzymuje kontakty z przestępcami i za to została wydalona z zawodu.

Trybunał zaakceptował takie rozstrzygnięcie sądów krajowych i wskazał, że dziennikarka, publikując niesprawdzone informacje, naruszyła zasady etyki dziennikarskiej. „Trybunał stwierdził, że o ile oskarżona miała prawo informować społeczeństwo o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości w interesie publicznym, to nie powinna jednak stawiać tak poważnych zarzutów bez wystarczającej podstawy faktycznej” – tłumaczy Dominika Bychawska-Siniarska.

HFPC złożyła w tej sprawie opinię przyjaciela sądu w 2011 r. „W opinii wskazywaliśmy, że dziennikarka oparła się na publicznych wypowiedziach ówczesnego Ministra Sprawiedliwości, który komentował sprawę B.L., mówiąc o niej w kontekście związku byłej sędzi „ze światem przestępczym”. ETPC nie odniósł się jednak w wyroku do tych argumentów” – mówi Dorota Głowacka, prawniczka HFPC.

Opinię można przeczytać tutaj. 

LAST_UPDATED2
 
Komentarz adw. Pawła Osika do wyroku ETPC ws. Braun p. Polsce PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Sobota, 08 Listopad 2014 18:36

Wyrok wydany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Braun przeciwko Polsce uświadamia, że prawa człowieka gwarantowane poszczególnym jednostkom przez Europejską Konwencję Praw Człowieka mogą pozostawać ze sobą w kolizji. W takiej sytuacji konieczne jest przeprowadzenie wnikliwej analizy każdej indywidualnej sytuacji i postawienie linii rozgraniczającej uprawnienia podmiotowe pozostające w kolizji, a przysługujące różnym osobom. W szczególności do kolizji takich dojść może między prawem do ochrony prawnej czci i dobrego imienia (art. 8 Konwencji) oraz prawem do wolności wyrażania opinii i swobody wypowiedzi (art. 10 Konwencji). Wątpliwości nie budzi okoliczność, że realizując swobodę wypowiedzi jednostka nie może przedstawiać poglądów i informacji na temat innej jednostki, godzących w jej cześć i dobre imię, bez jakiegokolwiek umocowania w rzeczywistości. Wartości te pozostają powiem pod ochroną prawną, nawet, jeśli chodzi o osoby publiczne.

W wydanym wyroku Trybunał nie rozstrzygnął jednak kolizji do jakiej doszło między uprawnieniami skarżącego Grzegorza Brauna oraz prof. Jana Miodka, który poszukiwał ochrony przed sądami cywilnymi wszczynając postępowanie o ochronę swoich dóbr osobistych. Co więcej, podkreślić należy, że prof. Jan Miodek, o ile był stroną postępowania cywilnego przed sądami krajowymi, to nie uczestniczył w jakikolwiek sposób w postępowaniu przed ETPC.

Podkreślić trzeba także – mając zwłaszcza na względzie komentarze medialne, jakie pojawiły się po opublikowaniu wyroku – że Trybunał nie badał i nie rozstrzygnął merytorycznie sprawy dopuszczalności wypowiedzi skarżącego G. Brauna. W szczególności Trybunał nie powiedział, że skarżący miał rację i prawo do tego, aby oskarżać prof. Jana Miodka o bycie „konfidentem policji politycznej PRL” – godząc tym samym w jego cześć i dobre imię – ani tym bardziej, że były to wypowiedzi prawdziwe.

Trybunał odniósł się w wydanym wyroku jedynie do kwestii proceduralnych i tego, że sądy krajowe oczekiwały, aby skarżący wykazał, że jego wypowiedzi odpowiadały rzeczywistości (przeprowadzenie dowodu prawdy), nie zaś wykazania dochowania rzetelności i staranności wymaganej od dziennikarza. W ocenie Trybunału takie oczekiwanie nie było uprawnione i dlatego tylko doszło do naruszenia Konwencji.

Nic ponadto nie zostało przyznane przez ETPCz. W szczególności Trybunał nie wskazał, że wydany przez Sąd Najwyższy wyrok jest merytorycznie nieprawidłowy, a tym bardziej, aby twierdzenia przedstawione przez skarżącego były zgodne z rzeczywistością. Trybunał wskazał na nieprawidłowość drogi do osiągnięcia rezultatu, a nie samego rezultatu.

Dodatkowo z orzeczenia nie wynika, że skarżący byłby w stanie przeprowadzić z powodzeniem w postępowaniu cywilnym przed sądem krajowym dowód dochowania należytej staranności i rzetelności przy gromadzeniu materiałów oraz formułowaniu wypowiedzi na temat prof. Jana Miodka, stosownie do wymogów, na które wskazał Trybunał. ETPC nie ma kompetencji do badania tej okoliczności i może ona zostać zweryfikowana jedynie przez sąd krajowy. W oparciu zaś o wyrok Trybunału, skarżący może podjąć próbę wznowienia postępowania krajowego, w związku z pozbawieniem go możliwości obrony swoich praw wskutek naruszenia art. 10 EKPC, na które wskazał ETPC.

Warto przypomnieć, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka była zaangażowana w proces o ochronę dóbr osobistych z powództwa Jana Miodka przed sądami krajowymi, występując w nim w charakterze obserwatora. HFPC zajmowała się sprawą w ramach działalności Programu „Prawa człowieka a rozliczenia z przeszłością”. Zakwestionowane przez prof. Jana Miodka i sądy krajowe, w tym Sąd Najwyższy, wypowiedzi G. Brauna, wygłoszone zostały w okresie gorących debat, chwilę po wejściu w życie ustawy lustracyjnej z 2006 r., kiedy w toku było postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym. W pierwotnym brzmieniu ustawa nakładała obowiązki lustracyjne na pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych. Ostatecznie wyrokiem z 11 maja 2007 r., sygn. K 2/07, Trybunał Konstytucyjny uznał te przepisy ustawy lustracyjnej za niezgodne z Konstytucją, w konsekwencji zaś straciły one moc obowiązującą.

Paweł W. Osik - adwokat, Partner w Kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy, w latach 2009-2010 Koordynator Programu HFPC "Prawa człowieka a rozliczenia z przeszłością".  
LAST_UPDATED2
 
<< Początek < Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie