Strona główna

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

ETPCz


ETPC o odpowiedzialności dziennikarzy za zniesławienie przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Wtorek, 13 Styczeń 2015 16:15

Europejski Trybunał Praw Człowieka 13 stycznia 2015 r. wydał dwa orzeczenia dotyczące odpowiedzialności karnej dziennikarzy za zniesławienie. Doszedł w nich jednak do różnych konkluzji. W pierwszym wyroku - Maciejewski p. Polsce - stwierdzono naruszenie wolności słowa. Sędziowie strasburscy podkreślili, że dziennikarz w sposób rzetelny opisał szereg nieprawidłowości w funckcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. W drugiej sprawie - Łozowska p. Polsce - Trybunał zakwestionował dochowanie zasad rzetelności przez dziennikarkę krytykującą postępowanie byłej białostockiej sędzi i ostatecznie nie dopatrzył się naruszenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Maciejewski p. Polsce 

Marian Maciejewski napisał w 2004 r. tekst o nadużyciach w wymiarze sprawiedliwości na Dolnym Śląsku. Za ten tekst został skazany za zniesławienie na podstawie art. 212 § 2 kodeksu karnego. Dziś Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że skazanie dziennikarza naruszyło swobodę wypowiedzi. Jest to kolejna sprawa, w której Polska przegrywa przed ETPC za stosowanie art. 212 k.k.

Marian Maciejewski opublikował tekst pt. „Fałszywe spojrzenie wrocławskiej Temidy”. W artykule opisał pracowników dwóch wrocławskich sądów, określając ich mianem „złodziei  w wymiarze sprawiedliwości", a także „mafijnym układem prokuratorsko-sędziowskim". Sąd skazał M. Maciejewskiego na karę grzywny w wysokości 1800 zł oraz nakazał zapłatę nawiązki w wysokości 1000 zł. Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał wyrok w mocy.

 „W dzisiejszym wyroku ETPC podkreślił, że w sprawach o zniesławienie sądy krajowe powinny brać pod uwagę nie tylko to, jak wyrok wpłynie na konkretnego dziennikarza, ale na ogół mediów” – mówi prawniczka HFPC Dominika Bychawska-Siniarska, która razem z dr. Adam Bodnarem reprezentowała M. Maciejewskiego w postępowaniu przed ETPC. Trybunał uznał, że w tej sprawie sądy krajowe w sposób niewystarczający odróżniły opinie od twierdzeń o faktach. Dodatkowo nie uwzględniły tego, że dziennikarz przygotowując swój materiał, dochował zasad rzetelności dziennikarskiej. „ETPC podkreślił, że wymiar sprawiedliwości, ze względu na pełnioną rolę, zasługuję na szczególną ochronę przed atakami” – dodaje Dominika Bychawska-Siniarska.

Łozowska p. Polsce

ETPC wydał dziś także drugi wyrok w sprawie Łozowska p. Polsce. Sprawa również dotyczyła dziennikarki skazanej za zniesławienie. W tym przypadku Trybunał stwierdził jednak, że nie doszło do naruszenia art. 10 Konwencji.

Marzanna Łozowska została skazana za pomówienie byłej sędzi B.L. Dziennikarka napisała m.in., że była sędzia „została ukarana za niejasne związki ze światem przestępczym”. Sędzia B.L. została wydalona z sądownictwa po orzeczeniu sądu dyscyplinarnego, w którym zarzucono jej zachowanie nielicujące z godnością sędziego w związku z tym, że próbowała ingerować w postępowanie karne przeciwko swojemu mężowi i nakłaniać prokuraturę do jego umorzenia.

Sądy krajowe uznały, że dokumentacja z postępowania dyscyplinarnego nie uprawniała M. Łozowskiej do posłużenia się takim sformułowaniem. Zdaniem polskich sądów czytelnicy mogli odnieść niesłuszne wrażenie, że była sędzia sama utrzymuje kontakty z przestępcami i za to została wydalona z zawodu.

Trybunał zaakceptował takie rozstrzygnięcie sądów krajowych i wskazał, że dziennikarka, publikując niesprawdzone informacje, naruszyła zasady etyki dziennikarskiej. „Trybunał stwierdził, że o ile oskarżona miała prawo informować społeczeństwo o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości w interesie publicznym, to nie powinna jednak stawiać tak poważnych zarzutów bez wystarczającej podstawy faktycznej” – tłumaczy Dominika Bychawska-Siniarska.

HFPC złożyła w tej sprawie opinię przyjaciela sądu w 2011 r. „W opinii wskazywaliśmy, że dziennikarka oparła się na publicznych wypowiedziach ówczesnego Ministra Sprawiedliwości, który komentował sprawę B.L., mówiąc o niej w kontekście związku byłej sędzi „ze światem przestępczym”. ETPC nie odniósł się jednak w wyroku do tych argumentów” – mówi Dorota Głowacka, prawniczka HFPC.

Opinię można przeczytać tutaj. 

LAST_UPDATED2
 
Komentarz adw. Pawła Osika do wyroku ETPC ws. Braun p. Polsce PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Sobota, 08 Listopad 2014 18:36

Wyrok wydany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Braun przeciwko Polsce uświadamia, że prawa człowieka gwarantowane poszczególnym jednostkom przez Europejską Konwencję Praw Człowieka mogą pozostawać ze sobą w kolizji. W takiej sytuacji konieczne jest przeprowadzenie wnikliwej analizy każdej indywidualnej sytuacji i postawienie linii rozgraniczającej uprawnienia podmiotowe pozostające w kolizji, a przysługujące różnym osobom. W szczególności do kolizji takich dojść może między prawem do ochrony prawnej czci i dobrego imienia (art. 8 Konwencji) oraz prawem do wolności wyrażania opinii i swobody wypowiedzi (art. 10 Konwencji). Wątpliwości nie budzi okoliczność, że realizując swobodę wypowiedzi jednostka nie może przedstawiać poglądów i informacji na temat innej jednostki, godzących w jej cześć i dobre imię, bez jakiegokolwiek umocowania w rzeczywistości. Wartości te pozostają powiem pod ochroną prawną, nawet, jeśli chodzi o osoby publiczne.

W wydanym wyroku Trybunał nie rozstrzygnął jednak kolizji do jakiej doszło między uprawnieniami skarżącego Grzegorza Brauna oraz prof. Jana Miodka, który poszukiwał ochrony przed sądami cywilnymi wszczynając postępowanie o ochronę swoich dóbr osobistych. Co więcej, podkreślić należy, że prof. Jan Miodek, o ile był stroną postępowania cywilnego przed sądami krajowymi, to nie uczestniczył w jakikolwiek sposób w postępowaniu przed ETPC.

Podkreślić trzeba także – mając zwłaszcza na względzie komentarze medialne, jakie pojawiły się po opublikowaniu wyroku – że Trybunał nie badał i nie rozstrzygnął merytorycznie sprawy dopuszczalności wypowiedzi skarżącego G. Brauna. W szczególności Trybunał nie powiedział, że skarżący miał rację i prawo do tego, aby oskarżać prof. Jana Miodka o bycie „konfidentem policji politycznej PRL” – godząc tym samym w jego cześć i dobre imię – ani tym bardziej, że były to wypowiedzi prawdziwe.

Trybunał odniósł się w wydanym wyroku jedynie do kwestii proceduralnych i tego, że sądy krajowe oczekiwały, aby skarżący wykazał, że jego wypowiedzi odpowiadały rzeczywistości (przeprowadzenie dowodu prawdy), nie zaś wykazania dochowania rzetelności i staranności wymaganej od dziennikarza. W ocenie Trybunału takie oczekiwanie nie było uprawnione i dlatego tylko doszło do naruszenia Konwencji.

Nic ponadto nie zostało przyznane przez ETPCz. W szczególności Trybunał nie wskazał, że wydany przez Sąd Najwyższy wyrok jest merytorycznie nieprawidłowy, a tym bardziej, aby twierdzenia przedstawione przez skarżącego były zgodne z rzeczywistością. Trybunał wskazał na nieprawidłowość drogi do osiągnięcia rezultatu, a nie samego rezultatu.

Dodatkowo z orzeczenia nie wynika, że skarżący byłby w stanie przeprowadzić z powodzeniem w postępowaniu cywilnym przed sądem krajowym dowód dochowania należytej staranności i rzetelności przy gromadzeniu materiałów oraz formułowaniu wypowiedzi na temat prof. Jana Miodka, stosownie do wymogów, na które wskazał Trybunał. ETPC nie ma kompetencji do badania tej okoliczności i może ona zostać zweryfikowana jedynie przez sąd krajowy. W oparciu zaś o wyrok Trybunału, skarżący może podjąć próbę wznowienia postępowania krajowego, w związku z pozbawieniem go możliwości obrony swoich praw wskutek naruszenia art. 10 EKPC, na które wskazał ETPC.

Warto przypomnieć, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka była zaangażowana w proces o ochronę dóbr osobistych z powództwa Jana Miodka przed sądami krajowymi, występując w nim w charakterze obserwatora. HFPC zajmowała się sprawą w ramach działalności Programu „Prawa człowieka a rozliczenia z przeszłością”. Zakwestionowane przez prof. Jana Miodka i sądy krajowe, w tym Sąd Najwyższy, wypowiedzi G. Brauna, wygłoszone zostały w okresie gorących debat, chwilę po wejściu w życie ustawy lustracyjnej z 2006 r., kiedy w toku było postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym. W pierwotnym brzmieniu ustawa nakładała obowiązki lustracyjne na pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych. Ostatecznie wyrokiem z 11 maja 2007 r., sygn. K 2/07, Trybunał Konstytucyjny uznał te przepisy ustawy lustracyjnej za niezgodne z Konstytucją, w konsekwencji zaś straciły one moc obowiązującą.

Paweł W. Osik - adwokat, Partner w Kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy, w latach 2009-2010 Koordynator Programu HFPC "Prawa człowieka a rozliczenia z przeszłością".  
LAST_UPDATED2
 
Wyrok ETPC w sprawie Braun przeciw Polsce - naruszenie art 10 EKPC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Środa, 05 Listopad 2014 14:22

Aktualizacja: 7 listopada 2014 r.

Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał 4 listopada 2014 r. wyrok w sprawie Braun przeciw Polsce (nr skargi: 30162/10), stwierdzając naruszenie przez Polskę swobody wypowiedzi (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka). Sprawa dotyczy procesu, w którym prof. Jan Miodek pozwał Grzegorza Brauna za nazwanie go w audycji radiowej „informatorem policji politycznej PRL”. Ponieważ nie było dowodów na rzeczywistą współpracę prof. Miodka ze Służbą Bezpieczeństwa, sądy krajowe uznały, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda. ETPC zakwestionował to rozstrzygnięcie. Trybunał nie rozstrzygał jednak przeszłości prof. Miodka, ani tego, czy stawiany mu zarzut miał dostateczną podstawę faktyczną. ETPC ograniczył się do wskazania, że polskie sądy, badając sprawę, pominęły istotne standardy wynikające z art. 10 EKPC. W szczególności ETPC podkreślił, że nie tylko dziennikarze, ale wszyscy uczestnicy debaty publicznej, którzy zabierają głos w sprawach ważnych dla społeczeństwa, korzystają z ochrony swobody wypowiedzi.

Stan faktyczny:


Skargę do ETPC wniósł Grzegorz Braun – reżyser, twórca filmów dokumentalnych oraz publicysta. W 2007 roku wziął on udział w dyskusji na antenie Radia Wrocław. W pewnym momencie Braun stwierdził iż niektórzy przeciwnicy lustracji mają osobisty interes w tym by ją zwalczać – i dodał że znany językoznawca prof. Miodek był „informatorem tajnej policji PRL”. Tego samego dnia w programie telewizyjnym nazwał go „konfidentem”.

Prof. Miodek pozwał G. Brauna o ochronę dóbr osobistych. Profesor Miodek co prawda figuruje w archiwach IPN jako były „tajny współpracownik”, ale jednocześnie podkreśla, że został zarejestrowany bez swojej wiedzy oraz że nigdy nie dostarczał żadnych informacji tajnej policji. Sąd po rozpoznaniu sprawy doszedł do wniosku, że nie było dowodów, iż doszło do rzeczywistej współpracy powoda z SB (zgodnie z ustawą lustracyjną współpraca powinna być świadomą i intencjonalną kooperacją w procesie gromadzenia informacji).

Finalnie sąd uznał, że Braun dopuścił się naruszenia dóbr osobistych i nakazał mu publikację przeprosin nie tylko w Radiu Wrocław, ale także w 3 ogólnopolskich stacjach telewizyjnych i 5 gazetach o zasięgu krajowym, a także zapłatę 20 000 zł. na cele charytatywne. Wyrok ten podtrzymał sąd drugiej instancji, a następnie Sąd Najwyższy (choć ograniczył on zasięg przeprosin do Radia Wrocław i „Gazety Wyborczej”). Podstawą orzeczenia było uznanie iż Braun nie dowiódł dostatecznie prawdziwości swoich zarzutów. Sąd uznał, że choć prof. Miodek był zarejestrowany, nie ma dowodów, iż faktycznie współpracował z SB i dostarczał jakiekolwiek informacje. To samo ustaliła komisja badająca sprawę profesora na Uniwersytecie Wrocławskim.

Sam pozwany utrzymywał, że jest dziennikarzem publikującym w mediach od wielu lat, że działał w dobrej wierze oraz zachował zasady rzetelności. Wypowiedź zaś padła podczas programu radiowego i stanowiła część publicznej debaty o ważnej sprawie z punktu widzenia opinii publicznej, tj. kwestii lustracji.  Sądy nie podzieliły jego argumentacji, uznając że nie może być uznany za dziennikarza, a jego wypowiedź miała charakter prywatny. Dlatego też Braun złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Wyrok ETPC

Trybunał uznał że oskarżenia skierowane pod adresem prof. Miodka były poważne, godziły w jego dobre imię i reputację. Zauważył też konieczność zbalansowania przez władze krajowe dwóch ważnych interesów: wolności słowa z jednej strony iochrony dóbr osobistych z drugiej strony. Przyznał również iż „ochrona praw i wolności innych” jest jednym z powodów, dla których zgodnie z Art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka można ograniczać wolność słowa. Przypomniał jednak, że ograniczenie to musi być „proporcjonalne” oraz „konieczne w demokratycznym społeczeństwie”.

ETPC nie rozstrzygał kwestii związanych z przeszłością prof. Miodka. Zaznaczył również, że rolą Trybunału strasburskiego w tej sprawie nie jest badanie, czy skarżący oparł swoją wypowiedź na wystarczająco dokładnych i wiarygodnych informacjach oraz czy istniała dostateczna podstawa faktyczna, aby sformułować tak daleko idące zarzuty. Trybunał ograniczył się jedynie do analizy sposobu badania tej sprawy przez polskie sądy. Zdaniem ETPC sądy krajowe, badając sprawę, nie uwzględniły w wystarczającym stopniu istotnych standardów wynikających z art. 10 EKPC. Trybunał nie zgodził się przede wszystkim z rozróżnieniem, którego dokonał Sąd Najwyższy jeśli chodzi o odrębne standardy swobody wypowiedzi, które powinno stosować się do dziennikarzy oraz innych uczestników debaty publicznej. Sąd Najwyższy, uznając że skarżący nie jest dziennikarzem, wymagał od niego nie tylko wykazania należytej staranności i dobrej wiary (to zdaniem SN wystarczyłoby, aby dziennikarz zwolnił się od odpowiedzialności), ale także udowodnienia prawdziwości stawianych zarzutów. Tymczasem zdaniem Trybunału osoby zabierające głos w debacie publicznej na temat spraw budzących uzasadnione zainteresowanie opinii publicznej nie powinny być traktowane bardziej surowo niż dziennikarze. W konsekwencji Trybunał stwierdził, że status skarżącego – tj. czy można było uznać go za dziennikarza czy nie, nie ma kluczowego znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy (jak przyjęły sądy krajowe), ponieważ te same standardy swobody wypowiedzi chronią także innych uczestników debaty publicznej o kwestiach ważnych z punktu widzenia interesu publicznego. Zdaniem ETPC Sąd Najwyższy pominął ten aspekt w swoich rozważaniach i w związku z tym ingerencja w wolność słowa skarżącego nie została w sposób wystarczający uzasadniona. 

Zgodnie z wyrokiem Polska musi zapłacić na rzecz skarżącegołącznie 14 tys. euro tytułem zadośćuczynienia i odszkodowania oraz zwrotu poniesionych kosztów sądowych. Wyrok wydano jednogłośnie, tj. bez żadnych zdań odrębnych. 

Zobacz komentarz do sprawy prawników HFPC

 

 


 

LAST_UPDATED2
 
Wyrok ETPC ws. Stankiewicz i inni p. Polsce - naruszenie art 10 EKPC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Czwartek, 30 Październik 2014 14:06

Europejski Trybunał Praw Człowieka w wydanym ostatnio wyroku ws. Stankiewicz i inni p. Polsce (skarga nr 48723/07) stwierdził naruszenie przez Polskę prawa do wolności słowa. Sprawa dotyczyła opublikowanego przez „Rzeczpospolitą” artykułu opisującego domniemany przypadek korupcji w Ministerstwie Zdrowia. Trybunał uznał, że zmuszając autorów do przeprosin,.

Stan faktyczny

Skargę do ETPC wniosło dwoje dziennikarzy Rzeczpospolitej: Andrzej Stankiewicz i Małgorzata Solecka, oraz Presspublica sp. z o.o. - wydawca „Rzeczpospolitej”. 12 maja 2003 r. w Rzeczpospolitej opublikowany został tekst ich autorstwa pt. „Leki za miliony dolarów”. W tekście, bazując  na informacji otrzymanej od szefa zarządu polskiej filii firmy M.S.D, poinformowani oni o próbie wymuszenia łapówki w zamian za wpisanie produktu na listę leków refundowanych przez ówczesnego Szefa Gabinetu Politycznego Ministra Zdrowia Waldemara Deszczyńskiego (funkcję ministra sprawował wówczas Mariusz Łapiński.) W artykule opisano dwa spotkania między przedstawicielami resortu oraz koncernu farmaceutycznego. W spotkaniach miał brać udział m.in. przyjaciel Deszczyńskiego, prowadzący klinikę leczącą osteoporozę. Reprezentanci firmy odnieśli wrażenie, że warunkiem wpisania leku na listę jest zainwestowanie przez M.S.D. w projekt stworzenia sieci klinik leczących tę chorobę (na kwotę 1-1,5 mln $).

22 maja 2003 r. Waldemar Deszczyński wniósł do sądu pozew o ochronę dóbr osobistych, domagając się publicznych przeprosin i zapłaty 50 tys. zł na cele charytatywne*. Sąd rejonowy oddalił jednak powództwo, uznając że dziennikarze zachowali szczególną staranność i rzetelność przy przygotowywaniu tekstu. Rozmawiali oni ze wszystkimi uczestnikami spotkań, a także z władzami firmy i Ministerstwa Zdrowia, a w swoim tekście skonfrontowali zdania obu stron. Sąd apelacyjny nakazał jednak dziennikarzom przeprosić Szefa Gabinetu Politycznego Ministra Zdrowia. Stwierdził on m. in. iż nie dochowali oni należytej staranności, gdyż nie rozmawiali z przedstawicielem firmy biorącym udział w spotkaniu, a zadowolili się jedynie opinią prezesa zarządu, który znał sytuację z drugiej ręki. Wyrok ten potwierdził w 2007 r. Sąd Najwyższy, powołując się na fakt że równolegle postępowanie w tej sprawie prowadziła prokuratura, która postawiła Deszczowskiemu zarzuty, nie do końca jednak zbieżne z tymi zawartymi w tekście, a śledztwo zostało umorzono ze względu na brak wystarczających dowodów.

Wyrok ETPC

Trybunał uznał, iż Polska naruszyła art.10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zwrócił uwagę, że przepis ten pozwala co prawda państwom ograniczać wolność słowa ze względu na takie ważne społecznie wartości jak np.: ochrona dóbr osobistych, ale państwa powinny poszukiwać równowagi między ochroną tych interesów a zapewnieniem swobody wypowiedzi. ETPC zwrócił uwagę na szczególną rolę „psa łańcuchowego” (public watchdog)  jaką media odgrywają w państwa demokratycznych. Dalej Trybunał dodał, że „zakres akceptowalnej krytyki jest dużo szerszy w odniesieniu do osoby na piastującej urząd publiczny, niż w odniesieniu do osoby prywatnej.” – zwracając jednocześnie uwagę iż Deszczowski był nie tylko bliskim współpracownikiem ministra i wysokiego szczebla pracownikiem administracji, ale także prominentnym działaczem rządzącej wówczas partii (SLD).

ETPC przychylił się do opinii sądu rejonowego, zarzucając wyższym instancjom że nie brały pod uwagę stanu wiedzy dostępnej dla autorów w chwili powstawania tekstu – niektóre fakty ujawnione zostały dopiero w postępowaniu sądowym. Jednocześnie Trybunał uznał źródła, na których się opierali za wiarygodne. Nie zgodził się również z argumentem sądu apelacyjnego, który uznał że sami uczestnicy spotkania przyznali że „nie było bezpośredniego związku” między inwestycją w projekt a wpisaniem leku na listę. Zdaniem ETPC już samo poruszenie tych dwóch kwestii na jednym spotkaniu było wystarczającym powiązaniem.

W uzasadnieniu wyroku zwrócono także uwagę że udział przedstawiciela resortu w spotkaniu dwóch prywatnych biznesmenów był „niewłaściwy” i mógł wzbudzić uzasadnione podejrzenia dziennikarzy. Tym bardziej, że podejrzeń tych nabrała również prokuratura. Choć postępowanie umorzono, to jego długie trwanie świadczy że „coś mogło być na rzeczy”, a zatem usprawiedliwiona była nieufność dziennikarzy.

Trybunał uznał że Stankiewicz i Solecka spełnili swój dziennikarski obowiązek, a tworząc tekst kierowali się interesem publicznym i dobrą wiarą. Ponadto uczynili zadość wymogowi zachowania należytej staranności, podając także wersję wydarzeń Deszczowskiego i utrzymując cały tekst w zrównoważonym tonie. Sąd apelacyjny i Najwyższy w swoich orzeczeniach nie zachowały należytej równowagi między prawem do informacji a ochroną dobrego imienia. Dlatego właśnie Europejski Trybunał Praw Człowieka zasądził na rzecz obojga dziennikarzy po 5 tys. euro odszkodowania oraz 2650 euro odszkodowania i 6 tys. euro zwrotu kosztów na rzecz Presspubliki.

* początkowo żądał 500 tys. zł zadośćuczynienia dla siebie

LAST_UPDATED2
 
"Internet jako miejsce bez granic dla wolności słowa" - relacja z rozprawy przed ETPC w sprawie Delfi vs Estonia PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Piątek, 11 Lipiec 2014 09:57

Granice odpowiedzialności pośredników usług internetowych za treści generowane przez użytkowników były przedmiotem rozprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w sprawie Delfi p. Estonii, którą odbyła się 9 lipca 2014 r.

Delfi jest jednym z największych komercyjnych portali informacyjnych działających w państwach nadbałtyckich. W jego estońskiej wersji, będącej największym w kraju internetowym serwisem informacyjnym, ukazał się krytyczny artykuł dotyczący spółki promowej SLK, której promy niszczyły lądowe trasy po lodzie między estońskimi wyspami. Sam materiał prasowy spełniał wszystkie standardy dziennikarskie lecz pod nim ukazały się obraźliwe anonimowe komentarze wymierzone w firmę. Spółka złożyła pozew przeciwko portalowi. Sądy estońskie nie uznały stanowiska pozwanych jakoby byli jedynie pośrednikiem. Uznały Delfi za odpowiedzialnego naruszenia dóbr osobistych tak jakby firma była zwykłym wydawcą. W pierwszym wyroku z 10 października 2013 Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie stwierdzała naruszenia art.10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gwarantującego swobodę wypowiedzi. Sprawa trafiła finalnie do Wielkiej Izby Trybunału Praw Człowieka. Od samego początku Helsińska Fundacja Praw Człowieka monitoruje postępowanie wydając opinie przyjaciela sądu. Więcej o stanie faktycznym czytaj: tutaj

W trakcie przedstawiania swojego stanowiska pełnomocnik skarżącego – Villu Otsmann podniósł liczne argumenty przemawiające na korzyść Delfi podpierając się także licznymi opiniami organizacji pozarządowych, m.in. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Przedstawiciel portalu zwracał uwagę na fakt, że tak jak każdy może napisać komentarz tak samo każdy może zgłosić post innych użytkowników jako naruszający regulamin strony. Ponadto stosowany był filtr mający zapobiegać używania wulgaryzmów. Villu Otsmann przypomniał, że po zgłoszeniu, które nastąpiło dopiero po 6 tygodniach (drogą listowną), komentarze uznane przez SLK za obraźliwe zostały natychmiast usunięte.

Padały też bardziej generalne, ale równie ważkie argumenty. Pełnomocnik portalu internetowego wyrażał obawę o to, żeby nie pozbawiać społeczności unikalnych korzyści płynących z nowych technologii. Kiedyś to wydawca decydował jakie komentarze zamieścić pod artykułem teraz to komentujący mają, pod tym względem, niemal absolutną wolność i decydują za niego. Apelował o to, że jeśli zapadłe niekorzystne wyroki utrzymają swoją moc społeczeństwo będzie korzystało z internetu jak ze starych mediów i stracą szansę na nowe metody dyskusji publicznej. Poruszał aspekt diametralnej zmiany jaka nastąpiła dzięki internetowi – koniec monopolu mediów na informację.

Utrzymywał, że wyrok zakłócił równowagę i był nadmierną ingerencją w wolność słowa. Jeśli utrzyma się on w mocy powstanie tzw. chilling effect a więc rodzaj autocenzury pośredników w obawie przed potencjalnymi procesami. Powoływał się również na prawo krajowe, międzynarodowe i unijne (w szczególności na dyrektywę unijną o handlu elektronicznym na rynku wewnętrznym) wywodząc, że nie istniał zapis obciążający pośrednika odpowiedzialnością. Istniały za to zapisy przeciwne stanowiące o braku takiej odpowiedzialności. Utrzymywał, że za komentarze powinni odpowiadać komentujący a nie pośrednik jakim był Delfi. Stwierdził, że Europejska Konwencja Praw Człowieka nie wymaga aby każdy tekst był redagowany przez profesjonalnego dziennikarza, również komentarz pod artykułem.

Pełnomocniczka skarżącego – Karmnen Turk rozpoczęła swoje wystąpienie od słów „W rzeczywistości dyskusja jaką toczymy jest o tym w jakiej postaci zostawimy internet następnemu pokoleniu”, zwracając tym samym uwagę na wagę ciążącej na Wielkiej Izbie decyzji. W swojej argumentacji dowodziła, że portalu internetowego nie można uznawać za tradycyjnego wydawcę. Prowadziłoby to do zamknięcia debaty publicznej prowadzonej na licznych stronach internetowych. Nie było też dotychczas przypadku aby pośrednicy byli zmuszeni do ingerencji prewencyjnej w komentarze – czego wymagano w wyrokach od Delfi. W praktyce oznaczałoby to, że prawo zaczyna oddziaływać na wolność w sposób prewencyjny a nie represyjny – co jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. Ponad to wynikałoby z tego, według skarżącego, że – przy ogromnej liczbie komentarzy – portal byłby zmuszona zatrudniać równie dużą liczbę moderatorów. Dalej Karmen Turk podnosiła, że w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka utrwalony jest pogląd, że wolność słowa przysługuje zarówno podmiotom komercyjnym jak i niekomercyjnym.

Strona rządowa reprezentowana przez agenta - Maris Kuurberg w pierwszej kolejności podkreśliła, że w orzeczeniach uznających Delfi za tradycyjnego wydawcę nie było arbitralności. Co więcej dowiodła, że dyrektywa unijna, na którą powoływał się Maris Kuurberg jest irrelewantna, gdyż nie obowiązywała w chwili procesu. Zwracała uwagę na fakt, iż nikt oprócz Delfi nie mógł usuwać komentarzy, nawet ich autorzy. Poddawała w wątpliwość przyczynę istnienia takiego a nie innego sposobu komentowania i kontroli posądzając portal informacyjny o działanie według prostego rachunku – większe zainteresowanie, większy zysk. Według rządu, skarżący doskonale zdawał sobie sprawę z większego zainteresowania artykułem. Na potwierdzenie swoich słów podawała wyniki badań, z których to jasno wynikało, że większość internautów uważa komentarze za integralną część artykułu. Zaprzeczyła też jakoby identyfikowanie anonimowych komentujących po numerze IP komputera byłoby wystarczałoby do pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Negowała również porównanie Delfi jako pośrednika do Google'a czy Ebaya jako nieadekwatne. Nie uznawała za wystarczające środków zapobiegających naruszeniom stosowanym w przeszłości przez skarżącego.

Po stanowiskach stron rozpoczęły się pytania sędziów i odpowiedzi stron. Pełnomocniczka Delfi, Karmen Turk, ustosunkowując się do pytania o moderowanie wypowiedzi jako naruszenia wolności słowa stwierdziła, że hostingodawca jest odpowiedzialny za wypowiedź dopiero wtedy, kiedy dowie się, że post narusza czyjeś prawo. Wytłumaczyła też przed Wielką Izbą Trybunału rolę filtru – w okresie zaistnienia naruszeń miał on niedoskonały, młody (roczny) algorytm, który obecnie działa dużo lepiej. Odniosła się też do 6 tygodniowego terminu zgłoszenia zastrzeżeń przez SLK wyjaśniając, że wcześniej firma promowa nie zgłaszała jakichkolwiek uwag – również nieformalnych. Na zakończenie zaznaczyła, że artykuł o SLK był napisany przez zawodowego dziennikarza i był uznany za neutralny, nie był śledztwem dziennikarskim, nie przyznano mu dodatkowej uwagi. Według pełnomocniczki nie sposób przewidzieć, który artykuł wywoła emocję „Prognoza pogody jest neutralna, czyż nie? Ale może okazać się błędna i wywołać skrajne emocje swoją nietrafnością wśród np. niezadowolonych z gradu rolników.”

Odpowiedź pełnomocniczki rządu, Maris Kuurberg, na 3 pytania zadane przez sędziów była zwięzłym uszczegółowieniem pierwotnego stanowiska. Podkreślono w niej komercyjną działalność Delfi, nieproporcjonalnie większe możliwości finansowe firmy w porównaniu do zwykłych użytkowników. Agentka rządowa przypomniała, że dotychczas tylko ten jeden portal, w świetle zaistniałych okoliczności został potraktowany jako tradycyjny wydawca. Na zakończenie powiedziała m.in. „Nie można postrzegać internetu jako miejsce bez granic dla wolności słowa”.

Wyrok Wielkiej Izby ETPC zostanie ogłoszony w późniejszym terminie.   

LAST_UPDATED2
 
<< Początek < Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie