Strona główna

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

ETPCz


Wyrok ETPC ws. Stankiewicz i inni p. Polsce - naruszenie art 10 EKPC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Czwartek, 30 Październik 2014 14:06

Europejski Trybunał Praw Człowieka w wydanym ostatnio wyroku ws. Stankiewicz i inni p. Polsce (skarga nr 48723/07) stwierdził naruszenie przez Polskę prawa do wolności słowa. Sprawa dotyczyła opublikowanego przez „Rzeczpospolitą” artykułu opisującego domniemany przypadek korupcji w Ministerstwie Zdrowia. Trybunał uznał, że zmuszając autorów do przeprosin,.

Stan faktyczny

Skargę do ETPC wniosło dwoje dziennikarzy Rzeczpospolitej: Andrzej Stankiewicz i Małgorzata Solecka, oraz Presspublica sp. z o.o. - wydawca „Rzeczpospolitej”. 12 maja 2003 r. w Rzeczpospolitej opublikowany został tekst ich autorstwa pt. „Leki za miliony dolarów”. W tekście, bazując  na informacji otrzymanej od szefa zarządu polskiej filii firmy M.S.D, poinformowani oni o próbie wymuszenia łapówki w zamian za wpisanie produktu na listę leków refundowanych przez ówczesnego Szefa Gabinetu Politycznego Ministra Zdrowia Waldemara Deszczyńskiego (funkcję ministra sprawował wówczas Mariusz Łapiński.) W artykule opisano dwa spotkania między przedstawicielami resortu oraz koncernu farmaceutycznego. W spotkaniach miał brać udział m.in. przyjaciel Deszczyńskiego, prowadzący klinikę leczącą osteoporozę. Reprezentanci firmy odnieśli wrażenie, że warunkiem wpisania leku na listę jest zainwestowanie przez M.S.D. w projekt stworzenia sieci klinik leczących tę chorobę (na kwotę 1-1,5 mln $).

22 maja 2003 r. Waldemar Deszczyński wniósł do sądu pozew o ochronę dóbr osobistych, domagając się publicznych przeprosin i zapłaty 50 tys. zł na cele charytatywne*. Sąd rejonowy oddalił jednak powództwo, uznając że dziennikarze zachowali szczególną staranność i rzetelność przy przygotowywaniu tekstu. Rozmawiali oni ze wszystkimi uczestnikami spotkań, a także z władzami firmy i Ministerstwa Zdrowia, a w swoim tekście skonfrontowali zdania obu stron. Sąd apelacyjny nakazał jednak dziennikarzom przeprosić Szefa Gabinetu Politycznego Ministra Zdrowia. Stwierdził on m. in. iż nie dochowali oni należytej staranności, gdyż nie rozmawiali z przedstawicielem firmy biorącym udział w spotkaniu, a zadowolili się jedynie opinią prezesa zarządu, który znał sytuację z drugiej ręki. Wyrok ten potwierdził w 2007 r. Sąd Najwyższy, powołując się na fakt że równolegle postępowanie w tej sprawie prowadziła prokuratura, która postawiła Deszczowskiemu zarzuty, nie do końca jednak zbieżne z tymi zawartymi w tekście, a śledztwo zostało umorzono ze względu na brak wystarczających dowodów.

Wyrok ETPC

Trybunał uznał, iż Polska naruszyła art.10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zwrócił uwagę, że przepis ten pozwala co prawda państwom ograniczać wolność słowa ze względu na takie ważne społecznie wartości jak np.: ochrona dóbr osobistych, ale państwa powinny poszukiwać równowagi między ochroną tych interesów a zapewnieniem swobody wypowiedzi. ETPC zwrócił uwagę na szczególną rolę „psa łańcuchowego” (public watchdog)  jaką media odgrywają w państwa demokratycznych. Dalej Trybunał dodał, że „zakres akceptowalnej krytyki jest dużo szerszy w odniesieniu do osoby na piastującej urząd publiczny, niż w odniesieniu do osoby prywatnej.” – zwracając jednocześnie uwagę iż Deszczowski był nie tylko bliskim współpracownikiem ministra i wysokiego szczebla pracownikiem administracji, ale także prominentnym działaczem rządzącej wówczas partii (SLD).

ETPC przychylił się do opinii sądu rejonowego, zarzucając wyższym instancjom że nie brały pod uwagę stanu wiedzy dostępnej dla autorów w chwili powstawania tekstu – niektóre fakty ujawnione zostały dopiero w postępowaniu sądowym. Jednocześnie Trybunał uznał źródła, na których się opierali za wiarygodne. Nie zgodził się również z argumentem sądu apelacyjnego, który uznał że sami uczestnicy spotkania przyznali że „nie było bezpośredniego związku” między inwestycją w projekt a wpisaniem leku na listę. Zdaniem ETPC już samo poruszenie tych dwóch kwestii na jednym spotkaniu było wystarczającym powiązaniem.

W uzasadnieniu wyroku zwrócono także uwagę że udział przedstawiciela resortu w spotkaniu dwóch prywatnych biznesmenów był „niewłaściwy” i mógł wzbudzić uzasadnione podejrzenia dziennikarzy. Tym bardziej, że podejrzeń tych nabrała również prokuratura. Choć postępowanie umorzono, to jego długie trwanie świadczy że „coś mogło być na rzeczy”, a zatem usprawiedliwiona była nieufność dziennikarzy.

Trybunał uznał że Stankiewicz i Solecka spełnili swój dziennikarski obowiązek, a tworząc tekst kierowali się interesem publicznym i dobrą wiarą. Ponadto uczynili zadość wymogowi zachowania należytej staranności, podając także wersję wydarzeń Deszczowskiego i utrzymując cały tekst w zrównoważonym tonie. Sąd apelacyjny i Najwyższy w swoich orzeczeniach nie zachowały należytej równowagi między prawem do informacji a ochroną dobrego imienia. Dlatego właśnie Europejski Trybunał Praw Człowieka zasądził na rzecz obojga dziennikarzy po 5 tys. euro odszkodowania oraz 2650 euro odszkodowania i 6 tys. euro zwrotu kosztów na rzecz Presspubliki.

* początkowo żądał 500 tys. zł zadośćuczynienia dla siebie

LAST_UPDATED2
 
"Internet jako miejsce bez granic dla wolności słowa" - relacja z rozprawy przed ETPC w sprawie Delfi vs Estonia PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Piątek, 11 Lipiec 2014 09:57

Granice odpowiedzialności pośredników usług internetowych za treści generowane przez użytkowników były przedmiotem rozprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w sprawie Delfi p. Estonii, którą odbyła się 9 lipca 2014 r.

Delfi jest jednym z największych komercyjnych portali informacyjnych działających w państwach nadbałtyckich. W jego estońskiej wersji, będącej największym w kraju internetowym serwisem informacyjnym, ukazał się krytyczny artykuł dotyczący spółki promowej SLK, której promy niszczyły lądowe trasy po lodzie między estońskimi wyspami. Sam materiał prasowy spełniał wszystkie standardy dziennikarskie lecz pod nim ukazały się obraźliwe anonimowe komentarze wymierzone w firmę. Spółka złożyła pozew przeciwko portalowi. Sądy estońskie nie uznały stanowiska pozwanych jakoby byli jedynie pośrednikiem. Uznały Delfi za odpowiedzialnego naruszenia dóbr osobistych tak jakby firma była zwykłym wydawcą. W pierwszym wyroku z 10 października 2013 Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie stwierdzała naruszenia art.10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gwarantującego swobodę wypowiedzi. Sprawa trafiła finalnie do Wielkiej Izby Trybunału Praw Człowieka. Od samego początku Helsińska Fundacja Praw Człowieka monitoruje postępowanie wydając opinie przyjaciela sądu. Więcej o stanie faktycznym czytaj: tutaj

W trakcie przedstawiania swojego stanowiska pełnomocnik skarżącego – Villu Otsmann podniósł liczne argumenty przemawiające na korzyść Delfi podpierając się także licznymi opiniami organizacji pozarządowych, m.in. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Przedstawiciel portalu zwracał uwagę na fakt, że tak jak każdy może napisać komentarz tak samo każdy może zgłosić post innych użytkowników jako naruszający regulamin strony. Ponadto stosowany był filtr mający zapobiegać używania wulgaryzmów. Villu Otsmann przypomniał, że po zgłoszeniu, które nastąpiło dopiero po 6 tygodniach (drogą listowną), komentarze uznane przez SLK za obraźliwe zostały natychmiast usunięte.

Padały też bardziej generalne, ale równie ważkie argumenty. Pełnomocnik portalu internetowego wyrażał obawę o to, żeby nie pozbawiać społeczności unikalnych korzyści płynących z nowych technologii. Kiedyś to wydawca decydował jakie komentarze zamieścić pod artykułem teraz to komentujący mają, pod tym względem, niemal absolutną wolność i decydują za niego. Apelował o to, że jeśli zapadłe niekorzystne wyroki utrzymają swoją moc społeczeństwo będzie korzystało z internetu jak ze starych mediów i stracą szansę na nowe metody dyskusji publicznej. Poruszał aspekt diametralnej zmiany jaka nastąpiła dzięki internetowi – koniec monopolu mediów na informację.

Utrzymywał, że wyrok zakłócił równowagę i był nadmierną ingerencją w wolność słowa. Jeśli utrzyma się on w mocy powstanie tzw. chilling effect a więc rodzaj autocenzury pośredników w obawie przed potencjalnymi procesami. Powoływał się również na prawo krajowe, międzynarodowe i unijne (w szczególności na dyrektywę unijną o handlu elektronicznym na rynku wewnętrznym) wywodząc, że nie istniał zapis obciążający pośrednika odpowiedzialnością. Istniały za to zapisy przeciwne stanowiące o braku takiej odpowiedzialności. Utrzymywał, że za komentarze powinni odpowiadać komentujący a nie pośrednik jakim był Delfi. Stwierdził, że Europejska Konwencja Praw Człowieka nie wymaga aby każdy tekst był redagowany przez profesjonalnego dziennikarza, również komentarz pod artykułem.

Pełnomocniczka skarżącego – Karmnen Turk rozpoczęła swoje wystąpienie od słów „W rzeczywistości dyskusja jaką toczymy jest o tym w jakiej postaci zostawimy internet następnemu pokoleniu”, zwracając tym samym uwagę na wagę ciążącej na Wielkiej Izbie decyzji. W swojej argumentacji dowodziła, że portalu internetowego nie można uznawać za tradycyjnego wydawcę. Prowadziłoby to do zamknięcia debaty publicznej prowadzonej na licznych stronach internetowych. Nie było też dotychczas przypadku aby pośrednicy byli zmuszeni do ingerencji prewencyjnej w komentarze – czego wymagano w wyrokach od Delfi. W praktyce oznaczałoby to, że prawo zaczyna oddziaływać na wolność w sposób prewencyjny a nie represyjny – co jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. Ponad to wynikałoby z tego, według skarżącego, że – przy ogromnej liczbie komentarzy – portal byłby zmuszona zatrudniać równie dużą liczbę moderatorów. Dalej Karmen Turk podnosiła, że w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka utrwalony jest pogląd, że wolność słowa przysługuje zarówno podmiotom komercyjnym jak i niekomercyjnym.

Strona rządowa reprezentowana przez agenta - Maris Kuurberg w pierwszej kolejności podkreśliła, że w orzeczeniach uznających Delfi za tradycyjnego wydawcę nie było arbitralności. Co więcej dowiodła, że dyrektywa unijna, na którą powoływał się Maris Kuurberg jest irrelewantna, gdyż nie obowiązywała w chwili procesu. Zwracała uwagę na fakt, iż nikt oprócz Delfi nie mógł usuwać komentarzy, nawet ich autorzy. Poddawała w wątpliwość przyczynę istnienia takiego a nie innego sposobu komentowania i kontroli posądzając portal informacyjny o działanie według prostego rachunku – większe zainteresowanie, większy zysk. Według rządu, skarżący doskonale zdawał sobie sprawę z większego zainteresowania artykułem. Na potwierdzenie swoich słów podawała wyniki badań, z których to jasno wynikało, że większość internautów uważa komentarze za integralną część artykułu. Zaprzeczyła też jakoby identyfikowanie anonimowych komentujących po numerze IP komputera byłoby wystarczałoby do pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Negowała również porównanie Delfi jako pośrednika do Google'a czy Ebaya jako nieadekwatne. Nie uznawała za wystarczające środków zapobiegających naruszeniom stosowanym w przeszłości przez skarżącego.

Po stanowiskach stron rozpoczęły się pytania sędziów i odpowiedzi stron. Pełnomocniczka Delfi, Karmen Turk, ustosunkowując się do pytania o moderowanie wypowiedzi jako naruszenia wolności słowa stwierdziła, że hostingodawca jest odpowiedzialny za wypowiedź dopiero wtedy, kiedy dowie się, że post narusza czyjeś prawo. Wytłumaczyła też przed Wielką Izbą Trybunału rolę filtru – w okresie zaistnienia naruszeń miał on niedoskonały, młody (roczny) algorytm, który obecnie działa dużo lepiej. Odniosła się też do 6 tygodniowego terminu zgłoszenia zastrzeżeń przez SLK wyjaśniając, że wcześniej firma promowa nie zgłaszała jakichkolwiek uwag – również nieformalnych. Na zakończenie zaznaczyła, że artykuł o SLK był napisany przez zawodowego dziennikarza i był uznany za neutralny, nie był śledztwem dziennikarskim, nie przyznano mu dodatkowej uwagi. Według pełnomocniczki nie sposób przewidzieć, który artykuł wywoła emocję „Prognoza pogody jest neutralna, czyż nie? Ale może okazać się błędna i wywołać skrajne emocje swoją nietrafnością wśród np. niezadowolonych z gradu rolników.”

Odpowiedź pełnomocniczki rządu, Maris Kuurberg, na 3 pytania zadane przez sędziów była zwięzłym uszczegółowieniem pierwotnego stanowiska. Podkreślono w niej komercyjną działalność Delfi, nieproporcjonalnie większe możliwości finansowe firmy w porównaniu do zwykłych użytkowników. Agentka rządowa przypomniała, że dotychczas tylko ten jeden portal, w świetle zaistniałych okoliczności został potraktowany jako tradycyjny wydawca. Na zakończenie powiedziała m.in. „Nie można postrzegać internetu jako miejsce bez granic dla wolności słowa”.

Wyrok Wielkiej Izby ETPC zostanie ogłoszony w późniejszym terminie.   

LAST_UPDATED2
 
Rozprawa ws. Delfi p. Estonii przed Wielką Izbą ETPC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Wtorek, 08 Lipiec 2014 16:56
9 lipca 2014 r. odbędzie się rozprawa przed Wielką Izbą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Delfi p. Estonii. Wyrok Izby ETPC z 2013 r. wzbudził bardzo duże kontrowersje. Trybunał zaakceptował w nim to, że administrator portalu informacyjnego został pociągnięty do odpowiedzialności za bezprawne komentarze dodane przez innych użytkowników, chociaż niezwłocznie zablokował do nich dostęp, po tym jak otrzymał zawiadomienie od osoby poszkodowanej. Trybunał uznał, że nie doszło w tej sprawie do naruszenia wolności słowa (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka). Wyrok Wielkiej Izby może mieć bardzo istotne znaczenie dla interpretacji przespisów dotyczących odpowiedzialności administratorów stron za cudze treści. Podobne regulacje w tym zakresie obowiązują na obszarze całej UE.

Więcej o stanie faktycznym i wyroku Izby można przeczytać tutaj. HFPC złożyła w sprawie dwie opinie przyjaciela sądu, w 2011 r. na etapie postępowania przed Izbą, oraz w 2014 r. przed Wielką Izbą (zobacz tutaj).  

Nagranie z rozprawy będzie dostępne od jutra od godz. 14.30 tutaj.

Wyrok Wielkiej Izby ETPC zostanie najprawdopodobniej ogłoszony w późniejszym terminie.    

LAST_UPDATED2
 
TS UE: Czy można zniknąć z Googla? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Czwartek, 15 Maj 2014 11:32
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał długo oczekiwany wyrok w sprawie Google Spain i Google (sprawa C-131/12). Trybunał uznał, że można żądać usunięcia niektórych wyników wyszukiwania wyświetlanych po wpisaniu w okno wyszukiwarki imienia i nazwiska.

Orzeczenie bez wątpienia będzie miało wpływ na interpretację nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych w Unii Europejskiej i przepisów dotyczących tzw. „prawa do bycia zapomnianym”. Co ciekawe, Trybunał nie podzielił opinii rzecznika generalnego Niilo Jaaskinena. Rozstrzygnięcie zaproponowane przez rzecznika było korzystniejsze dla operatorów wyszukiwarki. Jego zdaniem nie powinni być oni uznani za administratorów danych osobowych zawartych w wynikach wyszukiwania. W konsekwencji nie można od nich żądać modyfikacji tych wyników. Trybunał był jednak innego zdania. Nie podzielił stanowiska rzecznika, który wyszukiwarkom przypisał rolę bierną i jedynie pośredniczącą.

Sprawa C-131/12


Sprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu ma swój początek w Hiszpanii. W 2010 roku skarżący, po bezskutecznej interwencji u wydawcy gazety, wystąpił do firmy Google z żądaniem, by wyniki wyszukiwania nie wskazywały linków do nieaktualnych treści sprzed kilku lat. Kwestionowane treści to internetowa wersja ogłoszenia dotyczącego licytacji nieruchomości w związku z niezapłaceniem ubezpieczenia społecznego. Mimo że licytacja odbyła się ponad dziesięć lat wcześniej i sprawa przestała być aktualna linki nadal znajdowały się liście wyszukiwania. Skarżący interweniował w swojej sprawie w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych.

Hiszpański odpowiednik GIODO przychylił się do skargi i zażądał od wyszukiwarki Google wycofania danych skarżącego z jej indeksów. Urząd uznał jednak, że dostępne na stronie internetowej gazety informacje o licytacji należy pozostawić tam ze względu na ich legalny charakter – publikacja została zrealizowana na podstawie zarządzenia Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Hiszpański sąd miał wątpliwości co do słuszności usuwania danych z indeksów wyszukiwarki i skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Opinia rzecznika

Dla rzecznika kluczowe było znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy Google są administratorem danych osobowych. Jego zdaniem wyszukiwarka jedynie dostarcza narzędzi lokalizacji informacji, nie administruje jednak danymi ze stron internetowych. To wydawca materiałów źródłowych zawierających dane osobowe ma wpływ na ich treść i to on może zastosować tzw. „kody wyłączenia”, które uniemożliwią pojawianie się strony w wyszukiwarce. Rzecznik uznał, że funkcja Google jest bierna, pośrednicząca i jako taka nie daje „rzeczywistej kontroli” nad przetwarzanymi danymi. Analogicznie do przekazywania informacji przy pomocy urządzeń telekomunikacyjnych czy świadczenia usług hostingowych, za administratora należy uznać tego, od kogo pochodzi komunikat, nie zaś osobę wykonującą usługę w zakresie transmisji czy przechowywania danych. Te podobieństwa prowadziły do konkluzji, że w przypadku lokalizowania informacji, które ma charakter zautomatyzowany, techniczny i bierny nie można mówić o „administrowaniu”. Zdaniem rzecznika dopóki Google respektuje stosowanie kodów wyłączenia, nie odpowiada za dane osobowe.

Poszukując odpowiedzi na pytanie czy państwa i Unia powinny egzekwować od podmiotów prywatnych, takich jak firma Google, prawo użytkowników do „bycia zapomnianym” przez wyszukiwarki, rzecznik generalny przyjrzał się prawom zagwarantowanym przez Kartę Praw Podstawowych. Ważąc sprzeczne interesy, na jednej szali położył prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, którego elementem jest prawo do ochrony danych osobowych. Na drugiej – wolność wypowiedzi wydawców stron internetowych i osób publikujących w internecie, a także prawo do informacji użytkowników internetu. W opinii rzecznika w szczególności w świetle nasilających się tendencji do cenzurowania treści przez reżimy autorytarne prawo do informacji zasługuje na szczególną ochronę w prawie UE. Rzecznik wspomniał także o konieczności poszanowania prawa do prowadzenia działalności gospodarczej dostawców usług wyszukiwania, które dla sprawnego funkcjonowania rynku wewnątrz Unii ma kluczowe znaczenie. Ostatecznie, zdaniem rzecznika, w zaistniałej sytuacji nie było możliwości wzmocnienia ochrony osób, których dotyczą dane opublikowane w sieci legalnie. Uznanie, że każdy ma prawo skorzystania z prawa do bycia zapomnianym  pociągałoby za sobą poświęcenie innych kluczowych praw, takich jak swoboda wypowiedzi czy prawo do informacji.

Orzeczenie Trybunału

Wyrok TSUE wskazuje, że Trybunał nie podzielił przekonania rzecznika, że Google  nie ma „kontroli” nad treściami. Po pierwsze Trybunał uznał, że działanie operatora wyszukiwarki należy zakwalifikować jako przetwarzanie danych osobowych a sam operator jest administratorem danych osobowych. Trybunał uznał, że do przetwarzania dokonywanego przez Google Spain mają zastosowanie przepisy europejskie, mimo że główna siedziba spółki jest poza granicami Europy.

Trybunał w Luksemburgu podkreślił, że działalność wyszukiwarki ma charakter dodatkowy względem tej prowadzonej przez wydawców. TSUE zwrócił szczególna uwagę na to, że działanie operatora wyszukiwarki mają szczególny wpływ na prywatność jednostki.  W opinii TSUE:

„dokonywane za pomocą wyszukiwarek internetowych porządkowanie i łączenie w poszczególne całości publikowanych w Internecie informacji w celu ułatwienia jego użytkownikom dostępu do nich może − w sytuacji, gdy prowadzą oni wyszukiwanie przyjmując za punkt wyjścia imię i nazwisko osoby fizycznej − prowadzić do tego, że ci użytkownicy otrzymają w postaci listy wyników wyszukiwania ustrukturyzowany przegląd dotyczących tej osoby informacji, jakie można znaleźć w Internecie, umożliwiających im sporządzenie mniej lub bardziej szczegółowego profilu danej osoby”.

W opinii Trybunału w związku z ogromnym wpływem działania wyszukiwarek na prywatność jednostki, na operatorach ciążą pewne obowiązki. Operator jest między innymi zobowiązany, jeśli zaistnieją określone warunki, do usunięcia z wyświetlanej listy wyników wyszukiwania, która powstaje po wpisaniu w wyszukiwarkę imienia i nazwiska danej osoby, linków do publikowanych przez podmioty trzecie stron internetowych zawierających informacje na temat tej osoby. W opinii Trybunału tego rodzaju zobowiązanie może zaistnieć nawet w sytuacji, gdy informacje, do których prowadzi odnośnik zostały opublikowane zgodnie z prawem. W związku z tym osoba żądająca usunięcia linków nie musi w pierwszej kolejności zgłaszać się do wydawcy, aby móc oczekiwać usunięcia odnośników przez operatora wyszukiwarki. Trybunał uznał także, że można żądać od operatora wyszukiwarki usunięcia w listy wyszukiwania linków do określonych stron ze względu na to, że dana osoba nie życzy sobie aby zawarte na stronach internetowych informacje były także „pamiętane” przez wyszukiwarkę.

Działalność wyszukiwarek a prawa podstawowe

Temat wyszukiwarek internetowych był przedmiotem opublikowanych w 2012 roku rekomendacji Komitetu Ministrów Rady Europy. Komitet dostrzegł ich kluczową rolę w docieraniu do istotnych informacji i tym samym do korzystania z prawa do informacji. Aby ułatwić użytkownikom znalezienia określonych treści w sieci, wyszukiwarki internetowe powinny mieć możliwość swobodnego indeksowania stron internetowych.

Jednocześnie podstawowa funkcja wyszukiwarek, tj. dostarczanie treści w postaci listy wyników wyszukiwania, w sytuacji, kiedy hasłem wyszukiwania jest imię i nazwisko, wzbudziła obawy Komitetu. Poprzez agregowanie danych z różnych źródeł wyszukiwarki tworzą bowiem „profile” użytkowników. W związku z tymi wątpliwościami Ministrowie rekomendowali państwom członkowskim wprowadzenie mechanizmów, które pozwoliłyby na skuteczne usuwanie niektórych wyników z listy wyszukiwania, lub umieszczanie ich wystarczająco nisko na liście wyników, tak żeby zachować równowagę między dostępnością danych a szacunkiem dla celu umieszczenie ich w internecie.

Sędziowie orzekający w sprawie Google Spain i Google zdają się podzielać wątpliwości Komitetu Ministrów. W orzeczeniu TSUE nacisk położony jest na konieczność ochrony prywatności i niewiele uwagi poświęcono kwestiom swobody wypowiedzi czy dostępu do informacji. Pojawiają się już pierwsze głosy, że decyzja Trybunału wpłynie negatywnie na wolność słowa i swobodę informacji. Nie mniej jednak, dzisiejsze orzeczenie zdaje się odpowiadać kierunkowi obranemu przez Trybunał w wyroku w sprawie dyrektywy retencyjnej. W sprawie Google Spain i Google Trybunał ponownie zdecydowanie opowiedział się po stronie prywatności.


Autorką tekstu jest Zuzanna Warso, [email protected] Tekst pochodzi z potralu www.europapraw.org
 

 
TSUE: Dyrektywa o retencji danych jest nieważna PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Ploszka   
Wtorek, 08 Kwiecień 2014 11:06
 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził w wyroku z 8 kwietnia 2014 r., że tzw. „Dyrektywa retencyjna”  jest nieważna (sygn. akt C-293/12 i C-594/12). Dyrektywa stanowi podstawę do przechowywania przez operatorów telekomunikacyjnych danych o połączeniach telefonicznych obywateli UE (m. in. billingów, danych lokalizacyjnych) oraz podstawę dostępu do tych danych przez sądy, organy ścigania i służby specjalne państw członkowskich.   

alt

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Trybunał zauważył, że retencja danych telekomunikacyjnych może głęboko ingerować w prawo do prywatności oraz prawo do ochrony danych osobowych. Analiza gromadzonych danych telekomunikacyjnych pozwala na rekonstrukcję kontaktów danej osoby, ustalenie miejsc pobytu abonenta w określonym czasie, czy rutyny poruszania się. Powyższe zagrożenia dobrze obrazuje prowadzona w ramach Obserwatorium sprawa Bogdana Wróblewskiego (czytaj szerzej:Uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego w sprawie B. Wróblewskiego vs. CBA.)

Zdaniem Trybunału narzędzie to może być w pewnych sytuacjach dopuszczalne, ale tylko pod warunkiem narzucenia odpowiednich gwarancji jego stosowania, chroniących obywateli przed nieproporcjonalną ingerencją w ich prawa i wolności. Zdaniem Trybunału obowiązująca dyrektywa retencyjna nie spełnia tego wymogu. Dyrektywa nie określa wystarczająco rygorystycznych ram prawnych, które gwarantowałyby, że służby będą mogły korzystać z danych telekomunikacyjnych w niezbędnym zakresie i tylko w celu ścigania najpoważniejszych przestępstw.  Nie wprowadza obowiązku poddania korzystania z retencji kontroli sądowej oraz nie precyzuje kryteriów, w oparciu o które należy uregulować okres zatrzymywania danych. Nie przewiduje także zróżnicowania w warunkach korzystania z retencji ze względu na różne kategorie danych telekomunikacyjnych oraz obowiązku niszczenia danych po upływie okresu retencji. Trybunał skrytykował także to, że dyrektywa nie nakłada obowiązku, by dane podlagające zatrzymaniu były przechowywane na terenie Unii Europejskiej.

 „Wszystkie te problemy znajdują swoje odzwierciedlenie na gruncie polskiej regulacji retencji danych telekomunikacyjnych” – mówi Dorota Głowacka, prawniczka HFPC. „Obecne przepisy umożliwiają dość swobodny dostęp do tych danych przez różne służby i mogą sprzyjać nadużyciom. HFPC od dawna zwracała uwagę na konieczność zmiany prawa w tym zakresie. Postulowała m. in. wprowadzenie efektywnego mechanizmu zewnętrznego nadzoru nad korzystaniem z retencji, konieczność stworzenia zamkniętego katalogu poważnych przestępstw, w przypadku których podmioty uprawnione będą mogły korzystać z tego narzędzia czy wprowadzenie obowiązku notyfikacji osoby, której dane zostały pozyskane” – mówi Dorota Głowacka.   

Dr Adam Bodnar, wiceprezes HFPC dodaje: „Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie miał bez wątpienia wpływ na orzeczenie naszego Trybunału Konstytucyjnego, który aktualnie rozpatruje zgodność wykorzystywania billingów telefonicznych i dostęp do nich przez służby, policję i prokuraturę z Konstytucją RP. Interpretacja odnośnie ochrony prawa do prywatności oraz zasady proporcjonalności przyjęta przez Trybunał w Luksemburgu powinna zostać uwzględniona w wyroku TK”.

Przepisy dotyczące korzystania z retencji danych telekomunikacyjnych zostały dotychczas uznane za niekonstytucyjne m. in. w Niemczech, Rumunii i Czechach.

LAST_UPDATED2
 
<< Początek < Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie