Strona główna

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

ETPCz


Prawo do pozyskania informacji istnieje naprawdę – wyrok Wielkiej Izby ETPC w sprawie Magyar Helsinki Bizottság p. Węgrom PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Czwartek, 10 Listopad 2016 20:06
Zapraszamy do lektury komentarza prof. Ireneusza C. Kamińskiego do wyroku Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Magyar Helsinki Bizottság przeciwko Węgrom, wydanego 8 listopada 2016 r. 

***

Jedną z uderzających cech Europejskiej Konwencji Praw Człowieka jest to, że inaczej niż inne międzynarodowe akty praw człowieka nie przewiduje ona ochrony prawa do pozyskania (poszukiwania) informacji (right to seek information). Artykuł 10 Konwencji, dotyczący swobody wypowiedzi, przewiduje co prawda, że jednym z uprawnień wynikających z tego przepisu jest prawo do uzyskania informacji (right to receive information), ale prawo to było rozumiane bardzo wąsko. Z projektu art. 10 zostało bowiem wykreślone, zwłaszcza na wniosek pełnomocnika rządu Wielkiej Brytanii, prawo po poszukiwania informacji, zapisane – obok prawa do uzyskania informacji – w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r., do której Konwencja się odwoływała, jak i w późniejszym Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966 r. Dlatego Europejski Trybunał Praw Człowieka traktował prawo do uzyskania informacji jako niesamodzielne. Jedynie na zasadzie rykoszetu przysługiwało ono odbiorcy informacji, którą inny podmiot, korzystający z własnej swobody przekazania informacji, zwłaszcza dziennikarz, komunikował lub chciał zakomunikować. Strasburski Trybunał odrzucał więc skargi osób, które chciały pozyskać od organów państwa pewną informację, oznajmiając, że art. 10 nie może do tego posłużyć. Tak było m.in. w przypadku osoby niezatrudnionej po negatywnej ocenie dokonanej przez służby specjalne (Leander przeciwko Szwecji, wyrok z 26 marca 1987 r.) oraz grupy mieszkańców, którzy chcieli poznać dane o skali i charakterze zagrożeń powodowanych przez położoną w pobliżu ich miasteczka fabrykę (Guerra i inni przeciwko Włochom, wyrok Wielkiej Izby z 19 lutego 1998 r.). Ten ostatni wyrok przyznawał jednak skarżącym się mieszkańcom konwencyjne prawo do pozyskania informacji – wynikało ono z art. 8 Konwencji, który chroni prawo do życia rodzinnego i prywatnego. Paradoksalnie zatem uprawnienie do pozyskania informacji rodził nie przepis, który mówił wyraźnie o prawie do uzyskaniu informacji (art. 10), lecz przepis w tej sprawie milczący (art. 8).

W ostatnich latach Trybunał zaczął jednak krok po kroku odchodzić od wcześniejszego odczytania art. 10. Prawo do uzyskania informacji jako samodzielne uprawnienie do pozyskania informacji dopuścił wtedy, gdy pomimo krajowego wyroku organ nie przekazał żądanej informacji (Kenedi przeciwko Węgrom, wyrok z 26 maja 2009 r.; Youth Initiative for Human Rights przeciwko Serbii, wyrok z 25 czerwca 2013 r., Guseva przeciwko Bułgarii, wyrok z 17 lutego 2015 r.) i gdy w krajowym porządku prawnym istniało ustawodawstwo dotyczące dostępu do informacji publicznej, które w danym przypadku znajdowało zastosowanie (Österreichische Vereinigung zur Erhaltung, Stärkung und Schaffung eines wirtschaftlich gesunden land- und forstwirt­schaftlichen Grundbesitzes przeciwko Austrii, wyrok z 28 listopada 2013 r.). Takie „ukrajowienie” powodowało jednak, że uprawnienie do pozyskania informacji nie istniało jako takie na podstawie art. 10, lecz było następstwem krajowego ustawodawstwa. I tu ponownie paradoks: kraj, który dopuścił uprawnienie do pozyskania informacji, wpadał w rygor Konwencji, a kraj nierobiący tego w ogóle – a więc bardziej restrykcyjny wobec prawa do pozyskania informacji – nie musiał się lękać skargi do Strasburga.

Ale Trybunał poszedł dalej w wydobywaniu z art. 10 prawa do pozyskania informacji. Argumentował, że nawet jeśli nie ma krajowego ustawodawstwa odnoszącego się do dostępu do informacji, prawo do pozyskanie informacji może wynikać z realizacji przed dany podmiot, np. organizację pozarządową, kontrolnej funkcji (Társaság a Szabadságjogokért przeciwko Węgrom, wyrok z 14 kwietnia 2009 r.). Inaczej mówiąc, aby tę kontrolną rolę móc realizować, podmiot musiał najpierw pozyskać pewną informację lub dane.

Zachodząca zmiana, której nie wahałem się nazywać rewolucją, dokonywała się stopniowo i po cichu w wyrokach wydawanych przez siedmioosobowe izby. Zaczęła być też kontestowana przez pewnych sędziów, dołączających do orzeczeń swoje zdania odrębne. Dobrze się więc stało, że w kolejnej „sprawie dostępowej” Trybunał postanowił się wypowiedzieć w najdonioślejszy sposób – jako Wielka Izba złożona z 17 sędziów.

Wyrok Magyar Helsinki Bizottság przeciwko Węgrom, wydany 8 listopada 2016 r., potwierdził odejście Trybunału od wąskiego rozumienia prawa do uzyskania informacji. Sędziowie wskazali, że „czas nadszedł”, by uprawnienie, jakie istnieje na mocy art. 10 Konwencji, uzyskało nowy zakres, korespondujący z „wymogami dnia dzisiejszego”. Bez znaczenia jest więc obecnie wyłączenie dokonane przez twórców Konwencji, przypominane zresztą podczas strasburskiego postępowania przez rząd Wielkiej Brytanii, która przyłączyła się do sprawy jako strona trzecia.

Orzeczenie wydane przez Wielką Izbę określa, komu i kiedy przysługuje prawo do pozyskania informacji. Po pierwsze, istotny jest cel, w jakim dany podmiot chce uzyskać informacje od władz publicznych. Informacja może być poszukiwana po to, by przekazać ją innym osobom, pełniąc funkcję publicznego (dziennikarze) lub społecznego (organizacje pozarządowe) kontrolera. Bez dostępu do owej informacji funkcji kontrolnej nie można by realizować. Po drugie, poszukiwane informacje, dane lub dokumenty muszą dotyczyć zagadnień mających publiczne znaczenie. Po trzecie, prawo do uzyskania informacji przysługuje podmiotom pełniącym kontrolną funkcję. Ale obok tradycyjnie łączonych z taką funkcją dziennikarzy i organizacji pozarządowych, Trybunał dodaje tu blogerów oraz „użytkowników mediów społecznych”. Prawo do uzyskania informacji mają też inne osoby, takie jak przykładowo naukowcy i pisarze wypowiadający się o sprawach mających publiczne znaczenie, mimo iż nie pełnią funkcji kontrolnej. Po czwarte wreszcie, istotne dla Trybunału jest to, czy poszukiwana przez jednostkę informacja jest już „gotowa i dostępna”. Potrzeba zebrania danych lub ich przetworzenia przez organ państwa nie jest jednak okolicznością, która eliminuje konwencyjne prawo do uzyskania informacji.

Wyrok Wielkiej Izby potwierdza istnienie samodzielnego uprawnienia do uzyskania informacji i nie wiąże go z zakresem dostępu do informacji przyznanym w poszczególnych ustawodawstwach krajowych. Oznacza to, że art. 10 kreuje autonomiczne uprawnienie do uzyskania informacji przez jednostkę. Trybunał określa jednocześnie przesłanki takiego „konwencyjnego dostępu”, ale są one sformułowane w szeroki sposób. Kluczowe jest, że poszukiwana informacja dotyczy sprawy mającej publiczne znaczenie. Co prawda następnie dochodzi do wskazania podmiotów, którym ów dostęp przysługuje, ale krąg uprawnionych nie jest ograniczany do dziennikarzy i organizacji pozarządowych, tradycyjnie przywoływanych w strasburskich wyrokach jako wykonujący funkcję publicznego lub społecznego kontrolera. Prawo do uzyskania informacji mieliby również blogerzy oraz inne osoby użytkujące media społeczne. Strasburscy sędziowie kreślą więc swój standard uwzględniając – i to szeroko – współczesne realia komunikacyjne. Jedyny „potencjał ograniczający” wobec prawa do uzyskania informacji może zawierać przesłanka, by żądane dane lub materiały były już „gotowe i dostępne”. Ale Trybunał zaznaczył, że konieczność zebrania informacji przez władze publiczne nie eliminuje prawa do uzyskania informacji.

W Strasburgu zapadł bardzo ważny wyrok, który będzie miał olbrzymie praktyczne znaczenie. I co ważne, tylko dwóch sędziów z 17-osobowego składu orzekającego uważało, że prawo do uzyskania informacji należy odczytać tak, jak je wyobrażali sobie w 1950 r. twórcy Konwencji.


Prof. dr hab. Ireneusz C Kamiński

Ekspert prawny HFPC

 

 
Kolejny wyrok ETPC w sprawie artykułów Doroty Kani PDF Drukuj Email
Wpisany przez Konrad Siemaszko   
Poniedziałek, 10 Październik 2016 08:52
 
Trybunał w Strasburgu uznał, że skazanie dziennikarki za zniesławienie rektora Uniwersytetu Gdańskiego prof. Andrzeja Ceynowy nie stanowiło naruszenia swobody wypowiedzi.
LAST_UPDATED2
Więcej…
 
Wyrok ETPC w sprawie Dorota Kania p. Polsce PDF Drukuj Email
Wpisany przez Konrad Siemaszko   
Wtorek, 26 Lipiec 2016 09:06
W dniu 19 lipca 2016 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie Dorota Kania przeciwko Polsce, w którym stwierdził, że nie doszło do naruszenia swobody wypowiedzi (skarga nr 49132/11).
LAST_UPDATED2
Więcej…
 
Dwa wyroki ETPC stwierdzające naruszenie wolności słowa PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Poniedziałek, 11 Lipiec 2016 07:21

Publikujemy komentarz Dominiki Bychawskiej – Siniarskiej do dwóch wydanych niedawno wyroków, w których ETPC stwierdził naruszenie wolności słowa: Kurski p. Polsce i Ziembiński p. Polsce.  Tekst ukazał się pierwotnie 7 czerwca 2016 r. w dodatku „Prawnik” do Dziennika Gazety Prawnej.

W ostatnim tygodniu Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał dwa wyroki przeciwko Polsce dotyczące wolności słowa i art. 10 konwencji.

Pierwsza sprawa Kurski p. Polsce (nr 26115/10) dotyczyła powództwa o ochronę dóbr osobistych jakie wytoczył ówczesnemu posłowie, dzisiaj Prezesowi TVP, wydawca gazety Wyborczej, Agora S.A. W maju 2006 r. w programie TVP "Warto rozmawiać" Jacek Kurski demonstrując egzemplarz Gazety Wyborczej z artykułem w którym został opisany, powiedział, iż są w nim "same kłamstwa". Wskazywał, że gazeta wiele miejsca na kolejnych stronach poświęca na "oszalałe ataki na PiS". Poseł uznał, że wynikają one z faktu, iż gazeta "funkcjonuje w układzie medialnym" ze spółką J&S importującą do Polski paliwa. Ta ostatnia miała, zdaniem J. Kurskiego wyprowadzać z kraju miliony. Dowodem na ten układ miała być całostronicowa reklama J&S w gazecie. W jego opinii, reklama tej spółce nie jest potrzebna, bo J&S to monopolista na polskim

Agora wystąpiła przeciw posłowi z powództwem o ochronę dóbr osobistych, żądając publikacji przeprosin w gazecie oraz w TVP2 przed programem "Warto rozmawiać" lub "Panoramą", jak również zadośćuczynienia w wysokości 25 tys. zł na cel społeczny. Warszawski Sąd Okręgowy w 2007 roku nakazał Kurskiemu publikację przeprosin, ograniczając jednocześnie kwotę zadośćuczynienia do 10 tys. zł, uznając, że poseł poniesie wysokie koszty ogłoszeń w gazecie i telewizji. Kurski odwołał się od wyroku. Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał go jednak w mocy. Sąd Najwyższy odrzucił kasację w 2009 roku. J.Kurski zdecydował się wnieść sprawę przeciwko Polsce do Trybunału w Strasburgu.
Strasburscy sędziowie wskazali, że słowa skarżącego były stanowcze i prowokacyjne. Nie były one jednak obraźliwe. ETPC uznał, że jego wypowiedź stanowiła opinię, a nie twierdzenie o faktach, czego nie uwzględniły sądy polskie. Ponadto zauważył, że powodem była Agora S.A., która zajmuje się działalnością medialną, angażuje się w działalność i debatę publiczną. Zakres krytyki wobec gazety może być szerszy. J. Kurski wypowiadał się na temat leżący w interesie publicznym i wpisujący się w debatę publiczną. Trybunał nie wypowiedział się na temat prawdziwości czy dokładności słów skarżącego, wskazując, że to rolą sądów jest badanie wypowiedzi. Odnosząc się do proporcjonalności ingerencji w swobodę wypowiedzi, tj. do obowiązku publikacji przeprosin i zapłaty zadośćuczynienia, ETPC uznał, że nie była ona proporcjonalna. Publikacja przeprosin kosztowała skarżącego kwotę równoważną osiemnastomiesięcznemu wynagrodzeniu. W konkluzji stwierdzono, że w sprawie nie pojawiły się wystarczająco ważne kwestie społeczne uzasadniające ochronę reputacji Agory.

Druga sprawa, Ziembiński p. Polsce (skarga nr 1799/07) dotyczyła dziennikarza i wydawcy lokalnej gazety w Radomsku i Bełchatowie. W 2004 r. w gazecie pojawił się artykuł dotyczył planów budowy farmy przepiórek, jako głównej inwestycji regionu. Artykuł odnosił się niebezpośrednio do kilku osób, bez podawania ich nazwisk. W 2005 r. burmistrz Radomska, jak i dyrektor i pracownicy departament marketingu złożyli w sądzie prywatny akt oskarżenia o zniesławienie i zniewagę M. Ziembińskiemu. Zarzucono mu, że użył znieważających sformułowań takich jak “pozer”, “nierozgarnięci szefowie”, “palant” i “przygłupawy urzędnik”. Sądy polskie obu instancji skazały dziennikarza i wyznaczyły karę grzywny w wysokości 10.000 zł.

Trybunał w wyroku również uznał naruszenie swobody wypowiedzi skarżącego. Wskazał bowiem, że sprawa opisywana przez skarżącego leżała w interesie publicznym. Ostre sformułowania Ziembińskiego nie były przypisane konkretnym osobom. Niemniej jednak, osoby, które poczuły się urażone artykułem były bądź politykami, bądź urzędnikami, czyli grupą, która powinna tolerować szerszą krytykę wobec siebie. ETPC zarzucił sądom polskim, że uznając słowa za obelżywe, nie wzięły pod uwagę charakteru artykułu, który był satyryczny i ironiczny. Formy te, jako wyraz ekspresji artystycznej, są szczególnie przez Strasburg chronione. Grzywna na jaką został skazany dziennikarz została uznana za nieproporcjonalną. Konkludując Trybunał uznał, że sądy w niewystarczający sposób uzasadniły skazanie.

W pierwszej sprawie Trybunał nakazał Polsce wypłacić 12.450 euro odszkodowania, w drugiej 3.385 euro odszkodowania i 1.000 euro zadośćuczynienia.

Dominika Bychawska – Siniarska

 

 
Opinia przyjaciela sądu przed ETPC ws. azerskiego dziennikarza PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dorota Głowacka   
Piątek, 20 Maj 2016 11:01
Obrońcy praw człowieka i dziennikarze z Azerbejdżanu, którzy zostali poddani represjom i aresztowani w 2014 r. wnieśli skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które czekają na rozpoznanie. Wśród skarżących jest Rauf Mirgadirov, dziennikarz podejmujący w swojej pracy konflikt w Górskim Karabachu. R. Mirgadirov przebywał w Turcji, gdzie prowadził działalność dziennikarską. Jego akredytacja została bez uzasadnienia cofnięta przez władze tureckie, w wyniku czego został zmuszony do opuszczenia kraju. W drodze do Gruzji został aresztowany i deportowany do Azerbejdżanu, gdzie został oskarżony o zdradę stanu. W marcu b.r., po prawie 3 latach detencji został zwolniony z aresztu na mocy amnestii Prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Aliyeva. W skardze do Strasburga dziennikarz podnosił naruszenie wolności słowa oraz polityczny charakter aresztu.

Dnia 20 maja b.r. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Freedom Now oraz Human Rights House Foundation złożyły w Trybunale opinię przyjaciela sądu w której argumentują, że cofnięcie akredytacji dla dziennikarza przez władze Tureckie odbyło się bez właściwego uzasadnienia, czym naruszyło standardy wolności słowa. Ponadto, w opinii wskazano, że dziennikarz został tymczasowo aresztowany ze względów politycznych. Jego detencja miała stanowić odwet za działalność dziennikarską, w szczególności opisywanie polityki władz Azerbejdżanu w stosunku do konfliktu o Górski Karabach.

Europejski Trybunał Praw Człowieka już dwukrotnie, w sprawie R. Jafarova i I. Mammadova, wskazał, że stosowanie aresztu przez Azerbejdżan wobec opozycjonistów, obrońców praw człowieka i dziennikarzy stoi w sprzeczności z prawem do wolności osobistej (art. 5 Konwencji) i jest motywowany politycznie.
LAST_UPDATED2
 
<< Początek < Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie