Strona główna Litygacja J. Kobylański p. dziennikarze

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

Kobylański przeciwko dziennikarzom PDF Drukuj Email
Wtorek, 11 Sierpień 2009 09:07

Problem prawny
Odpowiedzialność karna dziennikarza za przestępstwo zniesławienia popełnione przez sporządzenie materiału prasowego.
 
Działanie Obserwatorium
Monitoring postępowania
 
Stan faktyczny
Blisko dziewięćdziesięcioletni Jan Kobylański to polonijny milioner, działacz prawicowy i donator Radia Maryja, mieszkający na stałe w Urugwaju, gdzie pełni funkcję prezesa założonej przez siebie Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ). W latach 90. XX w. pełnił funkcję konsula honorowego RP w Urugwaju, jednak za antysemickie wypowiedzi został z tego stanowiska odwołany w 2000 r. przez ówczesnego szefa MSZ Władysława Bartoszewskiego.
Przed ponad pięciu laty w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”,  „Newsweeku” i „Polityce” ukazał się szereg artykułów i felietonów dotyczących Kobylańskiego, a w których była mowa m. in. o jego antysemityzmie i podejrzeniu o kolaborację z Niemcami w czasie II wojny światowej. Kobylański został nazwany m. in. „szmalcownikiem” czy „sowieckim szpiegiem”.
 
W odpowiedzi na pojawiające się na łamach prasy zarzuty, Kobylański sporządził prywatny akt oskarżenia, zarzucając w sumie 18 osobom – dziennikarzom, redaktorom naczelnym, politykom, dyplomatom – popełnienie przestępstwa zniesławienia na jego szkodę. Na ławie oskarżonych zasiedli m. in. Ryszard Schnepf (były wiceminister spraw zagranicznych), Daniel Passent (były ambasador RP w Ameryce Południowej, obecnie publikujący w „Polityce”), Jerzy Baczyński (redaktor naczelny „Polityki”), Adam Michnik (redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”) oraz dziennikarze „Gazety Wyborczej” Mikołaj Lizut, Dominik Sadowski i inni.
 
Proces rozpoczął się 27 marca 2009 roku i toczył się przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa (sygn. akt VIII K 248/08). Kobylański nie pojawił się na żadnej z rozpraw, reprezentował go pełnomocnik Mec. Andrzej Lew-Mirski. Za to zawsze licznie stawiali się stronnicy Kobylańskiego, przedstawiciele środowisk prawicowych, pragnący wyrazić poparcie dla oskarżyciela. 16 grudnia 2011 roku proces dobiegł końca. Sąd umorzył postępowanie ze względu na przedawnienie wszystkich zarzutów.
 
Wyrok jest nieprawomocny.

 
Przebieg postępowania
 
Relacja z rozprawy z dnia 27 marca 2009 roku
 
Odczytany w piątek przed sądem przez mec. Andrzeja Lew-Mirskiego prywatny akt oskarżenia liczy prawie sto stron.
 
Przed sądem stawili się prawie wszyscy oskarżeni. Zabrakło tylko ambasadora Schnepfa z małżonką oraz Hanny Recman, współautorki reportażu Lizuta z Urugwaju, której adresu nie ustalił pełnomocnik Kobylańskiego. Jej sprawę oraz sprawę "niezidentyfikowanego autora <> z <>" sąd wyłączył do odrębnego postępowania. Nieobecny był Kobylański (nie ma takiego obowiązku). Prawnicy podsądnych powiedzieli PAP, że ich klienci, którzy odrzucają zarzuty, będą chcieli składać wyjaśnienia po przesłuchaniu Kobylańskiego.
 
Oskarżyciel prywatny uznał, że wszystkie zarzuty, o jakich donosiły media, to kłamstwa, zaś same publikacje miały, jego zdaniem, na celu poniżenie go jako Polaka i patrioty oraz "odebranie zaufania potrzebnego do sprawowania funkcji prezesa USOPAŁ i udziału w życiu Polonii w Urugwaju". Uznał on też, że celem dziennikarzy było przedstawić Kobylańskiego "jako szpiega, denuncjatora, fałszerza, cudzołożnika, oszusta, obozowego feldfebla, łapówkarza, megalomana, latynoskiego kacyka, niekompetentnego mitomana".
 
Pełnomocnik oskarżyciela protestował też przeciw użytemu przez Schnepfa w opisie sylwetki Kobylańskiego sformułowaniu "caudillo z Urugwaju". Wywodził, że to określenie, oznaczające w Ameryce Łacińskiej "monarchę katolickiego", na trwałe przypisano hiszpańskiemu dyktatorowi Francisco Franco, co jest obraźliwe.
 
Na rozprawie okazało się, że mec. Lew-Mirski nie przedłożył jednak sądowi kwestionowanych artykułów, co adwokaci podsądnych uznali za ograniczenie ich prawa do obrony. Pełnomocnik Kobylańskiego ma 21 dni na dostarczenie tych materiałów.
 
"To absurdalna sprawa z elementami humorystycznymi" - mówił po rozprawie Baczyński, który podkreśla, że do oskarżenia użyto karnego przepisu przewidującego karę więzienia za zniesławienie - o którym od dłuższego czasu mówi się, że powinien zniknąć z porządku prawnego.
 
Na elementy humorystyczne sprawy zwrócił zaś uwagę Michnik. Usłyszawszy zapewnienie, że wiernie zacytowane będzie wszystko co powie, oświadczył, że sytuacja, w której się znalazł, jest dla niego "bardzo bolesna, bo pana Kobylańskiego bardzo szanuje". "To bardzo bolesne, że znalazłem się na tej ławie oskarżonych jako jego przeciwnik" - ironizował przy wtórze śmiechów Gaudena, Kaczyńskiego i Wójcika.
 
Lizut zapewnił, że wszystko, co napisał o Kobylańskim, było zebrane z dochowaniem zasad rzetelności i staranności.
Passent, jako jedyny, powstrzymywał się z komentarzami. Uznał, że do zakończenia sprawy byłyby one niestosowne.

 
Relacja z rozprawy z dnia 8 maja 2009 roku
 
Przed sądem zebrała się grupa manifestujących z transparentami, na których widniały m.in. takie hasła:  „Międzynarodówka oszczerców do Guantanamo”, „Eskimosi! Kiedy wy wreszcie nas Polaków przeprosicie”, „P. Kobylański broni honoru Polaków”, „Jan Kobylański walczy z antypolonizmem”. Manifestanci, zwolennicy Kobylańskiego, wykrzykiwali nacjonalistyczne hasła i śpiewali pieśni narodowe. Hałas, jaki wytwarzali, uniemożliwiał swobodne przeprowadzenie rozprawy; sędzia prowadzący na przemian nakazywał zamykanie i otwieranie okna.
 
Na rozprawie stawili się Dominik Sadowski, Daniel Passent, Jerzy Morawski, Andrzej Kaczyński i Tomasz Wróblewski. Stawili się pełnomocnicy oskarżonych i oskarżyciela prywatnego Jana Kobylańskiego. Naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik oraz dziennikarze Mikołaj Lizut, Jacek Hołuba, Karola Dolecki, Dominik Uhlig i Agnieszka Kublik nie stawili się na rozprawie ze względu na przygotowania do obchodzonej dziś rocznicy 20-lecia "GW".
 
Jako pierwszy wyjaśnienia złożył D. Sadowski, fotoreporter z "Gazety Wyborczej". Wskazał on, że został "podpięty" pod jeden z artykułów jako autor zdjęcia, nie mając wpływu na to w jakim kontekście nadesłane przez niego zdjęcie zostanie wykorzystane przez redakcje. Na zdjęciu widniał były wicepremiera i szefa Samoobrony Andrzeja Leppera. Zdjęcie zostało umieszczone przy artykule pt. "Lepper: w Urugwaju nie byłem". Pełnomocnik Sadowskiego, mec. Beata Czechowicz zwróciła się do pełnomocnika J. Kobylańskiego – mec. Andrzeja Lew-Mirskiego o odstąpienie od oskarżenia D. Sadowskiego ze względu na „brak jego winy”. Mec. A. Lew Mirski wskazał, że w celu wycofania oskarżenia musi skonsultować się ze swoim mocodawcą, oraz że wiadomość w tym zakresie zostanie przedstawiona w krótkim czasie.
 
Następnie wyjaśnienia złożył D. Passent, b. ambasador w Chile i publicysta "Polityki", wskazując, że broni tego, co napisał, ponieważ dopełnił niezbędnej staranności. Dodał, że media polskie "miały obowiązek zainteresować się USOPAŁ i osobą jego prezesa". Podobne wyjaśnienia złożył T. Wróblewski, b. naczelny "Newsweeka".
 
D. Passent i T. Wróblewski odmówili odpowiedzi na pytania oskarżyciela, wskazując, że uzupełnią swoje wyjaśnienia po przesłuchaniu J. Kobylańskiego. Dziennikarze „Rzeczpospolitej” Jerzy Morawski i Andrzej Kaczyński odmówili składania wyjaśnień.
 
 

Relacja z rozprawy z dnia 22 czerwca 2009 roku

 
Ze względu na liczną publiczność rozprawa została przeniesiona do sali 238 w Sądzie Okręgowym w Warszawie na ul. Solidarności.
Przed sądem po raz kolejny zebrała się grupa manifestujących z transparentami.

Wyjaśnienia złożyli Jerzy Baczyński, Agnieszka Kublik oraz dwóch dziennikarzy z Gazety Wyborczej, odmówili oni jednak odpowiedzi na pytania oskarżyciela, wskazując, że uzupełnią swoje wypowiedzi po przesłuchaniu J. Kobylańskiego.

 
Relacja z rozprawy z dnia 5 listopada 2009 roku
 
W czwartek w sądzie stawiło się sześciu oskarżonych. Sam Kobylański był nieobecny.
 
Oskarżony b. dziennikarz "Gazety Wyborczej" Mikołaj Lizut, który w 2004 r. był autorem głośnego artykułu "GW" o Kobylańskim, nie przyznał się do winy. Oświadczył, że "opinii publicznej należy się wiedza, kim jest ten hojny filantrop, prawdziwy patriota, który próbuje wpływać na polską scenę polityczną i politykę zagraniczną". Dodał, że to "samozwańczy lider Polonii w Ameryce Płd." i "człowiek o niejasnej przeszłości wojennej i antysemickich poglądach". Dziennikarz podkreślił, że szef MSZ Radosław Sikorski zabronił dyplomatom kontaktów z Kobylańskim, bo głosi on antysemickie poglądy, "więc kompromituje każdego, kto utrzymuje z nim kontakty". Przywołał jego słowa, że "jedna trzecia polskich biskupów to Żydzi"; "Żydzi zawsze będą nienawidzić Polaków", bo mają "parszywe geny".
 
Lizut dodał, że IPN umorzył śledztwo wobec szmalcownictwa Kobylańskiego m.in. dlatego, że nie ma pewności, czy jego żydowskie ofiary, które miał wydać Niemcom, zginęły - a w takiej sytuacji IPN uznał jego czyn za przedawniony.
 
Do zarzutu nie przyznał się też Jacek Hołub z "GW", który powiedział sądowi, że pisząc o Kobylańskim, dochował należytej staranności, a do redakcji nie wpłynęły żadne sprostowania. "Nie rozumiem, dlaczego Kobylański wypiera się wspierania przedsięwzięć o. Tadeusza Rydzyka" - dodał. Podkreślił, że sam Kobylański nie kwestionuje swej współpracy z paragwajskim dyktatorem gen. Alfredo Stroessnerem.
 
Odpierając zarzuty aktu oskarżenia, Karol Dolecki z "GW" powiedział, że nie rozumie, dlaczego Kobylański oskarża go za opisywanie sponsoringu wobec Radia Maryja. "Czy widzi w tym coś złego?" - pytał. Do zarzutu nie przyznał się również naczelny bezpłatnej gazety "Metro" Jerzy Wójcik. Wyjaśnił, że dopuścił do druku artykuł o Kobylańskim jako o "osobie publicznej i ze względu na ważny interes społeczny".

Uzupełniając wyjaśnienia, b. ambasador RP w Urugwaju Jarosław Gugała (dziś w "Polsacie") mówił o zaniechaniach MSZ, Senatu, Wspólnoty Polskiej i Kościoła katolickiego, które wobec "ewidentnych przypadków niegodnych konsula honorowego, przez 8 lat tolerowały tę szkodliwą działalność, doprowadzając do poważnego uszczerbku interesu państwa polskiego i opinii o narodzie polskim". "Zjazdy USOPAŁ były dofinansowywane przez Senat i Wspólnotę Polską; w ich trakcie można było usłyszeć wiele opinii sprzecznych z polską racją stanu" - dodał Gugała.
 
Według niego 95 proc. emigrantów z Polski w Urugwaju to polscy Żydzi, a USOPAŁ ich nie zaprasza, choć mają sentyment do Polski. "Antysemickie wypowiedzi Kobylańskiego powodowały, że większość tych ludzi trzymało się daleko od polskiej ambasady" - dodał. Według niego kilku takich emigrantów to parlamentarzyści Urugwaju, a nimi Senat i Wspólnota Polska też się nie zajmowały. "Ich przedstawiciele interesowali się głównie wyjazdami do malowniczej hacjendy pana Kobylańskiego i moczeniem się w jego basenie" - oświadczył Gugała.
 
Ostatni oskarżony, który nie złożył wyjaśnień, to redaktor naczelny "GW" Adam Michnik (jest za granicą). Niektórzy podsądni chcą uzupełnić wyjaśnienia po przesłuchaniu przez sąd Kobylańskiego, bo ich zdaniem od tego proces powinien był się zacząć. "Czy on ma odwagę stawić się przed polskim sądem?" - pytali obrońcy.
 
"Obawiam się, że się nie stawi; jest schorowany" - odparł jego pełnomocnik mec. Andrzej Lew-Mirski. Dopuszcza zaś on możliwość sądowej telekonferencji z Kobylańskim. Obrona złożyła z kolei wniosek, by przesłuchano go w Urugwaju w drodze pomocy prawnej. Proces odroczono do 8 grudnia.
 
Rozprawie, tak jak i wcześniej, towarzyszyło zainteresowanie zwolenników Kobylańskiego, starszych przeważnie ludzi. Głośno komentowali oni zeznania oskarżonych, zarzucając im kłamstwa.

W lipcu br. Kobylański pozwał oddzielnie Radosława Sikorskiego za jego książkę, w której nazwał go "antysemitą" i "typem spod ciemnej gwiazdy". "Zmuszony jestem podtrzymać słowa, które zapisałem w książce. Będę czekał na proces i postaram się tę tezę udowodnić" - mówił szef MSZ.
 
Źródło: Gazeta Wyborcza (5 listopad 2009 r.) - Proces Kobylański vs. 18 ludzi mediów: Nikt się nie przyznaje się do winy
 
Relacja z rozprawy z dnia 8 grudnia 2009 roku
Antysemicka frazeologia ugrupowania, na czele którego stoi Jan Kobylański, jest bliska nazistowskiej - oświadczył przed sądem naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik, oskarżony przez prezesa USOPAŁ o zniesławienie. Dodał, że deklaracje organizacji Kobylańskiego "dawały jak najgorsze świadectwo i przynosiły szkodę interesom Polski".
 
Adam Michnik był ostatnim przesłuchanym oskarżonym. Na pytania sądu odpowiadał: „Do winy się nie przyznaję. Przyznaję się i jestem dumny, że w <> opublikowano artykuły, które zmierzały do wyjaśnienia całej prawdy o osobie oskarżającej”. Mówił również: „Pytano mnie, jak to możliwe, że człowiek o tak fatalnym życiorysie jest konsulem honorowym RP. Pytano, jak to możliwe, że konsulem honorowym Polski - kraju, który jako pierwszy stawił opór Hitlerowi jest człowiek, który w deklaracjach kierowanej przez siebie organizacji posługuje się językiem zbliżonym do nazistowskiej frazeologii”. Pytany o przykłady, wymieniał: "Na temat Władysława Bartoszewskiego - polskiego bohatera narodowego pisało się w deklaracji USOPAŁ: szabesgoj, żyd, zdrajca, antypolak".

„Jeśli wziąć udokumentowaną opinię Komisji ds. Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (pion śledczy IPN – przyp. obserwatorium.org) w sprawie Kobylańskiego, to nie ulega żadnej wątpliwości, że ów pan zadenuncjował (w czasie II wojny światowej) żydowską rodzinę, która trafiła w ręce gestapo. Zważywszy na biografię Bartoszewskiego - więźnia Oświęcimia, żołnierza AK i uczestnika akcji ratowania Żydów, musiałem sobie postawić pytanie, jakie ma być logo naszej ojczyzny” - dodał naczelny "Gazety Wyborczej".
 
Przesłuchanie Michnika obfitowało w słowne utarczki z mec. Lwem Mirskim. Gdy prawnik pytał, jaką definicję antysemityzmu Michnik bierze pod uwagę oceniając pod tym kątem wypowiedzi Kobylańskiego, Michnik odparł, że w kraju, w którym w imię antysemityzmu dokonało się ludobójstwo Żydów, zadawanie w 2009 r. pytania, czym jest antysemityzm, uwłacza godności Narodu Polskiego. „To jest moja odpowiedź. Każde pytanie zasługuje na odpowiedź na takim poziomie, na jakim zostało zadane” - dodał.
 
Mec. Lew Mirski domagał się kolejnych przykładów, więc Michnik - wzbudzając wesołość wśród adwokatów - przytaczał z dokumentów USOPAŁ nazwiska znanych polityków m.in. Tadeusza Mazowieckiego, Radosława Sikorskiego, Leszka Balcerowicza, Bogdana Borusewicza, Stefana Niesiołowskiego, Jerzego Buzka, Marka Jurka i Zyty Gilowskiej z ich rzekomymi oryginalnymi żydowskimi nazwiskami oraz dopiskami: przechrzta, agent, antypolak, złodziej itp.

„Przecież to prawda” - komentowali głośno zgromadzeni na sali rozpraw zwolennicy Kobylańskiego. „Czy to są wypowiedzi antysemickie, czy filosemickie - tę ocenę pozostawiam innym” - zakończył Michnik.
 
Pełnomocnik Kobylańskiego spytał Michnika, czy wie, że śledztwo w sprawie wydania przez Kobylańskiego rodziny żydowskiej w ręce gestapo zostało umorzone. Michnik odparł, że według jego wiedzy stało się to dlatego, że tej rodzinie prawdopodobnie udało się wykupić z niemieckich rąk i nie ustalono, czy jej członkowie zostali zamordowani - a to jest warunkiem dalszego ścigania.

„A czy słyszał pan, aby samo denuncjowanie było karalne?” - drążył adwokat. Michnik odparł, że "nie marzy, aby pana Kobylańskiego ścigać i zamykać w więzieniu, lecz uważa, że prawda powinna zostać ujawniona".
 
Następny akt procesu to zeznania świadków. Obrońcy oskarżonych zgodnie wnieśli, aby Jan Kobylański - jako oskarżyciel prywatny - był przesłuchany w pierwszej kolejności, bo taka jest logika procedury karnej. Jego pełnomocnik oświadczył, że Kobylański z uwagi na wiek i stan zdrowia nie podejmie trudu przyjazdu do Polski. Sąd postanowił więc, że będzie on przesłuchany przez polskie przedstawicielstwo dyplomatyczne w Buenos Aires, a proces odroczono do kwietnia przyszłego roku. Adwokaci już zapowiadają, że chcą uczestniczyć w przesłuchaniu Kobylańskiego w Argentynie.
 
 
Relacja z rozprawy z dnia 30 czerwca 2010 roku
Na rozprawie sąd odtworzył dowód z dwóch nagrań audiowizualnych. Pierwsze nagranie zawierało fragmenty programu publicystycznego, w którym prowadząca Monika Olejnik przeprowadzała rozmowę z oskarżonym w sprawie Jarosławem Gugałą. W wywiadzie dziennikarz „Wydarzeń”, były ambasador Polski w Urugwaju, przedstawia sylwetkę Jana Kobylańskiego, opisując jego związki z przeszłości z dyktatorem Paragwaju oraz drogę do kariery działacza polonijnego. Red. Gugała zarzucał także J. Kobylańskiemu fałszywy patriotyzm i antysemityzm oraz, że jako konsul honorowy w Urugwaju szkodził interesom Polski.  Drugie nagranie zawierało  fragment „Wiadomości TVP”, który dotyczy wypłynięcia dokumentów wskazujących na prawdopodobieństwo, że J. Kobylański w czasie wojny zadenuncjował rodzinę żydowską (wysyłając ją na pewną śmierć), od której wcześniej przyjął pieniądze pod pretekstem wyrobienia fałszywych dokumentów. W materiale wypowiadają się m.in. oskarżeni Mikołaj Lizut oraz Jarosław Gugała.  
 
Pełnomocnik oskarżyciela prywatnego złożył także nowy wniosek dowodowy o przesłuchanie w charakterze świadka kolejnych 6 osób, z których większość na stałe zamieszkuje w różnych państwach Ameryki Południowej. Miałyby zostać przesłuchane w drodze pomocy prawnej na okoliczność weryfikacji zeznań świadka – Pani konsul Urugwaju, przesłuchiwanej na poprzedniej rozprawie. Ponieważ pełnomocnik oskarżyciela prywatnego nie przedstawił na rozprawie precyzyjnej tezy dowodowej, jego wniosek wzbudził dezaprobatę obrońców oskarżonych, którzy zarzucili stronie skarżącej próbę przedłużania procesu. Sąd zobowiązał pełnomocnika oskarżyciela prywatnego do doprecyzowania tezy dowodowej na piśmie w ciągu 3 dni. Na tej podstawie sąd podejmie decyzję o dopuszczeniu dowodu poza rozprawą.
 
 
Relacja z rozprawy z dnia 27 sierpnia 2010 roku
Na dzisiejszej rozprawie stawili się oskarżeni: dziennikarz Daniel Passent, dyplomata Ryszard Schnepf, który sprawował urząd ambasadora RP w Urugwaju i Paragwaju oraz pełnomocnicy pozostałych oskarżonych.

W trakcie rozprawy pełnomocnik Jana Kobylańskiego wystąpił z wnioskiem dowodowym o weryfikację i wyjaśnienie trzech zniesławiających treści zawartych w jednym z artykułów: oskarżenia Jana Kobylańskiego o antysemityzm, a także mitomanię i żądzę władzy oraz zarzucenia organizacji kierowanej przez Kobylańskiego, Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ) fasadowego charakteru.
 
W trakcie rozprawy w charakterze świadka przesłuchany został Zbigniew Sulatycki, były wiceminister transportu i gospodarki morskiej, działający także jako przedstawiciel polityczny USOPAŁ. Z. Sulatycki odniósł się w swoich zeznaniach do trzech powyższych tez.
 
Opowiadał on między innymi o działalności organizacji i jej przewodniczącego, zaprzeczając, jakoby miała ona być organizacją o charakterze fasadowym, podkreślał także rolę USOPAŁ jako jednej z największych polonijnych na świecie. W swoich zeznaniach zaprzecza także innym zarzutom, o których wyjaśnienie zwrócił się pełnomocnik oskarżyciela prywatnego.
 
Następnie świadek udzielił odpowiedzi na pytania pełnomocnika oskarżyciela prywatnego, a następnie na pytania obrońców dziennikarzy. Obaj obecni na sali oskarżeni - D. Passent i R. Schnepf zadali oskarżonemu pytania.
 
Sporną kwestią, która pojawiła się w trakcie zadawania pytań, były wizyty prezydentów RP u Jana Kobylańskiego. D. Passent złożył jednocześnie oświadczenie o nieprawdziwości twierdzenia, że były prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski był gościem J. Kobylańskiemu, które opierał na fakcie towarzyszenia A. Kwaśniewskiemu w trakcie jego wizyty w Urugwaju i Chile.
 
Oświadczenie złożył również R. Schnepf. Utrzymuje on w nim, że L. Wałęsa nie było gościem J.Kobylańskiego, ponieważ to L.Wałęsa przyjmował u siebie delegację Polonii.

 
Relacja z rozprawy z dnia 22 października 2010 roku
 
Na rozprawie obecny był jeden z oskarżonych, były ambasador Polski w Urugwaju, dziennikarz Jarosław Gugała oraz pełnomocnicy procesowi pozostałych oskarżonych. W sądzie obecnych było również kilkoro dziennikarzy obserwujących przebieg rozprawy oraz sympatycy J. Kobylańskiego.

W trakcie rozprawy przesłuchiwany był świadek oskarżenia, prof. Jerzy Robert Nowak, który, jak zeznawał, osobiście zna oskarżyciela, jednocześnie jest również autorem jego biografii zatytułowanej „Potępiany za patriotyzm” wydanej w 2009 roku i znajdującej się w aktach sprawy.

Zdaniem J.R. Nowaka, sprawa J. Kobylańskiego pokazuje, „jak w polskich mediach można nieuczciwie oskarżać”, pytany o szczególnie nieprawdziwe informacje w zaskarżonych publikacjach, wyraził pogląd, że żaden z artykułów o J. Kobylańskim nie miał oparcia w rzeczywistości. Odpowiadając na pytania pełnomocnika oskarżyciela, Andrzeja Lwa-Mirskiego, zaprzeczał m.in. niechlubnej przeszłości czy antysemityzmowi oskarżyciela, dodawał również, że takie informacje nie docierały do niego, kiedy pisał biografię J. Kobylańskiego. Jako „wyssany z palca” opisał również stawiany Kobylańskiemu w jednym z artykułów zarzut szmalcownictwa. Odpowiadał również na inne, szczegółowe pytania dotyczące różnych elementów życiorysu oskarżonego, a w szczególności na temat przyczyn wyjazdu J. Kobylańskiego do Urugwaju. Opowiadał również, że o działalności J. Kobylańskiego słyszał również przed momentem poznania.
 
W swoich zeznaniach świadek wielokrotnie powoływał się na książkę „Avatar” Juliana Osuchowskiego oraz na fragmenty książki swojego autorstwa. Jak mówił, książka „Potępiany za patriotyzm” jest wynikiem badania materiałów i źródeł historycznych oraz artykułów z polskiej i hiszpańskiej prasy, a przede wszystkim udostępnionego mu archiwum Jana Kobylańskiego, w tym wielu jego listów. Odpowiadając na pytanie pełnomocnika oskarżyciela, mówił, że o Janie Kobylańskim zaczęto mówić dużo od momentu opublikowania artykułu w „Gazecie Wyborczej”, od którego ataki następowały falami.

Następnie pytania świadkowi zadawał oskarżony Jarosław Gugała. Dotyczyły one najczęściej  uściślenia złożonych przez świadka zeznań. Jarosław Gugała pytał Jerzego R. Nowaka o przeszłość Kobylańskiego, a przede wszystkim o jego stosunek do komunizmu. Świadek przyznawał, że nie wierzy we współpracę Jana Nowaka Jeziorańskiego ze służbami PRL ze względu na jego antykomunistyczne poglądy. J.R. Nowak, pytany o zjazdy USOPAŁ-u opowiadał, że miały one na celu jednoczenie Polaków w Ameryce Łacińskiej, a celem Jana Kobylańskiego miało być ponadto połączenie interesów obu Ameryk. Jak mówił na zjazdach pojawiało się  wielu polityków.

Pytania Jerzemu R. Nowakowi zadawał również obrońca jednego z oskarżonych. Pytał on przede wszystkim o okoliczności powstania i wydania biografii J. Kobylańskiego autorstwa J.R. Nowaka. Jak przyznał autor, książka została wydana przez USOPAŁ, a jako honorarium otrzymał egzemplarze książki. W celu jej napisania spędził ok. tygodnia z bohaterem biografii, a ponadto, w ramach sfinansowanego przez USOPAŁ pobytu w Ameryce Południowej uczestniczył w przez kilka tygodni w czterech kolejnych zjazdach tej organizacji, również w tym czasie powstała biografia. Na pytanie obrońcy dodał także, że książkę napisał również na podstawie rozmów z członkami USOPAŁ-u. Świadek przyznawał, że na napisanie tej książki poświęcił wyjątkowo dużo czasu.

W późniejszych zeznaniach potwierdził również, że głównym rzeczowym sponsorem USOPAŁ-u jest Jan Kobylański. Przyznawał również, że pisząc biografię nie zajmował się badaniem takich spraw z życiorysu Jana Kobylańskiego, jak ilość posiadanych przez niego obywatelstw, historia jego rodziny w Polsce czy poszukiwanie osób, które przebywały wspólnie z nim w obozie koncentracyjnym. W odpowiedzi na kolejne pytanie Jarosława Gugały ponownie zaprzeczał antysemityzmowi Jana Kobylańskiego, wspominając jedynie o tym, że  w publikacjach USOPAŁ-u spotykał np. krytykę roszczeń Żydów, jednak nie traktował tej krytyki całościowo, lecz w stosunku do pojedynczych osób.
 
W trakcie rozprawy sędzia Robert Żak zmuszony był do wyproszenia z sali dwóch osób – jednego z sympatyków Jana Kobylańskiego, który próbował ingerować w przebieg rozprawy oraz senatora  Prawa i Sprawiedliwości, Ryszarda Bendera, który próbował dodawać informacje do zeznań świadka. Senator niechętnie opuszczał salę, dlatego odprowadziło go dwóch strażników sądowych.
 
Na koniec rozprawy pełnomocnik oskarżyciela, Andrzej Lew-Mirski złożył wniosek o przesłuchanie do czasu następnej rozprawy świadków przebywających w Montevideo oraz w Santiago de Chile.

 
Relacja z rozprawy z dnia 17 grudnia 2010 roku
Grudniowa rozprawa składała się przede wszystkim z przedstawianych wniosków formalnych i dowodowych. Przyczyną zaistniałej sytuacji był charakter obu dowodów - zeznań dwojga przebywających aktualnie w Ameryce Południowej świadków – Jerzego Skoryny, przedstawiciela Polonii w Meksyku, oraz Reginy Jurkowskiej z Departamentu współpracy z Polonią. Sąd dopuścił dowód ze świadków, jednak zeznania, ze względu na formę, budziły wątpliwości i kontrowersje zarówno wśród pełnomocnika oskarżyciela, jak i obrońców.
 
Jak relacjonował prowadzący rozprawę sędzia Robert Żak, jeden ze świadków nie odpowiadał na wezwania ambasady, a następnie udzielił korespondencyjnie odpowiedzi na zadane przez Sąd pytania, które, jak wynikało z przedstawionych listów, udostępnił mu, również w formie pisemnej, konsulat RP w Meksyku. W reakcji na tę wiadomość pełnomocnik Jana Kobylańskiego, mec. Andrzej Lew-Mirski wniósł o zwrócenie się do konsulatu RP w Meksyku o ponowne przesłuchanie świadków. Pełnomocnicy oskarżonych wnieśli także o wezwanie konsula do zaniechania praktyki przedstawiania pytań przesłuchiwanemu.
 
Obrońcy wnieśli również o dołączenie do materiału dowodowego listu z dnia 7 grudnia 2010 roku zatytułowanego „Na kłamstwa Schnepfa i D. Wysockiej-Schnepf”, który Jan Kobylański wysłał do Lecha Wałęsy. W liście tym J. Kobylański miał przedstawiać Ryszarda Schnepfa jako osobę niegodną zaufania i manipulującą ludźmi. Jak argumentował obrońca, w ten sposób Jan Kobylański próbował wpłynąć za zeznania Lecha Wałęsy, mimo że nie jest on przesłuchiwany w sprawie.
 
Pełnomocnik oskarżyciela odpowiadał jednak, że Jan Kobylański zdaje sobie sprawę z powszechnych informacji na temat swoich przeciwników procesowych.
 
Sędzia nawiązał również do innych dokumentów, które nadesłało do Sądu w związku z przesłuchaniami przebywających za granicą świadków Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wyznaczył również stronom 14 dniowy termin na zapoznanie się z dokumentami z przeprowadzonych za granicą przesłuchań w kancelarii tajnej sądu. Termin ten był kwestionowany, jako zbyt krótki, ponieważ dostęp do kancelarii jest ograniczony dla większej ilości osób.
 
Wniesiono również o uzupełniające przesłuchanie drugiego ze świadków – Reginy Jurkowskiej.
 
Obrońca Jarosława Gugały wnioskował także o przesłuchanie dodatkowego świadka - przebywającej w Argentynie dziennikarki Hanny Woysław, w sprawie przeszłości obozowej Jana Kobylańskiego, co argumentował znajomością osoby J. Kobylańskiego przez dziennikarkę oraz jej z nim spotkaniem, a także opublikowaniem artykułu na ten temat w dzienniku „Rzeczpospolita”.
 
Następnie, na własną prośbę i za zgodą Sądu, przyglądający się rozprawie parlamentarzyści Bender, Reszke i Kraska przedstawili pismo dotyczące „zajścia” na poprzedniej rozprawie – 22 października 2010 roku – kiedy zostali wyproszeni z sali sądowej. Posłowie wnosili jednocześnie o sprostowanie protokołu z tej rozprawy. Ryszard Bender w piśmie mówi m.in. o usunięciu go z sali sądowej przy użyciu siły oraz o niespełnieniu jego prośby o umożliwienie powrotu na salę. Jak pisze, uważa to za naruszenie godności osobistej i nietykalności cielesnej senatora. Pełnomocnik oskarżyciela poparł wniosek.
 
Jak argumentował jednak sędzia, w toku rozprawy nie dostrzeżono, aby policjanci w szczególny sposób potraktowali świadka. Odczytano ponadto fragment protokołu z dnia 22.10.2010. Sędzia akcentował również, że udzielił głosu Benderowi, umożliwiając przedstawienie pisma, w ramach wyjątku.
 
W tym momencie Bender wypowiedział zdanie: „Sąd jest stronniczy”. Jeden z obrońców, w reakcji na wypowiedź Bendera poświadczył, że wobec senatora nie użyto w trakcie poprzedniej rozprawy przemocy fizycznej. Zarzucił również Benderowi obrazę sądu i nieznajomość prawa, ponieważ nie jest on świadomy, że przychodząc do sądu, jako senator nie ma prawa głosu, a ponadto dopuszcza się obrażenia sądu publicznie, na sali sądowej. Inny z pełnomocników oskarżonych wskazał na błędy formalne we wniosku Bendera oraz wniósł o oddalenie jego wniosku, ze względu na brak wykazania właściwego interesu prawnego, a wskazanie jedynie na interes faktyczny.
 
Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 21 stycznia 2011 r. Na tej rozprawie przesłuchany zostanie świadek Marek Lubiński oraz przedstawione zostaną zeznania Hanny Woysław o Reginy Jurkowskiej.
 
Sędzia potwierdził także konieczność skontaktowania się z Konsulatem RP w Meksyku w celu ponaglenia przeprowadzenia dowodów z zeznań świadków Jerzego Skoryny oraz Zygmunta Haducha, jak również z Konsulatem RP w Urugwaju, w celu poinformowania o odstąpieniu od przesłuchania jednego z przebywających tam świadków ze względu na brak polskiego obywatelstwa.

 
Relacja z rozprawy z dnia 21 stycznia 2011 roku
Rozprawa po raz pierwszy miała miejsce w większej niż dotychczas sali, jednak wbrew oczekiwaniom nie było na niej obecnych więcej osób niż miało to miejsce do tej pory – jak zwykle obecna była grupa sympatyków Jana Kobylańskiego.
 
Pierwszym przesłuchiwanym świadkiem był Marek Lubiński, który pełnił funkcję rzecznika prasowego organizacji USOPAŁ. W odpowiedzi na pytania pełnomocnika oskarżyciela, opisywał Kobylańskiego jako społecznika zaangażowanego w sprawy Polonii. Zaprzeczał zarzutom dotyczącym antysemityzmu Kobylańskiego.
 
W zeznaniach nie potwierdzał również, by status materialny Kobylańskiego oraz sukces odniesiony przez niego w Ameryce Południowej rodził zazdrość wśród obecnych tam Polaków. Zaprzeczał również, by USOPAŁ był organizacją powstałą wyłącznie dla sławy jej przewodniczącego.
 
Co do zarzutów dotyczących komunistycznej przeszłości Kobylańskiego, podkreślał, że w statut USOPAŁ wpisane jest sprzeciwianie się temu, co zostało po komunizmie.
 
Jak podkreślał, konflikt pomiędzy „Gazetą Wyborczą” a Kobylańskim zaczął się w momencie wsparcia organizacji USOPAŁ przez Edwarda Moskala, prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej.
 
W swoich zeznaniach opisywał również przyjazd dziennikarza Mikołaja Lizuta do Montevideo – według niego Lizut przyjechał tam pod zmienionym nazwiskiem i został serdecznie przyjęty, a wróciwszy do Polski napisał „paszkwil” - artykuł w „Gazecie”.
 
Na pytanie o obozowa przeszłość Kobylańskiego, odpowiadał swoimi wrażeniami dotyczącymi pozytywnych relacji z osobami pochodzenia żydowskiego.
 
Na ponowione pytanie o fasadowość USOPAŁ zaprzeczał, podając przykłady działalności dwóch innych  południowoamerykańskich organizacji. Jak mówił, Kobylański gościł wiele osobistości, licznych posłów, senatorów, a również dwóch prezydentów RP, o czym świadczyć mają dyplomy i fotografie, jakie otrzymał w tamtym czasie.
 
Odpowiadając na pytanie pełnomocników oskarżonych, świadek, pytany o różne poglądy na przeszłość Kobylańskiego zeznawał, że wcześniej – przed artykułem Lizuta – nic nie wiedział o takich sprawach, jak m.in. ukrywanie się przed wymiarem sprawiedliwości.
 
Obrońcy oskarżonych przywoływali również wyrażenie „żydopostkomuna”, jakie miało paść w artykułach USOPAŁ z czasów, gdy świadek był rzecznikiem prasowym organizacji, jednak M. Lubiński zeznał, że nie przypomina sobie artykułów sprzed roku 2005. Przyznawał się jednocześnie do autorstwa listu otwartego do Adama Michnika, który był początkiem jego pracy jako rzecznika USOPAŁ. Jak wyjaśniał dalej, w wyrażeniu „żydopostkomuna” chodziło o osoby związane z poprzednim układem, reprezentujące również interesy tamtego układu. Postać wyrażenia miała pochodzić od tego, że wiele osób związanych z tamtym środowiskiem było pochodzenia żydowskiego, jednak to słowo było neutralne i nie miało w tym przypadku pozytywnych ani negatywnych konotacji.
 
Opisując relacje polskiej dyplomacji z USOPAŁ, wskazywał na pozytywne stosunki w 2006 roku, za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości. Zaprzeczał równocześnie, by Anna Fotyga zalecała powściągliwość w kontaktach z USOPAŁ. Przywoływał jednocześnie list do Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza – USOPAŁ wyrażał w nim swoje pretensje związane z tworzeniem przy ambasadach organizacji kulturalnych, które stanowiły konkurencję dla tradycyjnych organizacji kulturalnych.
 
Kolejny z obrońców pytał również o sposób powstawania tekstów do biuletynu i na stronę internetową USOPAŁ. Jak odpowiadał świadek, były one formułowane przez organizację, a on, jako rzecznik, edytował je. Podkreślał, że teksty te tworzył m.in. Jerzy Skoryna (który miał być jednym ze świadków w sprawie Kobylańskiego, jednak zmarł przed Świętami Bożego Narodzenia w roku 2010). Pytany, jaki wpływ na artykuły mieli członkowie USOPAŁ odpowiadał,  że zarówno w kwestii publikacji w biuletynie, jak i na stronie www organizacji panowała demokracja – wszyscy mieli prawo formułować te teksty oraz wyrażać w nich swoje poglądy.
 
Kończąc swoje zeznania świadek podkreślił, że funkcję rzecznika sprawował społecznie, a USOPAŁ nie miał związków biznesowych z firmą Kobylańskiego. Jak jednak podkreślił, Kobylański pozostaje głównym sponsorem tej organizacji.
 
Drugim z przesłuchiwanych tego dnia świadków była dziennikarka Hanna Woysław, pierwsza osoba, która pisała w Polsce o Kobylańskim. Była autorką artykułów poświęconych jego działalności już pod koniec lat 90 XX w. Publikowała w „Rzeczpospolitej”, a następnie współpracowała z Mikołajem Lizutem przy jego artykułach. Na całości jej zeznań na sali nie był obecny pełnomocnik oskarżyciela, Mec. Lew-Mirski, który ze względu na obowiązek stawiennictwa na innej rozprawie opuścił salę w trakcie.
 
Jak zeznawała Hanna Woysław, przez 25 lat mieszkała w Argentynie i od początku obserwowała działania Kobylańskiego w Polonii Amerykańskiej, od kiedy pojawił się w niej, jej zdaniem niespodziewanie, w latach 80 XX w. Jak dodała, obserwowała je aż do swojego wyjazdu z Argentyny. Zgodnie z jej relacją, Kobylański pojawił się w momencie kryzysu południowoamerykańskiej Polonii, gdy zmarł jej poprzedni prezes. Kobylański miał wtedy zaoferować swoją pomoc finansową w zamian za wybranie go na prezesa.
 
W swoich zeznaniach odnosiła się do obozowej przeszłości Kobylańskiego. Jak mówiła, miała otrzymać informację od osoby, której nazwiska nie mogła ujawnić (ze względu na odrębne postępowanie z oskarżenia prywatnego, które toczy się przeciwko niej) o tym, że wszelkie informacje o przeszłości Kobylańskiego w obozie koncentracyjnym są nieprawdziwe. Ze względu na wspomnianą toczącą się sprawę nie mogła ona również podać informacji dotyczących uzasadnienia tej opinii. Jak zeznawała, pisząc artykuł do „Rzeczpospolitej” podjęła działania informacyjne i wysłała do wszystkich obozów listy z pytaniem o możliwy pobyt Kobylańskiego w jednym z nich. Następnie uzyskała odpowiedzi, w większości negatywnie odpowiadające na zadane pytanie, wyjątek stanowił jednak obóz Auschwitz Birkenau. Kobylański, zgodnie z odpowiedzią, znalazł się tam na liście z opisem wszystkich więźniów – na listę tą miał zostać wpisany na wniosek jednej z osób, która miała napisać do Auschwitz Birkenau list informujący o jego pobycie tam.
 
Odnosząc się do tego zagadnienia wspominała również, że Kobylański miał się chwalić, że w 5 lat po wyzwoleniu był już milionerem i jako jedyna osoba prywatna posiadał własny samochód.
 
Obrońcy oskarżonych pytali Hannę Woysław również o znajomość rodziny Kobylańskiego – jego żony lub syna. Jak zeznawała, ma on syna Waltera, który systematycznie przejmuje jego obowiązki w organizacji.
 
Jak dodawała, Mikołaj Lizut, pisząc artykuł o Kobylańskim opierał się na jej domniemaniach, wspominała również o swoim artykule napisanym pod pseudonimem.
 
W zeznaniach odwoływała się także m.in. do zakazu wjazdu Kobylańskiego na terytorium Stanów Zjednoczonych oraz swoich hipotez dotyczących powojennej ucieczki Kobylańskiego.
 
Pełnomocnik jednego z oskarżonych pytał Hannę Woysław również o to, czy nie zajmowała się badaniem działań biznesowych Kobylańskiego, jednak zaprzeczyła. Jak dodała, Kobylański budził w Urugwaju także ciekawość, ponieważ tam wszyscy się znają.
 
Wspomniała również o negatywnym podejściu do żydowskiej Polonii w Ameryce Południowej. Pytana o możliwość nazwania Kobylańskiego „żydożercą”, odpowiadała, że bardzo nie lubił żydów.
 
Jak podkreślała, kończąc zeznania, USOPAŁ był bardzo dobrą organizacją, o dobrych założeniach, jednak został wykorzystany w celach politycznych.
 
Następna rozprawa, która może być jednocześnie ostatnią z rozpraw w tej sprawie, odbędzie się 24 marca 2011 r. o godz. 9.30. Terminu wcześniejszego nie wyznaczono ze względu na prośby obu stron. Przesłuchanym świadkiem będzie Regina Jurkowska, która będzie jednocześnie zwolniona z tajemnicy związanej z pracą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Będzie ona wezwana przez pocztę i policję, jednak jej zeznania będą odbywać się przy wyłączonej jawności.

 
Relacja z rozprawy z dnia 24 marca 2011 roku
Na kolejnej rozprawie Mec. Dariusz Turek, obrońca oskarżonego w tej sprawie Ryszarda Schnepfa i jego żony, dziennikarki Doroty Wysockiej-Schnepf, złożył wniosek o wezwanie na świadka Lecha Wałęsy. Sąd wniosek uwzględnił i były prezydent ma być wezwany na rozprawę 27 maja.
 
Były prezydent miałby zeznawać jako świadek potwierdzający prawdziwość słów Schnepfa, za które został on oskarżony przez Kobylańskiego. Polonijny biznesmen twierdzi, że zniesławieniem są twierdzenia dyplomaty, jakoby w 2000 r. (przed wyborami prezydenckimi) Kobylański miał proponować przebywającemu w Ameryce Południowej Wałęsie 200 tysięcy dolarów w zamian za obietnicę stanowiska premiera. Wałęsa miał odmówić zawarcia takiego układu.
 
Sąd dokończył ponadto przesłuchanie świadka Reginy Jurkowskiej, byłej konsul RP w Ameryce Południowej. Tym razem sąd przesłuchiwał ją jednak z wyłączeniem jawności.
 
Końca procesu na razie nie widać. Podstawowym utrudnieniem, które przedłuża prowadzone postępowanie, jest przesłuchiwanie licznych świadków z Ameryki Południowej, o których wnioskuje oskarżyciel.

 
Relacja z rozprawy z dnia 12 sierpnia 2011 roku
Kolejna rozprawa przeciwko osiemnastu oskarżonym o zniesławienie Jana Kobylańskiego dziennikarzom, dyplomatom i politykom, odbyła się 12 sierpnia 2011 roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa. Większość zarzutów zawartych w prywatnym akcie oskarżenia podlega już przedawnieniu. Zdaniem sądu zarzuty wobec trzech dziennikarzy pozostają jeszcze aktualne, ale obrona uważa, że i one już się przedawniły.
 
Dzisiejsza rozprawa, tak jak poprzednie, zgromadziła w gmachu sądu licznych przedstawicieli środowisk prawicowych, chcących wyrazić poparcie dla Kobylańskiego. Sąd kilkukrotnie musiał uciszać publiczność, gdy ta witała pomrukami niezadowolenia wnioski dowodowe obrony, zaś oklaskami nagradzała wypowiedzi pełnomocnika polonijnego milionera.
 
Na sali nie było samego Kobylańskiego, nie stawił się też żaden z oskarżonych. Zabrakło również wezwanego na przesłuchanie w charakterze świadka byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. Mimo nieusprawiedliwienia niestawiennictwa, sąd nie nałożył na niego kary porządkowej, zrezygnowawszy ostatecznie z jego przesłuchiwania. Oddalony został również szereg innych wniosków dowodowych obrony, m. in. o przesłuchanie o. Tadeusza Rydzyka, przeprowadzenie opinii biegłego językoznawcy na okoliczność obecności treści antysemickich w wypowiedziach Kobylańskiego oraz o przesłuchanie Władysława Bartoszewskiego. Te dwa ostatnie zostały złożone przez obronę bezpośrednio na rozprawie, a pełnomocnik polonijnego działacza, w odpowiedzi na nie, wygłosił płomienną mowę o marnej jakości polskiego życia politycznego i społecznego, ostatecznie wnosząc o oddalenie.
 
Sąd, uzasadniając oddalenie wniosków dowodowych obrony, wskazał, że zmierzają one w oczywisty sposób do przedłużenia postępowania, a okoliczności, które przy ich pomocy mają być wyjaśnione, bądź to zostały już wyjaśnione dzięki innym środkom dowodowym, bądź dotyczą zarzutów, które już się przedawniły. Sąd nie wykluczył jednak orzeczenia o winie sprawców czynów przedawnionych, na bazie zgromadzonego dotychczas materiału dowodowego. Uprzedził też o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej zarzucanych przestępstw z art. 212 kodeksu karnego (zniesławienie) na art. 212 w związku z art. 216 kodeksu karnego (znieważenie). W tej sytuacji obrona zawnioskowała o przerwę w rozprawie w celu umożliwienia przygotowania się do obrony. Kolejna rozprawa 13 września 2011 roku, o godz. 10:00, w sali nr 4 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa przy ul. Ogrodowej.

 
Relacja z rozprawy z dnia 13 września 2011 roku
Na poprzedniej rozprawie obrona podnosiła, że wszystkie zarzuty zawarte w akcie oskarżenia już się przedawniły. Jednak sąd uznał, że zarzuty wobec trzech dziennikarzy są w dalszym ciągu aktualne. Na dzisiejszą rozprawę, jak zwykle, licznie przybyli przedstawiciele środowisk prawicowych i poplecznicy Kobylańskiego. Nie stawił się sam oskarżyciel, nie było też żadnego z oskarżonych.

Zgromadzona na sali publiczność pomrukami niezadowolenia witała kolejne wnioski dowodowe obrony. Mec. Beata Czechowicz domagała się m. in przesłuchania w charakterze świadka prof. Leona Kieresa, byłego prezesa IPN-u, oraz dr Ireny Lipowicz, byłej ambasador RP w Wiedniu, o obecnie Rzecznika Praw Obywatelskich. Wnioskowała również o uzupełniające przesłuchanie samego Kobylańskiego, a także przeprowadzenie oględzin jego ciała, aby stwierdzić, czy posiada on tatuaż SS lub numer obozowy z czasów II wojny światowej. Wnioski te zmierzają, jak tłumaczyła Mec. Czechowicz, do wykazania, że oskarżeni, zarzucając Kobylańskiemu antysemityzm, napisali w artykułach prasowych prawdę.

Sąd, po krótkiej przerwie, przychylił się do trzech wniosków dowodowych obrony, w tym do wezwania na przesłuchanie Ireny Lipowicz. Oddalił natomiast wnioski o przesłuchanie Kobylańskiego i o przeprowadzenie oględzin jego ciała. Na tym rozprawę zamknięto. Kolejny termin 28 października 2011 roku, w sali nr 238 w siedzibie warszawskiego Sądu Okręgowego przy al. Solidarności.


Relacja z rozprawy z dnia 28 października 2011 roku
 
To była najkrótsza z rozpraw w sprawie z oskarżenia Kobylańskiego. Wezwana w charakterze świadka była ambasador RP w Wiedniu, Irena Lipowicz, stawiła się, a na czas jej przesłuchania sąd wyłączył jawność. Po kilku minutach przesłuchanie się zakończyło, a kolejny termin są wyznaczył na 16 grudnia 2011 roku.

 
Relacja z rozprawy z dnia 16 grudnia 2011 roku
 
W piątek przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa zapadł wyrok w sprawie z oskarżenia Jana Kobylańskiego przeciwko 18 dziennikarzom i politykom. Sąd umorzył postępowanie ze względu na przedawnienie wszystkich zarzutów. Kosztami procesu podzielą się oskarżyciel i oskarżeni.
 
Przed sądem ludzie z narodowymi flagami i transparentami – Kobylański walczy z antypolonizmem. W korytarzu wiodącym do sali sądowej podniesione głosy i tłum ludzi. Po jednej stronie adwokaci i aplikanci – obrońcy osiemnastu oskarżonych w procesie dziennikarzy, polityków i dyplomatów, po drugiej publiczność – barwne zgrupowanie starszych pań i panów, stronników oskarżyciela. Oto krajobraz przed ostatnią już rozprawą w procesie o zniesławienie (art. 212 § 2 Kodeksu Karnego), z oskarżenia Jana Kobylańskiego, polonijnego milionera z Ameryki Łacińskiej, działacza prawicowego i donatora Radia Maryja (VIII K 248/08).
 
Godzina 10:15 – wywołanie sprawy. Wszyscy zajmują miejsca. Stronnicy Kobylańskiego szczelnie wypełniają ławy dla publiczności. Tak jak na poprzednich terminach, sam oskarżyciel prywatny nie przybył. W jego imieniu stawił się pełnomocnik, Mec. Andrzej Lew-Mirski. Nie zjawili się również oskarżeni, z wyjątkiem Jarosława Gugały, byłego ambasadora RP w Urugwaju, teraz publicysty. Obecni za to byli umocowani przez nich obrońcy. Kilka kamer również próbowało wejść na salę, ale rozpoznający sprawę sędzia Robert Żak nie wyraził zgody na nagrywanie dźwięku i obrazu.
 
Nie pojawiła się świadek Irena Lipowicz. Jak wyjaśnił sędzia, świadek miała zeznawać na okoliczności objęte klauzulą tajne i ściśle tajne, a tymczasem nie udało się uzyskać zwolnienia jej z obowiązku zachowania tajemnicy. Poza tym rozprawa, na której mówi się o tego rodzaju okolicznościach, powinna odbywać się w specjalnej, wytłumionej i bezpiecznej sali w gmachu Sądu Najwyższego, jednak na dzień 16 grudnia nie udało się jej zarezerwować. Ostatecznie, w związku z przedawnieniem się zarzutów, sąd oddalił dopuszczony wcześniej wniosek o przesłuchanie Lipowicz.
 
W sprawie Kobylańskiego ostatni zarzut przedawnił się 8 grudnia. Tym samym ustała karalność czynów, jakich zdaniem oskarżyciela mieli dopuścić się względem niego dziennikarze. W takiej sytuacji sąd ma obowiązek wyrokiem umorzyć postępowanie. Jeśli jednak zgromadzony już w sprawie materiał dowodowy pozwala na stwierdzenie, że do czynu w ogóle nie doszło, albo że nie zawiera on znamion przestępstwa, to sąd może wydać wyrok uniewinniający. O to właśnie wnosił w mowie końcowej obrońca oskarżonych Ryszarda Schnepfa i jego żony, Mec. Dariusz Turek. Pozostali obrońcy wnosili o umorzenie postępowania, zaś pełnomocnik Kobylańskiego zaapelował o wydanie „sprawiedliwego” wyroku.
 
Mowom końcowym towarzyszyło wiele emocji. Mec. Lew-Mirski, który zabrał głos jako pierwszy, argumentował, że w toku procesu oskarżeni nie przedstawili ani jednego dowodu na poparcie zniesławiających twierdzeń, które pojawiały się w publikowanych przez nich materiałach prasowych. W żadnym kraju na świecie dziennikarz nie ma prawa do wszystkiego – mówił – a już na pewno nie do szkalowania osób o ogromnych zasługach. Odnosząc się do zarzucanego Kobylańskiemu antysemityzmu stwierdził: „W Polsce wszyscy Ci, którzy są troszeczkę inaczej myślący, są postrzegani jako antysemici albo homofobi.”
 
Szmery niezadowolenia i liczne komentarze z sali towarzyszyły mowie Mec. Beaty Czechowicz, reprezentującej m. in. oskarżonego Mikołaja Lizuta. „Zanim zajęłam się tą sprawą, to nie byłam świadoma, że w XXI wieku mogą jeszcze istnieć takie przekazy, będące klasycznymi przykładami mowy nienawiści” – mówiła, odnosząc się do publikacji pojawiających się na stronie internetowej USOPAŁ (Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej), organizacji kierowanej przez Kobylańskiego. Wskazała, że część zarzutów już w chwili sporządzenia aktu oskarżenia była przedawniona, pozostałe zaś przedawniły się w trakcie procesu. Zdaniem Mec. Czechowicz, autorzy aktu oskarżenia mieli świadomość, że postępowanie dowodowe w tej sprawie będzie na tyle obszerne, że nie uda się go zamknąć przed  ustaniem karalności zarzucanych czynów. Planem towarzyszącym zainicjowaniu tego procesu nie było zmierzanie do wydania sprawiedliwego orzeczenia, a rzucanie oszczerstw – dowodziła Mec. Czechowicz. Argumentowała również, że gdyby proces można było kontynuować, to zostałyby przeprowadzone niezbędne dowody, które wykazałyby niewinność oskarżonych i potwierdziły prawdziwość publikacji prasowych o Kobylańskim. Zwracając się do zgromadzonych na sali stronników Kobylańskiego, pytała retorycznie: „Co was tu sprowadziło: miłość czy nienawiść?” Z sali padła odpowiedź: „Polską rządzić nie będą Żydzi!”. 
 
Po wygłoszeniu mowy przez Mec. Czechowicz salę opuścił Mec. Lew-Mirski, od którego obowiązku zawodowe wymagały obecności gdzieindziej. Głos zabrał Jarosław Gugała. „Przy każdej możliwej okazji będę przestrzegał świat i Polaków przed takimi osobami” – mówił o Kobylańskim, komentując swoją kilkuletnią z nim znajomość w czasie, kiedy pełnił funkcję ambasadora RP w Urugwaju.
Mec. Dariusz Turek, obrońca oskarżonego Ryszarda Schnepfa i jego żony wskazał, że antysemityzm to także wyszukiwanie i piętnowanie rzekomego żydowskiego pochodzenia znanych osób o odmiennych poglądach. Odniósł się w ten sposób do ukazujących się na stronie internetowej USOPAŁ publikacji, gdzie np. Adama Michnika nieodmiennie nazywa się „Szechter”. „Ale takie są fakty!”, „To prawda!” – dało się słyszeć z sali.
 
Sędzia kilkukrotnie musiał uciszać publiczność oraz prosić o zachowanie spokoju i niekomentowanie słów uczestników postępowania. Gdy to nie pomogło, nakazał trzem najgłośniej zachowującym się widzom opuścić salę. Nie obeszło się bez utarczek słownych. Nie ma pan prawa! – mówił jeden z mężczyzn – Policja i tak mnie nie może ruszyć. Stronnicy Kobylańskiego nie chcieli opuścić swoich miejsc. Sędzia zaapelował nawet do pozostałych zgromadzonych na sali osób, by wpłynęły na nich, aby uniknąć wzywania Policji. W końcu mężczyźni, odprowadzeni przez protokolanta, wyszli za drzwi.
 
Na koniec o głos poprosiła ponownie Mec. Czechowicz, chcąc ustosunkować się do komentarzy, które podczas rozprawy padały z sali. „Opamiętajmy się” – nawoływała – „Jeżeli ten proces ma jakikolwiek sens, to taki, żeby każdy, kto miał z nim do czynienia, zadał sobie pytanie, do czego może doprowadzić mowa nienawiści.” Gdy zastanawiała się, kiedy w Polsce uda się wyeliminować antysemityzm, usłyszała odpowiedź z sali „Nie uda się!”.
 
Wreszcie sąd zarządził przerwę i oznajmił, że orzeczenie zostanie ogłoszone niezwłocznie. Tak też się stało. Po kilkunastu minutach sędzia ponownie zabrał głos i odczytał wyrok – umorzenie postępowania ze względu na przedawnienie karalności. Rozstrzygnięcie o kosztach procesu – podzielą się nimi oskarżyciel i oskarżeni.
 
Sąd uznał, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy był niewystarczający do wydania merytorycznego orzeczenia. Umorzenie nie rozstrzyga ani o winie, ani o niewinności - poinformował. W sprawach o zniesławienie – argumentował sąd – ciężar dowodu leży po stronie oskarżonych. To oni muszą udowodnić prawdziwość zniesławiających twierdzeń. Linią obrony przyjętą przez oskarżonych było nieangażowanie się w postępowanie dowodowe. Większość z nich odmówiła składania wyjaśnień, a wnioski dowodowe obrony pojawiły się dopiero na niedługo przed przedawnieniem zarzutów – dowodził sąd. Siłą rzeczy nie dało się wielu dowodów przeprowadzić, także ze względu na przyjętą linię obrony – uznał. Stąd takie rozstrzygnięcie o kosztach procesu. Co do zasady bowiem w wypadku umorzenia postępowania powinien je ponieść w całości oskarżyciel. Jednak w wyjątkowych sytuacjach możliwe jest obciążenie częścią kosztów również oskarżonych. Zdaniem sędziego doszło do takiej właśnie, wyjątkowej sytuacji.
 
Innego wyroku sąd raczej nie mógł w tej sprawie wydać. Trudno jednak oczekiwać, by którakolwiek ze stron była nim usatysfakcjonowana. Orzeczenie jest nieprawomocne i teoretycznie może podlegać zaskarżeniu. Niemniej to, że wszystkie zarzuty się przedawniły, nie budzi wątpliwości, więc raczej nie należy się spodziewać żadnej istotnej zmiany sytuacji. Jedynie Mec. Dariusz Turek, który wnosił o uniewinnienie, nie wykluczył apelacji.
LAST_UPDATED2
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie