Strona główna Litygacja Kobylański p. dziennikarze: Nikt nie chce przyznąć się do winy

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

Kobylański p. dziennikarze: Nikt nie chce przyznąć się do winy PDF Drukuj Email
Niedziela, 08 Listopad 2009 16:48
Głosiciel antysemickich poglądów, samozwańczy lider Polonii - tak o polonijnym biznesmenie z Urugwaju i sponsorze Radia Maryja Janie Kobylańskim mówili w sądzie dziennikarze, oskarżeni przez niego o zniesławienie. Nie przyznali się do zarzutu, za który grozi do 2 lat więzienia. W czwartek Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa kontynuował trwający od marca br. proces kilkunastu polskich dyplomatów i ludzi mediów, których Kobylański oskarżył w prywatnym procesie karnym o zniesławienie. Chce też on, by każdy z podsądnych wpłacił 100 tys. zł na cel charytatywny.
86-letni Kobylański to milioner, założyciel i szef Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ), b. konsul honorowy RP w Urugwaju (odwołany w 2000 r. m.in. za antysemickie wypowiedzi przez ówczesnego szefa MSZ Władysława Bartoszewskiego).

Czując się dotknięty tekstami w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Newsweeku" i "Polityce", skierował prywatny akt oskarżenia. Liczy prawie sto stron i dotyczy ukazujących się przed czterema laty tekstów o Kobylańskim, w których wspominano o jego antysemickich wypowiedziach oraz podejrzeniach IPN, że w czasie wojny mógł wydawać za pieniądze Żydów Niemcom (w 2007 r. IPN umorzył śledztwo w tej sprawie).

W czwartek w sądzie stawiło się sześciu oskarżonych. Sam Kobylański był nieobecny (nie ma obowiązku stawiennictwa). Jako oskarżyciel prywatny twierdzi, że zarzuty, o których donosiły media, to kłamstwa, a publikacje miały na celu poniżenie go jako Polaka i patrioty i "odebranie zaufania potrzebnego do sprawowania funkcji prezesa USOPAŁ".
Oskarżony b. dziennikarz "Gazety Wyborczej" Mikołaj Lizut, który w 2004 r. był autorem głośnego artykułu "GW" o Kobylańskim, nie przyznał się do winy. Oświadczył, że "opinii publicznej należy się wiedza, kim jest ten hojny filantrop, prawdziwy patriota, który próbuje wpływać na polską scenę polityczną i politykę zagraniczną". Dodał, że to "samozwańczy lider Polonii w Ameryce Płd." i "człowiek o niejasnej przeszłości wojennej i antysemickich poglądach". Dziennikarz podkreślił, że szef MSZ Radosław Sikorski zabronił dyplomatom kontaktów z Kobylańskim, bo głosi on antysemickie poglądy, "więc kompromituje każdego, kto utrzymuje z nim kontakty". Przywołał jego słowa, że "jedna trzecia polskich biskupów to Żydzi"; "Żydzi zawsze będą nienawidzić Polaków", bo mają "parszywe geny".

Lizut dodał, że IPN umorzył śledztwo wobec szmalcownictwa Kobylańskiego m.in., dlatego że nie ma pewności, czy jego żydowskie ofiary, które miał wydać Niemcom, zginęły - a w takiej sytuacji IPN uznał jego czyn za przedawniony.

Do zarzutu nie przyznał się też Jacek Hołub z "GW", który powiedział sądowi, że pisząc o Kobylańskim, dochował należytej staranności, a do redakcji nie wpłynęły żadne sprostowania. "Nie rozumiem, dlaczego Kobylański wypiera się wspierania przedsięwzięć o. Tadeusza Rydzyka" - dodał. Podkreślił, że sam Kobylański nie kwestionuje swej współpracy z paragwajskim dyktatorem gen. Alfredo Stroessnerem.

Odpierając zarzuty aktu oskarżenia, Karol Dolecki z "GW" powiedział, że nie rozumie, dlaczego Kobylański oskarża go za opisywanie sponsoringu wobec Radia Maryja. "Czy widzi w tym coś złego?" - pytał. Do zarzutu nie przyznał się również naczelny bezpłatnej gazety "Metro" Jerzy Wójcik. Wyjaśnił, że dopuścił do druku artykuł o Kobylańskim jako o "osobie publicznej i ze względu na ważny interes społeczny".

Uzupełniając wyjaśnienia, b. ambasador RP w Urugwaju Jarosław Gugała (dziś w "Polsacie") mówił o zaniechaniach MSZ, Senatu, Wspólnoty Polskiej i Kościoła katolickiego, które wobec "ewidentnych przypadków niegodnych konsula honorowego, przez 8 lat tolerowały tę szkodliwą działalność, doprowadzając do poważnego uszczerbku interesu państwa polskiego i opinii o narodzie polskim". "Zjazdy USOPAŁ były dofinansowywane przez Senat i Wspólnotę Polską; w ich trakcie można było usłyszeć wiele opinii sprzecznych z polską racją stanu" - dodał Gugała.

Według niego 95 proc. emigrantów z Polski w Urugwaju to polscy Żydzi, a USOPAŁ ich nie zaprasza, choć mają sentyment do Polski. "Antysemickie wypowiedzi Kobylańskiego powodowały, że większość tych ludzi trzymało się daleko od polskiej ambasady" - dodał. Według niego kilku takich emigrantów to parlamentarzyści Urugwaju, a nimi Senat i Wspólnota Polska też się nie zajmowały. "Ich przedstawiciele interesowali się głównie wyjazdami do malowniczej hacjendy pana Kobylańskiego i moczeniem się w jego basenie" - oświadczył Gugała.

Ostatni oskarżony, który nie złożył wyjaśnień, to redaktor naczelny "GW" Adam Michnik (jest za granicą). Niektórzy podsądni chcą uzupełnić wyjaśnienia po przesłuchaniu przez sąd Kobylańskiego, bo ich zdaniem od tego proces powinien był się zacząć. "Czy on ma odwagę stawić się przed polskim sądem?" - pytali obrońcy.

"Obawiam się, że się nie stawi; jest schorowany" - odparł jego pełnomocnik mec. Andrzej Lew-Mirski. Dopuszcza zaś on możliwość sądowej telekonferencji z Kobylańskim. Obrona złożyła z kolei wniosek, by przesłuchano go w Urugwaju w drodze pomocy prawnej. Proces odroczono do 8 grudnia.

Oskarżonymi są: b. wiceszef MSZ Ryszard Schnepf (dziś ambasador RP w Madrycie) i jego żona, dziennikarka TVP Dorota Wysocka-Schnepf, b. ambasadorzy w Chile i Urugwaju - Daniel Passent (publicysta "Polityki", oskarżony wraz z naczelnym tygodnika Jerzym Baczyńskim) i Gugała, Michnik, b. dziennikarz "GW" Mikołaj Lizut, dziennikarze "GW": Dominik Sadowski, Jacek Hołub, Karol Dolecki, Dominik Uhlig, Agnieszka Kublik, b. dziennikarze "Rzeczpospolitej" Jerzy Morawski i Andrzej Kaczyński oraz ich b. naczelny Grzegorz Gauden, b. naczelny "Newsweeka" Tomasz Wróblewski i Jerzy Wójcik. Wszyscy odrzucają zarzuty. "Każdy przyzwoity człowiek powinien mieć sprawę w sądzie z panem Kobylańskim" - mówił Gugała. Baczyński podkreślał, że do oskarżenia użyto przepisu przewidującego karę więzienia za słowo.

Rozprawie, tak jak i wcześniej, towarzyszyło zainteresowanie zwolenników Kobylańskiego, starszych przeważnie ludzi. Głośno komentowali oni zeznania oskarżonych, zarzucając im kłamstwa.

W lipcu br. Kobylański pozwał oddzielnie Radosława Sikorskiego za jego książkę, w której nazwał go "antysemitą" i "typem spod ciemnej gwiazdy". "Zmuszony jestem podtrzymać słowa, które zapisałem w książce. Będę czekał na proces i postaram się tę tezę udowodnić" - mówił szef MSZ.

W 2007 r. pion śledczy IPN odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie domniemanego wydania podczas wojny ukrywających się Żydów w ręce gestapo przez Kobylańskiego. IPN nie udało się bowiem ustalić ponad wszelką wątpliwość, by był on tym samym Januszem Kobylańskim, który w latach 40. był podejrzany w Polsce o szmalcownictwo. IPN ustalił, że Stanisław Kobylański (wobec którego śledztwo umorzono w latach 40. z powodu braku dowodów winy) miał trzech synów - imiona dwóch ustalono, w tym Jana, b. konsula honorowego RP w Ameryce Płd.

Sam Kobylański oświadczał wówczas, że wszystkie informacje polskich mediów na jego temat są nieprawdziwe i obliczone na skompromitowanie go jako działacza polonijnego i "odwrócenie uwagi społeczeństwa od rzeczywistej sytuacji w kraju".

W 2004 r. "GW" opisała działalność Kobylańskiego, nazywając go "chorobliwym antysemitą". Według jednej z wersji jego życiorysu, w 1942 r. trafił na Pawiak i do obozów koncentracyjnych. Po wojnie znalazł się w Austrii, potem we Włoszech; dorobił się wielkich pieniędzy, a w 1952 r. wyjechał do Paragwaju; wiele wskazuje na to, że za pomocą siatki Odessa wspomagającej ucieczkę z Europy nazistów i ich współpracowników - twierdziła "GW". Sugerowała, że rola Kobylańskiego w obozach mogła nie być jednoznaczna, co miało być głównym powodem jego wyjazdu do Ameryki Płd. "GW" podkreślała, że dzięki pieniądzom Kobylańskiego mogło powstać w Toruniu nowe studio telewizji Trwam.

W latach 80. zajął się działalnością polonijną. Przez dziesięć lat był honorowym konsulem RP. Z funkcji tej usunął go w 2000 r. Bartoszewski. Powodem było m.in. atakowanie przez polskich ambasadorów w Ameryce Płd. Kobylański "zasłynął" też, przyłączając się do oszczerstw pod adresem Jana Nowaka-Jeziorańskiego o współpracę z hitlerowcami, które rozpowszechniał prezes Kongresu Polonii w USA Edward Moskal. 
 
Żródło: Gazeta Wyborcza ( 5 listopad 2009 r.) - Proces Kobylański vs. 18 ludzi mediów: Nikt się nie przyznaje się do winy
 

Tematy pokrewne

pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie