Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

Media irytują różnie PDF Drukuj Email
Niedziela, 31 Styczeń 2010 10:42
Polemika z dr. Tomaszem Banaszakiem i ks. dr. Andrzejem Dragułą
Jaka tv albo gazeta jest w stanie zadowolić wszystkich; która redakcja jest w stanie tak opisać bogactwo życia lub chociaż wydarzenia - by zaspokoić potrzeby każdego odbiorcy... Na szczęście mamy wybór. Dwaj autorzy październikowej dyskusji o psuciu demokracji przez media narzekają na brak publicznej debaty w mediach. No i... debatują bez większej żenady Media. Hm... Showbiznes to już może? Zjawisko przykre i, kurde blaszka, nawet gminy trąca. Pamiętacie ranking ,,GL" na najbardziej sexy osoby publiczne, za przeproszeniem rzecz jasna, w lubuskiej parafii? Ha, ha... Ha! Ja tam tego nie zapomnę. Ale żem się uchachał - powiem radośnie jak to kmiot wiejski. No, ale potem przyszło łzę uronić, bo moja była redakcja całkiem na poważnie (i bez dystansu do takich klasyfikacji) wyłoniła te najbardziej zadbane wysokostołkowe urzędniczki i najmniej otyłych partyjnych działaczy. Ślepe naśladowanie portali sieciowych dało paradny rezultat i nieświeżością trąciło silnie. Na klakę dla polityków, poza tym, to wyglądało - pod mniej rozgarniętych.
Do dziś zastanawiam się, dlaczego poczciwą publikę ,,GL" miałby obchodzić seksapil lokalnego aktywu partyjnego czy biurowej pracownicy. Że też ten „greenpeace" od przedmiotowego traktowania ludzi jako obiektów seksualnych się wtedy nie odezwał - to się dziwię. A! Wtedy chłopy też były klasyfikowane... to wówczas greenpeace rzeczony nie przysługuje? Ja tam ortodoksyjny nie jestem, ale jak mnie coś śmieszy, to nie ukrywam. Mamy demokrację i narzekać można na wszystko. Nawet na cały system medialny, mówiąc jedynie o jego masowej części. Albo wręcz jedynie o tv, tabloidach i żałośnie naśladującą je, niekiedy, prasie lokalnej.
Medio a media różnią się jednak zasadniczo. Według doktorów Tomasza Banaszaka i Andrzeja Draguły (wymieniam alfabetycznie uczestników październikowej dyskusji Pulsu o upadku mediów) to to samo. A w dodatku żenada i psucie demokracji. Na taki wniosek doktorów nauk - zgody nie mam. Z całym uszanowaniem inteligenckiego powabu i pięknoduchowości ich wybrzydzania...
Słowo dla rozjaśnienia terminu ,,medio". Śp. Jan Tadeusz Stanisławski ochrzcił tym mianem wytwórnie telewizyjnej tandety, mające w pogardzie odbiorców, dobry gust i trzymanie się faktów. Ja za medio mam cały ten telewizyjno-gazetowy szołbiznes coraz dalszy od dziennikarskiej profesji i ją psujący. Już naprawdę należałoby powołać odrębną organizację zawodową dla prezenterów telewizyjnych, osób prowadzących kwizy ekranowe i gazetowe oraz rozmowy celebrytów z celebrytami. I kręcących sponsorowane widokówki z Portoryko albo innego Rio na zaproszenie gościnnych i ciepłych krajów.
A wiecie, że ludzie podejrzewają, że Hubert Urbański jest dziennikarzem?! Mało. Redaktorem!! Pewnie niektórzy będą tak niebawem myśleli o Dodzie, kurde balans. Jest w telewizji? Jest. Często. No tak. No to redaktorka i to że hej ho - bezkompromisowa może nawet bardzo. Ludzie chamstwa i hucpę od zaangażowania w sprawę ważną już coraz rzadziej odróżniają.
Medio a media to co innego - proszę panów doktorów. Zresztą media nie są w stanie zepsuć demokracji - mogą to zrobić tylko ludzie. Jednak nie tylko ci pracujący w gazetach, radiu i telewizji. Jak? Ano skupiając się na narzekaniu jedynie. Może pora dać oburzeniu mniej intelektualny wyraz i zorganizować społeczny protest wobec kiepskich mediów i bałaganiarskiemu pseudosystemowi medialnemu? Tacy kibice, zobaczcie panowie doktorzy - a się zorganizowali. I to tak, że trybuny były puste podczas międzynarodowego meczu. Inna rzecz, że od dłuższego czasu zadziwia mnie bezradność zawodowych korporacji dziennikarskich wobec tego, co się dzieje w mediach i redakcjach. Będzie okazja, to wrócę do tego tematu. Tyle że to z Kodeksem pracy w ręku pisać trzeba, a ja jeszcze melodii do tego nie mam...
Styl pracy i traktowanie dziennikarzy jak nierozgarniętych roboli, oranie nimi - też ma wpływ na oblicze dzisiejszych mediów. Nie tylko regionalnych, mniemam. Jednak: jest wiele gazet i sporo stacji radiowych rzetelnie próbujących opisać bieg spraw publicznych i służących - m.in. w ten sposób - ludziom. Dbających przy tym o utrzymanie się na rynku. Doktorom, uczestnikom dyskusji o mediach, nie podoba się bardziej styl i poziom redaktorskiej roboty mediów popularnych, mniemam. I oddawanie koncesji temu, co kocha lud wychowany na serialach z międzynarodowej fabryki marzeń oraz chcący być na bieżąco z tym co modne. W stolicy Polski dajmy na to.
Mi to nie imponuje, lecz jeśli mojemu sąsiadowi to potrzebne, to czy mam być przeciw? I to tak po nazistowsku, na całego? No nie. Nawet jeśli pismo, które sąsiad lubi, nie interesuje się poziomem polskiej demokracji. Mój sąsiad też się tym nie interesuje. No i? Po pysku mam tłuc? On na czarno od lat pracuje. Z frustracji chleje i z przemęczenia. Tyle jego, gdy coś ładnego - jak mówi - w tv obejrzy.
Niektórzy ludzie medio jednak lubią. To całe ,,piękno", które jest szykowane wyłącznie na użytek fotografów z kolorówek dla kobiet... Ciekawią się dziwakami ryzykownie odzianymi, Kazikiem Marcinkiewiczem jako Leonciem i Izką jako Isabel w Wenecji, dębieją czytając sposób na przyrządzenie pulard w płatkach róż, podziwiają Michała Wiśniewskiego jako wojownika nieustannie walczącego o siebie, a i - w innym nieco segmencie prasy kobiecej - W. Eichelbergera jako prawdziwie polski wzór dobrego taty dla każdej kobity, i to w każdym wieku...
Ludzie lubią czerpać podniety z cudzego życia, jeśli własne im ich nie dostarcza, albo orze nimi bezlitośnie i szaro. Po to m.in. są ploty i plotki. Aaa. Wiecie, że Mandaryna ma teraz chłopaka takiego git, że hej. Helikopter jej pożycza. Z Francji dolatuje Mandzia do RP. Z pałacu nad lazurem morskim pięknym postawionego. Hrabia jakiś, czy tam diuk, ją posiadł sercem - Mandaryna tłumaczy polskim dziewczętom. Mandzia w miłości się pławi prawdziwej - relacjonuje Viva w polskiej mutacji tego opasłego reklamowego pisemka. W tym samym czasie CKM z okazji rozbieranki Mandaryny dla czasopisma każdego mężczyzny (że też ten miłujący ją ponoć hrabia na to pozwala!) napisał na okładce: ,,Powrót wielkiego talentu". No i? Okazuje się, że Mandaryna wydaje nową płytę. Fotonews w Vivie ma 12 stron i podpisało go prócz pani red. jeszcze sześć osób (w tym fryzjerka, k....a mać! - z całym uszanowaniem dla tego zawodu) oraz agencja Legends MA z Monaco.
To agencyjna promocja? Do kibla z takim chłamem! I to kosztuje 20 zł bez dwóch groszy! Nie dałbym nawet tych dwóch groszaków... Sąsiadowi, choć lubi - odradzę. Powtarzam: nie żebym chciał zakazać. Trzeba perswadować, proszę inteligencji, narodowi, że jest ordynarnie w bambuko robiony i to, co podaje się za prasę, jest często głównie słupem ogłoszeniowym. Nie płaćcie za reklamę i pijar swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Czytajcie ploty u fryzjera, w kolejce do dermatologa albo w empiku na stojaka - jeśli musicie. Lecz nie kupujcie. A jeśli już chcecie wydać pieniądze jakoś bezmyślnie, jak to nieraz bogaci niby robią, to nie bierzcie takiej Vivy czy podobnego badziewia za normalną gazetę. Co najwyżej za płatny folder. I proszę was: nie udawajcie nawet przed sobą ludzi kulturalnych i mądrych z tego powodu, że tę Vivę właśnie kupiliście. A nawet przeczytaliście...
Ale mnie nerw złapał. Sorry doktorzy, bo chyba nie do was ten apel. Choć doktor ksiądz Draguła Bildem się zaciekawił, takie mam wrażenie z lektury tekstu jego... Zamiast Vivy polecam jednak CKM - tam jest, podejrzewam, naga prawda o Mandarynie, chociaż i CKM łże o jej talencie otwarcie, że wielki. To i może ją podretuszował komputerowo w dokumentacji z tej sesji, która to jako gorąca wyjątkowo została określona. Znów nadużyciem mogą być słowa, bo CKM to jednak nie Hustler. Czy tam inne fikoły... Krótko mówiąc: co Puls to Puls, proszę Wielebnego i Uniwersyteckiego!
No tak, lecz wracając do zasadniczego nurtu rozważań... Co to ja chciałem... Tak mnie wynik moich studiów komparatystycznych wzburzył, że dojść do siebie nie mogę. Aha!
Stosunkowo niedawno, choć kilka lat temu, ogłoszono wyniki badań, z których wynikało, że 70 procent telewidzów nie rozumie języka ,,Wiadomości". Co panowie doktorzy na to? To przecież prosty język. Pozwalam sobie mieć o tych badaniach interpretację: kłopot widowni telewizyjnej polega na emocjonalnym odbiorze podawanych jej treści, a nie na poznawczym. Polacy są narodem dość mocno zagniewanym z powodu poziomu swojego życia i dlatego w dużej mierze ciągle trwają w opozycji wobec władzy i treści podawanych z telewizora.
Bodaj to raz słyszę, przyglądając się jakiemuś telewidzowi, lakoniczne recenzje pozamerytoryczne, nim skończy się telenews: ,,Znów jakiś nowy złodziej, kur....a!", ,,Idiota!!", ,,I tak gó...no zrobi!!!", ,,Zaraz pójdzie w odstawkę...". Panie, niekiedy, łagodzą obyczaje, recenzując garderobę: ,,Ale kwoka. Torebka chyba z bazaru". No to jak tu doczekać końca informacji, gdy człowiek już na początku wkurz ma? Potem to naprawdę skupić się nijak mu. No to chociaż przy serialu wytchnie. Jakim, takim. A jeśli za mało mu emocji, to horrorem nocnym sobie wibrację wewnętrzną pobudzi i jakoś podkręcony do roboty wstanie.
A rano ,,Przy parapecie, z nosem w gazecie poprawia świat" jak                                                              
śpiewa zespół poety Świetlickiego. Czyli znów ponarzeka albo się wkurzy. No i? Mnie to nie odpowiada, lecz widzę tego sens. Nawet Fakt nierzadko ujmuje się za prostym człowiekiem i wśród wielu zwykłych obywateli ma opinię gazety o nich dbających. Taki format, lecz czytelnik o tym nie wie.
Media uwikłane są w różne style czy opakowania. Najpopularniejsze dostrojone są dla masowej widowni albo dla pop-czytelnika. Dr Banaszak i ksiądz Draguła dąsają się na popkulturowe media i wybrzydzają na nie. To tak jakby oburzać się na kartofla, że nie jest pomarańczą. Ano - nie jest. Panowie doktorzy, w Polsce - wśród tej całej biedy z medio i mediami popularnymi - są dostępne inne wybory. Panowie o tym nie piszą, a wiedzą że w Polsce wydawane są poważne periodyki kulturalne, polityczne, filozoficzno-polityczne czy socjologiczno-polityczne nie stroniące od wymiany głębokich, eksperckich niekiedy wręcz poglądów i wolne często od politycznych gierek. Panom chodzi jednak o prostego wyborcę i martwią się o jakość jego politycznych wyborów przy urnie. Ano to zgryz nielichy... Jednak warto pamiętać, że populizmem i nędzą żerującej na nim polityki dotkniętych jest wiele nie tylko europejskich krajów. Jednak i on po coś jest.
No choćby teraz zaglądam na internetową stronę Krytyki politycznej i widzę tytuł ,,Populiści mają rację" - omówienie książki jakiejś wybitności o potrzebie solidnego opodatkowania zysków banków. Proszę spojrzeć - Le Pen już nie straszy we Francji, Heider nie żyje (też nie okazał się repliką Adolfa H.), Berlusconi wydaje się raczej paradny, a ta stara chabeta - demokracja jakoś z Bożą pomocą (a i nie bez udziału czytelników tabloidów bardziej rozwydrzonych niż polskie) jakoś ciągnie ten wózek do przodu.
Czy media psują demokrację? Hm... Można by niby historiozoficznie napisać, że zrobił to sposób likwidacji czerwonego koncernu RSW po 1989 roku, że okazał się utraconą szansą stworzenia nowoczesnego, polskiego sytemu medialnego. Że politycy pomylili się, wikłając wydawnictwa jak fabryki parówek w walkę o przetrwanie na rynku, myśląc, że zależność od konsumentów wymusi jakość masarzy i specyficznej wędliny. No to dominuje bockwurst i chorizo - tabloidy mamy sformatowane na wzór niemiecki i latynoski. A reszta prasowego peletonu? Duma głównie, jak zrobić sprzedaż i nie podpaść Anglikom albo niebulwarowym Niemcom. No i mamy pasztet, czyli gazety, w których całe szefostwa redakcji martwią się razem z dyrektorem wydawnictwa czy kolejny medalik z Matką Boską dołączony do ,,głównego produktu" znajdzie uznanie ,,czytelników" gadżety.
Módlmy się, kurde blade? Ano aż tak tragicznie nie jest, bo jednak sporo w tej profesji zależy ciągle od szeregowego dziennikarza, który podpisuje publikację własnym nazwiskiem. Nie znam wśród lubuskich dziennikarzy nikogo, kto w swojej robocie kieruje się złą wolą, świadomie hołduje bylejakości czy decyduje się uwłaczać profesji. Jednak zawód psieje, stwierdzam ze smutkiem, od kiedy młodym ludziom trafiającym do niego przekazuje się, że to prosta robota wymagająca głównie opanowania szybkiego, krótkiego i nieskomplikowanego pisania na komputerowej klawiaturze przez cały dzień.
Hm. Moja Ostatnia Kierowniczka w GL na drugi dzień po, ten tego, mianowaniu, kategorycznie obwieściła: ,,Piszemy jak dla pięciolatków". No to... pa, pa. Kurnasz boreczka: pięciolatki nie potrafią czytać. Czytelnik traktowany jak dziecko robi się dziecinnie interesowny. Odmóżdżony prostotą podsuwanych mu treści traci chęć do ciut większego nawet wysiłku rozumu. Gazety nie tłumaczą już mu świata, nie dostarczają mu już ciekawych informacji, by świat poznał i intelektualnie go sobie zinterpretował. Dostarczają mu njusa albo hiciora, by nim wstrząsnąć i poruszyć. Media handlują wypadkami drogowymi, nadciągającymi podwyżkami, zbliżającymi się kryzysami ekonomicznymi, epidemiami, pandemiami i paskudnymi nowymi wirusami komputerowymi, a ostatnio także masowymi kradzieżami kodów kart bankomatowych. Oraz: krachami systemu opieki zdrowotnej i systemu rent, a także emerytur, a i niekorzystnymi zmianami prawa wprowadzonymi przez tych darmozjadów posłów. Itepe. Wieńczą to głupotą i bezradnością polityków. Strach się bać. Gdyby - rzecz oczywista - nie media.
W związku z tym media radzą, tłumaczą zawiłe prawo, reklamują podręczne alkomaty, specjalistów od diety zdrowej, panie tarocistki, paramedykamenty, maseczki antygrypowe. Et cetera. Za darmo. Oraz tropią afery, organizują najczęściej ponure akcje ,,przeciw" oraz ciut bardziej rześkie plebiscyty ,,za smsami". W końcu czytelnicy i widzowie chcą już tylko jednego od mediów: świętego spokoju. Sforsowani emocjonalnie z ulgą otwierają sezon działkowy, a centrale korporacji spędzają lato na analizie słupków i nerwowym poszukiwaniu przyczyn: dlaczego siadła sprzedaż i ile gadżetów trzeba będzie wpompować w rynek, aby utrzymać sprzedaż i notowania w agencjach reklamowych.
Ciekawe, że Fakt nie dopuszcza do sforsowania lękiem swoich czytelników. Na przykład relacja z jakiegoś przestępstwa zawiera zwykle dawkę niepokoju na początku, a potem wszystko zmierza do bezpiecznego i praworządnego finału. Złodziej nie jest złodziejem, a złodziejaszkiem i... człowiekiem. Choć przestępcą. Ot, ludzkie sprawy i ciekawe, proszę szanownej publiki. Ton takiej informacji jest pogodny i nie zawiera żadnych uogólnień. Skoro zbir już w pierdlu, czytelnik nie słabnie z powodu bezradności policji. Niemal żadnej uczuciowej egzaltacji czy obfitego sprawozdania z odczuć autorki czy tam autora. No i? Dbanie o emocjonalny stan czytelnika też się opłaca. No tak, no tak... Uśmiałem się w galerii internetowej Faktu z powodu podpisu pod zdjęciem Naczelnika: „Józef Piłsudski, jego wąsy otworzyły nam drogę do wolności". Hm. Uśmiałem się przez chwilę. Nicht gut - napomnę chłodno polską mutację Bilda. Lekcję dobrego gustu to chyba braliście u niemieckich hodowców koni rasy holsztyńskiej.
No tak, lecz panowie doktorzy w Pulsie o upadku mediów i obleśnym stanie debaty publicznej... O politykach i ich miejscu w mediach. W mediach politycy są politykami, dygnitarzami, autorytetami, źródłem informacji, gwiazdami, głupkami i pajacami. Mało kto przypomina im, szczególnie parlamentarzystom, że służą i pracują dla kraju. Mam pomysł na ich obecność w mediach, to się nim podzielę. Nie jest nowy, niemniej ciągle do wykorzystania. Warto skończyć z popisami polityków w mediach jako ekspertów od polityki; niechaj będą ludźmi ocenianymi przez wyborców, ekspertów lub naukowców za swą robotę.
Posłowie i senatorowie, sprawujący przecież mandaty z wyboru m.in. widzów i czytelników - powinni być obecni na łamach lub w rtv, lecz nie jako gwiazdy politycznego szołbiznesu rozgrywające swoje partyjne interesy i napędzające własną karierę. Media nie powinny im w tym pomagać. Powinny natomiast patrzeć im na ręce razem z wyborcami. I robić np. co miesiąc czaty internetowe z posłami - niech zainteresowani czytelnicy ich wypytują, a reszta niech wie, co ten nasz Wybór konkretnie zrobił: za czym głosował, w jakiej sprawie interpelował, co załatwił! Ludzie pasjonują się polityką - idą przecież do wyborów i politykują namiętnie - dajmy im dostęp do polityków i polityki, a nie relacje z dworów i pałaców! Warto też, żeby ludzie rozumieli politykę, dlatego zamiast olbrzymich relacji o tym, że premier z PO krzywo spojrzał na prezydenta z PiS - lepiej zamówić analizę wydarzeń u politologa lub zainspirować publicystę do przygotowania syntezy konfliktu albo sporu.
Telewizja. Co do polskiej telewizji publicznej to, niestety, zgoda. To - najoględniej - nie jest BBC ze swego najświetniejszego okresu. PO szykuje zmiany w ustawie, które mają to zmienić. Czy przez to wyborca będzie mądrzejszy? Bo panowie się martwią, że jest głupi i nikt niemal nad nim nie pracuje. Żeby wzrastał. Rósł. Krzewił się demokratycznie. Ale, ale... Na informacyjnych portalach internetowych komentujących piór mrowie. I oryginalne myślenie jest tam obecne, a nawet cenione. Ciekawe, że informacje dotyczące racji stanu koncentrują uwagę tysięcy osób, dzielących się w formie pisanej tym, co tam mają pod ręką: emocjami, wiedzą czy wreszcie wyważonym sądem. To nie jest chyba całkiem źle z Polaków rozmowami? A rozmowa jest wyraźnie powszechniejsza i swobodniejsza niż, powiedzmy to tak: dawniej. I nie dotyczy tylko pierdół. A jej forma? No, nie jest schludnie.
Teraz władza już nie wsłuchuje się wyłącznie w stonowanych krawaciarzy skupionych w szacownych akademiach lub stowarzyszeniach twórczych. Żal tego? Mnie nie. Dla każdego, kto chce wziąć udział w publicznej debacie, jest jednak miejsce. Nie jest źle, proszę Inteligencji. Naprawdę nie trzeba się zaraz ciężko martwić, że coś tam żre tę demokrację. Ja wiem, że w Polsce każdy lubi sprzątać. Najchętniej u kogoś...
Czesław Gierlach


Źródło: Plus (miesięcznik), 31 stycznia 201 0 r. red. Cz. Gierlach "Media irytują różnie"
 
 


© 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.  |  Kontakt z nami
 
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie