Strona główna O programie Aktualności programu Aktualności Lokalne Lokalne - lubuskie Prokuratura oczyszcza Jacka Kusza, a on żąda przeprosin
Prokuratura oczyszcza Jacka Kusza, a on żąda przeprosin PDF Drukuj Email
Poniedziałek, 26 Kwiecień 2010 19:02
Śledczy umorzyli wszystkie zarzuty, które wobec Jacka Kusza, byłego dyrektora ośrodka w Przełazach, stawiał NIK i urzędnicy marszałka. Teraz Kusz żąda przeprosin w prasie. W styczniu 2009 r. "Gazeta" pisała o przyznaniu pieniędzy Urzędu Marszałkowskiego dla stowarzyszenia Jacka Kusza, znajomego wicemarszałka Tomasza Wontora (SLD). W grudniu ub. roku Stowarzyszenie Centrum Promocji i Rozwoju z Przełaz, którego prezesem jest Jacek Kusz, dostało ok. 65 tys. zł na szkolenie pracowników pomocy społecznej (jeden z programów unijnych) oraz 112 tys. zł na szkolenia w ramach akcji "Kocham. Nie biję". Wiosną 2008 r. Kusz był jeszcze dyrektorem ośrodka marszałkowskiego w Przełazach. Organizował kursy ekologiczne dla młodzieży. Według kontrolerów NIK, doszło do przestępstwa. - Dyrektor, działając w celu uzyskania korzyści majątkowej dla kierowanej przez siebie jednostki, wyłudził część dotacji - twierdził NIK. Marszałek Krzysztof Szymański (odwołano go w sierpniu 2008 r.) zwolnił Kusza dyscyplinarnie. W styczniu 2009 r. "Gazeta" pisała o przyznaniu pieniędzy Urzędu Marszałkowskiego dla stowarzyszenia Jacka Kusza, znajomego wicemarszałka Tomasza Wontora (SLD). W grudniu ub. roku Stowarzyszenie Centrum Promocji i Rozwoju z Przełaz, którego prezesem jest Jacek Kusz, dostało ok. 65 tys. zł na szkolenie pracowników pomocy społecznej (jeden z programów unijnych) oraz 112 tys. zł na szkolenia w ramach akcji "Kocham. Nie biję". Wiosną 2008 r. Kusz był jeszcze dyrektorem Sprawa trafiła do prokuratury. Postępowanie umorzono w końcu listopada. NIK złożył zażalenie. - W ocenie NIK nie jest korzystne dla wizerunku władzy publicznej, gdy osoba podejrzewana o wyłudzenie dotacji staje się w toku postępowania karnego beneficjentem środków publicznych, a popełnione przez nią błędy nie są brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o przyznawaniu kolejnych dotacji. Może to rodzić podejrzenie o stronniczość - pisał w liście do "Gazety" Roman Furtak, dyrektor delegatury NIK w Zielonej Górze.

W końcu stycznia "Gazeta" ujawniła, że w prokuraturze trwają dwa postępowania w sprawie Kusza. Pierwsze o niegospodarność. Drugie o wyłudzenie dotacji. - Na wniosek marszałka Kusz miał odpowiadać za niegospodarność w Przełazach. Teraz wraz z zażaleniem Urzędu Marszałkowskiego na umorzenie postępowania sprawę rozstrzygnie Sąd Rejonowy w Świebodzinie. Natomiast zażalenie NIK w sprawie wyłudzenia dotacji i fałszowanie zaświadczeń prokuratura sprawdza między instancjami - tłumaczył Kazimierz Rubaszewski, rzecznik prokuratury okręgowej.
Ostatecznie sprawy w prokuraturze i sądzie umorzono, ponieważ śledczy nie postawili Kuszowi żadnych zarzutów. Były dyrektor żąda więc przeprosin od marszałka. - Wiedziałem, że są pisane na mnie donosy. Zawsze się tym brzydziłem, ale liczyłem na mądrość osób, które je czytają. O jakichkolwiek zarzutach dowiedziałem się z prasy. Znalazłem się sam naprzeciw dwóch potężnych instytucji: Urzędu Marszałkowskiego i NIK. Okrzyknięto mnie przestępcą roku, chociaż nie dano mi możliwości wyjaśnienia tego. Mam o to pretensje i żal. Uważam, że złamano wszelkie procedury - przekonuje Kusz. Jak wyjaśnia, oficjalnie prokuratura nigdy żadnych zarzutów mu nie postawiła. Zeznawał jedynie w roli świadka. - Nawet nie mogłem się za bardzo bronić, bo nie miałem dostępu do informacji. Nie byłem stroną w postępowaniach. W tej chwili żadne śledztwo już się nie toczy. Jedno skończyło się w sądzie, kolejne umorzyła prokuratura - dodaje. Jacek Kusz wystąpił do sądu na drodze cywilnej. Żąda, aby marszałek opublikował w prasie ogłoszenia, że zarzuty formułowane przez urzędników okazały się nieprawdziwe. - Wykazuję maksimum dobrej woli. Nie chcę, żeby ciągnęła się za mną zła opinia. Mam prawo usłyszeć przepraszam od wszystkich, którzy zabierali głos w tej sprawie. A wypowiadały się na ten temat wszystkie najważniejsze osoby w województwie. Osądzono mnie nie tylko bez wyroku, ale nawet bez postawienia zarzutów. To do dziś utrudnia mi normalne funkcjonowanie - uważa Kusz.

Tymczasem obecny marszałek województwa Marcin Jabłoński przepraszać nie zamierza. - Nie ma nic wspólnego ze sprawą dotyczącą byłego dyrektora. Stąd nie ma potrzeby angażowania się i przepraszania, kiedy tak naprawdę nie jest wiadomo, za co. Ponadto lektura dowodów, jakie przytacza Jacek Kusz, a są to wydruki artykułów głównie "Gazety Wyborczej", pokazuje tylko zajmowanie się tematem przez dziennikarzy - wyjaśnia Eliza Gniewek-Juszczak, rzecznik prasowy marszałka. Zapowiada, że ostateczne decyzje zapadną dopiero po prawomocnym wyroku sądu.

Zdaniem NIK decyzje prokuratury są kontrowersyjne. - Prokuratura odniosła się do kwestii prawno-karnych. Miała wątpliwości, czy Kusz nie został wprowadzony w błąd. Część winy przeniosła na pracowników. Nie znalazła podstaw do uznania, że doszło do przestępstwa, ale pewne jest, że nieprawidłowości były - komentuje Andrzej Aleksandrowicz, radca prawny z zielonogórskiej delegatury.

Prokuratura w Świebodzinie potwierdza, że wszystkie postępowania zostały prawomocnie umorzone. - Naszym zdaniem nie doszło do przestępstwa. Decyzje w tych sprawach przesłaliśmy do wszystkich zainteresowanych stron i ostatecznie żadna się nie odwołała - mówi Krzysztof Pieniek, kierownik działu śledztwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra, red. Kalina Stawiarz
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie