Strona główna Konferencje i seminaria Czy telewizja zagraża demokracji?

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Zakład Praw Człowieka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego w ramach programu „Obserwatorium wolności mediów w Polsce” zapraszają na szósty wykład otwarty na temat:

"Czy telewizja zagraża demokracji?"

Wykład dr. Marka Kochana
- absolwenta Instytutu Dziennikarstwa i Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Stypendystę Rządu Republiki Włoskiej na Uniwersytecie w Padwie. Pracownik Instytutu Dziennikarstwa od 1992. Autor m.in. Slogany w reklamie i polityce, Pojedynek na słowa.Techniki erystyczne w publicznych sporach oraz Ballady o dobrym dresiarzu.

 Wykład odbędzie się 17 czerwca 2010 r. o godz. 17:30 w nowym budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Dobra 56/66, sala A 3.

Komentarz do wykładu wygłoszą:

red. Maciej Wierzyński – dziennikarz, pracował w "Przeglądzie kulturalnym", w "Polityce", w "Kulturze" oraz w Telewizji Polskiej. Od stycznia 2005  r. został zastępcą dyrektora ds. strategii w telewizji TVN24. Od 2006 r. prowadzi własny magazyn Horyzont o sprawach międzynarodowych.

Maciej Strzembosz scenarzysta, producent filmowy, prezes Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych. Członek Komitetu Obywatelskich Mediów Publicznych, opracowujący projekt nowej „ustawy medialnej”.


RELACJA PISEMNA I ZAPIS VIDEO WYKŁADU:

Wolność mediów stanowi jeden z filarów demokratycznego państwa prawnego. Wydaje się czasy, kiedy to od partii rządzącej zależało, co obywatele zobaczą w telewizji, usłyszą w radiu i przeczytają w gazetach i w jaki sposób dane wydarzenie zostanie przedstawione przez dziennikarzy – mamy dawno za sobą. Czy mimo to, obecne media przedstawiają nam rzetelny i obiektywny obraz tego, co dzieje się w kraju i na świecie? Czi istnieje realne zagrożenie, że media wykorzystując świadomość, że są jedynymi pośrednikami między między wydarzeniami, a obywatelami – zamiast obiektywnej informacji, podają nam informację „skrojoną na miarę” konkretnej telewizji, czy gazety? Jakie czynniki (jeśli nie wpływ polityków) ograniczają dziś bezstronność i rzetelność mediów?

Na pytania te starali się odpowiedzieć zaproszeni goście podczas wykładu dr. Marka Kochana pt. „Czy telewizja zagraża demokracji?”, który odbył się dnia 17 czerwca 2010r. na Wydziale Prawa i Administracji UW. Wykład zorganizowało „Obserwatorium wolności mediów w Polsce” Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wraz z Zakładem Praw Człowieka UW. W swoim wykładzie dr Marek Kochan, absolwent Instytutu Dziennikarstwa i Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, stypendysta Rządu Republiki Włoskiej na Uniwersytecie w Padwie przedstawił przykłady i metody negatywnego wpływania telewizji na dyskurs publiczny i w konsekwencji na demokrację w Polsce. Komentarz do wystąpienia M. Kochana wygłosili: Maciej Strzembosz - scenarzysta, producent filmowy, prezes Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych, Członek Komitetu Obywatelskich Mediów Publicznych, oraz red. Maciej Wierzyński – dziennikarz, dawniej m.in. "Przeglądu kulturalnego", "Polityki", "Kultury" oraz Telewizji Polskiej, obecnie zastępca dyrektora ds. strategii w telewizji TVN24.

Dr Marek Kochan rozpoczynając swój wykład wskazał, że media mogą różnymi sposobami, nie tyle zagrażać demokracji, ale ją ograniczać. Dotyczy to demokracji pojmowanej jako wpływ głosującej większości na życie publiczne, gdzie dostęp do informacji jest sprawą absolutnie podstawową. Zdaniem dr. Kochana, obserwujemy dziś nieznane wcześniej upowszechnienie telewizji. Mamy dostęp do trzech stacji informacyjnych, w których często z uwagi na konieczność zagospodarowania czasami nawet 24 godzin na dobę, dochodzi do „mediatyzacji” małych, nieistotnych wydarzeń. Oprócz rozwoju stacji informacyjnych, mamy również coraz więcej kanałów tematycznych, które zawierają treści z konkretnej dziedziny. Jednocześnie w świecie mediów coraz częściej pojawia się także zjawisko połączenia informacji z rozrywką, tzw. „infoteinment”. Polega ono na tym, że tabloidy wpływają na media informacyjne, często wyznaczając kierunek prowadzonego w nich dyskursu. W ostatnim czasie wyraźne granice między poszczególnymi mediami ulegają stopniowemu zacieraniu. W przestrzeni publicznej pojawia się „prasotelewizja”, czy „telewizjoprasa”, a także koncerny medialne, w których ci sami korespondenci informują różne media jednocześnie (np. telewizję i radio). Niewątpliwie szansą do uzyskania informacji jest dziś upowszechnienie Internetu i mediów społecznościowych, w których odbiorca, przez wypowiedzi na forach, czy udział w sondażu internetowym, ma wpływ na zawartość portalu.

Bardzo ciekawym zjawiskiem jest proces rozpowszechniania idei w telewizji, który składa się z kilku elementów. Pierwszym z nich jest konferencja, na której idea jest przedstawiana przez jej autora. Konferencja może być transmitowana w całości, bądź przedstawiona fragmentarycznie „w newsach”. Jeżeli temat zostanie uznany za odpowiednio ciekawy, autor idei oraz komentatorzy zostają zaproszeni do studia. Następnie idea może pojawić się w prasie, w końcu w Internecie, gdzie zostaje na zawsze. Na każdym z etapów telewizja może wpływać i kształtować dyskurs polityczny dotyczący danej idei, czy wydarzenia. Dokonuje tego na kilka sposobów. Pierwszym z nich, jest kwestia upublicznienia informacji. Telewizja podejmuje decyzję, czy dane wydarzenie będzie transmitowane, czy nie; czy należy je umieścić w newsach, a jeśli tak, to ile razy; a także czy należy uznać dane wydarzenie za temat ważny i zaprosić do studia gości, którzy będą o nim dyskutować. Bardzo często z całego wydarzenia wybrany zostaje jeden wątek, który się rozpowszechnia, choć niekoniecznie jest najważniejszy i najpoważniejszy. Dzięki takim zabiegom, telewizja ma władzę by jednym zdarzeniom nadać rangę ważności, a inne zlekceważyć.

Dodatkowo metody te wspomaga selektywna ekspozycja opinii oraz hierarchizacja przekazu. W zależności od zamierzonego celu, dziennikarze wybierają odpowiednie cytaty z całego materiału, nadają newsom tytuły, ustawiają je według hierarchii ważności oraz na poszczególne informacje poświęcają określoną ilość czasu.

Ponadto, ogromną rolę w odbiorze każdego wydarzenia odgrywają ludzkie emocje. Często pod ich wpływem człowiek kształtuje sobie określony pogląd, który następnie rzadko podlega zmianom. Telewizja wykorzystuje tę cechę ludzkiej natury i przez wizualizację steruje naszymi emocjami. Pokazuje najlepsze bądź najgorsze zdjęcia, czy ujęcia danej osoby, w zależności od zamierzonego celu (tzw. „photokiling”). Wiele zależy od odpowiedniego ustawienia kamery. Dzięki niej, można sprawić, że pokazywana osoba będzie wyglądała na pewną siebie lub wystraszoną, równą odbiorcy lub wywyższającą się.

Oprócz odpowiedniej wizualizacji, równie ważna jest interpretacja dziejących się wydarzeń. W zależności od tego, jakie słowa dobierze dziennikarz (czy będą one nacechowane pozytywnie, czy negatywnie), jakich świadków i gości zaprosi, by skomentowali dane wydarzenie. wreszcie w zależności od tego, jakie pytania będzie im zadawał - może ukształtować społeczny odbiór wydarzenia. Dotyczy to zwłaszcza tych sytuacji (których jest większość), gdy przeciętny Polak nie ma możliwości dotarcia na miejsce zdarzenia i dokonania jego bezpośredniej oceny.

Ostatnim sposobem, w jaki telewizja może wpływać na dyskurs polityczny - zdaniem dr. Kochana - jest dobór i traktowanie zaproszonych mówców. Dziennikarz może manipulować społecznym odbiorem dyskursu zapraszając np. 3 dyskutantów opowiadających się za sporną ideą, a 2 przeciwko. Istotny jest również, profil reprezentanta danej idei ( czy spierający się dyskutanci są na zbliżonym poziomie intelektualnym). Ważne jest wcześniejsze poinformowanie wszystkich mówców o temacie planowanej rozmowy, tak by umożliwić im rzetelne przygotowanie się do dyskusji. Zdarzają się sytuacje, w których informuje się jedynie jedną stronę, co w konsekwencji prowadzi do tego, że w oczach widza wypada ona znacznie lepiej. Wreszcie, istotna jest również regulacja poziomu dociekliwości i sceptycyzmu dziennikarzy, którzy wykazują się dużą selektywnością przy zadawaniu pytań, często skupiając się nie na tym, co poważne, ale na tym co zabawne (chociażby po to, aby większą oglądalność).

Zdaniem dr Kochana, telewizja to miejsce, w którym największe szanse na zaistnienie mają idee i wydarzenia przedstawiane w atrakcyjnej formie. Takie wydarzenia są popularne, ale nie traktuje się ich poważnie („zasada karnawalizacji”). Z drugiej strony, kiedy wydarzenie czy ideę przedstawia się w sposób poważny, ma ona mniejsze szanse rozpowszechnienia, często jest marginalizowana („zasada marginalizacji”). Dobrym przykładem działania obu zasad są obrady sejmu, pokazywane następnie we fragmentach w różnych mediach. Znacznie rzadziej dziennikarze pokazują nam istotne wypowiedzi polityków dotyczące spraw społecznych, czy politycznych, a częściej wypowiedzi śmieszne, „wpadki”, kłótnie, trywializując tym samym wagę obrad i całej instytucji.

Dr Kochan, kończąc swój wykład, potwierdził, że istotnie media mogą negatywnie wpływać na dyskurs polityczny (i często korzystają z tej możliwości), co może przekładać się na jakość demokracji. Jego zdaniem, negatywny wpływ można by ograniczyć przez podjęcie następujących działań: stworzenie instytucji monitorujących pracę mediów informacyjnych, dążenie do realnego pluralizmu telewizyjnego; stworzenie standardów dziennikarskich (wpajanych już na etapie studiów); stworzenie kodeksów etycznych mediów oraz podjęcie dyskursu „metadziennikarskiego”, który zakłada samooczyszczenie się mediów.

Po wykładzie dr. Marka Kochana głos zabrał Maciej Strzembosz. Na pytanie postawione w tytule konferencji odpowiedział twierdząco, dodając, że nie tylko telewizja, ale również pozostałe media zagrażają demokracji. Wskazał jednocześnie, że „tylko głupie media niszczą niedojrzałą demokrację” i dodał, że „Polska doczekała się w większości właśnie takich mediów”. Za największe zagrożenie dla bezstronności mediów M. Strzembosz uznał zjawisko polegające na tym, że poszczególne media tworzą „zakony o ściśle określonej regule”. Dziennikarze pracujący dla poszczególnych mediów tworzą artykuły, programy zgodne z obraną „regułą”. W efekcie w mediach takich brakuje rzeczywistego pluralizmu poglądów, spoglądania na problemy z różnych perspektyw i wielowymiarowości. Problemem jest także opłacanie ekspertów. Wypowiedź eksperta w jakiejś dziedzinie znacznie podnosi wiarygodność przedstawianego stanowiska. Jeżeli jednak wypowiada on określony pogląd, dlatego, że został opłacony, wówczas odbiorca zostaje oszukany. W ten sposób odbiera mu się dostęp do rzetelnej informacji. Za dr Kochanem, M. Strzembosz powtórzył także, że poważnymi problemami są „tabloidyzacja mediów” oraz panująca w nich hipokryzja. Według niego, bez przeczytania kilku gazet codziennych nie można mieć w Polsce rzetelnej informacji o bieżących wydarzeniach.

Jako ostatni komentarz do wykładu wygłosił się red. Maciej Wierzyński. Jego zdaniem, media istotnie ograniczają poziom demokracji i poziom dobrego dziennikarstwa - brak standardów dziennikarskich ma wpływ na to, że obywatele nie otrzymują pełnej, rzetelnej informacji, a to w konsekwencji prowadzi do obniżenia jakości demokracji. Redaktor ubolewa nad tym, że media zajmują się przede wszystkim polityką. To według niego główny zarzut, jaki można im postawić. Jego zdaniem, problem nie polega na tym, że media są stronnicze. Rzecz w tym, że wybierają to, co za niewielkie pieniądze może przynieść duży zysk. Relacjonowanie polityki, zwłaszcza konferencji prasowych jest - zdaniem M. Wierzyńskiego – dużo tańsze niż produkcja porządnych programów. Stąd kreowanie nieco sztucznego zainteresowania wydarzeniami politycznymi. Takie zjawisko red. Wierzyński nazywa presją komercyjną i traktuje jako najpoważniejsze zagrożenie dla demokracji. Dlatego, według niego, niezbędna jest niezależna telewizja publiczna, niezależna od presji reklamodawców, dla której głównym celem działalności nie będzie zysk.

Po zaprezentowaniu opinii prelegentów, nadszedł czas na pytania publiczności. Przysłuchujący się dyskusji dr Adam Bodnar z HFPC zwrócił uwagę na poruszany aspekt „samooczyszczenia mediów” jako jeden ze sposobów podniesienia jakości polskiej demokracji. A. Bodnar zapytał: czy w rzeczywistości taka samoregulacja, samooczyszczenie są możliwa i czy chcą jej rzeczywiście sami przedstawiciele mediów? Dr Bodnar zapytał ponadto panelistów o to, co ich zdaniem jest głównym powodem nierzetelnego przedstawiania informacji - „władza czy zysk”?

Jedna ze studentek obecnych na sali spytała prelegentów o ich opinię na temat sondaży przedwyborczych: czy są potrzebne i jaką pełnią rolę. Jej zdaniem, zniekształcają one jedynie demokrację, sugerując na kogo powinno się oddać głos, a gdzie ten głos będzie „zmarnowany”, bo poparcie w sondażach jest niewielkie.

W odpowiedzi na zadane pytania Dr Kochan wskazał, że zysk i władza są ze sobą tak ściśle powiązane, że nie sposób ich rozdzielić, także jeśli chodzi o obecną sytuację w mediach. Jego zdaniem sondaże przedwyborcze są ogólnie rzecz biorąc potrzebne. Problem tkwi jednak w ich interpretacji przez dziennikarzy. W zależności od stacji telewizyjnej, ten sam sondaż dzięki odmiennym zabiegom, może wywoływać inne emocje u tego samego odbiorcy.

Maciej Strzembosz w swojej wypowiedzi zgodził się, że powodem negatywnego wpływania przez media na demokrację jest kombinacja zysku, władzy, dodał do tego jeszcze czynnik głupoty. Jego zdaniem żadne środowisko, także media, nie oczyści się samodzielnie, byłoby to postępowanie wbrew własnym interesom. Zawsze musi tego dokonać ktoś z zewnątrz. Jeśli chodzi o sondaże przedwyborcze, według M. Strzembosza powinny przede wszystkim istnieć obowiązujące standardy przeprowadzania i interpretowania sondaży. Obecnie, w zależności od tego jak je się przeprowadza (telefonicznie czy osobiście), oraz jak interpretuje, mogą one wprowadzać odbiorcę w błąd.

Maciej Wierzyński zgodził się natomiast co do tego, że samoregulacja mediów byłaby bardzo trudna, być może nawet niemożliwa do przeprowadzenia. Zdaniem red. Wierzyńskiego powodem wpływania przez media na dyskurs polityczny jest przede wszystkim zysk. Jako przykład wskazał rzetelne dziennikarstwo śledcze, które w Polsce praktycznie nie istnieje z uwagi na ogromne koszty. W odniesieniu do pytania o sondaże przedwyborcze, M. Wierzyński wyraził opinię, że są one przez media traktowane jako urządzenia do kreowania wydarzenia, przydatne gdy nie dzieje się nic, co przyciągałoby uwagę i wpływało pozytywnie na oglądalność.

Polecamy także ralecją z wykładu na portalu Vagla.pl.

 

Agata Miętek
Absolwentka WPiA UW, praktykantka HFPC

ZAPIS WIDEO
 

1. Wykład dr. Marka Kochana



2.



3.




4. Komentarz Macieja Strzembosza



5.



6.



7.


8. Komentarz red. Macieja Wierzyńskiego




9.



10.

.

11. Pytania od publiczności: sondaże przedwyborcze, samoregulacja środowisk dziennikarskich; co wpływa na dzisiejsze media: żądza władzy czy żądza zysku?, źródła dochodu zaproszonych dyskutantów. Odpowiedzi prelegentów (M. Kochan).



12. cd. odpowiedzi prelegentów (M. Kochan, M.Strzembosz)




13. cd. odpowiedzi prelegentów (M. Strzembosz)




14. cd odpowiedzi prelegentów (M. Wierzyński)




15. cd. odpowiedzi prelegentów (M. Wierzyński)



 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie