Strona główna Konferencje i seminaria Prywatność celebrities

Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

"Granice wolności słowa - czy gwiazdy show-businessu mają prawo do prywatności?"

- wykład zorganizowany przez Helsińską Fundację Praw Człowieka oraz Zakład Praw Człowieka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego w ramach programu "Obserwatorium wolności mediów w Polsce".













Gość spotkania:


adw. Maciej Lach - uznany adwokat specjalizujący się w sprawach o ochronę dób osobistych. Reprezentował m.in. Dodę, Joannę Brodzik, Jana Wieczorkowskiego, Darię Widawską, Andrzeja Nejmana oraz Cezarego Pazurę w procesach przeciwko tabloidom oraz serwisom plotkarskim.

Komentarze:

Joanna Brodzik
, polska aktorka filmowa i teatralna, odwtórczyni głównej roli w serialu "Magda M."
prof. Mirosław Wyrzykowski, kierownik Zakładu Praw Człowieka WPiA UW, sędzia Trybunału Konstytucyjnego
dr Adam Bodnar, adiunkt w Zakładzie Praw Człowieka WPiA UW, dyrektor merytoryczny "Obserwatorium"

Termin:
5 marca 2009 r. (czwartek) godz. 18.30 - 20.00

Miejsce:
Wydział Prawa i Administracji UW, Collegium Iuridicum II, sala A3, ul. Lipowa

Relacja z wykładu:

Mec. Maciej Lach podzielił się z uczestnikami wykładu wieloma uwagami natury praktycznej w przypadku prowadzenia sprawy o ochronę dóbr osobistych. Jak zaznaczył na wstępię, procesy o ochronę dóbr osobistych to nie jest coś nowego. Były przed wojną, jednakże wówczas sprawy tego typu rozwiązywano bardzo często poza sądami. Tak naprawdę rozkwit orzecznictwa przypada na lata 60', 70' i 80'. To wówczas zapadło większość orzeczeń Sądu Najwyższego z tej dziedziny. Bynajmniej - jak dodał - nie było to spowodowane doniosłością kwestii ochrony dóbr osobistych, lecz strukturą sądownictwa, która przewidywała rozpoznawanie tych spraww II-instancji przez Sąd Najwyższy. Wiele z tych orzeczeń nie jest dziś aktualna. Dopiero po roku 2000 obserwujemy nowe podejście do kwestii ochrony dóbr osobistych. Związane to jest z wejściem na polski rynek zagranicznych koncernów medialnych, które rozpoczęły wydawawanie tabloidów. Wysoka konkurencja między prasą bulwarową spowodowała silny pęd to poszukiwania sensacji. - Czymś trzeba zachęcić czytelnika. Wywiady bywają nudne, szczególnie że zgodnie z polskim prawem prasowym muszą być autoryzwane. To powoduje bardzo często przekraczanie granic wolności słowa i wtargnięcie w prywatną sferę jednostek.
   
    Istnieją dwie podstawowe drogi ochrony prywatności. Po pierwsze, jest to droga cywilna i wniesienie powództwa o zaniechanie naruszenia dóbr osobistych wraz z żądaniem zasądzenia zadośćuczynienia. Po drugie, jest to droga karna i wniesienie prywatnego aktu oskarżenia o zniesławienie. - Odradzam swoim klientom tę drugą drogę. Adwokat nie jest po to, aby ludzie chodzili do więzienia, a już napewno, aby chodzili tam dziennikarze. Chciaż prawdą jest, że droga karna jest częstokroć szybka i  skuteczna, to w sposób drastyczny ogranicza wolność prasy. Jakolwiek rzadko dochodzi do orzekania kary pozbawienia wolności, niemniej istnienie potencjalnego zagrożenia wywołuje tzw. "skutek mrożący" (chilling effect) mogący wydawców odwodzić od publikownia informacji. A nie chodzi o ograniczanie wolności prasy, lecz o ochronę prywatności.

    W ocenie mec. Lacha droga cywilna jest wystarczającym instrumentem ochrony dóbr osobistych. Gdy decydujemy się na wniesienie powództwa cywilnego należy w pierwszej kolejności zidentyfikować naruszone dobra. W niektórych przypadkach wystarczającym do usunięcia skutków naruszenia byłoby opublikowanie sprostosowania. Redakcje jednakże bardzo rzadko do tego dopuszczają. Najczęsciej uznają, że sprostowanie jest nierzeczowe  i odmawiają jego publikacji. Natomiast gdy już się godzą na taki krok, sprostowanie opatrują komentarzem autora lub redakcji, który sprostowanie całkowicie deprecjonuje lub je ośmiesza. Nie ma więc najczęściej innego wyjścia jak założenie sprawy w sądzie.

    W pierwszej kolejności należy określić osobę pozwanego. Istnieją trzy możliwości: można pozwać autora artykułu, redaktora naczelnego lub wydawcę. W zasadzie rzadko się zdarza, aby pozywnym był autor publikacji. Nierzadko ciężko jest ustalić podstawowe dane autora (np. imię i nazwisko, gdy artykuł podpisany jest inicjałami lub pseudonimem). A nawet jeżeli już się udstalić tożsamość autora, to nadal bardzo ciężko ustalić jego adres, bez którego nie sposób wnieść powództwo. Zatem najczęściej pozywani są redaktor naczelny i wydawnictwo. Ich pełna nazwa i adres zgodnie z wymogami prawa prasowego muszą być nadrukowane na publikacji. Ponadto odotowane są w rejestrze prasy prowadzonym przez sądy. A zatem w tym przypadku nie ma większych problemów. Pojawiają się one w przypadku serwisów internetowych. Nie do końca bowiem wiadomo czy serwisy te traktowane winny być tak jak prasa, a zatem, czy powinny być zgłoszone do rejestru prasy. Sprawa nie jest do końca przesądzona i budzi wciąż wiele wątpliwości. Niemniej prawnicy muszą sobie jakoś radzić i starać się identyfikować autorów materiałów czy dane osób prowadzące tego typu serwisy. Są różne sposoby.  Jak podkreślił mec. Lach bardzo często już sama zapowiedź wniesienia powództwa cywilnego skutkuje usunięciem materiałów naruszających dobra osobiste klienta.

    Jeżeli jednak dalej koniecznym jest wniesienie sprawy to należy wybrać sąd. Określenie właściwości sądu nie jest jednoznaczne, gdyż mamy doczynienia z deliktem. Niemniej przyjmuje się z ostrożności procesowej, że jest to sąd właściwy dla pozwanego. Kolejną barierą może być wpis sądowy. W sprawach o naruszenie dóbr osobistych stosuje się opłatę stałą w wysokości 600 zł i dodatkowo stosunkową, która wynosi 5% od żądanej kwoty zadośćuczynienia. Nie wszyscy kienci są w stanie pozwolić sobie na tak drogie postępowania. Dlatego bardzo dobrze się dzieje, że są osoby takie jak Joanna Brodzik, których celem jest nie tylko walka o swoje własne interesy, lecz również działające w szerszym interesie społecznym. Te osoby dzisiaj stają się "ikonami walki z tabloidami".

    Jak zaznaczył mec. Lach sama konstrukcja pozwu jest bardzo prosta. Szczególnie, że w tych sprawach przerzucony jest ciężar dowodu. Na tę wypowiedź mocno zareagował mec. Wdowczyk - częsty adwersarz mec. Lacha na salach sądowych,  który uważa, że przerzucenie ciężaru dowodu w tych sprawach jest nieuzsadnione i powinno stosować się ogólną zasadę ei incumbit probatio, qui dicit, non qui negato. Jak jednak ciągnąl dalej mec. Lach, najistotniejszą częścią jest jednak uzasadnienie wysokości żądanego zadośćuczynienia. A ten dowód obciąża powoda. Tutaj najczęściej bierze się pod uwagę dotychczasową linię orzeczniczą sądów, charakter naruszonego dobra, natężenie złej woli, wielkość nakładu i wielkość czytelnicza tytułu, jego jednostkową cenę oraz ilość i wysokość wpływu z reklam. Nie bez znaczenia pozostaje również lokalizacja i rozmiar artykułu: czy jest to mały artykuł w środku wydania czwartkowego, czy pierwsza strona weekendowego wydania. Te dane są sprawdzalne i wymierne więc nie ma z nimi zasadniczo żadnego kłopotu. Standardowo do pozwu załącza się kopie publikacji. Może to być bardziej kłopotliwe w przypadku materiałów radiowych i telewizyjnych, jednakże prawo prasowe nakłada na nadawców obowiązek zachowywania zapisów przekazu, tak więc i z tym nie ma większych kłopotów.

    Gdy dochodzi do złożenie powództwa piłeczka jest po stronie pozwanego. To on musi udowodnić, że naruszenie nie było bezprawne. Oczywiście pozwany bardzo zręcznie stara się bronić. Na pierwszym miejscu podnoszony jest argument wolności słowa i wolności prasy. Wydawca informuje, że materiał jest prawdziwy i został zebrany rzetelnie. Zapomina się jednakże, że do naruszenia dóbr osobistych może dojść nawet w przypadku publikacji materiału prawdziwego. Media powołują się bardzo często na "ochronę interesu społecznego". Argumentacja jest mniej więcej taka: materiał przedstawia informacje dotyczące osoby publicznej a jego przekazanie leży w interesie społecznym. Media podkreślają przy tego typu procesach ich rolę jako społecznego watchdoga.  Jednakże - jak zauważył mec. Lach - prawo polskie posługuje się conajmniej trzema definicjami osoby publicznej. Od kwalifikacji, czy osoba spełnia kryterium osoby publicznej zależy stopień intensywności ochrony jej prywatności. Ustawa o dostępie do informacji publicznej, prawo prasowe i autorskie pozwalają na publikowanie informacji na temat osób pełniących funkcję publiczną lub wykonujących działalność publiczną lub uchodzące za osoby powszechnie znane. Różnice są istotne, a rzecz niebagatelna. Niemniej i tak ustawowe pozolenie na informowanie o osobach publiczncyh dotyczy tylko i wyłacznie sytuacji związanych z działalnością publiczną lub ich poznanie leży w interesie społecznym w związku z pełnioną funkcją publiczną. Sądy jednakże zdają się podchodzić do sprawy jeszcze z innej strony. Mianowicie pod koniec 2008 r. Sąd Najwyższy przyjął w sprawie z powództwa znanej aktorki, że: "zabieganie przez znaną aktorkę o zainteresowanie mediów przez udzielanie wywiadów i informacji o swoim życiu osobistym stanowi wyrażenie, co najmniej w sposób dorozumiany, zgody na informowanie przez media o tej sferze jej życia". Jak zaznaczył mec. Lach teza tego orzeczenia jest wątpliwa, Bardzo często - jego zdaniem - przekraczane są wszelkie granice poprzez wykorzystywanie materiałów, na których publikacje redakcja co prawda uzyskała zgodę, jednakże umiejscawianie ich w całkowicie innym kontekście. - Udzielenie zgody na publikację zdjęcia w magazynie przy wywiadzie nie może być traktowane równoważnie z udzeleniem zgody na umieszczenie tego zdjęcia przy reklamach sex-telefonów, krzyżowek, horoskopów etc.

    Bardzo trudno jest ustalić kwotę zadośćuczynienia a praktycznie niemożliwym jest wyliczenie szkody. A trzeba pamiętać, że wizerunek to konkretne pieniądze dla aktora. Mec. Lach przywołał przykład aktora, o którym napisano, że ma raka. Ten aktor co prawda był chory na raka, ale 10 lat wcześniej i w momencie publikacji był zupełnie zdrowy. - Proszę sobie wyobrazić teraz, że żaden reżyser nie będzie ryzykował produkcji angażując tego aktora po takiej publikacji.

    Mec. Lach przyznał, że sprawy o ochronę dóbr osobistych są bardzo interesujące, szczególnie ze względu na osoby klientów. Nie są to z pewnością nudne procesy jak te z zakresu prawa pracy czy ubezpieczeń społeczny. Przypominają bardziej rozprawy z amerykańskich filmów. - Bardzo często staram się przekonać sędziego do wysokości dochodzonego roszczenia. Proszę wówczas, aby sobie wyobraził, że zamiast nazwiska mojego klienta w artykule jest jego własne. To zazwyczaj działa. Sędziowie nie są Marsa i potrafią postawić się w tych sytuacjach. Nie wymyślono jak dotąd krzywdomierza, dlatego też wyliczenie kwoty zadośćuczynienia pozostawiono dyskrecji sędziów. Ich zadaniem jest zasądzenie takiego zadośćuczynienia, aby naruszanie prywatności po prostu się nie opłacało. Na pytania studentów o ostatnie orzeczenie SN dozwalające na kumulacje roszczeń z art. 448 KC, mec. Lach powiedział, że sugeruje wszystkim swoim klientom, aby właśnie kumulować roszczenia i żądać części dla siebie, a części na cel społeczny.

    Mec. Wdowczyk siedzący na sali komentował, że zasądzane przez polskie sądy zadośćuczynienia są rażąco wysokie. Przyznał, że najczęstszym argumentem pozwanego wydawnictwa jest wykazanie, że dochodzona kwota przez gwiazdę show-businessu za naruszenie jej wizerunku jest znacznie wyższa niż zadośćuczynienia zasądzane w sprawach dotyczących błędów medycznych. Na ten rodzaj wywierania na sądach presji zwrócili uwagę późiej Joanna Brodzik i dr Adam Bodnar. Przyznali, że ba cywilnoprawna ochrona była wystarczająca musi być skuteczna. A aby była skuteczna musi powodować nieopłacalność naruszania dóbr osobistych. Gdy sensacyjny materiał zwiększa sprzedaż tytułu powodując konkretny przyrost zysku, to wówczas zadośćuczynienie powinno w ten sposób uzyskany zysk wydawnictwu odebrać.
   
    Zdaniem Joanny Brodzik ochrona prywatności w Polsce nie wygląda za dobrze. - Bierze się badania rynku i sprawdza jakie nazwiska gwarantują najwyższą sprzedaż. Potem zatrudnia się - notabene słabo opłacanych paparazzi, którzy śledzą te osoby, nierzadko prowokując różne zdarzenia. Później fotografie opatrywane są np. oderwanymi od kontekstu komentarzami. A to, że Brodzik została porwana przez UFO i poddana eksperymentom, a to zrobi się fotomontaż i napisze, że tak będzie wyglądała Brodzik za 30 lat.
   
    Skoro mec. Lach miał trudności z podaniem definicji osoby publicznej ja przedstawię swoją własną. Osoba publiczna to osoba, która pełni funkcje publiczne i z tego tytułu pobiera wynagrodzenie ze środków z budżetu państwa. - Ja z kolei zarabiam przez udział w filmach, teatrach telewizji. Podpisuję umowę na konkretną obecność mojego wizerunku w środkach przekazu. Jeżeli ktoś wykorzystuje mój wizerunek bez mojej zgody to popełnia po prostu kradzież. Tak samo jak kradzież popełnia ten, kto kradnie listonoszowi listy czy oddane szefcowi buty do naprawy. Nie jestem w mojej ocenie osobą publiczną. Nie pełnię żadnej służby publicznej. Mam prawo do prywatności.

    Jak zaznaczyla J. Brodzik problem z naroszaniem dóbr osobistych rozpoczął się wraz z wejściem na polski rynek bulwarówek. Wcześniej nie było tego typu problemu. Pogoń za sensacją spowodowała w Polsce bardzo złą sytuację. Jak zaznaczał na wstępie mec. Lach o Joannie Brodzik ukazuje się rocznie około 60 publikacji, z czego 90 % ma negatywny wydźwięk. Zdaniem Brodzik jej wizerunkek jest przeliczalny na pieniądze. - Ja zarabiam sprzedając swój wizerunkek. Moja imię, nazwisko i twarz to jest coś, na co pracowałam przez cały czas. Mam prawo decydować o granicach jego wykorzystania i mam prawo otrzymać za to wynagrodzenie. Każdy określa sam swoje granice. Jeżeli ktoś zgadza się na fotografowanie jego nowonarodzonego dziecka albo zdjęcia w przebieralni bez rajstop jako news dnia to jest  to jego sprawa. Jednakże przekraczanie tej granicy bez zgody osoby portretowanej jest naruszeniem prawa. J. Brodzik zapewniła, że wspólnie z mec. Lachem będzie ścigać każde tego typu naruszenie. Na pytanie Pawła Waglowskiego, czy nie ma nic przeciwko temu, że wykład jest nagrywany i zostanie opublikowany w internecie odpowiedziała, że przychodząc na Uniwersytet Warszawski i udzielając komentarza na to się godzi, jednakże bez wahania założy sprawę w sądzie, gdy ten materiał zostałby zmanipulowany lub wykorzystany w innym celu.

    Prof. Mirosław Wyrzykowski rozpoczął od niezgodzenia się z definicją osoby publicznej zaproponowaną przez Joannę Brodzik. Jego zdaniem sprawa określenia tego kto jest osobą publiczną nie jest taka prosta. Prof. Wyrzykowski zaznaczył, że pawo w zróżnicowany sposób chroni prywatność w zależności od tego, czy dana osoba pełni funkcje publiczne, czy prowadzi dzialalniśc publiczna lub po prostu czy jest osobą publiczną. Prof. Wyrzykowski odwołał się do orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. Przypomniał, że TK stwierdził, że art. 212 Kodeksu karnego przewidujący odpowiedzialność karną za zniesławie jest zgodny z Konstytucją. Zdaniem profesora motywem takiej linii orzeczniczej było przekonanie, że pozostawienie wyłącznie cywilnoprawnych instrumentów ochrony prywatności będzie niewystarczające. - Ciężar odpowiedzialności spoczywa na sędziach. TK pozostawił im instrumenty, lecz to oni mają dokonać ważenia  dwóch wartości: prywatność i wolność prasy. Przy tym winni brać pod uwagę zasady przyzwoistości i rozsądku. Odwołując się w tym miejscu do słów mec. Lacha na temat tego, co sądy biorą pod uwagę w przypadku ustalania wysokości zadośćuczynienia, prof. Wyrzykowski, że sędzia musi brać również pod uwagę, ochronę wydawnictwa przez plajtą. Sankcja musi chronić uzasadniony interes jednostki, jednakże nie może prowadzić do eliminowania z rynku tytułów prasowych.
    Prof. Wyrzykowski wskazał, że od kilku lat Fundacja Helsińska prowadzi działania "lobbingowe" za zniesieniem odpowiedzialności karnej za zniesławienie  brak autoryzacji, jednakże w tych sprawach TK przyjął inną koncepcję ochrony prywatności.

    Dr Adam Bodnar potwierdził, że w ramach Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka od kilku lat prowadzi działania zmierzające do wyeliminowania odpowiedzialności karnej za zniesławienie. Zgodził się z Joanną Brodzik, że w niektórych przypadkach poziom cywilnoprawnej ochrony jest niewystarczający. Przykładem jest sprawa Joanny Brodzik, w której sąd nakazał jednemu z tabloidów jej przeproszenie. Tabloid postanowił wykonać wyrok sądu, jednakże przy okazji trochę go zdeprecjonować.  Uczynił więc sobie żart: obok przeprosin pod adresem Joanny Brodzik ukazało się bardzo wiele innego rodzaju przeprosin.  Ponadto redakcja zaproponowała ustanowić Narodowy Dzień Przeprosin. Takie działania stawiają pytanie o skuteczność tego instrumentu ochrony. Ponadto w tego typu sprawach tabloidy zawsze podnoszą argument "wolności słowa". Jednakże bardzo często zapominają, że Europejska Konwencja Praw Człowieka wolność słowa wiąże z obowiązkami i odpowiedzialnością za słowo. Dr Bodnar wskazał również na charakter informacji. Tabloidy serwują czytelnikom tzw. infotainment. Pojęcie to funkcjonuje w medioznastwie jako zlepek angielskich słów information i entertainment. Służy nie tyle realizowaniu informacyjnej funkcji mediów, lecz dostarczaniu rozrywki. Tego wolność mediów nie chroni. - Informowanie o złych standardach życia publicznego, aferach w ZUSie jest obowiązkiem prasy, jednakże opisywanie prywatnych spotkań Joanny Brodzik zdecydowanie wykracza poza tę wolność.

    Wykład otwarty zorganizowany został w ramach projektu "Obserwatorium wolności mediów w Polsce" realizowanego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka we współpracy z Article 19 i Human Rights House Foundation. Projekt zakłada organizowanie w odstępach comiesięcznych konferencji i - wspólnie z Zakładem Praw Człowieka UW - wykładów otwartych dla studentów. Tematyką spotkań są problemy związane z szeroko rozumianą wolnością mediów.

Łukasz Lasek


Zdjęcia z konferencji:

 






Zdjęcia wykonała: Magdalena Miernik





Czy gwiazdy show businessu mają prawo do prywatności? - nagranie from VaGla on Vimeo.  
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie