Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

26 marca 2009 r.

"Fakt vs. Opinia" - rozważania na kanwie sprawy Michnik vs. Zybertowicz



Tłem seminarium będzie sprawa o ochronę dóbr osobistych Adama Michnika przeciwko Andrzejowi Zybertowiczowi dotyczącej wypowiedzi „Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. Na konferencji wystąpią uznani dziennikarze, adwokaci oraz specjaliści z zakresu międzynarodowych standardów ochrony wolności słowa i mediów.

Termin:
26 marca 2009 r., w godz. 15.00 - 18.00

Miejsce:
Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ul. Zgoda 11, VI p. (sala konferencyjna)

Paneliści:

prof. Roman Wieruszewski - Poznańskie Centrum Praw Człowieka, b. członek Komitetu Praw Człowieka ONZ
dr Ireneusz C. Kamiński - Instytut Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, specjalista z zakresu wolności słowa
red. Igor Janke - dziennikarz i publicysta dziennika "Rzeczpospolita" oraz radia TOK FM
mec. Artur Wdowczyk - Kancelaria Kochański i Wspólnicy, specjalizujący się w sprawach związanymi z prawem mediów
red. Bianka Mikołajewska - dziennikarka śledcza tygodnika Polityka
dr  Wojciech Machała - adwokat specjalizujący się w prawie autorskim, nauczyciel akademicki na WPiA UW

Moderatorem dyskusji będzie: dr Adam Bodnar - Helsińska Fundacja Praw Człowieka
 
Materiały:

Kristen Harmon: Facts vs Opinion. U.S. Approach

Marine Allaine: Facts vs Opinion. Frech Approach

Zaproszenie [format pdf]

Plakat [format pdf]
 

Relacja z seminarium:

Tłem seminarium była sprawa o ochronę dóbr osobistych Adama Michnika przeciwko Andrzejowi Zybertowiczowi dotycząca wypowiedzi „Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. Na konferencji wystąpili uznani dziennikarze, adwokaci oraz specjaliści z zakresu międzynarodowych standardów ochrony wolności słowa i mediów.

Na początku głos zabrał dr Ireneusz Kamiński, który przedstawił uczestnikom spotkania linię orzeczniczą ETPCz w kwestii oddzielenia faktów od opinii. Jak wspomniał Pan doktor dla Trybunału powyższe rozróżnienie to „typowa orzecznicza klasyka”. Jak wiadomo podział na czyste fakty i czyste opinie nie jest możliwy. Stąd tak ważna jest ocena wypowiedzi, których nie da się jednoznacznie przydzielić do żadnej z tych grup, a które stanowią „wielkie strefisko”.  Jaki stanowisko zajmuje Trybunał w odniesieniu do nich? Otóż Trybunał całą tą sferę pomiędzy faktami i opiniami zalicza do opinii, Dzięki temu podział staje się dychotomiczny. To bardzo ważne, gdyż Trybunał stosuje odmienne kryteria w stosunku do oceny wypowiedzi zakwalifikowanych jako wypowiedzi o faktach niż do tych, które określić można mianem opinii. O ile wypowiedzi o faktach muszą przejść test prawdziwości, o tyle  w przypadku opinii wystarczające jest już zwykłe oparcie na faktach. Podstawa ta może być bardzo drobna, niewielka (z ang. slim)

W odniesieniu do sprawy Michnik przeciwko Zybertowiczowi, wygłoszona tam wypowiedź miała w opinii dr Kamińskiego niewielkie zaczepienie na faktach, a zatem mogłaby być potraktowana przez Trybunał jako opinia. Polskie sądy orzekły jednak odmiennie, oceniając ją jak  stwierdzeniu faktu.

Rozpoczynając swoją wypowiedź dr Wojciech Machała postawił ważne pytanie o to, czy ochrona wolności słowa zezwala na kamuflowanie opinii pod pozorem wypowiedzi o faktach. Aby na nie odpowiedzieć odniósł się do zasad etyki dziennikarskiej, nakazujących  taki rozdział opinii od faktów, aby czytelnik był w stanie je rozróżnić. Fakt jest bowiem odbiciem rzeczywistości, zaś opinia jej interpretacją. Bardzo często pojawia się jednak pokusa by swoją wypowiedź przedstawiać jako wypowiedź dotyczącą faktów, gdyż wówczas jest bardziej nośna. Jak bowiem wiadomo, z faktami się nie dyskutuje. Co więcej dziennikarz, który przedstawia swoją wypowiedź w formie opinii nie naraża się na zarzut z art. 1 prawa prasowego, w którym zawarto obowiązek mówienia prawdy.

Dr Machała wyraził swoje zaniepokojenie poszerzaniem zakresu opinii dziennikarskich do granic absurdu. Jego zdaniem rozpowszechnianie w swoich wypowiedziach opinii pod pozorem faktów, w dodatku opinii błędnych, to fałszowanie rzeczywistości. W tym miejscu przytoczył również tezę dr Sadomskiego na temat kolizji dwóch wartości: wolności słowa i ochrony dóbr osobistych. W konkretnej sytuacji jesteśmy zmuszeni, by dać pierwszeństwo jednej z nich.

Redaktor Igor Janke; szef Salonu24 zwrócił uwagę na fakt, iż na forum które prowadzi, kolizja wspomnianych dwóch wartości jest obserwowana kilkanaście razy dziennie. Zapewne wynika to z faktu, iż na platformie każdy może wypowiadać się anonimowo i bez większej obawy o odpowiedzialność za swoje słowa. Do interwencji dochodzi jedynie w sytuacjach skrajnych, gdy zamieszczone komentarze są wyjątkowo obraźliwe. A zatem taki cytat jak w sprawie Michnik przeciwko Zybertowiczowi nie wzbudziłby tam większego zainteresowania.

Redaktor Janke podkreślił, iż każdy ma prawo do odrębnego zdania. Sam czyta bardzo wiele opinii na swój temat, często o negatywnym zabarwieniu. Pomimo to uważa, iż stanowią one wartość dodaną i nigdy nawet nie nosił się z zamiarem pozywania kogokolwiek do sądu. Jest bowiem przekonany, że dziennikarze dysponują lepszymi środki obrony, niedostępnymi dla zwykłych obywateli. Ich głos jest zawsze lepiej słyszalny.  Na koniec redaktor Janke podkreślił, iż w jego opinii forum jakie prowadzi posiada dużą wartość, właśnie ze względu na możliwość nieskrępowanego publicznego wyrażania swojej opinii przez zwykłych obywateli.

W nawiązaniu do tego, redaktor Marian Maciejewski wyraził swoje głębokie przekonanie, iż wolność słowa dana jest społeczeństwu, a nie wyłącznie dziennikarzom i mediom. Dlatego też nie może być wykorzystywana do niszczenia drugiego człowieka. W tym kontekście Pan redaktor postawił pytanie o granice tropienia i poddawania pod społeczny osąd życia prywatnego osób publicznych. Wskazał przy tym na kilka niebezpiecznych dziennikarskich praktyk, ilustrując je wycinkami z prasy. Pierwsza z nich dotyczyła relacji tytułu do treści artykułu, gdzie szokująca informacja w nagłówku po przeczytaniu tekstu okazywała się nieprawdziwa. Kolejna to publikowanie zdjęć osób publicznych w sąsiedztwie artykułów o zupełnie nieprzystającej treści. Istnieje tu bardzo silna sugestia, iż zawartość artykułu ma związek ze zdjęciem zamieszczonym obok. Powstaje pytanie jak kwalifikować tego typu nadużycia.

Mecenas Artur Wdowczyk, często broniący dziennikarzy, próbował ocenić powyższe problemy uwzględniając przeciwny punkt widzenia. Zwrócił uwagę na ważną funkcję opinii dziennikarskich, jako sposobu na wywołanie debaty publicznej. W tym kontekście niezwykle ważny jest tytuł artykułu, który ma zachęcać do przeczytania tekstu, a zatem musi przyciągać wzrok. Należy jednak pamiętać o ważnym rozróżnieniu pomiędzy opiniami a epitetami, mającymi obraźliwy charakter i wypowiedzianymi wyłącznie w celu  wyrażenia swoich negatywnych emocji czy podwyższenia samooceny.

Mecenas. Wdowczyk wyraził również ubolewanie, iż w kwestii rozróżnienia opinii i faktów orzecznictwo ETPCz i sądów polskich zupełnie się rozmija.  Wynika to z faktu iż sądy polskie bardzo rzadko sięgają do orzecznictwa ETPCz. W konsekwencji bardzo często w ogóle nie dochodzi do badania czy wypowiedź miała charakter opinii czy wypowiedzi o faktach. Podstawą orzekania jest za to wnikliwe badanie rzetelności dziennikarza, bez odniesienia do społecznego celu, który chciał on  przez dany artykuł osiągnąć.

Profesor Roman Wieruszewski swoją wypowiedź rozpoczął od stwierdzenia, iż wolność słowa jest pojęciem bardzo szerokim, a jednocześnie stanowiącym wartość najwyższą. Zaznaczył jednak, iż nawet rozumiana w ten sposób doznawać musi pewnych ograniczeń. Jako przykład wskazał kłamstwa podważające istnienie Holocaustu, z którymi spotykał się pełniąc funkcję członka Komitetu Praw Człowieka ONZ. Przypomniał sprawę Pana Forisson, który tłumacząc swoją negację istnienia Holocaustu podkreślał, iż jest wolnym obywatelem a zatem ma prawo do własnego zdania, którego nikt nie może mu odmówić. W tym przypadku motyw przeciwdziałania takim wypowiedziom jest bardzo czytelny, chodzi o ochronę pamięci ofiar . W takich sprawach Komitet bada zatem czy sposób reakcji zastosowany przez organy krajowe był zgodny z prawem i proporcjonalny, a także czy został użyty w interesie publicznym. Podsumowując swoja wypowiedź Profesor Wieruszewski podkreślił, iż tego typu wypowiedzi, pomimo iż mają charakter typowej opinii, nie mogą być objęte ccochroną wolności słowa.

Problem rozróżnienia faktu od opinii był również często poruszany w toku dyskusji, która rozgorzała  po wypowiedziach panelistów. Dr Kamiński podkreślił, iż w wyroku do sprawy Michnik przeciwko Zybertowiczowi zabrakło mu ewentualności, iż wypowiedź ta mogłaby być traktowana jako opinia, a nie fakt. Zgodził się również z poglądem mec. Wdowczyka, iż polskie sądy nie stosują w ogóle tego rozróżnienia, klasyfikując wszystko jako wypowiedź o faktach.

Do wypowiedzi Pana Wdowczyka nawiązał również Maciej Bernatt, zwracając uwagę, iż wywoływanie debaty publicznej odbywa się w inny sposób poprzez nagłówek, a w inny poprzez treść artykułu. „Zgoda”- odpowiedział Mec. Wdowczyk. Dlatego też tytuł stanowi jego zdaniem swoiste podsumowanie treści i musi łączyć się z tym, co pojawia się później. Również sądy powinny traktować całą wypowiedź łącznie, a nie analizować wyłącznie urywek tekstu w oderwaniu od całości artykułu.

Z kolei Pani Bogna Chmielewska (Helsińska Fundacja Praw Człowieka) spytała o to, jak potraktować w ramach rozróżnienia fakt v opinia wypowiedzi w formie pytań. Gdzie je sytuować? Z odpowiedzią pospieszył dr Kamiński, który podkreślił iż ETPCz już wypowiadał się na ten temat w sprawie Wostkarpedensen przeciwko Danii. Pytanie potraktował wówczas jako twierdzenie o faktach, co zostało następnie potwierdzone przez Wielką Izbę.

W toku dalszej debaty dużo emocji wzbudziło stwierdzenie Pana Tadeusza Myślika. Zapytał on o niezawisłość sądów w sytuacji, gdy osąd przez opinię publiczną faktycznie ma miejsce poza salą sądową i to niezależnie od treści wyroku. Jako przykład podał proces lustracyjny Pana Lecha Wałęsy, gdzie dziennikarze w żaden sposób nie respektują zapadłego wyroku sądowego. Prowadzi to do sytuacji, w której ciężar dowodu faktycznie spoczywa na zniesławionym, a nie zniesławiającym jak mówi prawo. Przeciwko tej wypowiedzi gwałtownie zaprotestował mec. Piotr Kochański, którego przeraziła wizja zamknięcia sędziów w szczelnych pomieszczeniach, tak by wydawali wyroki w oderwaniu od debaty społecznej i wzajemnych emocji obydwu stron sporu.

W tym kontekście Pani Halina Bortnowska (Helsińska Fundacja Praw Człowieka) postawiła pytanie o to, jaki sposób obrony jest najlepszy dla osoby zniesławionej. Bo przecież przy pomocy zaprzeczania nie da się zniszczyć opinii, która już przedarła się do opinii publicznej. Czy postępowanie sądowe  o symboliczną złotówkę jest dobrym środkiem ochrony? Czy może jest to droga nieodpowiednia i nadużycie prawa do sądu? Na pytania starał się odpowiedzieć prof. Wieruszewski, który stwierdził, iż wyrok sądowy nie zawsze jest w stanie zapewnić należytą kompensację. Najlepszym przykładem jest sprawa Michnik przeciwko Zybertowiczowi. Orzeczenie sądu niewiele tu zmieniło, gdyż Ci, którzy opowiadali się po jednej czy drugiej stronie sporu  nie zmienili zdania pod wpływem wydania wyroku.

W tym miejscu do dyskusji włączyła się Pani Elżbieta Królikowska, korespondentka polskich mediów w Londynie. Z brytyjskiego punktu widzenia, jak podkreśliła, problem kształtuje się zupełnie inaczej. Wolność słowa i prasy jest tam postrzegana  jako funkcja wolności obywateli i dlatego też traktuje się ją niczym wartość nadrzędną. W Wielkiej Brytanii procesy polityków przeciwko dziennikarzom w ogóle się nie zdarzają, pomimo że na łamach prasy bulwarowej często dochodzi do obraźliwych artykułów pod adresem najważniejszych osób w państwie. Najlepszym tego przykładem jest osoba Tony’ego Blaira.

Natomiast częste pozwy polityków przeciwko dziennikarzom niosą za sobą poważne niebezpieczeństwo- podkreślał redaktor Janke. Chodzi o zjawisko duszenia debaty publicznej. Problem dotyczy bardziej lokalnych redakcji, które poważnie mogą obawiać się licznych pozwów przeciwko nim, mogących nawet doprowadzić do zamknięcia lokalnego tytułu. Realność tego zagrożenia wyraźnie unaoczniła sprawa wystąpienia Pana Prezydenta Kwaśniewskiego w Charkowie. Redaktor Janke wspomniał, iż pamięta obawę wielu gazet i stacji telewizyjnych, które wolały powstrzymać się z puszczeniem nakręconego w Charkowie materiału.

Ten efekt to tzw. mrożący efekt (chilling effect) - wtrącił Adam Bodnar. Czy faktycznie stanowi duże zagrożenie? Jak powiedział Mec. Wdowczyk sytuacja w której poprzez liczne pozwy sądowe stara się zamknąć dziennikarzowi usta,  jest jak najbardziej realna i stosunkowo niebezpieczna. Czy jednak chęć wywołania debaty publicznej musi wykluczać rzetelność dziennikarską?- zapytała Pani Katarzyna Synder (Centrum Stosunków Międzynarodowych.)

W toku dyskusji wyłoniła się również kwestia podmiotu, który korzysta z wolności słowa. Problem postawił Adam Bodnar, pytając panelistów czy sądy biorą pod uwagę to, kto w danej sytuacji wypowiada opinię. Czy jest to dziennikarz czy osoba poproszona o komentarz na forum. Na pytanie odpowiedział dr Machała, który zaznaczył, iż z punktu widzenia ochrony dóbr osobistych standardy są rzeczywiście odmienne. Zaznaczył jednak iż w rozumieniu prawa prasowego pojęcie dziennikarza jest bardzo szerokie i obejmuje również tego, kto dostarcza materiały prasowe.

Elżbieta Krajewska

 

 

 
 
pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie