Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

Po wywiadzie Zacharskiego dla DZIENNIKA "Wakacje z agentem" znowu w sądzie? PDF Drukuj
Sobota, 22 Listopad 2008 15:13
Sąd może znowu zająć się tekstem o wczasach Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem. Podstawą mogą być nowe fakty w tej sprawie, które wyjawił DZIENNIKOWI Marian Zacharski - uważa Roman Nowosielski, obrońca autorów artykułu "Wakacje z agentem". W wywiadzie dla DZIENNIKA Zacharski ujawnia, że w 1995 r. na Majorce Ałganow pochwalił mu się wakacjami, które spędzał z Kwaśniewskim. "Opowiadał, że rok wcześniej wspólnie z małżonką spędził 8 - 10 dni urlopu w Cetniewie. Mówił, że tam spotkał się z Kwaśniewskim i jego małżonką" - powiedział generał.
"To nowy, nieznany fakt, który rzuca inne światło na sprawę" - mówi DZIENNIKOWI Nowosielski.
W 1997 r. dziennikarze nieistniejącego już "Życia" opublikowali tekst "Wakacje z agentem". Pisali w nim, że Kwaśniewski spędzał w sierpniu 1994 r. wczasy z rosyjskim szpiegiem. Kwaśniewski twardo zaprzeczył, zażądał gigantycznego, 2,5-milionowego odszkodowania i oddał sprawę do sądu. Tak zaczął się trwający przez 7 lat pojedynek dziennikarzy i prezydenta Polski.
Obie strony miały mocne dowody. Zaczęli prawnicy Kwaśniewskiego. Dostarczyli paszport, bilety na samolot, listy zakupów dokonanych za pomocą karty kredytowej prezydenta. Z dowodów wynikało, że polityk, nie mógł być nad morzem, bo przebywał w Irlandii oraz Warszawie. W końcu dorzucili jeszcze zdjęcia (widniały na nich cyfrowe daty), na których Kwaśniewski siedział w samolocie lecącym na Wyspy Brytyjskie w towarzystwie synka Grażyny B.
"Życie" nie chciało odpuścić i przedstawiło listę świadków. Zeznali oni przed sądem, że widzieli Kwaśniewskiego nie w Irlandii, a w ośrodku Rybitwa. Dwóch ratowników opowiadało, jak Kwaśniewski dawał im pieniądze, by zasponsorować wybory Miss Plaży 94. Z kolei wczasowiczka Teresa Z. była pewna, że 11 sierpnia między 13 a 13.15 z odległości 3 - 4 metrów widziała Kwaśniewskiego w Rybitwie. Pamiętała dokładnie datę i godzinę, bo tego dnia rozbił się helikopter GOPR, na pokładzie którego miały być jej dzieci. Kobieta szukała wtedy telefonu, by dowiedzieć się o ich los.
Recepcjonistka opowiadała o bankiecie wydanym po partyjce tenisa, którą Kwaśniwski rozegrał z biznesmenem Zbigniewem Niemczyckim. Ochroniarz potwierdzał, że pamięta jak Kwaśniewski i Niemczycki zmagali się na korcie. "Rzecznik prezydenta mówi, że Kwaśniewskiego nie było w Cetniewie po 2 sierpnia, ale to wierutne kłamstwo, bo widziałem go na własne oczy" - mówił.
Na świadków dziennikarzy obóz prezydenta odpowiedział swoimi. Alibii dawał Kwaśniewskiemu jego minister Ryszard Kalisz: "W sierpniu jadłem z nim obiad w Victorii w Warszawie, odwiedzaliśmy znajomego w szpitalu na Bródnie i pojechaliśmy do mojej mamy po psa pana prezydenta, Sabę" - zeznawał Kalisz.
Tę ostatnią historię potwierdzała matka Kalisza, która zapamiętała odwiedziny syna i prezydenta. "Opowiadając o perypetiach związanych z przetrzymywaniem Saby (na działce była też suka Tunia), elegancka pani, która pierwszy raz była w sądzie, powiedziała (wywołując wesołość na sali) do sędzi przewodniczącej: proszę pani, teraz wiem, że dwie suki nie mogą razem przebywać" - relacjonowała "Rzeczpospolita". O sierpniowych spotkaniach z Kwaśniewskim w Warszawie mówił też Andrzej Szalewicz były prezes PKOl i autor podręcznika "Nauka badmintona w weekend", a także dobry znajomy Kwaśniewskiego Stefan Paszczyk.
Ciosem dla obrońców dziennikarzy była postawa kelnera Cyryla S., który przed publikacją tekstu zapewniał, że obsługiwał kolację Kwaśniewskiego i Ałganowa, a nawet napisał stosowne oświadczenie. Potem się wycofał. "Wszystko mi się zlewa, mam kłopoty z pamięcią" - tłumaczył sądowi.
Dziennikarze nie składali broni. Znaleźli kolejnych świadków. Józef Sz., były pracownik ośrodka w Cetniewie zeznał, że widział razem szpiega i polityka: "Kwaśniewski wszedł do baru. Wszyscy zaczęli mu gratulować, bo skończył rowerową wyprawę z Władysławowa do Juraty i z powrotem. Wśród gratulujących był cudzoziemiec. Po publikacji zdjęć w związku ze sprawą Oleksego wiem, że to Ałganow".
Gwoździem do trumny dla obozu Kwaśniewskiego miał być Bronisław Klimaszewski, były ambasador w Zairze. Zrelacjonował dokładnie swoje spotkanie z Kwaśniewskim nad morzem 3 sierpnia. Podawał szczegóły ubioru przyszłego prezydenta i dodał, że datę ma zaznaczoną w kalendarzu.
Sąd po wysłuchaniu stron przyznał rację prezydentowi: "brak podstaw by przyjąć, że Kwaśniewski spędzał w sierpniu wakacje w Cetniewie". Zdaniem sądu mocniejszą siłę miały dowody materialne: zdjęcia, bilety, rachunki z kart kredytowych niż zeznania świadków złożone po latach. Tak samo zdecydował sąd drugiej instancji. Ale Sąd Najwyższy wziął stronę dziennikarzy. W 2003 r. uznał, że sprawę trzeba zbadać jeszcze raz z powodu nieuwzględnienia niektórych dowodów "Życia". Sprawa wróciła, ale wyrok był dla reporterów miażdżący: artykuł był nieprawdziwy. Sąd Najwyższy oddalił kasację, dziennikarze musieli przeprosić. Ale nie chcieli się poddać. W 2006 r. oddali sprawę do Trybunału w Strasburgu. Do dziś czeka ona w kolejce na rozpatrzenie.
"To były dziwne procesy. Nie rozumiem, dlaczego sędziowie wierzyli świadkom prezydenta, którzy byli jego przyjaciółmi albo podwładnymi. A nie dali wiary zwykłym ludziom, którzy widzieli Kwaśniewskiego w Cetniewie" - komentuje Jacek Łęski, współautor "Wakacji z agentem".

Michał Majewski, Paweł Reszka
 
Sąd: Monika Olejnik nie musi przepraszać wiceprezesa Polskiego Radia PDF Drukuj
Sobota, 22 Listopad 2008 14:59
Dziennikarka Monika Olejnik nie musi przepraszać wiceprezesa Polskiego Radia Jerzego Targalskiego za to, że w swoich programach pytała polityków o jego domniemane wypowiedzi m.in. na temat "usuwania gomułkowsko-gierkowskich złogów z Polskiego Radia".

Monika Olejnik nie musi przepraszać wiceprezesa Polskiego Radia Jerzego Targalskiego. W czwartek warszawski sąd okręgowy oddalił pozew Targalskiego w tej sprawie. W uzasadnieniu sąd stwierdził m.in., że Olejnik nie przekroczyła granic wolności prasy. Wyrok jest nieprawomocny.
"Bardzo się cieszę, że sąd zadecydował, że dziennikarz ma prawo do zadawania pytań, że jest wolność prasy i że prasa jest w swej wolności nieograniczona oczywiście poza rzetelnością" - powiedziała Olejnik.
"W moim przypadku sprawa dotyczyła tego, że zadając pytania gościowi czerpałam swoją wiedzę "Gazety Wyborczej"" - dodała.
"Sąd uznał, że wolność słowa jest ważniejsza od ochrony dóbr osobistych" - powiedział z kolei Targalski. Wiceprezes Polskiego Radia zapowiedział, że "nie ustąpi" i jeśli apelacja nie przyniesie skutku wystąpi do Trybunału w Strasburgu.
"Trudno - to spotkamy się w Strasburgu" - odpowiada Olejnik.
Targalski domagał się od Olejnik i Radia ZET przeprosin oraz 20 tys. zł. za to, że - jego zdaniem - w dwóch audycjach naruszyła jego dobra osobiste.
W pierwszej z audycji - wywiadzie z posłem Tadeuszem Cymańskim (PiS) - Olejnik powoływała się na "Gazetę Wyborczą", która przytaczała rzekome słowa Targalskiego (wiceprezes PR w osobnym procesie pozwał także gazetę). Natomiast w drugiej - niedzielnej porannej rozmowie z politykami - Olejnik nie powoływała się na gazetę.
Według "Gazety Wyborczej", Targalski miał obraźliwie wyrazić się o adoptowanych dzieciach jednej z pracownic przewidzianych do zwolnienia, lecz potem przed tym wybronionej. Wiceprezes, według gazety, miał powiedzieć, że jeśli "ktoś wziął dzieci po pijakach, to jego problem". Targalski zaprzecza, by odezwał się w ten sposób do pracownicy, przeczy też, by zwalnianej dziennikarce muzycznej powiedział, że "czyści radio ze złogów gierkowsko-gomułkowskich".
Targalski: w audycjach przytoczone w "GW" plotki Olejnik podała jako fakty
Dodał, iż w ten sposób m.in. zakwestionowano jego kwalifikacje merytoryczne do zajmowania stanowiska publicznego, ponadto zaszkodzono wizerunkowi Polskiego Radia.
Według Olejnik "zasadą pracy dziennikarskiej jest, iż rano przegląda się gazety i wybiera ciekawe artykuły, a ten artykuł był wyjątkowo bulwersujący". "Nie widziałam powodu, aby informacje z prasy konfrontować z Targalskim, tym bardziej, że dalej opisaną sprawą zajęła się Komisja Etyki Mediów" - mówiła przed sądem.
Pozew Targalskiego przeciwko Olejnik nie jest jedynym, jaki wytoczył on w obronie dóbr osobistych. Podobne pozwy skierował przeciw dziennikarzom "Gazety Wyborczej": Agnieszce Kublik, Mikołajowi Lizutowi i Wojciechowi Czuchnowskiemu oraz dziennikarce muzycznej Marii Szabłowskiej za przypisywanie mu wypowiedzi o "złogach gierkowsko-gomułkowskich" i "starych kobietach" w Polskim Radiu.

Źródło: PAP


 
<< Początek < Poprzedni 291 292 293 294 Dalej > Ostatnie >>

pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie