|
|
|
| środa, 10 listopada 2010 08:24 | |||
GW: Likwidacja? Prezes płaciSzefowie zlikwidowanej spółki, która miała zaległości wobec pracowników, mają zapłacić im z własnej kieszeni. Taki bezprecedensowy wyrok wydał sąd w Opolu. Sprawę monitorowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka ze względu na jej znaczenie dla wielu pracowników, których firmy postawiono w stan likwidacji.
Marek Masalski z Kędzierzyna-Koźla przez lata pracował jako szef zmiany w spółce Strażnica, która zabezpieczała miejscowe zakłady chemiczne. Cztery lata temu pozwał spółkę o wypłatę za zaległe godziny nadliczbowe. Wygrał w dwóch instancjach - sąd nakazał wypłacić mu ponad 22 tys. zł. Ale Masalski pieniędzy nie dostał. Bo spółkę postawiono w stan likwidacji i nie miała żadnego majątku. Masalski twierdzi, że szefowie spółki woleli ją zlikwidować, niż zapłacić pracownikom zaległe wynagrodzenia za nadgodziny. A dług wobec 20 z 30 pracowników Strażnicy - jak ustalił sąd - wynosił już 400 tys. zł. - Likwidacja była zagrywką taktyczną. Część osób poszła do sądu i uzyskała prawomocne wyroki. Szefowie firmy zaproponowali nam ugodę, ale to było ultimatum. Wyglądało tak: bierzesz 5 tys. zł spłacane przez pięć lat i rezygnujesz z dalszych roszczeń. Nie zgodziłem się - opowiada Masalski. Były prezes Strażnicy, a potem jej likwidator Marian W. przyznał przed sądem, że negocjacje z pracownikami się nie powiodły, dlatego nie było innego wyjścia, jak postawić spółkę w stan likwidacji. W miejsce Strażnicy utworzono bliźniaczo podobną spółkę: Jednostkę Ratowniczą "Blachownia". - Rządzą nią ci sami ludzie, korzystają z tego samego sprzętu, działają tak samo - podkreśla Masalski. Tę spółkę też postawiono w stan likwidacji, powstała kolejna. Nadal zatrudnia ok. 30 osób. Co ważne, Masalski i pięciu innych byłych pracowników Strażnicy wyroki przyznające im wypłatę za zaległe nadgodziny uzyskali przed likwidacją Strażnicy. Dlatego Masalski pozwał byłych szefów na podstawie kodeksu spółek handlowych. Mówi on, że byli członkowie zarządu solidarnie ponoszą odpowiedzialność za zobowiązania spółki i jeśli spółka nie ma majątku, to muszą płacić z majątku prywatnego. Pomogła mu Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Zainteresowaliśmy się sprawą, bo niesprawiedliwość, która spotkała pana Masalskiego, była oczywista. Poza tym pokrzywdzonych w ten sposób jest znacznie więcej, a pomagając panu Masalskiemu chcieliśmy pokazać, że można walczyć o swoje, i że ludzie mogą na nas przy takich sprawach liczyć - mówi Joanna Lora z Programu Spraw Precedensowych. Fundacja pomogła znaleźć Masalskiemu pełnomocnika, który reprezentował go pro bono - mecenasa Mateusza Bozańskiego. - To, że byli szefowie likwidowanych spółek płacą zobowiązania z własnego majątku, jest dość częste. Tyle że zwykle płacą tylko byłym kontrahentom. Tym razem to pracownik pozwał byłych szefów, którzy mają z prywatnego majątku wyrównać zaległości - zaznacza adwokat. W listopadzie zeszłego roku sąd rejonowy w Opolu zgodził się z argumentami Masalskiego i nakazał byłym prezesom spółki Januszowi K. oraz Marianowi W. oddać byłemu pracownikowi ponad 22 tys. zł z własnej kieszeni. Byli prezesi Strażnicy złożyli apelacje. Marian W. twierdził, że długi wobec pracowników nie powstały w czasie, gdy zarządzał spółką. Tłumaczył, że sytuacja spółki była zła i wypłacenie pracownikom pieniędzy za nadgodziny doprowadziłoby do katastrofy finansowej. W ostatni piątek wydział gospodarczy Sądu Okręgowego w Opolu utrzymał w mocy wyroki I instancji i zasądził na rzecz Masalskiego zaległe wynagrodzenie, a także odsetki - łącznie niemal 40 tys. zł. - Dla sądu bezdyskusyjną sprawą jest to, że członkowie zarządu spółki odpowiadają w takim samym zakresie, w jakim odpowiadałaby spółka - argumentowała sędzia Bożena Kulig-Budzińska. [...] Małgorzata Szuleka, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Zainteresowaliśmy się sprawą, bo to modelowy przykład coraz częstszej praktyki tzn. postawienia spółki w stan likwidacji, by uniknąć wypłacenia świadczeń pracowniczych. Będzie ona przykładem dla wielu innych pracowników w całej Polsce. Cieszy nas to orzeczenie, bo pokazuje, że pracownicy mogą skutecznie walczyć o pieniądze na podstawie kodeksu spółek handlowych dotąd wykorzystywanego tylko przez kontrahentów. [...] źródło: http://wyborcza.pl/1,75248,8633734,Likwidacja__Prezes_placi.html
|







