PAP: Sprawa zwolnienia Szabłowskiej w sądzie
Zmiany organizacyjne i techniczne, którym Maria Szabłowska nie będzie w
stanie sprostać - takie, zdaniem zarządu Polskiego Radia, były powody
zwolnienia tej znanej dziennikarki z pracy. Ona wskazuje powody
polityczne.
Warszawski sąd pracy kontynuował jej proces, w trakcie którego bada zgodność podanych przyczyn z prawdą.
Sąd przesłuchał w piątek trzech kolejnych świadków - b. prezesa
Polskiego Radia Andrzeja Siezieniewskiego, wydawcę z radiowej Jedynki i
dyrektora radiowej agencji nagrań i koncertów. Żaden z nich nie
stwierdził, jakoby Szabłowska miała kłopoty z cyfrowym montażem
dźwięku, który w 2006 r. zastąpił używane wcześniej analogowe taśmy - a
o to pytał pełnomocnik pozwanego Polskiego Radia, od którego Szabłowska
domaga się przywrócenia do pracy.
Została ona zwolniona jesienią 2006 r. przez wiceprezesa Polskiego
Radia Jerzego Targalskiego. Według dziennikarki, miał on jej wtedy
powiedzieć, że radio powinno zostać oczyszczone z
"gomułkowsko-gierkowskich złogów", do których ją zaliczył i że średnia
wieku w Polskim Radiu "jest bliska tej na cmentarzu". Wskazywał, że
Szabłowska osiągnęła już wiek emerytalny.
Targalski zaprzecza, by tak powiedział i w innym procesie pozwał
Szabłowską za naruszenie jego dóbr osobistych. Jak tłumaczył, miał
wówczas na myśli, że "jeśli nie odmłodzimy kadr radia to wymrze ono
wraz z naszym pokoleniem, czyli miałem tu na myśli także siebie".
Według Targalskiego, w Radiu panowała sytuacja, w której "każdy
pracownik uważał, że etat jest dożywotni, a odesłanie na emeryturę
oznacza represję". Wiceprezes radia pozwał też "Gazetę Wyborczą" i
Monikę Olejnik za przytoczenie krzywdzących go, jego zdaniem
nieprawdziwych, słów. W poniedziałek rozpocznie się też proces karny o
zniesławienie (krytykowany ostatnio publicznie art. 212 Kodeksu
karnego) przeciwko dziennikarce "GW" Agnieszce Kublik.
Przed sądem Siezieniewski podkreślał, że Szabłowska była jedną z
najwybitniejszych dziennikarek PR, wielokrotnie nagradzaną i szanowaną.
Przyznał, że planował zawarcie z nią tzw. kontraktu gwiazdorskiego -
jakie wcześniej w radiu mieli Marek Niedźwiecki, Tadeusz Sznuk i Roman
Czejarek (żaden z nich nie pracuje już w PR - PAP), ale zanim do tego
doszło, został odwołany z funkcji i zastąpił go Krzysztof Czabański.
- Czy pani Szabłowska miała problemy z używaniem nowego systemu
komputerowej obróbki dźwięku? - pytał pełnomocnik pozwanego radia mec.
Andrzej Kaściński. - Nic o tym nie wiem, ale gdyby tak było,
dowiedziałbym się od jej przełożonych - odparł były prezes. Jego
zdaniem, "zwalnianie z pracy ludzi wybitnych, którzy z natury rzeczy są
najbardziej niezależni, miało być sygnałem do wszystkich: uważajcie,
skoro zwalniamy najlepszych, to i was możemy, jeśli nie będziecie nam
ulegli".
Zeznający jako drugi wydawca w Polskim Radiu Jacek Kruczek oświadczył,
że w czasie 3-miesięcznej współpracy z Szabłowską nie zauważył, by
miała ona kłopoty z obsługą nowego komputerowego systemu.
Pytany przez pełnomocnika powódki mec. Waldemara Gujskiego o zasady
pracy w radiu podkreślił, że to zadaniem wydawcy, a nie prowadzącego
audycje, jest przygotować wszystkie materiały dźwiękowe do programu,
które przesłuchuje się razem z autorem. - Raz siedzieliśmy razem z
panią Marią przy komputerze i montowaliśmy dźwięki. Nie pamiętam, kto
trzymał palce na klawiaturze - zeznał.
Szef radiowej agencji nagrań i koncertów Stanisław Bykowski potwierdził
przed sądem, że starał się interweniować w zarządzie PR w sprawie
zwalnianej Szabłowskiej. - Usłyszałem, że ona nie jest moim
pracownikiem, więc to nie moja sprawa - relacjonował. - Ale czemu pan
się w ogóle tym interesował? - dociekał mec. Gujski. - Bo uważam
Marysię za znakomitego dziennikarza i nie widzę powodu, by miała nie
sprostać zadaniom, jakie by jej postawiono - brzmiała odpowiedź.
Proces odroczono do maja, gdy mają zeznawać ostatni świadkowie, a sąd przesłucha strony.
|