| Sąd Najwyższy skazanie za próbę zabójstwa Macieja D. - ostateczne |
|
|
|
| czwartek, 04 czerwca 2009 00:13 | |||
Sąd Najwyższy – skazanie za próbę zabójstwa Macieja D. - ostateczne
W dniu 3 czerwca 2009 r. SN oddalił jako oczywiście bezzasadną kasację wniesioną przez obrońców Marka B. Ostateczny jest więc wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym skazał on Marka B. na 10 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa (art. 148 § 1 k.k.) w 2006 r. działacza anarchistycznego. Sprawa objęta była Programem Spraw Precedensowych, a oskarżyciela posiłkowego Macieja D. reprezentował pro bono adw. Mikołaj Pietrzak.
W maju 2006 r. w Warszawie Marek B., po wcześniejszym użyciu gazu
łzawiącego, wbił Maciejowi D. nóż w klatkę piersiową. Wykrzykiwał przy
tym m.in. "ty lewacka k..., zabijemy cię". Ofiara w ciężkim stanie
trafiła do szpitala. W ataku uczestniczył też drugi mężczyzna, nie
udało się go zatrzymać.
Napaść poprzedził konflikt w klubie "Dwa koła", gdzie pobili się sympatycy i członkowie zespołu muzycznego, w którym grał Marek B. oraz osoby z grupy Macieja D. Podłożem zajścia były "skrajnie diametralne" poglądy obu grup. Maciej D. postrzegany był jako "członek grupy lewackiej i anarchistycznej", zaś Marek B. jako "podzielający przekonania prawicowe i antykomunistyczne". Nikt nie złożył wtedy zawiadomienia o przestępstwie. W procesie prokuratura żądała dla B. 12 lat więzienia. Obrona wnosiła o zmianę kwalifikacji czynu z usiłowania zabójstwa na spowodowanie uszczerbku na zdrowiu. W 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Marka B. za winnego usiłowania zabójstwa D. i skazał go na 10 lat więzienia. Wyrok utrzymał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie. SO uznał, że Marek B. zaplanował napaść na D., bo ustalił miejsce jego pracy i codzienną drogę do domu. Sąd wskazał, że oskarżony pisał w internecie, że zamierza wyrządzić krzywdę Maciejowi D., formułując zdania typu „jak ubijemy pedała, urośniemy do rangi bogów”. SO nie dał wiary słowom oskarżonego, że nie planował śmierci D. i chciał jedynie zadać mu cios w udo lub pośladek - jako zemstę za zajście w klubie, a tylko przypadkowo ugodził w klatkę piersiową. Sąd uznał opinię biegłego, że gdyby B. celował we wskazane przez siebie miejsca, ślady po ciosie wyglądałby inaczej. Zdaniem SO B. w chwili czynu był świadomy tego, co robi - obrona podkreślała, że B. brał leki silnie wpływające na psychikę. Obrona złożyła kasację do SN, wnosząc o zwrot sprawy do I instancji i uznając za niepełną opinię lekarską wobec B. O oddalenie kasacji jako "oczywiście bezzasadnej" wnosili prokurator i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego. Trzyosobowy skład SN uznał, że kasacja jest oczywiście bezzasadna, bo orzeczenia sądów w tej sprawie były "trafne i słuszne". Przewodniczący składu, a zarazem prezes Izby Karnej SN Lech Paprzycki mówił w ustnym uzasadnieniu decyzji SN, że opinia psychiatryczna była pełna i jasna; nie było też sprzeczności w opiniach biegłych od medycyny sądowej. Po ataku na Macieja D. w mediach stało się głośno o stronie internetowej Redwatch organizacji "Blood&Honour" (Krew i Honor), na której publikowano faszystowskie treści oraz adresy i wizerunki osób określanych jako "wrogowie rasy" - działaczy organizacji lewicowych, antyfaszystowskich i feministycznych. Maciej D. był w tym "wykazie". Obrońcy B. przekonywali, że ich klienta błędnie powiązano z organizacją "Krew i Honor". "Sugerowanie, że powodem zajścia były przyczyny ideologiczne czy poglądy faszystowskie Marka B. nie znajdują odzwierciedlenia w materiale dowodowym" - wskazywali. Pełnomocnik D. mec. Mikołaj Pietrzak mówił, że był związek ataku na D. z jego obecnością na liście "Blood&Honour". Notatka sporządzona przy wykorzystaniu informacji PAP
|







