| "Gazeta Prawna": Rozmowa z prof. Zbigniewem Hołdą |
|
|
|
| wtorek, 30 października 2007 12:00 | |||
|
■ Panie profesorze, czy zasadnicze projekty zmian kodeksu karnego, zakładające zaostrzenie kar, konfiskatę mienia i wcześniejsza odpowiedzialność nieletnich da się jeszcze uratować w nowej kadencji Sejmu? Czy politykę zaostrzenia kar należy w ogóle kontynuować? - Nie, takiej możliwości nie widzę. Zmiany w kodeksach karnych forsowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości powinny odejść do historii. Obowiązujący kodeks był uchwalony w 1997 roku i jest to dobry akt prawny. Rozwiązania proponowane przez PiS zmieniały go całkowicie. Zmianie uległa cała filozofia karania. Dlatego nie ma powodu, by projekty te forsować w nowym Sejmie, zwłaszcza że w szczegółach nawiązują one do PRL-owskiego kodeksu z 1965 roku. Natomiast problem odpowiedzialności nieletnich jest sprawą otwartą. Sądzę, że postępowanie z nieletnimi należy uregulować w odrębnej ustawie. ■ Czy należy utrzymać 24-godzinne sądy dla rowerzystów chuliganów? - Uważam, że im prędzej, tym lepiej, należy te przepisy kodeksu postępowania karnego uchylić. Okazało się, że to był zły pomysł. Przepisy o sądach 24-godzinnych nie sprawdziły się. Są kosztowne, nieskuteczne, wręcz szkodliwe. ■ Które przepisy procedury karnej i kodeksu karnego uchwalone w ciągu ostatnich dwóch lat były szkodliwe społecznie? - Całe szczęście ustępujący minister sprawiedliwości nie zdołał wprowadzić większości swoich złych pomysłów. Znowelizowany w 2003 roku kodeks postępowania karnego sprawdził się w praktyce i funkcjonuje jak należy. Cel tej nowelizacji, którym było przyspieszenie i uproszczenie postępowania, został osiągnięty. Dzisiaj, jak wskazują badania zespołu pracującego pod przewodnictwem prof. Stanisława Waltosia, w 2/3 przypadków zapadają wyroki bez przeprowadzania postępowania dowodowego, np. w trybie dobrowolnego poddania się karze czy warunkowego umorzenia postępowania karnego itd. Przed wejściem w życie kodeksu była to 1/3 spraw. ■ Czy zgadza się pan z postulatem I prezesa Sądu Najwyższego, że w pierwszej kolejności należy uchylić przepisy ustawy o ustroju sądów powszechnych znoszące immunitet sędziowski w 24 godziny? - Mam głęboką nadzieję, że te przepisy nie będą stosowane. Niepotrzebnie w ogóle tę ustrojową ustawę nowelizowano. Jeden przepis z tej ustawy o asesorach sądowych straci moc po 18 miesiącach po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 24 października tego roku, TK zakwestionował ustawowe upoważnienia asesora do orzekania w charakterze sędziego. Bardzo dobrze, że tak się stało. Asesor nie jest przecież niezawisłym sędzią. ■ A jak ten problem rozwiązać? Kto będzie sądził w sądach grodzkich? - Wymiar sprawiedliwości, wbrew obiegowym opiniom, nie cierpi na niedobór sędziów. Orzekających sędziów jest 10 tys., a asesorów 1,6 tys. Niektórzy z nich mają trzy lata asesury za sobą i w najbliższym czasie będą mianowani sędziami. Problem tak naprawdę dotyczy najmłodszych asesorów, mianowanych przez ministra sprawiedliwości w ciągu dwóch lat. Minister mianował te osoby, wiedząc, że sprawa asesorów jest na wokandzie w Trybunale. Nie było to eleganckie posunięcie, żeby nie powiedzieć mocniej. ■ Jak pan ocenia prestiż naszego wymiaru sprawiedliwości? Czy dwa lata rządów ministra Zbigniewa Ziobry nie wystawiły tego prestiżu na ciężką próbę? Czy prestiż sędziów nie został w ciągu rządów ministra Ziobry zanadto nadwerężony? - Afirmacją tego prestiżu niech będzie ostatnie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie asesorów. Trybunał stwierdził jednoznacznie, że sądzić mogą tylko sędziowie. Asesor nie ma takich kwalifikacji zawodowych. Trybunał powiedział jasno, że zawód sędziego powinien być ukoronowaniem zawodów prawniczych. Ustawodawca nie może obniżać tych standardów, nie może przede wszystkim rzucać cienia na sędziowską niezawisłość. Rozmawiała Katarzyna Żaczkiewicz "Gazeta Prawna" z 30 października 2007 r.
|







