"Gazeta Wyborcza": Okręg wyborczy Zagranica
21 października 2007 r. Polacy z dumą oglądali zdjęcia z
zagranicy, na których rodacy tłoczyli się w długich kolejkach, by oddać
głos w wyborach parlamentarnych. Miał to być dowód wysokiej frekwencji.
Nic bardziej mylnego
Pięciokrotny wzrost liczby głosujących zagranicą nie oznacza, że
frekwencja była wysoka. Wręcz przeciwnie - jeżeli wziąć pod uwagę
lawinowy wzrost migracji Polaków, okaże się, że w Wielkiej Brytanii
frekwencja wyniosła 6 proc., w Irlandii 11 proc., a w Niemczech
zaledwie 3 proc. A kolejki wzięły się stąd, że państwo polskie
kompletnie do wyborów się nie przygotowało.
W Wielkiej Brytanii w 20 komisjach zagłosowało ponad 36 tys. Polaków. W
jednej z komisji londyńskich wydano aż 5,4 tys. kart do głosowania. W
kraju tylko w jednej komisji obwodowej (w Warszawie) liczba głosujących
przekroczyła 2 tys., a średnio było to 650 osób. Podobnie źle było w
Irlandii, gdzie utworzono zaledwie cztery komisje. W dwóch dublińskich
głosowało aż po 4,5 tys. wyborców. W
Niemczech Polacy musieli się zadowolić zaledwie sześcioma komisjami. W
USA powołano najwięcej - 21 komisji (dwa lata wcześniej było ich 14),
co zaowocowało blisko pięciokrotnym wzrostem wyborców. Ale nie zmieniło
to faktu, że komisja obwodowa Chicago IV wydała prawie 5,8 tys. kart.
Czyli: za mało było komisji, zabrakło innej możliwości zagłosowania niż
osobiste stawiennictwo, głosowano na kandydatów wyłącznie z listy
warszawskiej.
Na pochwałę zasługuje tylko system zgłoszeń internetowych do spisu
wyborców. Pojawiły się jednak przypadki, gdy zgłoszenia takie nie były
uwzględniane i część wyborców pokonywała pokonała dziesiątki czy setki
kilometrów tylko po to, by w lokalu wyborczym dowiedzieć się, że nie
mogą zagłosować.
Od lat postulowane są zmiany w ordynacji wyborczej, które mogłyby
zwiększyć frekwencję za granicą - głosowanie korespondencyjne czy
głosowanie przez pełnomocnika. Takie formy głosowania za granicą wydają
się szczególnie konieczne, bo żaden z lokali zagranicznych nie był
przystosowany dla niepełnosprawnych (w kraju według danych Państwowej
Komisji Wyborczej przystosowany jest co czwarty lokal). Warto też
zastanowić się nad przedłużeniem głosowania do dwóch dni, co świetnie
sprawdziło się w przypadku referendum w sprawie akcesji Polski do UE.
Konieczne jest także zwiększenie liczby lokali wyborczych - w
szczególności w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Pomogłoby również
utworzenie przez MSZ lub PKW jednego portalu, gdzie Polacy zgłaszaliby
się do spisu wyborców.
Warto też już dziś rozpocząć prace nad wprowadzeniem głosowania przez
internet, co ma szansę przełożyć się na zwiększenie frekwencji
wyborczej, szczególnie wśród młodych. Jak dotąd jedynym krajem, który
wprowadził e-voting, jest Estonia, ale inne państwa testują takie
rozwiązania. Na przykład głosowanie przez internet zostało wprowadzone
dla obywateli holenderskich przebywających za granicą w wyborach do
Parlamentu Europejskiego w 2004 r. i w wyborach parlamentarnych w 2006
r.
I wreszcie najbardziej radykalny pomysł - utworzenie odrębnego okręgu
dla głosujących za granicą. Tak jak jest m.in. we Włoszech, w
Portugalii i Chorwacji. Obecnie Polacy za granicą głosują na kandydatów
z okręgu warszawskiego, a ich głosy dodaje się do sumy zebranej od
stołecznych wyborców. Oznacza to osłabienie siły głosów z zagranicy,
zwłaszcza że mimo ogromnego wzrostu wyborców zagranicznych liczba
mandatów do podziału była w 2007 r. taka jak poprzednio - 19.
Byłoby to odstępstwo od zasady proporcjonalności wyborów, bo liczba
osób uprawnionych do głosowania za granicą (w 2007 r.) nie uprawnia
jeszcze do utworzenia okręgu wyborczego. Ale uprzywilejowanie wyborców
spoza kraju można uzasadnić konstytucyjnym obowiązkiem państwa do
podtrzymywania więzów z rodakami za granicą i koniecznością zapewnienia
im wpływu na realizację niektórych praw obywatelskich (np. prawa do
opieki konsularnej)
Utworzenie okręgu wyborczego "Zagranica" mogłoby zintensyfikować
kampanię wyborczą za granicą, a zatem zwiększyłoby także frekwencję
wyborczą. Dałoby również Polakom za granicą rzeczywistą reprezentację w
Parlamencie. Któż, jeśli nie posłowie zagraniczni, będzie wyczulony na
problemy rodaków na obczyźnie?
*Jarosław Bełdowski - prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR)
**dr Adam Bodnar - koordynator Programu Spraw Precedensowych w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
***Dawid Sześciło - prawnik w Programie Spraw Precedensowych w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Szerzej na ten temat w raporcie "Skąd się wzięły kolejki Polaków za
granicą 21 października - jak uniknąć błędów w przyszłości?" - na
www.for.org.pl/pl/raporty-FOR
"Gazeta Wyborcza" z 24 stycznia 2008 r.
|