| Prawnicy Programu Spraw Precedensowych na łamach "Rzeczpospolitej" |
|
|
|
| środa, 16 sierpnia 2006 01:00 | |||
Prawnicy Programu Spraw Precedensowych na łamach "Rzeczpospolitej"
Dnia 16 sierpnia 2006 r. na łamach "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł Adama Bodnara oraz Macieja Bernatta, prawników Programu Spraw Precedensowych pt. "Czy lekarz korzysta z wolności słowa?". Artykuł powstał w związku z prowadzeniem sprawy Zofii Sz. Autorzy twierdzą, iż wolność słowa jest fundamentem współczesnych demokracji. Tymczasem okazuje się, że faktyczny poziom zagwarantowania tej wolności w Polsce jest daleki od ideału. Przykładem może być regulacja przewidziana w Kodeksie Etyki Lekarskiej, która zabrania lekarzowi publicznego krytykowania innego lekarza. Konsekwencje złamania tej normy mogą być zarówno dla lekarza jak i dla społeczeństwa daleko idące. Czy taka regulacja może obowiązywać w demokratycznym państwie prawnym? Wolność słowa jako zasada konstytucyjna jest podstawą demokratycznego społeczeństwa. Swoje źródło znajduje w art. 54 Konstytucji RP oraz w międzynarodowych instrumentach ochrony praw człowieka. Wolność słowa, jak wszystkie inne wolności konstytucyjne, nie ma charakteru absolutnego - może podlegać ograniczeniom. Przykładem ograniczenia wolności słowa jest norma art. 52 ust. 2 Kodeksu Etyki Lekarskiej (KEL): Lekarz nie powinien wypowiadać wobec chorego i jego otoczenia, a także wobec personelu asystującego lub publicznie, niekorzystnej oceny działalności zawodowej innego lekarza lub dyskredytować go w jakikolwiek sposób. Należy zastanowić się czy ograniczenie to spełnia wymogi art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, tj. czy całkowity zakaz krytyki innych lekarzy przez osoby wykonujące ten zawód jest dopuszczalny. Powyższy problem powstał niedawno na kanwie sprawy rozpatrywanej przed Naczelnym Sądem Lekarskim. Jeden z lekarzy skrytykował na łamach powszechnie dostępnej prasy prowadzone przez innego lekarza badania medyczne jako sprzeczne - jego zdaniem - z zasadami sztuki lekarskiej i obowiązującymi w tym czasie przepisami prawa. Zarówno Okręgowy jak i Naczelny Sąd Lekarski uznał lekarza winnego złamania wyżej wskazanej normy. Krytyczna, ale prawdziwa wypowiedź lekarza wyrażona w interesie publicznym - zdrowia dzieci, została przez te sądy uznana za naruszenie art. 52 ust. 2 KEL. Okręgowy Sąd Lekarski jako przyczynę uzasadniającą całkowity zakaz publicznego wyrażania negatywnych ocen działania innego lekarza wskazał na konieczność ochrony jego dobrego imienia. OSL podkreślił, że „Ratio legis tego przepisu wynika z faktu, iż swoją opinię każdy lekarz buduje przez lata pracy a nawet jednorazowa publiczna wypowiedź może całkowicie zniszczyć ten dorobek". Sądy nie badały w związku z tym ani prawdziwości wypowiedzi ani czy zostały one podniesione w interesie publicznym. Interesował je jedynie fakt czy zostały one złożone. Okręgowy Sąd Lekarski stwierdził: "Przedmiotem postępowania (...) były wypowiedzi obwinionej na łamach prasy, a nie badanie czy były one zgodne z prawdą". Sam fakt krytycznej wypowiedzi przesądził więc o uznaniu winy i zasądzeniu kary dyscyplinarnej, później jedynie zmniejszonej przez Naczelny Sąd Lekarski. Mając na uwadze przedstawiony przykład należy zastanowić się, które dobro jako zasada powinno przeważyć - czy interes środowiska, szacunek wobec kolegów, a tym samym brak krytyki, czy interes publiczny. Jedynie do pewnego stopnia można zrozumieć argumenty odwołujące się do konieczności dbania o dobre imię lekarzy, a tym samym zakazujące ich krytyki przez kolegów. Nieuzasadniona i nieprawdziwa krytyka zawsze musi być uznana za niedopuszczalną, gdyż faktycznie w szybkim czasie może wyrządzić szereg szkód osobie, która na swoją reputację pracowała przez lata. Poza tym krytykować można tylko wtedy kiedy ma się ku temu faktyczne podstawy. Inaczej jest to zniesławienie. Z drugiej strony, w ramach funkcjonowania każdego środowiska zawodowego pojawia się pokusa rozwiązywania własnych problemów w wewnętrznym gronie, a tym samym przyjmowania różnych strategii wykluczania ze środowisk zawodowych osób, które odważą się wyjść z problemami poza jego nawias. Żadne grono zawodowe nie może mieć jednak prawa do tworzenia standardu zbiorowego decydowania kto, kiedy i kogo może krytykować. Błędy mogą się zdarzyć każdemu - świetnemu lekarzowi jak i kierowcy Formuły 1, który zmęczony powoduje zwyczajny wypadek drogowy. Jeden czyn może, ale nie musi, oznaczać zaprzepaszczenia całego dorobku osoby wykonującej zawód zaufania publicznego. O zaufaniu, budowanym przez lata, świadczy bowiem liczba i trafność interwencji medycznych oraz wdzięczność pacjentów. Dlatego też trudno jest uznać, że jednorazowa, prawdziwa krytyka może zrujnować cały budowany przez lata dorobek. Lekarz, który popełnił błąd, a posiada dobrą reputację, raczej nie boi się wytknięcia tego błędu, bo potwierdzeniem jego kwalifikacji są tysiące właściwych terapii i diagnoz, a błędy zdarzają się każdemu. Jeżeli krytyka jest natomiast nieuzasadniona, potrafi się przed nią obronić. Powstaje przy tym pytanie skąd pacjenci mogą wiedzieć czy dany lekarz faktycznie będzie leczył ich najlepiej jak potrafi. Mogą ich o tym poinformować tylko specjaliści - inni lekarze. Bez prawa do jakiejkolwiek otwartej krytyki, pacjenci mogą czerpać swoją wiedzę jedynie z plotek, zasłyszanych opinii czy mitów krążących wśród pacjentów. Chyba lepiej jednak w tym kontekście dopuścić prawo innych lekarzy - specjalistów w danej dziedzinie - do uzasadnionej i prawdziwej krytyki. Taka krytyka powinna być uznawana wręcz za pożyteczną, a więc legalną, a nie karaną sankcjami dyscyplinarnymi. W tej sytuacji mamy bowiem do czynienia z koniecznością pogodzenia potrzeby ochrony dobrego imienia lekarza oraz dobra pacjenta. Ochrona tego pierwszego nie może prowadzić do zakwestionowania podstawowej zasady, jaką powinien kierować się lekarz, tj. dobra pacjenta. Jest ono najważniejszą wartością, wynikającą przecież ze słynnej przysięgi Hipokratesa. Dobro to zdecydowanie przeważa nad szkodą dla reputacji lekarza, powstałą na skutek krytycznej wypowiedzi. A z kolei dobre imię lekarza oznacza w istocie lepszą ochronę praw pacjenta. Całkowity zakaz krytyki może doprowadzić nawet do zagrożenia zdrowia pacjenta. Lekarz mając świadomość, że za krytyczną pod adresem innego lekarza wypowiedź grozi mu surowa sankcja - nawet pozbawienie prawa wykonywania zawodu (art. 42 ustawy o izbach lekarskich) - może nie zdecydować się na ujawnienie informacji, przykładowo, o niebezpiecznych praktykach stosowanych przez innego lekarza. Tymczasem taka publiczna wypowiedź, będąca wyrazem skorzystania z konstytucyjnej wolności słowa powinna zostać uznana nie tylko za dozwoloną, a wręcz wskazaną i służącą ochronie interesu publicznego. Należy mieć również na względzie treść art. 17 Konstytucji RP, która obliguje samorząd lekarski do działania w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Za taki należy uznać szeroko rozumiane prawo pacjenta do wyboru dobrego, godnego zaufania lekarza. Możliwość zaś dokonania wyboru jest gwarancją odpowiedniej samoregulacji rynku usług medycznych (przynajmniej w jego prywatnym, niepublicznym wymiarze). Zasady wynikające z art. 17 Konstytucji RP powinny przekładać się na charakter i treść norm etycznych, w tym tych również odnoszących się do wypowiedzi członków samorządu lekarskiego. Ciekawe wnioski dotyczące omawianego zagadnienia płyną z międzynarodowych regulacji etyki lekarskiej, w szczególności z Międzynarodowego Kodeksu Etyki Lekarskiej (World Medical Association International Code of Medical Ethics, źródło: http://history.nih.gov/laws/pdf/ICME.pdf). Podkreśla się tam, że lekarz jest zobowiązany zawiadomić odpowiednie organy dyscyplinarne w przypadku, gdy uzyska informacje o szkodliwej działalności innego lekarza. Zarazem od lekarza wymaga się, aby przed złożeniem odpowiedniego doniesienia, wyczerpał inne środki, służące wyjaśnieniu spornej sprawy, w grę może tutaj wchodzić rozmowa z lekarzem, z jego przełożonym, odpowiedni list. Uznać należy analogicznie, że wykorzystanie alternatywnych sposobów rozwiązania sporu jest warunkiem dopuszczalności publicznej krytyki działań innego lekarza. Nie może być ona natomiast zakazana w sposób absolutny, tak jak to dzieje się na gruncie art. 52 ust. 2 KEL, gdyż godzi to w podstawową zasadę demokratycznego społeczeństwa, jaką jest wolność słowa.
Mając na uwadze powyższe uwagi uznać należy, że obecna regulacja dotycząca publicznej krytyki jest na gruncie polskiego kodeksu etyki lekarskiej sformułowana zbyt kategorycznie. Przy literalnej wykładni wskazywanego przepisu, tj. wykładni jakiej dokonują sądy lekarskie, dochodzi do naruszenia wolności słowa. Właściwym rozwiązaniem, wymagającym jednak zmiany wskazanego przepisu, byłoby uznanie publicznej krytyki wśród lekarzy za dopuszczalną pod warunkiem prawdziwości ujawnianych informacji, działania w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony oraz skorzystania z alternatywnych sposobów wyjaśnienia sprawy.
|







