| "Rzeczpospolita": Za pomówienie można trafić do szpitala psychiatrycznego |
|
|
|
| poniedziałek, 09 lipca 2007 01:00 | |||
"Rzeczpospolita": Za pomówienie można trafić do szpitala psychiatrycznegoSądy zbyt pochopnie kierują oskarżonych w błahych sprawach na obserwację psychiatryczną do szpitala. Pozbawiają ich tym samym wolności. Wszystko przez zbyt ogólnikowy przepis, którym zajmie się jutro Trybunał Konstytucyjny Na problem ten zwróciła uwagę Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która w imieniu poszkodowanych przygotowała skargi do Trybunału. Mowa o art. 203 kodeksu postępowania karnego. Do skarg przyłączył się rzecznik praw obywatelskich. Pozbawieni wolności bez wyrokuAutorka jednej ze skarg Halina R. została oskarżona o nakłania nie do fałszywych zeznań w swojej sprawie rozwodowej. Sąd postanowił najpierw o zbadaniu jej przez dwóch biegłych psychiatrów, argumentując, że kontakt z nią jest utrudniony. Biegli nie potrafili postawić diagnozy i wystąpili z wnioskiem o zbada nie jej w szpitalu. Sąd skierował ją więc na sześć tygodni na obserwację. Zbigniew O., którego skargę także rozpatrzy jutro TK, zarzucił korupcję sędziemu. Uważał bowiem, że w cywilnym procesie, który przegrał, sędzia nie zachowywał się bezstronnie. Ten oskarżył go o zniesławienie. W procesie z oskarżenia prywatnego, który prowadził kolega pomówionego z wydziału karnego, padł wniosek o bada nie psychiatryczne. Maciej Bernatt z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka mówi, że tego rodzaju spraw jest coraz więcej. Nie ma wątpliwości, że przepisu tego się nadużywa. Często chodzi bowiem o drobne zatargi z prawem na tle rodzinnych nieporozumień (np. uszkodzenie mienia w trakcie sprzeczki małżeńskiej) albo o znieważenie przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości. Czasem wystarczy, by komuś puściły nerwy na sali sądowej. W takich sprawach nie orzeka się aresztu, nie grozi za to więzienie, jednak podsądni pozbawiani są czasowo wolności, bo czymże innym jest zamknięcie w szpitalu psychiatrycznym. Decyzja w rękach lekarzy-W razie wątpliwości co do poczytalności osoby objętej postępowaniem karnym prokurator lub sąd może się poradzić dwóch biegłych psychiatrów. Oni zazwyczaj stwierdzają, że diagnoza nie jest możliwa bez obserwacji szpitalnej. Z wiedzy, jaką dysponujemy, wynika, że dość łatwo jest w takim trybie trafić do szpitala, i to aż na sześć tygodni. Taki termin zakreśla przepis i sądy zazwyczaj taki orzekają. Możliwe jest także jego przedłużenie na wniosek szpitala, jeśli sąd się zgodzi -mówi Maciej Bernatt. -W zasadzie to lekarze decydują o pozbawieniu człowieka wolności i przymusowych badaniach psychiatrycznych, bo przecież sąd w tym zakresie musi się oprzeć na ich opinii -dodaje Lech Obara, olsztyński radca prawny, który będzie reprezentował przed Trybunałem Zbigniewa O. Prawnik podkreśla ogólnikowość przepisu, który nie wskazuje dokładnie przyczyn poddania oskarżonych obserwacji. Radca prawny Joanna Sadłowska, która współpracuje z Lechem Obarą w tej sprawie, przytacza inne argumenty. -Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego pozwala przymusowo zamknąć w szpitalu osobę zagrażającą życiu albo zdrowiu swojemu lub innych na dziesięć dni. W tym czasie lekarze muszą postawić diagnozę stanu jej zdrowia. Dlaczego kodeks postępowania karnego daje na to aż sześć tygodni? To wina złych biegłych
Nieco inaczej patrzy na sprawę Jerzy Pobocha, biegły psychiatra sądowy. Jego zdaniem problem tkwi nie w przepisie, lecz w praktyce. Opiniowaniem zajmują się bowiem przypadkowi psychiatrzy, a nie specjaliści od psychiatrii sądowej. Dlatego tak często występują z wnioskami o obserwacje szpitalne. - Mogłyby być rzadsze, ale do tego wcale nie trzeba zmieniać art.203 k.p.k., który jest potrzebny -mówi biegły. -Wystarczyłoby korzystać z kompetentnych biegłych i należycie wynagradzać ich pracę.
Źródło: "Rzeczpospolita", 9.07.2007, nr 158 Autor: Ireneusz Walencik
|







