| Gazeta Wyborcza: Akta IPN tylko z rekomendacją" |
|
|
|
| środa, 26 listopada 2008 12:20 | |||
Gazeta Wyborcza: „Akta IPN tylko z rekomendacją"W dostępie do akt IPN wolność badań naukowych i działalności dziennikarskiej musi być ograniczona prawem do prywatności Tak uznał wczoraj Trybunał Konstytucyjny. - Obowiązek uzyskiwania rekomendacji redakcji czy placówki naukowej przy dostępie do akt IPN to element mechanizmu chroniącego prywatność przed osobami kierującymi się w rzeczywistości innym celem - mówiła sędzia Ewa Łętowska. Trybunał odrzucił skargę rzecznika praw obywatelskich. Gdyby postąpił inaczej, oznaczałoby to pełen dostęp do akt IPN dla każdego, kto zadeklaruje chęć ich wykorzystania do celów naukowych lub dziennikarskich. Nie było pewne, czy dojdzie do rozprawy - RPO w czwartek złożył wniosek o wyłączenie trzech spośród pięciu sędziów. Zarzucił sędziom Ewie Łętowskiej i Markowi Mazurkiewiczowi, że w 1992 roku krytycznie wypowiadali się na temat lustracji, a więc mają do niej stosunek „zaangażowany". Natomiast sędziom Teresie Liszcz i ponownie Ewie Łętowskiej zarzucił, że ich mężowie współpracowali z SB. Mąż sędzi Liszcz podpisał zobowiązanie do współpracy ale jej nie podjął, a mąż sędzi Łętowskiej - tu RPO cytował za „Gazetą Polską" z września ub.r. - przez wiele lat współpracował z SB jako TW „Krytyk". Ta okoliczność zdaniem dr. Janusza Kochanowskiego może rodzić podejrzenie, że nie będą bezstronne. Przewodniczący sędzia Marek Kotlinowski poinformował, że sędzia Liszcz sama złożyła wniosek o wyłączenie tuż przed tym, jak wniosek RPO dotarł do Trybunału. Trybunał odrzucił wnioski co do pozostałych sędziów. - Poglądy wyrażane przez sędziów, zanim zostali sędziami, nie mogą być podstawą wyłączenia. Poglądów nie można utożsamiać ze stronniczością. Gdyby uznać, że na sędziów można wybierać tylko osoby niewyrażające poglądów, zostawałyby nimi osoby bez właściwości - uzasadniał Kotlinowski. Podkreślił, że gdyby poglądy mogły być przyczyną wyłączenia, prowadziłoby to do manipulowania przez strony składem sądzącym. Trybunał odrzucił też wniosek o wyłączenie sędzi Łętowskiej z powodu domniemanej agenturalności jej zmarłego męża: - Dotychczasowa postawa prof. Łętowskiej, jej powszechnie znana uczciwość intelektualna i wiedza prawnicza nie dają podstaw do wątpliwości, że jakiekolwiek inne niż merytoryczne względy mogą wpłynąć na jej orzekanie. Po odrzuceniu wniosku RPO Trybunał rozpatrzył jego skargę. Ustawa o IPN nie wymaga, aby osoby które się ubiegają o dostęp do akt w celach badawczych lub dziennikarskich, były naukowcami albo dziennikarzami. Muszą mieć za to rekomendację pracownika naukowego lub redakcji. Rzecznik uznał, że przepis dotyczący rekomendacji „pracownika naukowego" jest nieprecyzyjny (nie ma jednej prawnej definicji takiego pracownika). Poza tym ogranicza konstytucyjną wolność badań naukowych. Natomiast obowiązek uzyskania rekomendacji redakcji narusza wolność zdobywania i przekazywania informacji. - Stajemy w obronie praw każdego, kto chce opublikować materiał prasowy czy prowadzić badania - mówił Mirosław Wróblewski, przedstawiciel RPO. - Badania akt IPN to nie hodowanie fasolki w słoju. Konieczna jest znajomość warsztatu badawczego i odpowiedzialność za wykorzystanie materiałów. To samo dotyczy działalności dziennikarskiej - argumentował przedstawiciel prokuratora generalnego Andrzej Niewielski. W swoim wniosku do Trybunału RPO pominął ochronę prywatności i dobrego imienia osób pojawiających się w materiałach IPN. Wytknęła mu to w opinii „przyjaciela sądu" Fundacja Helsińska wskazując, że RPO powinien być rzecznikiem wszystkich, nie wybranych. Na rozprawie mec. Michał Pietrzak z fundacji przedstawił historię człowieka, który od życzliwego naukowca dowiedział się, że w dokumentach IPN jest jego pamiętnik, w którym opisuje m.in. swoje pozamałżeńskie przygody. Mec. Pietrzak podkreślił, że dostęp do takich materiałów może zastrzec tylko ten, w czyjej „teczce" się znajdują, i tylko jeśli o nich wie. A nic dla ochrony swojej prywatności nie mogą zrobić opisane tam osoby trzecie. W wyroku Trybunał także wytknął rzecznikowi, że pominął sprawę ochrony prywatności i prawa do dysponowania informacjami o sobie, otwierając drogę do akt IPN osobom bez odpowiednich kwalifikacji, traktujących deklarację o badaniach naukowych czy działalności dziennikarskiej jako pretekst do zdobycia wiedzy o konkretnych osobach. Sędzia Łętowska podkreśliła, że w Niemczech są daleko większe obostrzenia w dostępie do akt Stasi: inne uprawnienia mają uczelnie, inne instytuty badawcze, wymaga się spełnienia w planie badań precyzyjnych kryteriów naukowej metodologii. Wszystko po to, aby zapobiec nadużyciom w korzystaniu z wrażliwych informacji. EWA SIEDLECKA
Źródło: Gazeta Wyborcza (26 listopada 2008)
|








